W ramach przygotowań do powrotu na boiska Dominet Bank Ekstraligi – w końcu już w sobotę ciekawe widowisko w Ostrowie, a ja jadę do Starogardu 🙂 – obejrzałem sobie dokładnie i w całości niewidzialny przed świętami w Polsacie Sport, ale na DVD z biura ligi dostępny, mecz PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek. Oto impresje.
Oczywiście, całkowicie subiektywne. Ale jakże by inaczej. Będzie trochę o decyzjach trenerskich, grze, sędziach, koncepcjach skłądu i taktyki, no i niestety o publiczności. Z ręcznie pisanych przez ostatnie niemal dwie godziny notatek przenieśmy więc sprawę w komputer.
Kwarta 1
Nie ma szczególnych par z jednej strony boiska, bo Turów jak zawsze zmienia dużo na obwodzie. W Anwilu Alan Daniels przez cały mecz (!!!) kryje Thomasa Kelatiego, a Davidem Loganem zajmuje się głównie Andrzej Pluta (momentami Gerrod Henderson, kiedy wchodzi Łukasz Koszarek). W ogóle zmian w tym meczu będzie niewiele…
Turów zaczyna pod kosz, ale Dragisa Drobnjak nie trafia dwa razy. Potem ze strony gospodarzy zaczyna się bezsensowna kanonada z dystansu. Anwil dobrze broni, pomaga sobie w środku boiska, więc są odrzucenia, ale ani Logan (nie ma zbyt wiele miejsca), ani Andres Rodriguez, a także Robert Witka, nie trafiają. Część z tych rzutów jest z dość łatwych pozycji. Henderson trzyma wszystko w garści i rozprowadza akcje Anwilu po mistrzowsku, ale żeby włocławianie prowadzili po tej kwarcie 18:7 potrzebne były dwie rzeczy. 1) Dwie szalone trójki Danielsa przez ręce. 2) Wejście Alexa Dunna, który od razu trafia ważne rzuty.
Od pierwszej minuty każdy oczywisty faul graczy Turowa (m.in. ofens Drobnjaka, czy faul daleko od kosza Witki, przy akcji pick and roll na tak zwanym 'show') jest kwitowany pantomimą przy ławce, na boisku i okrzykami z trybun. Pierwsze 'pajace' pojawiają sie już przy pierwszym gwizdku w miarę kontrowersyjnym (trudno, żeby do sytuacji kontrowersyjnych zaliczyć dwa piękne bloki Danielsa na Loganie i Kelatim w akcjach 1×1 w obronie).
Jedyna prawdziwie moim zdaniem kontrowersyjna akcja w tej kwarcie to faul odgwizdany Zeljko Zagoracowi, gdy zebrał piłkę ponad Witką, który za pomocą czterech liter wyraźnie wypychał go coraz dalej od kosza.
Słowem – niemądra gra Turowa i kilka świetnych akcji w wykonaniu klasowych zawodników Anwilu – klasowych w ofensywie, czyli umiejących zrobić coś z niczego, czego wyraźnie w tym meczu brakowało Turowowi (poza kilkoma minutami, o czym później).
Kwarta 2
Logan zaczyna od trójki, a po chwili powinien mieć dwa punkty, bo próbujący blokować Dunn wyraźnie wprawia w drgania tablicę w kluczowym momencie (błąd sędziów). Ale za chwilę sędzia Marcin Kowalski (są jeszcze Dariusz Włodkowski i Wojciech Imiołek) 'oddaje' wyraźnie tę akcję, gwiżdżąc przy walce daleko od kosza wymyślony moim zdaniem faul Zagoraca. Publika i tak 'pajacuje'. Sędziego Marcina Kowalskiego znam jeszcze z czasów, kiedy sam sędziowałem na niskich szczeblach, cenię go, w końcu jest w Eurolidze, ale czasami mu się zdarzają takie mentalne zagapienia. A potem próbuje coś naprawiać, nie wiem, po co. Kilka decyzji w tym meczu miał bowiem trudnych i dobrych. A tu taki klops.
Po wymianie akcji Witka – Dunn wchodzi na boisko Slobodan Ljubotina i zaczyna swój popis nieudolności. Nie łapie dobrego podania, odpala za trzy punkty, nie broni przy Dunnie. Daniels znów robi niesamowite drobne rzeczy (zbiórki, dogrania, zatrzymania akcji kiedy trzeba) – to naprawdę świetny zawodnik i w tym meczu to widać (nawet w statystyce, choć nie tylko). Ciekawe, że trzeba było dwóch miesięcy, żeby to odkryto w klubie z Włocławka.
Około 15. minuty (nie mam na DVD ani zegara ani wyniku) pojawia się na jedyny raz w tym meczu Iwo Kitzinger. Jako rozgrywający, radzi sobie nawet nieźle. Choć ciekawe, że uczący się nowej pozycji Kitzinger zdaniem trenera Filipovskiego w kluczowym meczu jest przydatniejszy niż weteran Robert Skibniewski. Jedna strata Iwo, jedna dobra asysta na koniec kwarty, kiedy uruchomi Ljubotinę, jak się później okaże, na dobre. W tej kwarcie nic wielkiego się już nie dzieje, choć w samej końcówce wreszcie trafia niesamowicie pasywny Kelati (za trzy). Po tej akcji – i wspomnianym zagraniu Kitzingera do Ljubotiny – kwarta kończy się przy stanie 24:26. Słabizna.
Kwarta 3
Logan znów próbuje się uruchomić, ale trójka z ośmiu metrów to zły pomysł. Mimo to nigdy w tym meczu nie usiądzie na ławce, choć przy 2/12 z gry wypadałoby choćby zaeksperymentować. Anwil trzyma wynik znów dzięki akcjom Hendersona i Danielsa. Kilka dobrych akcji na siłę spod kosza ma Drobnjak. Po dłuższej przerwie zauważam, że w tym meczu gra też Pluta, który stoi gdzieś z boku i przygląda się, jak grają inni. Sorry, Andrzej, ale w tym składzie piątki to okazało się, że jesteś najmniej ważnym zawodnikiem na boisku. W tej kwarcie też nic wielkiego się nie dzieje, może poza aktorstwem Drobnjaka, który nabiera sędziów na faul Patricka Okafora na środku boiska, ładnie się przewracając przy zapasach.
Słabszy fragment od połowy kwarty ma w ataku Daniels, ale w obronie nadal daję radę przy Kelatim. Logan wreszcie wymusza kilka fauli (Pluty), z czego ma 5 wolnych – trafia 4. Moim zdaniem faul przy trójce dość wątpliwy, podobna będzie odwrotna sytuacja w końcówce i gwizdka nie będzie. Po dwóch pięknych akcjach (Drobnjak do Witki i Witka do Drobnjaka) Turów prowadzi, ale w samej końcówce po dobitce Wiktora Grudzińskiego i faulu w ataku Drobnjaka oraz po superbloku Danielsa na Ljubotinie (to już trzeci moim zdaniem w tym meczu, ale statsy o tym milczą) Anwil znów prowadzi 43:41.
Na sam koniec znów jakiś mentalny blok dopada sędziego Kowalskiego. Po czasie dla Filipovskiego 5,6 sek do końca kwarty Turów ma sekundę na dogranie akcji. Przerwa się przedłuża, bo jest jakieś zamieszanie i szarpanie między kibicami, plus wulgarne okrzyki (nie cytuję) właściwie całej hali (ciekawe, czy była kara), co nie pozwalają grać. Może to powoduje, że po szybkim rzucie i zbiórce Zagoraca sędzia Kowalski kończy kwartę. Sorry! To była tylko syrena na 24 sekundy! Można się z tego pośmiać, bo błąd jest oczywiście poprawiony, ale po co to… Brak koncentracji?
Kwarta 4
I tu się działo najwięcej, jeśli chodzi o temperaturę. Początek słaby ma Grudziński (faul i daje się ograć Witce), ale potem będzie kluczowym graczem meczu (a gra bo Okafor i Dunn mają po 4 faule). Chaos jest straszny i podobnie jak w najgorszych swoich momentach w poprzednich kwartach oba zespoły za dużo rzucają za trzy. No niestety, tak się gra przy dobrej obronie i nie po raz pierwszy okazuje się, że kto umie przenieść pod presją piłkę pod kosz, ten wygra. Umie to Henderson, umie Daniels, a kończy Dunn.
Od remisu 43:43 następują trzy kluczowe zagrania w meczu. Henderson wymusza zamianę krycia na zasłonie i jedzie do kosza – dwa punkty. Potem Logan się znów podpala, a w kontrze Pluta trafia kompletnie szaloną trójkę przez ręce (pierwsze punkty i jedna z nielicznych kontr w tym brzydkim meczu). W kolejnej akcji Pluta jest dwa razy bardzo blisko z rękami przy kozłującym Loganie (mógł być faul), ale w końcu ten wpada na niego (ofens). 'Pajace' w tym momencie stają się 'Drukarzami'. Bez sensu… W trzeciej kolejnej akcji Anwilu piękna asysta Hendersona i Grudziński trafia. 43:50.
Chwilę później punkty Ljubotiny i następuje najtrudniejsza akcja meczu do oceny. Odwrócona akcja poprzednia, Grudziński znakomicie podaje pod kosz do Hendersona, ten spod samej obręczy rzuca, ewidentnie niecelnie, ale piłkę po odbiciu od tablicy (na pewno), opadającą (na pewno) i ponad obręczą (na pewno) zbija w bok jakoś dziwacznie Logan. Wyglądało to nienaturalnie, ale po analizie klatka po klatce przyznaję sędziom, że punkty musiały być zaliczone. Po co ten Logan tam skakał? Nie wiadomo.
No i na sali oczywiście szaleństwo. 'Drukarze' zmieniają zawód i są teraz 'Złodziejami'. Filipovski szaleje. Bez sensu.
Kolejna akcja. Rodriguez traci piłkę przy dobrej obronie Grudzińskiego. Ljubotina robi 'show' i jest ewidentnie spóźniony, ale faul jest przyjęty kolejną przyśpiewką 'Tak się bawią sędziowie' (to chyba jakiś rekord różnorodności dowalania sędziom, brakowało tylko przeterminowanego 'kalosza' i wulgaryzmu, za co publiczności w Zgorzelcu jednak jestem wdzięczny). Henderson znów idzie do kosza (jakiż to jest mądry gracz!), a nietrafiony rzut dobija Grudziński. Jest 45:54 i wydaje się, że po bykach, a właściwie po turach.
Kolejne kilka minut to jednak jedyne dobre minuty w tym meczu Turowa i przede wszystkim Rodrigueza. Ma on w tym meczu tylko jedną asystę, a ja w tym fragmencie widzę dwie (albo trzy nawet) i liczą się jego punkty także. Najpierw szalona trójka Ljubotiny (odpowiada jeszcze Pluta przez ręce – 48:56).
A później mamy kolejno: za trzy Kelati; błąd ośmiu sekund Anwilu; wjazd Witki; kroki Hendersona przy wejściu pod kosz (ewidentne); Rodriguez wykorzystuje zamianę krycia i wjeżdża za dwa (55:56); Grudziński bez sensu odpala za trzy; kolejne podanie Rodrigueza i po faulu Ljubotina trafia jeden wolny (56:56); Pluta faulowany trafia jeden wolny; Logan nie trafia za trzy (znów); Pluta nie trafia za trzy (Logan na niego spadł – to ta akcja, o której mówiłem) i wreszcie kolejny wjazd Rodrigueza w tłum, z ewidentnym faulem Hendersona (pcha). Portorykańczyk trafia i dorzuca wolnego. 59:57 prowadzi Turów!
Cud! Nagle okazało się, że można przyspieszyć, minąć, zrobić miejsce kolegom, trafić, zagrać odważniej. W jakieś dwie minuty 14:3 dla Turowa. Ciekawa odmiana.
Tyle, że do końca meczu – jakaś minuta – Rodriguez (i Turów zarazem) zrobi już same głupoty, przez co przegra mecz. Na dodatek skupiony będzie na własnych nerwach, podobnie jak trener Filipovski.
Przy 59:57 bardzo ciężka do oceny akcja tuż przy ławce Turowa. Fajnie podwojony Henderson jest ewidentnie faulowany przez Ljubotinę (kolankiem wypychany), ale czy wcześniej nie stanął na linii? Trudno ocenić, nawet na stopklatce, czy najpierw jest zetknięcie czy linia. Nic to, że trudno ocenić – są 'Złodzieje'. Henderson trafia raz.
Rodriguez wyraźnie pobudzony bez sensu nie oddaje długo piłki (źle podając w międzyczasie do Kelatiego, więc ten szybko odrzuca) i głupio rzuca przez ręce za trzy, niecelnie. Po chwili znów jego błąd – faul na mijającym Danielsie (Anwil poza wspomnianą akcją Grudzińskiego w ogóle nie rzuca z dystansu, czego pilnują Henderson i Daniels). Daniels trafia raz – remis.
Ostatnie sekundy. Rodriguez nie oddaje piłki i wchrzania się pod kosz, gdzie przez ręce (bez faulu na pewno) wykonuje – jak się to kiedyś mówiło – świecę. Piłka szczęśliwie spada w ręce Witki, który z lewej strony kosza, niepilnowany za bardzo, pod samą obręczą, rzuca prawą ręką (ojojojojoj…) i wykonuje – jak to się kiedyś mówiło – klasycznego kartofla. Henderson ma piłkę i wiadomo, że jej nie odda. Trzy razy próbuje mijać rywali czekając na faul, za trzecim razem Kelati fauluje. Niestety – oficjalny obraz DVD akurat w tym miejscu i momencie zasłania jakaś głowa kibica. Nie wiem więc, dlaczego Filipovski reklamuje, że Henderson faulował 'rolując'. I czy ma rację.
Henderson trafia dwa wolne (59:61). I zostają bodaj trzy sekundy. Teraz pytanie trenerskie. Dlaczego piłkę po koszu wybija Rodriguez (wyraźnie to jest zaplanowane, pozostali uciekają)? Dlaczego Kelati ucieka daleko od swojej połowy? Dlaczego Logan chowa się w rogu? Dlaczego po piłkę wychodzi tylko Ljubotina, który nie dość, że nie ma co zrobić (Rodrigueza odciął świetnie Henderson), to jeszcze głupieje i rzuca zza połowy tak, że piłka spada na aut sekundę przed końcem meczu. Nic z tej akcji nie rozumiem, ale może to sędziowie coś zaćmili. 🙂
Prezes Polatowski z Włocławka na dźwięk syreny wykonuje efektownego lajkonika przez pół boiska, ale przedwcześnie, bo jeszcze trzeba dograć tę sekundę. Podanie do Hendersona i nie ma nawet faulu, koniec meczu. 59:61 – wygrywa Anwil.
W sumie
Mecz ciężki do oglądania, mam nadzieję, że dało się choć przeczytać opis, starałem się, żeby był ciekawszy niż te męczarnie. Męczarnie przez to głównie, że wygląda na to, że obaj trenerzy zajmują się wyłącznie obroną i dyskusjami z sędziami. Stąd zatrzymani Logan i Kelati, a także Pluta. Stąd niewiele efektownych akcji (żadna nie nadawała się do Top 10 kolejki). Stąd strasznie podgrzana atmosfera na hali i potem dyskusje niemal wyłącznie o sędziowaniu. A tu nie sędziowie wygrali albo przegrali.
Cud się niemal zdarzył, bo tragicznie grający Turów (prawie jak w Wałbrzychu na inaugurację) nagle rozegrał kilka dobrych akcji i prowadził. Kiedy jednak w trzech najważniejszych akcjach meczu rozgrywający robi straszne głupoty (może ze zmęczenia?), a i koncepcji nie widać, a strzelcy uciekają od piłki, to musiał wygrać to Anwil.
Głównie dlatego, że na tym poziomie rywalizacji ma zawodników KREATYWNYCH, mądrych i po prostu dobrych. Tak na początku meczu (Alan Daniels), i w jego środku (Alex Dunn), i w samej końcówce. To ostatnie dotyczy głównie Gerroda Hendersona, mistrza przetrzymywania piłki, kiedy tego najbardziej zespół potrzebuje, mistrza mądrego grania. Ale także kilka słów należy się Wiktorowi Grudzińskiemu, który w kluczowych momentach dołożył swój palec (niemal dosłownie).
W Anwilu nie podoba mi się jednak to, że prawie w ogóle w takim meczu nie grają kadrowicze (z pierwszej piątki kadry przecież!) Koszarek – kilka minut bezproduktywne, miał kłopoty z mijaniem rywali, ale dwie dobre akcje zrobił – i Wołoszyn (zero minut!). Ale oni przynajmniej na swoich pozycjach rywalizują z prawdziwymi gwiazdami, które w tym meczu grały popisowo.
Dlatego bardziej nie podoba mi się to, że spore pieniądze w Zgorzelcu są marnowane i dosłownie siedzą na ławce. Mówię o marnowaniu, bo chciałbym – tak jak wielokrotnie czepiałem się Prokomu – żeby wielki budżet służył rozwojowi koszykówki w Polsce, a nie w Słowenii, Portoryko i Erytrei. Nie mam pojęcia, czemu nawet słabo grający Logan i Kelati nie dostają zmian ani na sekundę. To zakrawa o jakąś paranoję, choć przy żółwim tempie, w jakim gra Turów, jest to do wytrzymania dla zawodników. Co z tego jednak, że wytrzymują, skoro robią błędy w końcówce, a poza tym grono nieszczęśliwych rośnie (po co ta słynna 14 zawodników?). Nie widzę Turowa na co dzień, ale nie wiem, czemu Nana i Skibniewski, a nawet Jarmakowicz, zasłużyli na zero minut. Nie wiem, po co się szkoli w Polsce za pieniądze (wiadomo skąd) takich gości jak Ljubotina i Scekić. Widać taki jest interes koncernu PGE.
Pewnie, jeśli Turów wygra mistrzostwo Polski, to odwołam te słowa, przynajmniej częściowo – i znów – jak rok temu pogratuluję prezesowi Krygierowi i trenerowi Filipovskiemu. Na razie jednak będę się trzymał wersji, że nawet jeśli odwołam, niewiele to daje polskiej koszykówce, zwłaszcza, że już naprawdę spora część sezonu za nami. Oby trener Saso Filipovski zdobył Puchar ULEB, wtedy gra będzie warta świeczki. Chciałbym jednak, żeby po sobie zostawił kilku polskich wychowanków. Jedno z drugim da się pogodzić.
A największy dramat tego meczu to bałkanizowanie polskiej ligi poprzez sugerowanie, że wszystkiemu winni są sędziowie (nawet choćby poprzez gesty podczas meczu!), którzy popełnili może trzy czy cztery błędy w meczu, na dodatek wcale nie przeciwko Turowowi. To się odbije czkawką wszystkim, a może już się odbija, bo tego się normalnemu kibicowi w telewizji odechciewa oglądać!!! Niech o tym pamiętają prezesi obu klubów, wiodących w końcu w aszej lidze. W tym meczu nie sędziowali żadni moi ulubieńcy, ale sędziowali nieźle.
I tyle na ten temat, subiektywnie, może i odważnie, ale szczerze.
Anwil teraz gra (z nowym dobrym skrzydłowym Vladimirem Petroviciem) w Starogardzie (debiut trenera Adama Prabuckiego – i czyżby także Kordiana Korytka?), a Turów w Ostrowie (z Edem Cotą, czy zdąży?). To będą ciekawe mecze.
Ale kolejką numer 12. zajmę się dopiero w piątek. Warto dać typki? 🙂