Ufff. To było naprawdę pracowite kilka dni, pełne emocji. Wróciłem w nocy z Wrocławia po meczu gwiazd i długo nie mogłem dojść do siebie. Z wielu względów.
W tym roku nie tylko komentowałem ten mecz. Także pomagałem organizować. Byłem po części odpowiedzialny za konkursy, a także za turniej dziennikarzy, materiały dla tychże i konferencję prasową. Myślę, że nie mam się czego wstydzić.
Konkursy chyba wyglądały lepiej niż ostatnio. Za poziom dunków i niecelne trójki nie odpowiadam, ale chyba nie było chaosu jeśli chodzi o regulamin (zawodnicy zapoznali się z nim już w sobotę, nie było niejasności). Był na boisku Kfiatek, który pilnował punktacji i nic się nie zawaliło. Jurorzy? Za to nie odpowiadałem, ale uparłem się, żeby byli wśród nich Torrell Martin i Maciej Zieliński.
Kłopot był tylko z liczbą rzutów z jednego ze stojaków, bo chłopcy nie zrozumieli, że mają podać pięć piłek RAZ, a nie po kilka razy. Ale trudno było to przewidzieć.
Byłem tez autorem pomysłu, że każdy zawodnik miał po trzy próby na udany wsad. Moim zdaniem to tyle co trzeba. Nie szkodzi mi chyba, że Kiausas musiał próbować aż tyle razy, żeby udał się wsad z butem. Zresztą ogólnie poziom moim zdaniem był niezły. Ja bym widział w finale Seftona Barretta zamiast Davida Logana, ale cóż… Kiausas wygrał zasłużenie, bo był po prostu najfajniejszy.
W trójkach Andrzej Pluta po prostu zszokował. 25 na 30 możliwych w eliminacjach to po prostu wynik na poziomie NBA. Rewelacja!
Całe konkursy (także eliminacje trójek, które nie zmieściły się w transmisji) można obejrzeć tutaj . Tam także występ Crazy Dunkers z Francji, których też nie było widać w TV4. Ale moim zdaniem na wideo nie wypadają tak fajnie. Trzeba było być w Hali Stulecia, żeby to docenić.
Ogólnie konkursy, które zawsze lubię w meczach gwiazd najbardziej, moim zdaniem wypadły nieźle.
—
Sam mecz? Jak to mecz gwiazd. Kilka fajnych akcji, kilka efektownych zagrań i rozróżnienie, kto umie się bawić, a kto nie. Oraz gdzieś obok tego wszystkiego Andrzej Pluta, który po prostu chciał wygrać i zdobyć tytuł MVP. Statystyki moim zdaniem potwierdzają , że dostał ten tytuł zasłużenie. Dla mnie za to najlepszym amerykańskim graczem meczu był bez wątpienia Jared Homan. Nagroda dla Ericka Hicksa jednak jest jeszcze do zaakceptowania. Także dlatego, że w ten sposób nie wszystko zdobyli Południowcy.
Moim zdaniem fajniejsza będzie formuła meczu Polacy – Obcokrajowcy. Także dlatego, że skończy się marudzenie słyszalne z pewnej strony :), że brakuje Polaków, że trzeba dawać nagrody Polakom. Pluta w pełni zasłużył, ale gdyby 21 punktów zdobył Alan Daniels, to nagrodę miałby dostać np. Paweł Kikowski? Bez sensu. A tak, jak Polacy wygrają, to MVP na pewno będzie z Polski.
Za to niefajne było podejście do meczu ludzi z klubu Prokom Trefl Sopot. Po pierwsze, trzeba było być na treningach w sobotę, żeby zobaczyć różnicę w prowadzeniu zajęć Północy i Południa. Po drugie, szokujące – na treningu nie pojawili się w ogóle czterej koszykarze Prokomu powołani na mecz!!! Przylecieli samolotem zgodnie z planem późnym wieczorem. Po trzecie, trener Tomas Pacesas zadbał o to, żeby jego 'gwiazdy' nie zmęczyły się. Trzy minuty Milana Gurovicia, cztery Filipa Dylewicza, osiem Krzysztofa Roszyka i 11 Donatasa Slaniny… Kibice głosowali na tych graczy, żeby zobaczyć ich w akcji we Wrocławiu, a tymczasem Prokom i jego trener ma to gdzieś.
Niech mi wybaczą niektórzy mocne słowa, ale szkoda, że nie miałem okazji ich powiedzieć Tomasowi Pacesasowi po meczu osobiście. Dla mnie to kolejny przykład mistrzowskiego lekceważenia ligi jako całości i rywali w wykonaniu klubu z Sopotu. Najpierw była próba załatwienia sobie Euroligi bez względu na mistrzostwo Polski, potem dwukrotna odmowa przełożenia meczu na niedzielę dla telewizji z błahych powodów (bo Pape Sow musi jechać po wizę, bo potrzebujemy trzech dni przerwy przed Euroligą), a teraz to. Klub z Sopotu chyba powinien sobie przypomnieć, że nie jest jednak mimo wszystko ponad Dominet Bank Ekstraligą tylko w samym środku jej, a jako mistrz ma nawet więcej obowiązków.
Zresztą – podobną akcję wykonał Saso Filipovski, wpuszczając na 1,5 minuty Andresa Rodrigueza. Szkoda.
—
A teraz o opiniach. Miałem okazję rozmawiać z ludźmi, którzy byli w hali (pełnej, co było pewnym zaskoczeniem!). Kibicami i np. koleżankami, które z koszem niewiele mają wspólnego. Wszyscy byli co najmniej zadowoleni, a niektórzy bardzo zadowoleni. Mi się podobało. Nie przeszkadza mi bowiem przerywnik muzyczny, zwłaszcza jeśli to ma być jedna piosenka, nawet Stachursky'ego czy Kasi Novej. Komu to szkodzi? Takie nazwiska się sprzedają w pewnych kręgach, nie uwierzylibyście, gdybym podał liczby związane z kilkalnością newsów rozrywkowo-plotkowych w Gazeta.pl w porównaniu ze sportowymi.
I teraz najważniejsze – nie przeszkadza mi to, zwłaszcza jeśli nie odbywa się to kosztem sportu! A odbyło się? Czy zabrakło czasu na konkursy? Czy zabrakło czasu na mecz? Moim zdaniem nie, choć pomysły z kontrolowaniem czasu były niedopracowane. W dwie godziny transmisji w TV4 było sportu około 1:40, co moim zdaniem jest okej. Zwłaszcza, że Crazy Dunkers po prostu mnie powalili na kolana i nie tylko mnie. Najlepszy punkt programu!
No, jeszcze był chór z Poznania, moim zdaniem pomyłka. Przykro mi, nie to miejsce, nie ten czas, nie ten klimat. Zabrakło mi też na końcu meczu czasu na autografy i zdjęcia (może Lady Pank powinni grać na początku?). Hip-hop? Czyż na Meczu Gwiazd NBA nie lansuje się bardziej klimatów muzyki powooooolno pościelowej? Nie widziałem tam chyuba Wu Tang Clanu jakoś…
Skiba i Konjo? Nie moja bajka. Ale – choć może nie uwierzycie – spotkałem kilka osób, którym się to podobało! Ktoś o tłum musi dbać, czekam ewentualnie na propozycje kto, jeśli nie oni.
Moim zdaniem próba zrobienia show z meczu gwiazd jest słuszna i w tym roku było po prostu fajnie – zwłaszcza w hali. Trzeba to i owo dopracować, a na pewno mogłoby to trwać 2,5 czy 3 godziny. Ale w telewizji trudno coś takiego upchnąć. Zwłaszcza koszykówkę.
Kończąc wątek telewizyjny. Czytam wiele narzekań na realizację telewizyjną meczu. Z powodów oczywistych nic na ten temat nie mam do powiedzenia. Mogę tylko powiedzieć, że wszystkie uwagi dotrą do ekipy realizatorskiej, a ja zrobię wszystko co w mojej mocy i wiedzy, żeby nasze mecze w Polsacie Sport były coraz lepiej realizowane.
I na koniec – skoro tyle osób pozostało w stanie zadowolenia, nie rozumiem uwag purystów koszykarskich, którzy kwękają, że to była żenada i cepelia, a zwłaszcza tekstów o tym, że dziennikarze pograli w kosza, więc piszą laurki na zamówienie. Chamstwo. Dopuszczacie w ogóle, że ktoś może mieć inne zdanie niż fanatycy kosza, którzy spędzają całe życie pod kapturem i kołysząc się w rytm hip-hopu obmyślają mix-tejpy? Dla mnie na przykład to jest żenada i cepelia. A mecze gwiazd nie są tylko dla codziennych kibiców. Są także po to, żeby przyciągnąć niezorientowanych i promować. I to się moim zdaniem w pewnej skali udało.
—
Dodatkową przyjemnością był występ w turnieju dziennikarze-koszykarze, który rozegraliśmy w sobotę między treningami Północy i Południa. Raz jeszcze dziękuję koszykarzom, że zgodzili się zagrać. Wyniki szczegółowe są tutaj , a galeria zdjęć tutaj (w ogóle polecam pozostałe galerie na PLK.pl z tego meczu, wiadomo!). Może niedługo wrzucę też jakiś plik wideo, bo jest dokumentacja przynajmniej niektórych meczów 🙂 (dziękuję Aniu!!!). Na razie mogę powiedzieć, że nieco pecha było przy losowaniu – najlepszy dziennikarski koszykarz trafił w nim na najbardziej ambitnego z ambitnych (Andrzeja Plutę) i dlatego kwestii wygranej właściwie nie było. Choć Paweł Kikowski z Łukaszem Ceglińskim walczyli z późniejszymi zwycięzcami do ostatniej akcji.
Chciałem napisać, że byłem najstarszym i zdecydowanie najgrubszym uczestnikiem tego turnieju, ale nie byłaby to prawda, dzięki pewnemu dżentelmenowi z numerem 45 z Basketu Kwidzyn. 🙂 Tak czy owak udało się wygrać dwa mecze i dzięki zgodnej współpracy z Łukaszem Koszarkiem dojść do finału. Nawet w jednym meczu zdobyłem siedem punktów (na 15), co uznaję za życiowe osiągnięcie. A zdjęcia mówią wszystko – kto był szybszy. 🙂
Ktoś zadał pytanie, czy nie lepiej zamiast gierek dziennikarzy zrobić turniej dla szkół. Pewnie lepiej. Ale nasze rozgrywki kosztowały zero, a chodziło o to, żeby ważni dziennikarze (z centralnej prasy) przyjechali i napisali jak najwięcej w swoich gazetach. To ma naprawdę znaczenie.
—
No cóż. Prawdziwy weekend gwiazd już za nami (bo był jeszcze piątek w szkołach, świetne przeżycie), a teraz powrót do ligowej normalności. Niestety, dwie najbliższe kolejki zostały wypchnięte z Polsatu Sport do Polsatu Sport Extra. W środę piłkarski Puchar Ekstraklasy, a w weekend siatkarski Puchar Polski sprawiły, że szans nie było. Będą za to powtórki – w niedzielę Prokom – Anwil po północy w Polsacie głównym, a także kilka razy w Polsacie Sport. Walczę jak lew, żeby może mecz Turów – Prokom spotkał ten sam los, ale cóż, co ja mogę…
Typki we wtorek – zapewne. 🙂 Ale ponieważ Górnik podejmuje Śląsk już we wtorek, to na wszelki wypadek typuję już teraz +6. 🙂