Wit Ż.

Wiadomość dnia, nie tylko sportowa – sędzia piłkarski i showman Canal+ w jednej osobie, Wit Ż., siedzi. Za piłkarskie przekręty. Uau.

Małe wspomnienie. Kiedyś jako małolat byłem w Toruniu na meczu piłkarskim Elany (był taki klub, całkiem nieźle się mu dopingowało), który sędziował właśnie rzeczony Wit Ż. W pewnym momencie jeden z nielicznych wówczas kibiców Elany krzyknął na cały głos: „Łysyyyyyyyy!!! Spalony był!!! Gwiżdż!!". Na co rzeczony Wit odkrzyknął natychmiast: „Może i łysy, ale nie ślepy!".

I do końca meczu miał już publikę „kupioną".

Ale widać, że być może uczestniczył też w innych kupnach. Ech, niestety, żarciki to nie wszystko. Oczywiście, procesy przed nami, ale przykre, że w zasadzie nie ma już dzisiaj w naszym piłkarskim świecie świętych i uczciwych. Szefem sędziów jest facet, który był liniowym u sędziego W., który przyznał się do pobierania kasy od klubów za ustawianie meczów (zwracam uwagę: niekoniecznie te mecze ustawiał, po prostu brał). Na co jego liniowy mówi dzisiaj: „Nic nie zauważyłem!". No i on ma teraz wybierać tych najuczciwszych? Przecież się na tym nie zna, co sam potwierdził…

Upadek autorytetów piłkarskich zbiega się z poważnymi oznakami upadku klubu z Tarnowa, który przysłał zwolnienia lekarskie, żeby nie grać jutro w Tarnowie. Lekarzom trudno zaprzeczać, ale mam sygnały, że w Unii potrzebny jest niekoniecznie doktor. Prezes PLK Janusz Wierzbowski mówi o tym, że być może po raz pierwszy wprowadzi zakaz transferów do klubu (właśnie w przypadku Unii), bo zaległości wobec byłych i obecnych graczy tego klubu wcale nie maleją. Oby tak się stało, bo Unia – niestety! NIESTETY! – nie zasługuje obecnie na grę w ekstralidze.

Te słowa piszę w przerwie meczu Euroligi Prokom – RheinEnergie Kolonia, z udziałem Marcina Gortata. Trzeba go (Marcina) zobaczyć na własne oczy, żeby wiedzieć, że to talent wielkiej skali. Do przerwy – także dzięki świetnej grze Marcina w obronie – Prokom przegrywa 40:33. A jego obecność na parkiecie (i nieobecność na nim Mysłowieckiego, Łapety, Podgalskiego czy innych młodych talentów gdzieś tam znajdujących się w tle sopockiego klubu) pokazuje dobitnie różnicę między budowaniem zespołu przez kluby pełną gębą a Prokomem. W taktyce budowania zespołu Eugeniusza Kijewskiego dla młodzieży nie ma miejsca. A szkoda.

Ale może druga połowa zaprzeczy moim słowom. Oby.

Dodaj komentarz