No to połowę kolejki przedostatniej mamy już za sobą… Sporo się działo… No to po kolei (w dwóch cześciach, blox nie pozwala pisać aż tyle, ile mi się napisało)… 🙂
Najpierw to, co letnie – Czarni wygrali ze Śląskiem (bez Atkinsa i Martina). AZS pokonał w cuglach Górnika. I tyle.
—
We Włocławku było szaleństwo. Stawiałem na plus pięć, ale Polpharma nie po raz pierwszy w tym sezonie mnie zaskoczyła. To są jednak walczaki! Chyba w ten heroiczny sposób starogardzianie zapewnili sobie utrzymanie.
Cały mecz został zdominowany przez końcówkę, a zwłaszcza pretensje włocławian do sędziów o ostatnie gwizdki. W necie znaleźć można bardzo wyraźny i dający oczywiste (chyba, że ktoś naprawdę na siłę chce coś udowodnić) wnioski film z końcówki meczu. Widać jak na dłoni, że Alan Daniels w przedostatniej akcji robi kroki, a w ostatniej akcji – tuż przed syreną – Bartłomiej Wołoszyn fauluje przy rzucie Briana Lubecka. Polski skrzydłowy niewątpliwie nie skacze pionowo w górę (a na to pozwalają mu przepisy) tylko do przodu, a skoro jest zetknięcie tym spowodowane (a jest), to sędziowie nie mogli zrobić inaczej.
A tu awantura i żenujące (wybaczcie, ale taka prawda) zachowanie zawodników Anwilu. Andrzej Pluta na konferencji prasowej mówi o sędziach, że trzeba coś z tym zrobić, dmie naprawdę w wielką trąbę. (I podaje trzy przykłady, w tym sytuację na końcu meczu, pozostałych dwóch nie widziałem.). Aż trudno mi uwierzyć, że Andrzej aż tak stracił panowanie nad sobą. Po przegranej u siebie (!), z zespołem z przedostatniego miejsca (!), ekipa aspirująca do medali mówi o sędziach?! Nie wypada klubowi tej klasy, co Anwil Włocławek.
Ale to chyba kwestia odwiecznej atmosfery w Hali Mistrzów, zachowania szefów zespołu, trenerów, bo i Ales Pipan jest mistrzem niesłusznych pretensji do sędziów (choć na przykład w słynnej akcji Mustafy Shakura w niedawnych meczu w Sopocie słusznie awanturował się – choć zbyt ostro – że Tomas Masiulis tam faulował na 'zasłonie'). Na filmie z meczu Anwil – Polpharma widać, jak po boisku w końcówce szaleje Łukasz Koszarek, atakując praktycznie fizycznie Tony'ego Weedena przy wolnych, wyrzucając piłkę w trybuny… Wariactwo.
Naprawdę, warto zachować klasę zawsze i wszędzie. Jeśli dwie sytuacje z wejściami pod kosz Danielsa zostały źle ocenione (tego nie wiem), można mieć żal do sędziów. Ale nie w tym stylu. Na pewno nie będąc zespołem medalowym, klasowym, przykładem dla innych. Będąc – jak Pluta czy Koszarek – idolem, liderem reprezentacji. Polpharma powinna popłynąć we Włocławku 20 punktami, Andrzeju i Łukaszu, gdybyście zagrali na swoim normalnym poziomie. Czy nie tak uważacie?
Pomijam już tu nawet logiczny wywód, w którym naprawdę sędziowie musieliby być partaczami i ostatnimi dyletantami, gdyby mieli na celu 'przekręcenie' meczu i czekali z tym na ostatnią sekundę, a na dodatek liczyli na fuksa w postaci wolnych Lubecka.
Przykre to wszystko.
I jeszcze jedno – co mi przyszło do głowy, gdy słuchałem pliku audio z wypowiedzią Pluty. Oczywiście, zapewne nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, co ja mówię zresztą – NA PEWNO nie ma. Ale jest faktem, że przeszła mi taka myśl przez głowę. Gdybym jako zawodnik/trener superfaworyta w końcówce sezonu przegrywał sensacyjnie u siebie ze słabym rywalem, który walczy o utrzymanie (bo na przykład mi się nie chciało, albo mi nie zależało, albo wolałem przegrać), to na kogo bym skierował całą uwagę publiczności? No pewnie, że na sędziów…
I w ten sposób płynnie i nieprzypadkowo przejdziemy do omówienia meczu sobotniego w Kwidzynie (Polonia wygrała 95:82).
—
… w którym oczywiście także nie sugeruję, że był jakiś szwindel ze strony spotykających się na boisku zespołów. Ale oczywiście skończyło się też na tym, że cała uwaga została (sprytnie?) zogniskowana na sędziach. Moim subiektywnym (choć nie kibicuję przecież żadnej z drużyn, ani tym bardziej sędziom) zdaniem – zupełnie bezpodstawnie.
O sędziach za chwilę, najpierw o grze.
Polonia – tak jak w meczu z Polpakiem – była bardzo skupiona i świetnie przygotowana taktycznie. Wreszcie wykorzystywała swoje atuty, wreszcie odzyskali formę Greg Harrington i Paul Miller, dobre miejsce w rotacji trener Wojciech Kamiński znalazł dla Davida Lucasa (sporo minut, ale z ławki) czy Tyrone'a Rileya (pierwsza piątka, ale krótko). Entuzjazm, poczucie zespołowości, pomaganie sobie w obronie i ataku, a także mądre GRANIE POD KOSZ (w odróżnieniu od rywali, którzy pakowali się na ogół prosto na minę wchodząc pod kosz – na przykład na dobrze ustawionego w defensywie Millera), dały w tym meczu efektowną i skuteczną grę. Zaczęło się od 8:0 dla Polonii, szybko było 31:15 i później właściwie Basket nie wrócił do gry. Choć walczył – ze złością i bezsilnością momentami, czasami ostro – zbyt ostro – ale walczył – na pewno nie odpuszczał.
Kwidzynianie przegrali głównie przez własną głupotę. Faule techniczne – po kilku ostrzeżeniach – dostali Tuljković i Barkley. Faule niesportowe – za jakieś ciosy w rywala poza akcją – zaliczyli ci sami zawodnicy. Na koniec Barkley wykonał coś, czego od czasu akcji Gorana Jagodnika w finale nie widziałem. Po odgwizdaniu time-outu – siedząc na ławce po pięciu faulach – przeskoczył przez bandę reklamową i rzucił się do bicia Grega Harringtona, który przez cały mecz dogadywał mu coś pod nosem. W tym momencie też coś mówił, ale czy to powód do bicia? Nie wiem, czy cios/popchnięcie doszło do celu (nie widziałem dokładnie), ale dyskwalifikacja na pewno była słuszna.
Te sytuacje odebrały Basketowi szanse na wygraną. Bez wolnych za kary dodatkowe byłby to po prostu równy mecz.
Po meczu jednak nikt nie mówił nic o genialnej grze Dariusza Puncewicza (objawienie strzeleckie!), jednym z lepszych meczów w sezonie Wojciecha Żurawskiego, o błędach Ericka Barkleya i słabiźnie podpalonego jak małolat Michaela Hicksa, a także o pozytywnej jednostce jaką jest Courtney Eldridge, który wściekły po piątym faulu rozładował złość wyrywając kibicowi-bębniarzowi pałkę i waląć przez chwilę w bęben umieszczony pod koszem. Nikt nie doceniał sprytu Grega Harringtona, megawsadu Normana Richardsona czy skuteczności z ławki Davida Lucasa. Nikt nie bolał nad dramatem 19-letniego Kamila Łączyńskiego, który po raz drugi w ciągu roku – oby nie! – rozwalił sobie kolano.
Wszyscy mówili o niebywałym skandalu sędziowskim. Publika nie chciała wypuścić sędziów z boiska i skończyło się na ucieczce do szatni pod wzmocnioną ochroną, przy deszczu wyzwisk i lecących ze strony kibiców przedmiotów. Wszyscy zbulwersowani, mocne słowa padały dookoła.
Bez DVD nie ocenię tego meczu dokładnie (polecam tę metodę na spokojnie każdemu), ale po obejrzeniu spotkania na żywo mam wielkie przekonanie, że żadnego skandalu sędziowskiego nie było. Argumenty pośrednie? Pierwszy – trener Mariusz Karol w czasie meczu nie reagował praktycznie wcale na sędziów (a potrafi!). Drugi – nikt z szalejących kwidzynian nie potrafił mi właściwie wskazać żadnych konkretnych sytuacji, w których był skandal. Bo sędziowie dali dużo technicznych (dla kibica to właściwie wszystko jedno, czy niesportowe, czy techniczne)? Bo bijącego zawodnika wyrzucili z boiska? Bo Basket miał więcej fauli (30:20)?
Jak zawsze, poproszę o konkretne sytuacje. Moim zdaniem – na żywo, a więc w ułomny sposób oceniam – były dwie chybione decyzje przeciwko Basketowi.
Pierwsza to faul na środku boiska Courtneya Eldridge'a na Krzysztofie Szubardze przy wyprowadzaniu piłki. Nic tam nie było, sędzia gwizdnął. Błąd.
Druga to – być może – faul techniczny w 11. sekundzie III kwarty dla Mujo Tuljkovicia. Bośniak faulował i machnął ostro obiema rękami w stronę sędziego Dariusza Szczerby. Sędzia Szczerba wcześniej ostrzegał kilka razy wszystkich, że zaraz będą 'dachy', więc tym razem błyskawicznie wyjął kolta i odstrzelił Tuljkovicia technicznym. Mógł sie powstrzymać? Być może mógł.
Pozostałe sytuacje? Techniczny dla Barkleya ewidentny, niesportowe dla Tuljkovicia i Barkleya za bicie rywali poza akcją – ewidentne (zresztą oba zabrały Basketowi spore szanse na doganianie rywali), dyskwalifikacja dla Barkleya ewidentna (moim zdaniem akcja nadaje się na odsunięcie człowieka od kilku meczów). Inne zetknięcia kontrowersyjne? Nie pamiętam. Po technicznym sędzia Szczerba stał się wrogiem publicznym ludzi siedzących za moimi plecami, ale z minuty na minutę mogli się oni popisywać tylko uwagami w stylu 'ooo! nie pomyliło ci się, Ty (…), że gwizdnąłeś dla nas?', niż rzeczywiście mieli się do czego przyczepić.
Podsumowując – nie daję sobie nigdy rąk ucinać za uczciwość sędziów czy ich umiejętności – nie o to chodzi. Ale oceniam tylko i wyłącznie sytuacje. Jeśli ktoś uważa, że w tym meczu było wiele źle ocenionych sytuacji, dajcie ich listę, pogadajmy przy DVD. Ja – na razie, po obejrzeniu spotkania na żywo – uważam, że to był bardzo dobrze sędziowany mecz.
—
W całym tym zamieszaniu, jak uważam, znakomicie znalazł się trener Basketu Mariusz Karol. Zresztą – dla mnie jeden z bohaterów tego sezonu. Daję słowo – Basket widziałem na spadkowym miejscu, a tymczasem Karol wygrywając trzy kolejne mecze z faworytami całego sezonu utrzymał ekipę w lidze pokazowo. Umówmy się – gdyby przegrał wszystkie te mecze, lub wygrał jeden, nikt by nie miał do niego pretensji. Ale kwidzynianie teraz byliby znów w pierwszej lidze…
Karol ma moim zdaniem zespół personalnie słabszy od kilku rywali, a jednak walczy w tym momencie o miejsce w ósemce i nie jest bez szans na nawiązanie walki nawet w ćwierćfinale. Szczerze mu więc – jeszcze przed meczem – gratulowałem tego sezonu. A po meczu zaimponował mi wypowiedziami. Kluczową w podsumowaniu meczu: 'Ten mecz pokazał jedno, że nie jesteśmy żadną wielką drużyną, tylko taką zwyczajną. Nie potrafimy bowiem grać pod presją, a wielkie drużyny sobie z nią radzą. Pierwsza połowa była fatalna, a druga już niewiele zmieniła, bo to był taki nasz łabędzi śpiew'.
I to było najważniejsze w tym meczu, nie sędziowie.
A pytany o sytuacje z Barkleyem, ocenił: 'Harrington był tu górą, bo sprowokował Barkleya. Dziwi mnie to, bo to Barkley przecież grał w NBA, a nie Harrington. A cała ta sytuacja była na pewno następstwem naszej słabej postawy w pierwszej połowie'.
Znów ani słowa, nawet sugestii, o sędziach.
I tak właśnie należy ocenić moim zdaniem całe to kwidzyńskie zamieszanie. To nie sędziowie narobili bigosu, tylko Barkley i koledzy. A jego – co dla mnie symboliczne i kompletnie absurdalne w tym kontekście – żegnała w przedwczesnej drodze do szatni owacja. W sumie… 1/4 z gry, 4 punkty, 6 fauli, dla gwiazdy z NBA w ważnym meczu (o ósemkę!) – należały mu się brawa…
—
O sędziowaniu w DBE piszę w tym sezonie nie po raz pierwszy. Oglądam na DVD niemal wszystkie mecze, a na pewno wszystkie kontrowersyjne. Problemów poważnych nie widzę. A daję słowo – byłbym pierwszym, który wystrzeli bombę w kierunku sędziów, gdybym zobaczył fuszerkę. A śmiem twierdzić, że na sędziowskiej fuszerce się znam, bo i przepisy nie mają dla mnie tajemnic, i sam kurs ukończyłem, i sporo meczów na boisku przesędziowałem.
Po tym wszystkim co zdarzyło się znów w czwartek i sobotę przyszło mi do głowy, że sędziowie w Dominet Bank Ekstralidze chyba powinni być bliscy jakiegoś protestu czy strajku. W każdym praktycznie meczu są obrażani, dobrze, jeśli wyzywani tylko od pajaców. Dobrze, jeśli mogą w miarę spokojnie (czyli przy okrzykach tylko) wychodzić z hali. Winni są każdej porażki gospodarzy, a po wygranej… i tak są największą zarazą polskiej koszykówki. Władze ligi niewiele robią, żeby z tym mitem skończyć. Nakładają kary na kluby za zachowanie kibiców i działaczy czy trenerów, ale nic to nie zmienia. Nikt w PLK i PZKosz nie usiłuje nas, kibiców, przekonać, czy sędziowanie jest dobre czy złe. Nic nie robi Kolegium Sędziów. Nikt nie pokazuje sytuacji, nie tłumaczy, dlaczego coś zostało odgwizdane. Mi się już nie chce tego robić. Ale naprawdę się nie zdziwię, jeśli któregoś dnia na przykład wszystkie mecze rozpoczną się z 15-minutowym opóźnieniem, bo sędziom przed spotkaniami przedłużą się narady w szatni. Ja bym miał dość.
Ale może nie mam tak grubej skóry jak niektórzy. Może oni mogą znieść więcej. Może im to nie przeszkadza?
—
I jeszcze jedna, podstawowa i zasadnicza uwaga do tego wszystkiego: LUDZIE! PRZESTAŃMY SIĘ ZAJMOWAĆ LIMITAMI POLAKÓW NA BOISKU, JUNIORAMI DO LAT 25 OBOWIĄZKOWYMI PRZEZ DWIE KWARTY I TYM PODOBNYMI BZDURAMI. ZLIKWIDUJMY SPADEK Z EKSTRALIGI I WSZYSTKIE PATOLOGIE, PODEJRZENIA I AFERY PÓJDĄ PRECZ, A SŁABSZE ZESPOŁY ZAROJĄ SIĘ OD POLAKÓW. Koniec i kropka.
(Oczywiście przypominam, że jestem za tym, żeby mistrz I ligi miał prawo dołączyć do ekstraligi po spełnieniu wszystkich wymagań licencyjnych.)
—
(cd poniżej)