Krótko przed niedzielnymi meczami, a dłużej po nich :)

Tydzień w lidze koszykarzy w ten poniedziałek – jak się dowiedziałem – będzie tylko on-line , więc zapraszam do czytania.

Przy okazji coś o tym, co zmieniło się w Śląsku. I za co nowy trener ma największy u mnie plus. Widać to tutaj (stare po lewej, nowe po prawej):

Wykonał foto oczywiście osobisty brat.

Nie da się ukryć, że nie jestem ostatnio fanem bałkańskiej szkoły trenerskiej. Ale nie mam za wiele powodów, patrząc na przykład na mecz w Świeciu. Jakże odmieniony Śląsk! A jakże dziwnie grający Polpak… Brak pomysłu na to, jak pomóc Dixonowi. Brak pomysłu na podtrzymanie hiperenergii Hicksa, który chciał cały Śląsk, Dolny i Górny, zablokować i włożyć do kosza. A w II połowie nie dostał żadnej właściwej piłki. No i wynalazki. Nenad Stefanović i Nikola Lepojević. Kto widział, ten wie.

No i jeszcze końcówka. Czemu nie walczyli, choć wydawało się, że chwilowo walczyli, o 13 punktów różnicy? Mając trzy wolne przy -17 tuż przed końcem, czemu nie było pudła i dobitki? A jeśli przez to nie będzie np. piątego miejsca tylko szóste (i trzeba będzie np. grać z Turowem a nie z Atlasem), to czy nadal winni będą sędziowie? Bo patrząc na miny trenera Uvalina w czasie gry, to winni są wielu spraw, każdej straty i każdego faulu.

Ale ja wiem, że to tylko poza. To fachowiec jest. Tyle, że ta szkoła basketu mi już osobiście przestała się podobać.

No to rzućmy okiem, co tam w Starogardzie i później w Koszalinie.

Kilka myśli dopisanych w niedzielę 

1. Po pierwsze zapomniałem o jednym – w meczu Śląska z Polpakiem miało miejsce ewidentne naruszenie przepisu o Polaku na boisku. Sytuacja jasna, miała być podwójna zmiana (Tomczyk, Kiausas –> Stević, Chanas), ale Kiausas miał wykonywać wolne i wtedy wszedł tylko Stević za Tomczyka. Gdyby się przed wolnymi Śląsk zorientował, byłoby okej. Zmiana nastąpiła po drugim wolnym. Ale MIMO ŻE CZAS NIE RUSZYŁ piłka była w grze (dawna piłka żywa, jest także podczas wolnych, bo punkty można zdobyć tylko żywą), więc moim zdaniem dyskusji żadnych nie powinno być. Nie wiem, może jest jakaś nowa interpretacja tego bezsensownego przepisu, ale skoro piłka weszła do gry, to moim zdaniem należy się kara dla Śląska i trenera oraz jakieś upomnienie dla komisarza (Krzysztof Koralewski), który ani drgnął.

2. Porażka Atlasa w Starogardzie – brawa dla Polpharmy i wielkie ??? przy decyzji trenera Andrzeja Kowalczyka, który wypuścił z rąk Charlesa Bennetta, a ten później dokłada się do wygranej gospodarzy. Nie można było tydzień go ukisić? Albo nie żałować tych 2000 PLN na przełożenie meczu? Dziwne…

3. Pozostałe punkty o meczu w Koszalinie… Po pierwsze dziękuję kibicom AZS za pamięć, w jakimkolwiek kontekście był ten transparent.

4. Mecz ciężki do oglądania, derbowy, pełen emocji. Kibice z obu stron potwierdzili swoją reputację, hala również, drużyny również. Bezsensowna jest napinka z obu stron, bo wynik mógł być w obie strony, decydowała jedna akcja. Z mojego punktu widzenia dobrze, że wygrali Czarni, bo tak stawiałem, a ponadto – co przyznają chyba sami kibice AZS, grali dużo mądrzej. No i mieli MVP tego spotkania, a także chyba całego sezonu w tym zespole Mantasa Cesnauskisa.

5. DJ Thompson rzucił 22 punkty i miał 3 asysty. No i cóż z tego, skoro ja nadal uparcie uważam, że w kontekście play-off to on więcej szkody robi niż pożytku. I tak już pewnie zostanie. Na tle Czarnych wyglądał średnio… Brak wykorzystania atutów kolegów pozostaje największym zarzutem.

6. Jestem pełen szczerego podziwu dla trenera Dariusza Szczubiała. Zbudował sobie zespół przedziwnie, a na boisku aż tak strasznie tego nie widać i na dodatek ma wyniki. AZS ma mnóstwo braków, trudno znaleźć w tym zespole jakiegoś defensora, rozgrywającego podającego, zbierających, ale nawet dziurawa strefa jakoś nie boli. Grana jest ciągle ta sama zagrywka i naprawdę aż dziw, że najwięksi taktycznie fachowcy w Polsce nie znaleźli metod na przekazywanie krycia. No cóż, ale może to odwieczne dylematy koszykarskiego świata. PS. Fajna akcja Christiana Burnsa. Fajny materiał na zawodnika. W życiu bym go nie chciał mieć za kolegę w zespole. 🙂 I to dotyczy kilku kluczowych zawodników zespołu Szczubiała…

7. Zachowanie ludzi ze Słupska – długimi momentami nieustająca pantomima trenera Igora Griszczuka, łokieć Piotra Szczotki w Thompsona i machnięcię łapskiem Omara Barletta w Korszuka – wzbudza moje głębokie zaniepokojenie i protest. Co prawda, w tej ostatniej sytuacji ani nie było ciosu pięścią (redaktorze M….), a ponadto moim zdaniem machnięcie otwartą ręką po prostu nie doszło celu (to było 1.23 do końca meczu). Ten 'nibycios' ledwie otarł się o rywala, dlatego był w ogóle faul odgwizdany, ale na faul U to się nie kwalifikowało, moim zdaniem. Po prostu machający miał szczęście, bo gdyby trafił, to dyskwalifikacja pewna. Tak to niestety jest, to samo dotyczy łokci. Ile razy w meczu można nimi machać? Aż się trafi…

8. Michael Andersen (rozkosznie wyglądający w naciągniętej do granic możliwości koszulce #41 zdjętej z wieszaka, przepraszam, Jamesa Hughesa) nic nie wniósł, ale spokojnie – przyda się. Razem z Cedrikiem Bozemanem dają podwyższenie kultury gry w Czarnych i to właśnie tą kulturą Słupsk to wygrał. I cwaniactwem, bo w ostatniej akcji Przemek Frasunkiewicz celowo wszedł na linię boczną przy wybiciu z autu i dawał się odsuwać, żeby reszta widziała, jaka ma być zagrywka. Numer jak z NBA! Nie do ukarania w sumie, choć chyba w NBA dają za to teraz od razu techniczny. Ale w FIBA takiego przepisu nie ma.

9. Sędziowanie względne, choć jeden z arbitrów (mniej doświadczony) wyraźnie dał się zdominować atmosferze i koledzy uznali, że trzeba mu pomagać (ze szkodą dla sportu). O sprawie Barletta już było, o ostatniej akcji AZS też, dla mnie tylko zagadką było, dlaczego tuż po niefortunnym wyrzuceniu piłki odgwizdano nogę Nordgaarda, skoro on WBIEGŁ przypadkowo w turlającą się po parkiecie piłkę, a nie ją kopał CELOWO, co jest warunkiem koniecznym. Innych poważnych kontrowersji nie pamiętam.

10. Bardzo mnie intrygował związany z tym element. Prezes AZS Marek Łycyniak już wcześniej zasłynął z dopingowania wśród szalikowców, z czego jest dumny. Ja już pisałem, że 'młyn' to nie jest miejsce dla Poważnego Prezesa (może ten nie chce być poważny), ale uważnie obserwowałem Prezesa w pięknej koszuli z kobietą u boku dopingującego głośno i aktywnie AZS. Bardzo fajnie, w sumie nic złego, ale ciekawiły mnie momenty kryzysowe. No i doczekałem się – choć telewizyjny obrazek był częściowy – gwizdania na gości, gdy wyprowadzali atak (ups) oraz skandowania 'pajace!' pod adresem sędziów. W oba te elementy prezes AZS Koszalin S.A. i udziałowiec Polskiej Ligi Koszykówki S.A. się włączał aktywnie. Więc jeśli to ma coś wspólnego z ABSOLUTNIE KONIECZNYMI moim zdaniem na tym stanowisku szacunkiem dla rywali i sędziów, to ja wysiadam.  PS do tego akapitu: w ostatniej sekundzie kamera pokazała znów sektor z prezesem i… prezesa nie było. Gdzie był?

11. Faul taktyczny Thompsona na Cesnauskisie? Ostry, zwykły. Czego zabrakło? Jednej rzeczy – podejścia do rywala i podania ręki. Ale to kwestia wychowania i pracy trenera, a nie przepisów i sędziów.  

12. Wycinam z komentarzy na tym blogu wszystkie elementy napinki, nawet częściowe wyzwiska i zajmowanie się rywalami a nie sobą. To jest sport! Czy, do kurczaka nędznika, nie możecie być wszyscy szczęśliwi, że taki supermecz obejrzeliście w derbach? Pełen emocji? Tak to powinno pozostać. 

13. W przyszły weekend w Polsacie Sport są mecze Polonia – Turów i Kotwica – Atlas. Na zmiany bym nie liczył. I jak mówię – nie ja to ustalam. Acha – też chciałbym obejrzeć w TV wszystkie mecze kolejki, daję wam słowo. 🙂 A Czarnych i Prokom jeszcze jak sądzę obejrzymy wiele razy…

Atlas – Turów oraz typkowanie na 14. kolejkę

No i już wiadomo na pewno – w ten weekend nie ruszam się z łóżka. Zapalenie gardła – orzekła niezbyt sympatyczna lekarka i choć jej trochę nie wierzę, to po jeździe (nie jako kierowca) do lekarza i z powrotem wiem, że absolutnie nie nadaję się w ten weekend do jakichkolwiek podróży. Ledwie to przeżyłem.

Czyli w ten weekend niestety koledzy poradzą sobie (na pewno świetnie beze mnie). Sprawdźcie jak – w sobotę o 20 i w niedzielę o 19.

A ja wracam do obiecanych wcześniej elementów, czyli najpierw…

Mecz Atlas – Turów

To było wydarzenie kolejki, która odbyła się dwa tygodnie temu. Miałem tę płytę (za którą dziękuję Bartkowi Karasińskiemu z telewizji Proart z Ostrowa) już od ponad tygodnia, ale nadmiar obowiązków i pomysłów sprawił, że nie miałem kiedy obejrzeć. Podobnie zresztą jest z meczami Polonii 2011, które wziąłem tydzień temu od Waltera Jeklina, żeby zobaczyć jak grają talenty w I lidze i do dzisiaj nie tknąłem. Słusznie, choć niezgodnie z rzeczywistością, Walter może mnie podejrzewać, że jego ściśle chowanymi perełkami chcę w ten sposób handlować z jakimiś rekinami za granicą. 🙂 Otóż nie, ja po prostu lubię wiedzieć i płyty zostają u mnie, niespokopiowane.

Wracając do Ostrowa. Ponieważ już tyle czasu minęło, to nie będzie opis wielgachny, tylko zbiór wrażeń w punktach.

1. Świetny mecz! Akcje z obu stron efektowne, punkt za punkt, obie strony – co zawsze wpływa na widowiskowość meczu – bardzo lubią grać z tzw. drugiej kontry – czyli wykonać szybką akcję po straconych punktach. Dużo trójek też na to wpływa.

2. Sędziowie – jak zwykle po kontrowersyjnym meczu byłem bardziej niż uważny. Zobaczyłem pięć błędów. Moim zdaniem oczywiście. Dwa to zbicia Johna Odena piłki po osiągnięciu najwyższego punktu. Jedno z nich zresztą dałem do akcji tygodnia na pozycję numer 1, bo skoro zaliczone, to wolno. Ale moim zdaniem, a analizowałem klatka po klatce, była to już piłka opadająca. Podobna sytuacja była w drugiej połowie, za obie odpowiedzialny był sędzia Dariusz Lenczowski. Dodam tylko, że to naprawdę bardzo trudne do oceny sytuacje, na pewno nie oczywiste. Po prostu mgnienie oka. Dwa kolejne błędy to zaliczenie przez sędziego Grzegorza Bachańskiego punktów w końcówce trzeciej kwarty, kiedy Oden skoczył do bloku, Drobnjak się go przestraszył i rzucił jakiegoś łamańca, piłka odbiła się od tablicy i obręczy, ale Oden moim zdaniem jej w ogóle nie dotknął. Nie ma mowy też o wprawieniu kosza czy tablicy w drgania. I czwarty błąd, w czwartej kwarcie, kiedy Atlas kompletnie gubił wątek i prowadzenie, Gintaras Kadziulis zagrał sam na szóstym metrze, wyszedł w górę i został moim zdaniem trącony w przedramię przez Dragisę Drobnjaka. Nie było tam bloku, tylko faul, ale w ciasnej hali sędzia Jacek Litawa nie miał jak złapać kąta obserwacji (musiałby wskoczyć za bandę) i puścił „na czuja". Ten sam sędzia zlekceważył też wcześniej mocne zderzenie po rzucie, kiedy na Iwo Kitzingera wpadł Ruben Boykin, moim zdaniem powinien to być faul.

Łącznie pięć błędów, mało jak dla mnie, przy tak szybkim i mocnym meczu, zresztą równoważące się w obie strony, a nawet z przewagą na niekorzyść Turowa. Na pewno błędem nie było odgwizdanie faula technicznego dla trenera Andrzeja Kowalczyka, który uparcie chciał się kłócić (komentator Karasiński 🙂 okrasił to stwierdzeniem, że sędziowie podarowali rywalom cztery punkty, a może to kto inny podarował?). Na pewno nie było też błędem nieodgwizdaniem faula na Szawarskim, który wyraźnie miał miejsce po syrenie na koniec czwartej kwarty.

A tymczasem po czwartej kwarcie rajd trenera Kowalczyka na środek boiska spowodował 'Pajace' z trybun (chyba, że to było pod adresem Branduna Hughesa, który pokazowo spartolił ostatnią akcję), a także nerwy po końcowej syrenie. Kompletnie bezpodstawne. Wkurza mnie to na maksa, że po tak świetnym meczu kibice nie wychodzą z hali szczęśliwi, że zobaczyli wielki mecz, nie dyskutują o tym, co działo się na boisku, tylko znów marudzą – zupełnie bezpodstawnie! – na sędziów.

3. Więc teraz do rzeczy ważnych. Taktyka. Ciekawe posunięcie trenera Kowalczyka, którego pewnie nikt nie zauważył. Dzięki temu, że Hughes nie krył wcale Rodrigueza (tylko Kelatiego lub Logana), Atlas uniknął w sporym stopniu czegoś, co daje wiele punktów Turowowi. Czyli zmiany krycia przy zasłonie Rodrigueza z wysokim, co Saso Filipovski od razu wykorzystuje. Kiedy przy wysokim był po zamianie Szawarski (on krył Rodrigueza), nie była to taka znacząca przewaga. A z drugiej strony, kiedy przy Rodriguezie lądowali Oden czy Boykin, też nieźle nadążali za szybkim Portorykańczykiem.

4. Najważniejszym dla wyniku meczu elementem taktycznym była jednak strefowa obrona Atlasa. Nie chcę być złośliwy, ale jednak muszę. Nie wiem, czy to wynika z pracy trenerskiej czy też zawodnicy zawalali, ale ta strefa to była jakaś rachityczna i przestarzała imitacja. Tak już nikt nie broni, zostawiając sporo miejsca na obwodzie, nie odprowadzając swoich zawodników… Ponadto, kiedy całkiem nieźle szło bronienie 1×1 w końcówce czwartej kwarty, trener Kowalczyk wrócił do strefy w dogrywce i srogo za to zapłacił. Proste rozrysowane akcje Turowa dały punkty (głównie trójki) i z 92:88 zrobiło się 92:101. W dogrywce Atlas wykonał tylko jedną dobrą/mądrą akcję? Wszystko było na siłę, bez sensu, a punkty wyłącznie z dobitek, albo wolnych po nich. Odwrotnie Turów, który grał mądrze i wykorzystał dramatyczne dziury w strefie, moim zdaniem wynikające z braku zrozumienia idei strefy. No i z przyczym porażki – 51 sekund przed końcem dogrywki przy stanie -3 poszedł nakaz 'faulujemy'. Oj, chyba za wcześnie…

5. Brandun Hughes. Bardzo dobry mecz, sporo punktów, ale w odpowiednim momencie zabrakło kliknięcia w przełącznik 'TURN OFF'. Wiele dobrych akcji, kiedy zostawiono mu miejsce do grania, mijał, trafiał, rzucał też celnie przy bezsensownych próbach za trzy. Akcja za cztery, która doprowadziła do remisu na koniec czwartej kwarty (dwa plus zero, zbiórka po wolnym – spory błąd Kelatiego – i trafienie spod kosza) – znakomita. Świetne kontry i szczęśliwe rzuty za trzy. Ale w końcówce, moim zdaniem, należało panu Bronkowi podziękować i na boisko zaprosić tercet Adams (dobry mecz w te kilka minut!), Kadziulis, Szawarski. Albo przynajmniej oddać piłkę w ręce Kadziulisa. Niestety, taka natura Hughesa. Chciał być bohaterem i dlatego w ostatniej akcji (Atlas miał 20 sekund żeby wygrać) rzucił z sześciu metrów przez ręce airballa, a w dogrywce już mądrze kryty pudłował tylko przy szalonych wjazdach. W statystyce wypadł dobrze, ale meczu nie wygrał, to na pewno.

6. W Turowie. Obejrzawszy mecz odkryłem, że Robert Skibniewski pojawił się na boisku nie z woli trenera, ale z przypadku. Po kontuzji Rodrigueza i potem w końcówce przy piątym faulu Kelatiego. Ups… A już myślałem, że wraca do łask. Z innych ciekawostek – Harding Nana przez moment zagrał na pozycji trzy, co skończyło się kiepsko, samymi błędami. Świetnie zagrał Thomas Kelati, trafiając z dużą pewnością trójki, grając agresywniej w ataku niż z Anwilem. Znakomity był Dragisa Drobnjak, który wykorzystał wszystkie dziury w obronie. Na swoim poziomie, oby tak w każdym meczu, Iwo Kitzinger. Akcja w której trafił, a urwał mu niemal głowę w dwutakcie Tommy Adams, znakomita. (Przy okazji, faul niesportowy absolutnie słuszny).

7. W Atlasie. Dobry mecz wielu zawodników, ale brakowało na pewno lidera – jest już Ed Cota i to dobrze. Mało grał Marcin Sroka i trzeba przyznać, że to z korzyścią dla taktyki Atlasa. Brakuje jeszcze zmiennika pod kosz, bo Charles Bennett nie wnosił kompletnie nic (albo raczej tylko przeszkadzał) i słusznie już go w Atlasie nie ma. Ruben Boykin robi stałe postępy, jego pojedynki – także na wymuszanie ofensów – z Robertem Witką były bardzo ciekawe.

8. Kluczowe momenty meczu – zawsze te, w których w kryzysie Turów pokazywał klasę, a Atlas chaos. Ostrowianie w trzeciej kwarcie prowadzili już 11 punktami, a tu nagle robili straszne głupoty (błąd 5 sekund, faul U Adamsa, strata Sroki na koniec kwarty). W czwartej części w dwie i pół minuty (od 36. min) ze stanu 84:78 szybko zrobiło się 84:88 i gdyby nie cudowna akcja Hughesa, byłoby po meczu. Dlaczego? Bo Atlas grał chaotycznie i bez sensu, a Turów punktował metodycznie. Po prostu klasa zespołu i panowanie nad drużyną się tu kłaniają. A także zasadnicza różnica między Rodriguezem (o którym dzisiaj niewiele, bo był w cieniu, ale zrobił swoje) a Hughesem, którego wszędzie było pełno, a wszystko przegrał.

9. Ogólnie – szkoda, że tego meczu nie dało się pokazać w telewizji. Ale patrząc na niego, wiem, że play-off w tym roku na pewno będzie ciekawy i to już od eliminacji do ćwierćfinałów. Bo choć i jedni i drudzy powinni być w czwórce, to w ten sposób wypychają poza nią kogoś mocnego – jak Polpak albo Śląsk.

No i jeszcze typkowanie

Na 14. kolejkę, otwierającą nową rundę…

Prokom – Polonia +22

Polonia nie zgłosiła żadnego nowego zawodnika do gry, więc mimo lekkiego trzęsienia ziemi w Sopocie tym razem trudno przewidzieć powtórkę sensacji z poprzedniego sezonu.

Anwil – Kotwica +9

Bywały dni, w których Kotwica była lepsza we Włocławku. Ale chyba nie tym razem, mimo wzmocnień. To jednak nie będzie jednostronny mecz i powinno być ładne widowisko.

Turów – Górnik +21

Bez Krisa Clarksona? Z czym do ludzi… Przykro mi, ale tu walki nie będzie.

Polpak – Śląsk -7

Śląsk na razie nie zgłasza do gry Andriusa Giedraitisa, ale i tak w tym meczu nie stoi na straconej pozycji. Ciekaw jestem, jak warsztatowo wrocławianie prowadzeni po raz pierwszy przez Rimasa Kurtinaitisa poradzą sobie z pick-and-rollami Dixona z Hicksem. Wrocławianie mają więcej atutów moim zdaniem i tylko pytanie, czy już naprawdę są otrząśnięci?

Polpharma – Atlas -4

Wzmocnienia Polpharmy mi nie zaimponowały i choć Charles Bennett wyjdzie z siebie w tym meczu, to niewiele chyba z tego wyniknie. Stawiam na Atlas, bo już czas najwyższy na trzecie [EDIT, dziękuję] wyjazdowe zwycięstwo ostrowian (po Górniku i Czarnych).

AZS – Czarni -5

Znów mi się dostanie, ale analizuję składy i na większości pozycji widzę przewagę Czarnych. Ciekaw jestem, jak wypadnie w debiucie Michael Andersen, bo teoretycznie na niego żadnej odpowiedzi AZS nie ma. No – poza wymuszaniem fauli przez ruchliwego Bacika lub Burnsa (on wrócił?). No cóż, ryzykuję, ale w tym momencie widzę przewagę Czarnych.

Niestety, z wielkim smutkiem zapowiadam transmisje, które obejrzę z łóżka: sobota, godz. 20, Polpak – Śląsk, niedziela, godz. 19, AZS – Czarni. Zwiększam oglądalność w tym tygodniu! 🙂

Z innych drobnych spraw

1. Prezes Roman Ludwiczuk ładnie się wypowiedział na temat planów i działań wokół reprezentacji tutaj i tutaj . Chyba jednak nie uda się uznać Dana Dickaua jako zawodnika nie-naturalizowanego, bo w odpowiednim momencie nie został zarejestrowany jako Polak. Niektórych także ponosi nieco, kiedy nazywają Dickaua – fajnego rozgrywającego! – gwiazdą NBA. No cóż, wystarczy rzucić okiem tutaj i widać, że gwiazdą w tamtej lidze to on nie jest. Ale na pewno byłby w kadrze! Pytanie jednak brzmi zawsze tak samo – kto mu da paszport??

2. Bardzo ciekawy akapit a propos dawnych dyskusji znalazłem w wywiadzie z trenerem Śląska Kurtinaitisem . Cytat: 'Jak już mówiłem, pojawił się tu problem z wyjazdami zawodników na przerwę świąteczną. Ja jako zawodnik grałem w różnych klubach w Europie i nikt nigdy nie pozwolił mi wrócić na Święta na Litwę. Byliśmy profesjonalistami i dla nas to było normalne. Teraz pięciu graczy opuszcza drużynę i wraca dopiero po Nowym Roku. Tak nie powinno być.' Dziękuję bardzo, panie Rimasie…

3. Prezes Turowa Arkadiusz Krygier, zawsze ceniony przeze mnie za szerokowzroczność, zauważył tutaj , że Polsat Sport ma zdecydowanie za daleko do Zgorzelca w tym sezonie. Niby prawda, ale to nie Polsat Sport, ale liga nie była w stanie zmusić Śląska Wrocław (z którym idealnie parują się mecze Turowa) do grania w soboty lub niedziele oraz Anwilu Włocławek do gry w sobotę przedświąteczną. Raz w Zgorzelcu byliśmy, a najciekawsze mecze (z Prokomem, Śląskiem i Atlasem) jeszcze przed nami. Jak dotąd skasowano więc jedną transmisję, a drugą z winy ligi. Na dodatek, kiedy już rzeczywiście decyzją stacji transmisja została skasowana (jutrzejsza), to prezes dostał od Polsatu Sport prezent w postaci zgody na wyjątkowe wejście w to miejsce konkurencji. Mam więc nadzieję, że dla dobra wspólnego nie dojdzie tu do żadnego rozłamu typu 'do końca sezonu nie zobaczymy meczów Turowa w Polsacie Sport'. W obecnej sytuacji to chyba byłoby jednak niestosowne. Mam więc nadzieję, że Turów nagle nie posunie się do fatalnej wąskowzroczności…

No to wracam do mojego dalacinu.

39 stopni czyli jak się rozłożyć

Tak jakbym nie mógł chorować w poprzednim tygodniu, kiedy nie było meczów! No niestety, jest źle. Cały czas gorączka, jakieś elementy anginopodobne i mimo mocnej dawki leków niestety nic się nie cofa… 39 stopni i dreszcze nawet wtedy, kiedy w roli termoforów występują pod kołdrą dwie butelki po pepsi wypełnione gorącą wodą. Na razie i tak jest nieźle, bo pamiętam jak gdzieś z 10 lat temu leżałem w anginie przez cały tydzień w przekonaniu, że kieruję radziecką łodzią podwodną…

No cóż, może uda się jakoś złapać pion w ciągu najbliższych 36 godzin i wtedy być może uda się pojechać na tradycyjny polsatsportowy weekend z koszykówką. Świecie i Koszalin – zwłaszcza tego drugiego wyjazdu nie mogłem się doczekać, a tu taki problem. W każdym razie, jeślibym nie dotarł, przedstawię zwolnienie. 🙂

W punktach o tym, co dzieje się dookoła:

1. Prokom dzisiaj pięknie wygrał, trudny i mocny mecz, choć Olympiakos chyba nie był specjalnie zmotywowany. Tak czy owak odrodził się Milan Gurović, a cały zespół z Sopotu w końcówce zaimponował dobrymi decyzjami. Brawo! Szkoda jednak, że…

2. Zanosi się na znaczne przemeblowanie zespołu z Sopotu. Gesi donosi, że ma już nie być Tomasa van den Spiegela (chyba najlepszego gracza Prokomu w tym sezonie), a w zamian Rosjanie z CSKA dostarczą nam Pape Sowa (Senegalczyk może być dobry, ale tylko może). Ponoć pakuje się też Milan Gurović. Ciekawe, jak to się ma do tego szansa awansu, która się teoretycznie otworzyła przed Prokomem. Teoretycznie, gdyby udało się wygrać dwa ostatnie mecze…

3. Prokom miałby więc na play-off (a to już na początku kwietnia, według nowego terminarza) skład w stylu: Milicić, Shakur (po kontuzji), Harissis, Slanina, [EDIT: ma być jeszcze Serapinas], Roszyk, ktoś (? a może nikt…), Dylewicz, Masiulis, Stanojević, Sow. No i trener Pacesas. Jak dla mnie to nie jest team, który gwarantuje cokolwiek nawet w półfinale.

4. Inni też mają jednak kłopoty – Turów idzie na Pucharu ULEB (świetnie, chcę to oglądać w całej Polsce od fazy play-off!), więc będzie miał mnóstwo meczów do rozegrania, a Anwil stracił Vladimira Petrovicia tuż po tym, jak go zyskał. Ale to chyba mniejsze kłopoty.

5. Atlas Stal Ostrów wygrał ligę CEBL, co zapisze się w kronikach jako pierwsze trofeum międzynarodowe w historii polskiej koszykówki. Oby to był początek wielkich sukcesów tego klubu. Nie udało się ostrowianom przełożyć meczu z Polpharmą Starogard (a raczej nie udało się go przełożyć 'za darmo', bo za przekładanie bez powodu liga inkasuje 2000 PLN, a Atlas chciał zaliczyć niedzielny mecz, jako kolidujący ze środowym spotkaniem CEBL). Ciekawe więc, jak zadebiutuje w lidze już w ten weekend Ed Cota. Centra nowego ciągle w Ostrowie nie ma, a czas już najwyższy. Teraz – w Starogardzie, Kołobrzegu i z Górnikiem u siebie – być może kluczowe mecze.

6. W Polonii mają mieć nowego centra, Charles Bennett wzmocni Polpharmę. Zmiany bez większego znaczenia; Bardziej ciekawe, czemu puszczony samopas (prosto do Zielonej Góry) został Dawid Witos. W obecnej erze, kiedy każdy Polak na wagę złota? Zawodnik ze średnią ponad 10 punktów? Dziwne i moim zdaniem za to Polpharma może zapłacić.

7. W Kołobrzegu mają Grega Davisa i w składzie znów jest ciasno (czy Brandon Armstrong już nie wraca?). Zobaczymy, czy w końcu zaczną się wygrane, najwyższy czas. W sąsiednim Koszalinie wzmocnień nie ma, ale wraca Dante Swanson. Polpak załatwił sobie z agencji Beobasket kolejnego klona Nenada Stefanovicia, który tym razem nazywa się Nikola Lepojević. Ło matko…

8. We Wrocławiu prawdziwa sensacja, nieczynny od wiosny poprzedniego roku Andrius Giedraitis dał się namówić na granie w Śląsku. Kompletnie nie wiem, co o tym myśleć. Jeśli to będzie ten sam zawodnik, co kiedyś, to super. Ale jeśli to ma być 35-letni emeryt na ostatnich nogach, to tylko zabije Kamila Chanasa, który akurat zaczął odzyskiwać formę.

9. Czy o czymś zapomniałem? 🙂

10. Na koniec – nie zdziwiło mnie zupełnie, że Chris Kaman nie okazał żadnego zainteresowania byciem Polakiem. Mimo opowieści dziwnej treści w pewnych mediach 'Kaman' to nazwisko typowo węgierskie, nawet jest taki gracz w koszykarskiej reprezentacji Węgier. Wystarczy pobuszować w sieci. Skąd komuś się zaroiło, że to 'Kamień', trudno powiedzieć, ale przynajmniej jest zabawnie. 🙂 Za to chciałbym od prezesa Romana Ludwiczuka usłyszeć nie tylko to, jak Dana Dickaua przekona do gry dla Polski, ale jak prezydenta Lecha Kaczyńskiego (innego do Eurobasket 2009 nie będzie) przekona do podpisania aktu przyznania obywatelstwa Polski dla gracza Los Angeles Clippers.

11. Miałem zamiar jeszcze przed kolejką umieścić tu opis meczu Atlas – Turów (płyta jest), ale nie wiem, czy dam radę. Na ekran praktycznie patrzeć nie mogę. 'Zły' już cały przeczytany (co za książka!), więc może jednak się skuszę. W końcu – nie za bardzo i tak jest co robić… 😦

Katowice czyli czy coś z tego wynika?

Weekend ten dla mnie nietypowy bardzo – żadnego wyjazdu, właściwie wolne dwa dni. Kilka ciekawych rzeczy się jednak wydarzyło, co warto odnotować szerokim uśmiechem (choć nieśmiałym jeszcze jednak…).

Z koszykarskich spraw udało mi się zobaczyć dwa mecze niższych klas (Polonia 2011 – Resovia, AZS PW Warszawa – Siden Toruń), więc trochę obserwacji talentów było. W telegraficznym skrócie: Piotr Miś i Leszek Karwowski do ekstraklasy! Tomasz Śnieg, Piotr Pamuła, Mateusz Bartosz, Marcin Kolowca, Tomasz Beciński – tak! Marek Popiołek, Sebastian Okoła, Rafał Wójcicki, cała właściwie reszta Sidenu z Markiem Kondraciukiem i Mateuszem Bierwagenem na czele – w tym momencie nie! 🙂

Ale zajmijmy się krótko meczem Polski (krajowej) ze Słowacją (krajową) w Katowicach. Hala w telewizji ładna i tyle o niej. Szkoda, że na Górnym Śląsku ciągle nie ma zespołu ekstraligi. Nasi zawodnicy pokrótce:

– Robert Skibniewski – jak profesor. Rzuty, asysty, przechwyty, kontrola tempa. No to czemu nie gra w Zgorzelcu?

– Robert Witka – ależ postępy. Podobnie jak Skibniewski, zyskuje w Turowie, ale żeby to pokazywał w każdym meczu tego zespołu. Świetny mecz.

– Bartłomiej Wołoszyn – przestał grać w klubie i podejmuje nieustannie złe decyzje. Ciekawe, co było najpierw – jajko czy kura?

– Filip Dylewicz – widać klasę w każdym meczu.

– Kamil Chanas – mistrz sprytu w grze z półdystansu, ale ciągle musi pracować nad fizyczną stroną tego fachu.

– Łukasz Koszarek – też swoje, nic wielkiego, ale dobre granie po prostu.

– Przemysław Frasunkiewicz – świetnie w obronie, za dużo trójek niecelnych w ataku. Przydatny.

– Wiktor Grudziński – jak się okazuje może nie tylko stać w miejscu daleko od kosza. No i coraz lepiej podaje.

– Rafał Bigus – zagubiony w tym wszystkim, niewykorzystany znów…

– Paweł Kikowski – czemu tak mało grał? Niewiele zdołał pokazać.

– Łukasz Wichniarz – ostatnio bez formy z początku sezonu i było widać, że to trochę nie jego towarzystwo. Ale warto na niego patrzeć w przyszłości.

– Damian Kulig – trema, trema, trema. I dobrze, że to już za nim.

Czemu nie było Krzysztofa Szubargi i Iwo Kitzingera? Czemu nie grał Paweł Leończyk? Szkoda… Rozumiem, że Zbigniew Białek nie mógł się stawić, a Krzysztof Roszyk i Radosław Hyży dostali wolne… Najstarsi, pewni siebie, w końcu.

A z niepowołanych to mocno zmarnowano okazję, żeby porozmawiać poważnie o kadrze z najlepszym polskim zawodnikiem w naszej lidze obecnie – Wojciechem Szawarskim. Wiadomo – Urlep uważał, że on nie może grać w kadrze z powodów zdrowotnych, bo nie da rady rozegrać trzech meczów w trzy dni (a tak się gra na każdym turnieju mistrzowskim). Ale czy nie warto byłoby się o tym przekonać naocznie? Okazja była idealna.

Brakowało mi też w tym zestawie Dawida Witosa i Łukasza Majewskiego, może Grzegorza Arabasa i Piotra Dąbrowskiego. Jak sprawdzamy to sprawdzamy…

No właśnie, ale czy z tego meczu cokolwiek wynika? Chyba nie za wiele, poza tym, że mam nadzieję, że Prezes Ludwiczuk w końcu zajdzie swojego trenera… Skoro obiecał publicznie, że kandydat numer jeden już zaraz może być dogadany…

Wydarzeniem meczu był na pewno występ w roli komentatora Radosława Hyżego. Moim zdaniem ciągłe szyderstwo raczej się na długą metę nie sprawdza. Może w studiu przymeczowym tak, ale w komentarzu. No, ale to był specyficzny mecz… Jednak… 🙂 uważam, że przyszłość dla Pana Radosława w tej profesji jest. Ciekawie będzie patrzeć, jak kiedyś z tygodnia na tydzień pazurki szyderstwa będą się tępić. Bo w tym fachu nie ma mocnych! 🙂

Ponadto – widok Kordiana Korytka w krawacie – bezcenny. 🙂

O telewizyjnej konkurencji poza tymi uwagami nie wypada mówić jakkolwiek i nie będę tego czynił.

Swoją drogą – jak słusznie ktoś wpisał w komentarzach do poprzedniego wpisu – przydałoby się pożegnanie Andrzeja Pluty podczas tego meczu, skoro skończył karierę w kadrze. Na Śląsku! Byłoby idealnie i okazałoby się przy okazji, że można się promować nie tylko przy okazji lansowanych tak zwanych 'iwentów', które mało kogo interesują, ale poprzez kreowanie wydarzeń, które będą na ustach kibiców.

Więcej moich myśli na temat Eurobasketu 2009 w Polsce tutaj .

Zobaczyć Eda Cotę i uwierzyć

Ed Cota zagrał. Nic wielkiego nie zrobił, ale widać, że człowiek ma fach w dłoniach. Będzie ciekawie w Ostrowie.

Najpierw jednak newsowo. Czytacie to tutaj zapewne po raz pierwszy (ta-tam): zanosi się na to, że sezon Dominet Bank Ekstraligi zostanie skrócony. Ktoś 🙂 dostrzegł, że finał jest zaplanowany dokładnie od dnia inauguracji piłkarskiego Euro 2008 i trwają pracę, żeby z tego uniknąć. Może się więc okazać, że sezon jednak przyspieszy i zagrozi obecnemu terminowi Mistrzostw Polski Dziennikarzy…

Wracając do Coty. Byłem na meczu Atlasa Stali Ostrów z czeskim Geofinem Novy Jicin (dawna Mlekarna Kunin, jak się okazuje) w finale CEBL. Fajny mecz. Można było się przekonać, jak wyglądała polska liga jakieś 10 lat temu. Trzej obcokrajowcy (Serb, Słoweniec, Amerykanin), reszta miejscowi (choć okazuje się, że było tam jeszcze trzech Słowaków), brak obrony, jeden trener, żadnej dyscypliny. I trochę dobrych akcji w ataku, opartych na improwizacji, w czym wcale lokalni gracze nie odstawali Do polskiej ligi z tego wszystkiego mógłby się może nadać Serb Robert Sarović (wszechstronny PF), który grał w poprzednim sezonie w lidze greckiej i francuskiej.

Atlas zaskoczył niesamowitą grą zespołową. Kilka niesamowitych asyst mieli Ruben Boykin, Gintaras Kadziulis, a nawet John Oden i Brandun Hughes. Miejsca na obwodzie było sporo i korzystał z tego świetnie głównie Wojciech Szawarski (30 punktów, jak się okazało po meczu, bo statsów na komputerze nie prowadzono). Atlas prowadził już 28 punktami, a wygrał 17 tylko przez bałagan w końcówce.

Co do Coty. Do ostatniej chwili trwały zabiegi, żeby zagrał. Badania lekarskie, rutynowe przy nowym kontrakcie, się przeciągały, więc Amerykanin nie uczestniczył w żadnym treningu. Wyszedł na boisko i pokazał, że jest wart ciągle wiele w polskiej lidze. Podania niesamowite, mądrość w grze, w obronie także. Zaliczono oficjalnie dwie asysty, zdobył jeden punkt z wolnego. Fizycznie wygląda nieźle, świetnie gra do środkowych, co jest rzadkością w polskiej lidze. Ale jeśli ktoś grał z Sabonisem i Tanoką Beardem w jednym zespole… Ostrowski Sabonis, w którego w środę wcielił się Dawid Przybyszewski, dawno już chyba nie dostał tylu podań, ale też niestety ze dwa razy się po takich niesłychanych podaniach nie popisał.

Z Coty, który oficjalnie prosi o używanie skrótu Ed (a nie pełnego imienia Eduardo), będzie pożytek na pewno. Zwłaszcza, że niedługo ma dojechać nowy środkowy, który wspomoże Johna Odena pod koszem.

Po meczu krótko rozmawiałem z Cotą. Mówi, że do przyjazdu do Ostrowa właśnie przekonała go rozmowa z trenerem. Ostatnie 10 miesięcy – po 'krwawym' pożegnaniu z Hapoelem Jerozolima (nieporozumienia z trenerem) – spędził, jak sam mówi, na zastanawianiu się co robić dalej, w Północnej Karolinie, gdzie teraz mieszka. Stracił motywację i szukał nowej. Wie, że gra w Ostrowie to najniższy punkt jego kariery (ale przeprosił, że używa takiego określenia), ale wie, że wróci na szczyty. Ma dopiero 31 lat. I nie interesuje go gra o czwarte czy piąte miejsce, ale tylko o mistrzostwo. Po obserwacji meczu widzi spory potencjał w kolegach, podobało mu się, że Atlas gra tak zespołowo, że nawet bez niego sobie fajnie radzą. Potrzebuje dwóch tygodni, żeby dojść do formy fizycznej, ale miesiąca na to, żeby być pełnoprawnym zawodnikiem i wtedy można będzie go oceniać.

Ten czas dostanie – Atlas przekłada mecz z Polpharmą i zagra w lidze dopiero 26 stycznia w Kołobrzegu. Wcześniej rewanż w Novym Jicinie, gdzie łatwo powinno się obronić 17 punktów z Ostrowa. Atlas ma naprawdę fajny zespół, choć każda kontuzja może sprawić kłopot. Ale z Cotą w składzie przynajmniej mamy gwarancję, że wsadów i trójek z czystych pozycji będzie w zespole z Ostrowa jeszcze więcej niż dotąd.

—-

PS. W związku z podróżami skróty meczów DBE z 12. kolejki i akcje TOP 10 będą dopiero w piątek. Ale ponieważ nie ma kolejki, to rozumiem, że damy radę. 🙂

PS2. Szukałem i jest (choć ciężko znaleźć na stronie TVP, na szczęście są inne). W programie TVP Regionalnej (czyli jak rozumiem w całej Polsce w TVP Info) na niedzielę od godz. 14.40 do 16.30 jest w planie mecz Polska – Słowacja.

Zaległości w punktach czyli ciągle w ruchu

A to się zapuściłem! No ale 115 komentarzy pod ostatnim wpisem zobowiązuje, choć część rozwinęło się w samodzielną dyskusję, kompletnie nie związaną ze mną. No i co z tego – świetnie!

Stinger opatentował metodę blogowania w punktach, więc ponieważ sporo się działo, to twórczo (albo i nie) rozwiniemy tę metodę dzisiaj.

Najpierw usprawiedliwienie:

1. Tak naprawdę to wszystko przez podróże. Najpierw za późny mecz w Słupsku i powrót nocą w kiepskich warunkach przez całą Polskę. Trochę zamarudziło się na trasie i pierwszy raz udało mi się wrócić do Warszawy z wyjazdu wraz z porannymi korkami. Trochę traumatyczne, nie polecam.

2. Jeszcze trochę prywaty. W poniedziałek udało mi się jeszcze zaliczyć małe granie koszykarskie w naszym nowym miejscu (wynajmujemy) – czyli w legendarnej hali Polonii przy Konwiktorskiej 6. Po remoncie – co cieszy, bo ten obiekt, z którym jakieś tam moje drobne wspomnienia (niekoniecznie kibicowskie) się wiążą, straszliwie tego potrzebował. Niestety, co bardzo martwi, mimo że podobno za remont wzięli się fachowcy ze środowiska koszykarskiego, to kompletnie zepsuta (żeby nie powiedzieć gorzej) została podłoga! Jest tak miękka, że nic się od niej nie odbija, zwłaszcza piłka. Podejrzewam, że będzie to miało wielki wpływ na styl gry młodych koszykarzy Polonii. Mocny kozioł lub brak kozła może nawet i nie będą przeszkadzać. Za to rywale na K6 niech się przygotują na 30 strat w meczu.

3. A już we wtorek o 6 rano trzeba było się zerwać, żeby służbowo udać się na pobieżny rekonesans na zgrupowanie siatkarek. Wyszło z tego chociażby takie rozkoszne dzieło. Introducing: Julek.

http://wideo.gazeta.pl/w?xx=4820839&v=3

4. No a ponieważ od dawna nie widziałem na żywo żadnego finału europejskiego pucharu, więc wybrałem się także do Ostrowa Wielkopolskiego na pierwszy mecz finałowy CEBL. No wiadomo – zobaczyć, co jeszcze zostało w silniku Eda Coty. Sam jestem ciekaw.

No to do ostatniej kolejki:

5. Typowanie mi wyszło wyjątkowo fatalnie. No cóż, pojechałem trochę po bandzie, zwłaszcza z Kotwicą. Ale także naprawdę niewiele brakowało do wygranych AZS i Atlasa. W końcu dogrywki – i to trzy. Prawdziwą sensacją jest jednak dla mnie zwłaszcza porażka Polonii z Basketem Kwidzyn. Brawa dla gości, a w Warszawie zrobiło się jak widać nerwowo, skoro pracę stracili

6. W Starogardzie było ciekawie, aczkolwiek ogólnie mecz podobał mi się średnio. Polpharma ma dwóch dobrych zawodników i brak pomysłu na wykorzystanie potencjału pozostałych. Coraz to nowe odgłosy o wzmocnieniach pod koszem docierają: a to Bocevski, a to Korytek, a to jeszcze ktoś. Wątpię, żeby to coś mogło pomóc. Dość późno jest, a terminarz fatalny.

7. W Słupsku prezes Andrzej Twardowski wykonał dobrą robotę pozyskując Michaela Andersena, na dodatek podobno jednak za sporo mniej niż mogłoby się wydawać. Mecz z Polpakiem, który podobnie jak Polpharma wydaje się stosować przez trzy czwarte meczu tę samą zagrywkę, Czarni zagrali super, nieźle wykorzystali liczne talenta Cedrica Bozemana i ukryli słabości niektórych swoich graczy. Czyżby trener Igor Griszczuk wreszcie odzyskał równowagę? Wygląda na to, że tak, choć z moich informacji wynika, że nadal wisi na cieniutkiej nitce. Na razie chyba jednak się uratował.

8. Najbardziej mnie zadziwia wciąż Kotwica Kołobrzeg. Gdy ją widzę, wygląda fajnie i gra dobrze. Ale wszystko przegrywa! Meczów u siebie było już siedem, zostało pięć, a kołobrzeżanie wygrywają tylko u siebie. To się może bardzo źle skończyć. Jednak postulowana tu i ówdzie zmiana trenera Arkadiusza Konieckiego na Jerzego Chudeusza byłaby zadziwiająca – nauczyciela czasami uczeń może zastąpić, ale w takim momencie?

9. Atlas – Turów. Ani słowa teraz, mam nadzieję to zobaczyć całkiem niedługo w całości, wtedy się wypowiem.

10. Górnik – AZS. Kolejny mecz wyrwany przez wałbrzyszan, brawo. Jeszcze 2-3 wygrane i będzie spokój. Bo ja jednak ciągle czułbym niepokój będąc kibicem Górnika.

Tematy poboczne:

11. Race (czy tam ognie tortowe) w Starogardzie i inne takie. Jak już wielokrotnie mówiłem, kompletnie nie moje klimaty. Jak ktoś lubi, niech sobie robi. Ale: przestrzegając prawa i regulaminów. To podstawa. Dopóki zabronione, nie używamy. Niektórzy jednak upierają się i to jest skandal. Co więcej, zaczyna się szerzyć w koszykówce kibolstwo, jakieś szaliki na twarz i tak dalej. No niestety, przydałoby się, żeby to się jak najszybciej skończyło. W komentarzach padł argument (z Wałbrzycha), że koszykówka to nie teatr i muszą być wulgaryzmy, bo to nie jest rozrywka dla dziewięciolatków. Otóż jest! Otóż w około połowie hal DBE w Polsce nigdy nie słyszałem skandowania wulgaryzmów. Można być pasjonatem, nawet fanatykiem, bez tego. Inaczej ciągniecie swoje Górniki i Anwile na dno, razem z całą dyscypliną. W obecnym kryzysie tylko dymów na trybunach (i sędziowskiego skandalu łapowniczego) nam brakuje do dna…

12. Na forum basketa pojawił się temat Rashida Atkinsa, a właściwie jego kuszenia. Oczywiście, kosztem Śląska kusić próbował Prokom. Ciekawe, że to dotarło do samego zawodnika, który w związku z tym (a może bez związku?) zastanawiał się nad zakończeniem kariery… Moje zdanie jest proste – jeśli Śląsk odmówił negocjacji na temat wykupienia zawodnika, temat powinien się skończyć zanim się zaczął. A od negocjacji ze Śląskiem cała sprawa powinna się zacząć. Nie wszyscy się z tym zgadzają, co mnie zadziwia. Cała dyskusja tutaj.

13. Ośmieliłem się wytypować kolejność na koniec rundy zasadniczej. Patrząc na ten tekst jeszcze raz zastanawiam się, czy nie przeceniłem Polonii i Kotwicy. Ale cóż, raz powiedziane słowo się liczy. 🙂

14. Chris Kaman lub Dan Dickau w reprezentacji Polski. A może obaj? Teoretycznie naturalizować można jednego tylko, ale w końcu żaden z wyżej wymienionych chyba w FIBA jeszcze rejestrowany nie był, więc może za Polaka rdzennego uchodzić. (Choć może i był, Dickau grał w Uniwersjadzie – czy to w ogóle go nie przekreśla??). Dla mnie to dobre pomysły, choć chciałbym zobaczyć realizację. Od dwóch i pół roku mam jedną zasadniczą wątpliwość: czy nowy prezydent Polski chętnie nada obywatelstwo komuś niezwiązanemu z Polską z powodów sportowych? Przykładów na to brak.

15. Anwil, Turów, Śląsk w Pucharze ULEB. Daję słowo – cieszy mnie to niezmiernie. Niestety, mało widoczne. W telewizji oczywiście, bo choć doceniam wysiłki lokalnych mutacji TVP, to ciągle to za mało. Ja z przyzwyczajenia nie zainteresowałem się sprawą i dlatego nawet na wideo nie zobaczę meczu Anwil – Pamesa. Mam nadzieję, że wszyscy wejdą do kolejnej rundy i następne mecze zobaczę już w ogólnopolskiej telewizji.

PS. A w międzyczasie 116. wpis w komentarzach… 🙂

No to może coś potypujemy?

Na 12. kolejkę, która rundę zamknie.

Górnik – AZS -8. Coś mi się wydaje, że Ime Oduok nie jest tym, który zbawi Górnik. Ciężko będzie Radosławowi Czerniakowi to uciągnąć. Największy problem moim zdaniem to rozgrywający. Pierwszy, żeby nie było. AZS ma także kłopoty ze składem, ale teraz jest lepszy.

Polpharma – Anwil -14. Ten mecz w Polsacie Sport w sobotę o godz. 18. Cudów po zmianie trenera chyba nie będzie, tym bardziej, że Anwil nie tylko mocny ciągle, ale i coraz mocniejszy. Korytek w Starogardzie? Gdzieś mi się obiło o uszy, bo trener Prabucki na pewno sięgnie po starych znajomych. Ale na razie z nich jest tylko Stachitas, który przed sezonem mnie nie olśnił. Czyli na 2-3 są teraz Kellllllloggggggg, Witos, Zakrzewski, Majewski, Stachitas i Lubeck? I jeszcze jeden na testach? Uffff… Ale fajnie, że jadę do Starogardu jutro, bo tam zawsze miło.

Atlas – Turów +5. Niektórzy mówią, że nawet jeśli Ed Cota dojedzie na czas (a słyszałem, że są z tym problemy), to i tak niewiele zmieni. No bo wpadnie w ostatniej chwili itp. A ja się tu z państwem nie zgodzę – zmieni. Nawet jeśli nie w sensie sportowym (a moim zdaniem zmieni), to w sensie entuzjazmu i wiary ludzi w zespół (i zespołu w siebie) – na pewno pomoże. Turów mi się z Anwilem nie podobał, ale przed sezonem w hali przy Kusocińskiego złoił nieźle 'Stalówkę'. Teraz to jednak całkiem inny Atlas. Stawiam na niespodziankę.

Kotwica – Prokom +4. Taki mecz i moment idealny na niespodziankę. W Vitorii Prokom nic nie zdziałał, a w Kołobrzegu w tym sezonie gra się ciężko. Co prawda ponoć znów nie ma Brandona Armstronga, ale dla mnie skład Kotwicy jest wystarczający nawet bez niego, żeby taki mecz wygrać. Stawiam więc na kolejną niespodziankę.

Polonia – Basket +15. Nic nie wychodzi ciągle ze wzmocnień w Kwidzynie, więc w dziewiątkę nadal przyjdzie im grać? Dziwne… Polonia wzięła Grega Harringtona i na pewno będzie z nim dużo mocniejsza. Dla mnie jest tu zdecydowanym faworytem, choć wiadomo, że w hali na Kole działy się już różne cuda w ostatnich dwóch latach.

Czarni – Polpak +9. Tu krótki komentarz – czas na odbudowanie się Czarnych i wygraną. Jeśli jej nie będzie, nadejdzie czas na poważne zmiany. A Polpak? Dobry jest, to prawda. Ale ten mecz typuje 'na nos' bardziej niż rozumem. 🙂 Transmisja w Polsacie Sport w niedzielę o 20.

Do zobaczenia w halach.

PS1. Miałem coś napisać jeszcze ciekawo-ważnego, ale zapomniałem, co to miało być. 🙂 A miałem pisać, żeby nie zapominać, no!

PS2. Redaktorowi Adamowi Wallowi (e-basket i klub z Pruszkowa) do sztambucha (mam nadzieję, że ktoś rozumie jeszcze to wyrażenie) na podstawie tej notki:

Chciałem już popełnić samobójstwo, bo skoro przeoczyłem Aleksandara Djordjevicia, gwiazdę lat 90., jako zawodnika w Tarnowie, w najsłabszym zespole sezonu, to nie warto się tytułować dziennikarzem. Ale na szczęście sprawdziłem w notatkach. Sasa Djordjević z Unii urodził się w 1985 roku, więc nawet gdyby nazywał się Rubio, nie dałby rady być jednym z najlepszych obrońców Europy w latach 90. 🙂

PS3. Ustaliliśmy wstępnie termin MPD w Zakopanem na 7-8-9-10 kwietnia, ale ponieważ to rok olimpijski, więc nie wiadomo, co z COS będzie. Czekamy z ostatecznym ogłoszeniem terminu na luty. (To było ogłoszenie płatne dla dziennikarzy).

PS4. Ach, już pamiętam co miałem jeszcze napisać. Uważam, że absolutnie genialnie się ułożył terminarz dla Śląska Wrocław. Miesiąc bez meczów ligowych! Teraz pauzują, za tydzień nie ma kolejki. Ostatni mecz 21 grudnia, następny 19 stycznia. Zaiste, bycie koszykarzem zawodowym w Polsce to musi być wielka przyjemność.

EDIT WIECZORNY:

PS5. W odpowiedzi Stingerowi (z bloga na PLK.pl): Jeśli za zachowanie trenerów i działaczy wobec sędziów mają Twoim zdaniem odpowiadać tylko sędziowie, to gratuluję. 🙂 Więzienia by opustoszały z taką logiką. Na dodatek w ten sposób sankcjonujesz też chamskie śpiewy na trybunach – winny komisarz i sędziowie, bo nie opróżniają trybun. 🙂 Jednak zgadzam się, że masz rację w tym, iż sędziowie powinni zdecydowanie reagować.

PS6. Moim zdaniem nie masz też racji z Miliciciem. Paszporty się miewa, a Chorwatem się jest. Dlatego też zdecydowanie uprawnione jest stwierdzenie 'Chorwat z polskim paszportem'. 🙂 Tak jak można chyba powiedzieć o – bo ja wiem… – Zbigniewie Brzezińskim – 'Polak z amerykańskim paszportem' – prawda?

PS7. I to boldem! Wiadomość dnia nadeszła późnym wieczorem ze Słupska. Michael Andersen w Czarnych. [Swoją drogą w linku rozkoszna literówka: 'Ma obywatelstwo duńskie, ale miesza w USA'. :)]. Dziwie się, że Śląsk czy Atlas zaspali, jeśli był w możliwościach finansowych (i tabelowych!) Słupska, to na pewno też mógł wylądować w Ostrowie i Wrocławiu. A kto wie, czy nie przydałby się także w Zgorzelcu i Włocławku. No cóż, jeśli Czarni wejdą do play-off (ósemki) i trener Igor Griszczuk wreszcie złapie wiatr w żagle i sens w płuca, to może się zrobić ciekawie…

PS8. Ale Andersen nie gra w kluczowym meczu z Polpakiem. Tuuuuu lejt… 🙂

Hit z odtworzenia, czyli co to było w Zgorzelcu

W ramach przygotowań do powrotu na boiska Dominet Bank Ekstraligi – w końcu już w sobotę ciekawe widowisko w Ostrowie, a ja jadę do Starogardu 🙂 – obejrzałem sobie dokładnie i w całości niewidzialny przed świętami w Polsacie Sport, ale na DVD z biura ligi dostępny, mecz PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek. Oto impresje.

Oczywiście, całkowicie subiektywne. Ale jakże by inaczej. Będzie trochę o decyzjach trenerskich, grze, sędziach, koncepcjach skłądu i taktyki, no i niestety o publiczności. Z ręcznie pisanych przez ostatnie niemal dwie godziny notatek przenieśmy więc sprawę w komputer.

Kwarta 1

Nie ma szczególnych par z jednej strony boiska, bo Turów jak zawsze zmienia dużo na obwodzie. W Anwilu Alan Daniels przez cały mecz (!!!) kryje Thomasa Kelatiego, a Davidem Loganem zajmuje się głównie Andrzej Pluta (momentami Gerrod Henderson, kiedy wchodzi Łukasz Koszarek). W ogóle zmian w tym meczu będzie niewiele…

Turów zaczyna pod kosz, ale Dragisa Drobnjak nie trafia dwa razy. Potem ze strony gospodarzy zaczyna się bezsensowna kanonada z dystansu. Anwil dobrze broni, pomaga sobie w środku boiska, więc są odrzucenia, ale ani Logan (nie ma zbyt wiele miejsca), ani Andres Rodriguez, a także Robert Witka, nie trafiają. Część z tych rzutów jest z dość łatwych pozycji. Henderson trzyma wszystko w garści i rozprowadza akcje Anwilu po mistrzowsku, ale żeby włocławianie prowadzili po tej kwarcie 18:7 potrzebne były dwie rzeczy. 1) Dwie szalone trójki Danielsa przez ręce. 2) Wejście Alexa Dunna, który od razu trafia ważne rzuty.

Od pierwszej minuty każdy oczywisty faul graczy Turowa (m.in. ofens Drobnjaka, czy faul daleko od kosza Witki, przy akcji pick and roll na tak zwanym 'show') jest kwitowany pantomimą przy ławce, na boisku i okrzykami z trybun. Pierwsze 'pajace' pojawiają sie już przy pierwszym gwizdku w miarę kontrowersyjnym (trudno, żeby do sytuacji kontrowersyjnych zaliczyć dwa piękne bloki Danielsa na Loganie i Kelatim w akcjach 1×1 w obronie).

Jedyna prawdziwie moim zdaniem kontrowersyjna akcja w tej kwarcie to faul odgwizdany Zeljko Zagoracowi, gdy zebrał piłkę ponad Witką, który za pomocą czterech liter wyraźnie wypychał go coraz dalej od kosza.

Słowem – niemądra gra Turowa i kilka świetnych akcji w wykonaniu klasowych zawodników Anwilu – klasowych w ofensywie, czyli umiejących zrobić coś z niczego, czego wyraźnie w tym meczu brakowało Turowowi (poza kilkoma minutami, o czym później).

Kwarta 2

Logan zaczyna od trójki, a po chwili powinien mieć dwa punkty, bo próbujący blokować Dunn wyraźnie wprawia w drgania tablicę w kluczowym momencie (błąd sędziów). Ale za chwilę sędzia Marcin Kowalski (są jeszcze Dariusz Włodkowski i Wojciech Imiołek) 'oddaje' wyraźnie tę akcję, gwiżdżąc przy walce daleko od kosza wymyślony moim zdaniem faul Zagoraca. Publika i tak 'pajacuje'. Sędziego Marcina Kowalskiego znam jeszcze z czasów, kiedy sam sędziowałem na niskich szczeblach, cenię go, w końcu jest w Eurolidze, ale czasami mu się zdarzają takie mentalne zagapienia. A potem próbuje coś naprawiać, nie wiem, po co. Kilka decyzji w tym meczu miał bowiem trudnych i dobrych. A tu taki klops.

Po wymianie akcji Witka – Dunn wchodzi na boisko Slobodan Ljubotina i zaczyna swój popis nieudolności. Nie łapie dobrego podania, odpala za trzy punkty, nie broni przy Dunnie. Daniels znów robi niesamowite drobne rzeczy (zbiórki, dogrania, zatrzymania akcji kiedy trzeba) – to naprawdę świetny zawodnik i w tym meczu to widać (nawet w statystyce, choć nie tylko). Ciekawe, że trzeba było dwóch miesięcy, żeby to odkryto w klubie z Włocławka.

Około 15. minuty (nie mam na DVD ani zegara ani wyniku) pojawia się na jedyny raz w tym meczu Iwo Kitzinger. Jako rozgrywający, radzi sobie nawet nieźle. Choć ciekawe, że uczący się nowej pozycji Kitzinger zdaniem trenera Filipovskiego w kluczowym meczu jest przydatniejszy niż weteran Robert Skibniewski. Jedna strata Iwo, jedna dobra asysta na koniec kwarty, kiedy uruchomi Ljubotinę, jak się później okaże, na dobre. W tej kwarcie nic wielkiego się już nie dzieje, choć w samej końcówce wreszcie trafia niesamowicie pasywny Kelati (za trzy). Po tej akcji – i wspomnianym zagraniu Kitzingera do Ljubotiny – kwarta kończy się przy stanie 24:26. Słabizna.

Kwarta 3

Logan znów próbuje się uruchomić, ale trójka z ośmiu metrów to zły pomysł. Mimo to nigdy w tym meczu nie usiądzie na ławce, choć przy 2/12 z gry wypadałoby choćby zaeksperymentować. Anwil trzyma wynik znów dzięki akcjom Hendersona i Danielsa. Kilka dobrych akcji na siłę spod kosza ma Drobnjak. Po dłuższej przerwie zauważam, że w tym meczu gra też Pluta, który stoi gdzieś z boku i przygląda się, jak grają inni. Sorry, Andrzej, ale w tym składzie piątki to okazało się, że jesteś najmniej ważnym zawodnikiem na boisku. W tej kwarcie też nic wielkiego się nie dzieje, może poza aktorstwem Drobnjaka, który nabiera sędziów na faul Patricka Okafora na środku boiska, ładnie się przewracając przy zapasach.

Słabszy fragment od połowy kwarty ma w ataku Daniels, ale w obronie nadal daję radę przy Kelatim. Logan wreszcie wymusza kilka fauli (Pluty), z czego ma 5 wolnych – trafia 4. Moim zdaniem faul przy trójce dość wątpliwy, podobna będzie odwrotna sytuacja w końcówce i gwizdka nie będzie. Po dwóch pięknych akcjach (Drobnjak do Witki i Witka do Drobnjaka) Turów prowadzi, ale w samej końcówce po dobitce Wiktora Grudzińskiego i faulu w ataku Drobnjaka oraz po superbloku Danielsa na Ljubotinie (to już trzeci moim zdaniem w tym meczu, ale statsy o tym milczą) Anwil znów prowadzi 43:41.

Na sam koniec znów jakiś mentalny blok dopada sędziego Kowalskiego. Po czasie dla Filipovskiego 5,6 sek do końca kwarty Turów ma sekundę na dogranie akcji. Przerwa się przedłuża, bo jest jakieś zamieszanie i szarpanie między kibicami, plus wulgarne okrzyki (nie cytuję) właściwie całej hali (ciekawe, czy była kara), co nie pozwalają grać. Może to powoduje, że po szybkim rzucie i zbiórce Zagoraca sędzia Kowalski kończy kwartę. Sorry! To była tylko syrena na 24 sekundy! Można się z tego pośmiać, bo błąd jest oczywiście poprawiony, ale po co to… Brak koncentracji?

Kwarta 4

I tu się działo najwięcej, jeśli chodzi o temperaturę. Początek słaby ma Grudziński (faul i daje się ograć Witce), ale potem będzie kluczowym graczem meczu (a gra bo Okafor i Dunn mają po 4 faule). Chaos jest straszny i podobnie jak w najgorszych swoich momentach w poprzednich kwartach oba zespoły za dużo rzucają za trzy. No niestety, tak się gra przy dobrej obronie i nie po raz pierwszy okazuje się, że kto umie przenieść pod presją piłkę pod kosz, ten wygra. Umie to Henderson, umie Daniels, a kończy Dunn.

Od remisu 43:43 następują trzy kluczowe zagrania w meczu. Henderson wymusza zamianę krycia na zasłonie i jedzie do kosza – dwa punkty. Potem Logan się znów podpala, a w kontrze Pluta trafia kompletnie szaloną trójkę przez ręce (pierwsze punkty i jedna z nielicznych kontr w tym brzydkim meczu). W kolejnej akcji Pluta jest dwa razy bardzo blisko z rękami przy kozłującym Loganie (mógł być faul), ale w końcu ten wpada na niego (ofens). 'Pajace' w tym momencie stają się 'Drukarzami'. Bez sensu… W trzeciej kolejnej akcji Anwilu piękna asysta Hendersona i Grudziński trafia. 43:50.

Chwilę później punkty Ljubotiny i następuje najtrudniejsza akcja meczu do oceny. Odwrócona akcja poprzednia, Grudziński znakomicie podaje pod kosz do Hendersona, ten spod samej obręczy rzuca, ewidentnie niecelnie, ale piłkę po odbiciu od tablicy (na pewno), opadającą (na pewno) i ponad obręczą (na pewno) zbija w bok jakoś dziwacznie Logan. Wyglądało to nienaturalnie, ale po analizie klatka po klatce przyznaję sędziom, że punkty musiały być zaliczone. Po co ten Logan tam skakał? Nie wiadomo.

No i na sali oczywiście szaleństwo. 'Drukarze' zmieniają zawód i są teraz 'Złodziejami'. Filipovski szaleje. Bez sensu.

Kolejna akcja. Rodriguez traci piłkę przy dobrej obronie Grudzińskiego. Ljubotina robi 'show' i jest ewidentnie spóźniony, ale faul jest przyjęty kolejną przyśpiewką 'Tak się bawią sędziowie' (to chyba jakiś rekord różnorodności dowalania sędziom, brakowało tylko przeterminowanego 'kalosza' i wulgaryzmu, za co publiczności w Zgorzelcu jednak jestem wdzięczny). Henderson znów idzie do kosza (jakiż to jest mądry gracz!), a nietrafiony rzut dobija Grudziński. Jest 45:54 i wydaje się, że po bykach, a właściwie po turach.

Kolejne kilka minut to jednak jedyne dobre minuty w tym meczu Turowa i przede wszystkim Rodrigueza. Ma on w tym meczu tylko jedną asystę, a ja w tym fragmencie widzę dwie (albo trzy nawet) i liczą się jego punkty także. Najpierw szalona trójka Ljubotiny (odpowiada jeszcze Pluta przez ręce – 48:56).

A później mamy kolejno: za trzy Kelati; błąd ośmiu sekund Anwilu; wjazd Witki; kroki Hendersona przy wejściu pod kosz (ewidentne); Rodriguez wykorzystuje zamianę krycia i wjeżdża za dwa (55:56); Grudziński bez sensu odpala za trzy; kolejne podanie Rodrigueza i po faulu Ljubotina trafia jeden wolny (56:56); Pluta faulowany trafia jeden wolny; Logan nie trafia za trzy (znów); Pluta nie trafia za trzy (Logan na niego spadł – to ta akcja, o której mówiłem) i wreszcie kolejny wjazd Rodrigueza w tłum, z ewidentnym faulem Hendersona (pcha). Portorykańczyk trafia i dorzuca wolnego. 59:57 prowadzi Turów!

Cud! Nagle okazało się, że można przyspieszyć, minąć, zrobić miejsce kolegom, trafić, zagrać odważniej. W jakieś dwie minuty 14:3 dla Turowa. Ciekawa odmiana.

Tyle, że do końca meczu – jakaś minuta – Rodriguez (i Turów zarazem) zrobi już same głupoty, przez co przegra mecz. Na dodatek skupiony będzie na własnych nerwach, podobnie jak trener Filipovski.

Przy 59:57 bardzo ciężka do oceny akcja tuż przy ławce Turowa. Fajnie podwojony Henderson jest ewidentnie faulowany przez Ljubotinę (kolankiem wypychany), ale czy wcześniej nie stanął na linii? Trudno ocenić, nawet na stopklatce, czy najpierw jest zetknięcie czy linia. Nic to, że trudno ocenić – są 'Złodzieje'. Henderson trafia raz.

Rodriguez wyraźnie pobudzony bez sensu nie oddaje długo piłki (źle podając w międzyczasie do Kelatiego, więc ten szybko odrzuca) i głupio rzuca przez ręce za trzy, niecelnie. Po chwili znów jego błąd – faul na mijającym Danielsie (Anwil poza wspomnianą akcją Grudzińskiego w ogóle nie rzuca z dystansu, czego pilnują Henderson i Daniels). Daniels trafia raz – remis.

Ostatnie sekundy. Rodriguez nie oddaje piłki i wchrzania się pod kosz, gdzie przez ręce (bez faulu na pewno) wykonuje – jak się to kiedyś mówiło – świecę. Piłka szczęśliwie spada w ręce Witki, który z lewej strony kosza, niepilnowany za bardzo, pod samą obręczą, rzuca prawą ręką (ojojojojoj…) i wykonuje – jak to się kiedyś mówiło – klasycznego kartofla. Henderson ma piłkę i wiadomo, że jej nie odda. Trzy razy próbuje mijać rywali czekając na faul, za trzecim razem Kelati fauluje. Niestety – oficjalny obraz DVD akurat w tym miejscu i momencie zasłania jakaś głowa kibica. Nie wiem więc, dlaczego Filipovski reklamuje, że Henderson faulował 'rolując'. I czy ma rację.

Henderson trafia dwa wolne (59:61). I zostają bodaj trzy sekundy. Teraz pytanie trenerskie. Dlaczego piłkę po koszu wybija Rodriguez (wyraźnie to jest zaplanowane, pozostali uciekają)? Dlaczego Kelati ucieka daleko od swojej połowy? Dlaczego Logan chowa się w rogu? Dlaczego po piłkę wychodzi tylko Ljubotina, który nie dość, że nie ma co zrobić (Rodrigueza odciął świetnie Henderson), to jeszcze głupieje i rzuca zza połowy tak, że piłka spada na aut sekundę przed końcem meczu. Nic z tej akcji nie rozumiem, ale może to sędziowie coś zaćmili. 🙂

Prezes Polatowski z Włocławka na dźwięk syreny wykonuje efektownego lajkonika przez pół boiska, ale przedwcześnie, bo jeszcze trzeba dograć tę sekundę. Podanie do Hendersona i nie ma nawet faulu, koniec meczu. 59:61 – wygrywa Anwil.

W sumie

Mecz ciężki do oglądania, mam nadzieję, że dało się choć przeczytać opis, starałem się, żeby był ciekawszy niż te męczarnie. Męczarnie przez to głównie, że wygląda na to, że obaj trenerzy zajmują się wyłącznie obroną i dyskusjami z sędziami. Stąd zatrzymani Logan i Kelati, a także Pluta. Stąd niewiele efektownych akcji (żadna nie nadawała się do Top 10 kolejki). Stąd strasznie podgrzana atmosfera na hali i potem dyskusje niemal wyłącznie o sędziowaniu. A tu nie sędziowie wygrali albo przegrali.

Cud się niemal zdarzył, bo tragicznie grający Turów (prawie jak w Wałbrzychu na inaugurację) nagle rozegrał kilka dobrych akcji i prowadził. Kiedy jednak w trzech najważniejszych akcjach meczu rozgrywający robi straszne głupoty (może ze zmęczenia?), a i koncepcji nie widać, a strzelcy uciekają od piłki, to musiał wygrać to Anwil.

Głównie dlatego, że na tym poziomie rywalizacji ma zawodników KREATYWNYCH, mądrych i po prostu dobrych. Tak na początku meczu (Alan Daniels), i w jego środku (Alex Dunn), i w samej końcówce. To ostatnie dotyczy głównie Gerroda Hendersona, mistrza przetrzymywania piłki, kiedy tego najbardziej zespół potrzebuje, mistrza mądrego grania. Ale także kilka słów należy się Wiktorowi Grudzińskiemu, który w kluczowych momentach dołożył swój palec (niemal dosłownie).

W Anwilu nie podoba mi się jednak to, że prawie w ogóle w takim meczu nie grają kadrowicze (z pierwszej piątki kadry przecież!) Koszarek – kilka minut bezproduktywne, miał kłopoty z mijaniem rywali, ale dwie dobre akcje zrobił – i Wołoszyn (zero minut!). Ale oni przynajmniej na swoich pozycjach rywalizują z prawdziwymi gwiazdami, które w tym meczu grały popisowo.

Dlatego bardziej nie podoba mi się to, że spore pieniądze w Zgorzelcu są marnowane i dosłownie siedzą na ławce. Mówię o marnowaniu, bo chciałbym – tak jak wielokrotnie czepiałem się Prokomu – żeby wielki budżet służył rozwojowi koszykówki w Polsce, a nie w Słowenii, Portoryko i Erytrei. Nie mam pojęcia, czemu nawet słabo grający Logan i Kelati nie dostają zmian ani na sekundę. To zakrawa o jakąś paranoję, choć przy żółwim tempie, w jakim gra Turów, jest to do wytrzymania dla zawodników. Co z tego jednak, że wytrzymują, skoro robią błędy w końcówce, a poza tym grono nieszczęśliwych rośnie (po co ta słynna 14 zawodników?). Nie widzę Turowa na co dzień, ale nie wiem, czemu Nana i Skibniewski, a nawet Jarmakowicz, zasłużyli na zero minut. Nie wiem, po co się szkoli w Polsce za pieniądze (wiadomo skąd) takich gości jak Ljubotina i Scekić. Widać taki jest interes koncernu PGE.

Pewnie, jeśli Turów wygra mistrzostwo Polski, to odwołam te słowa, przynajmniej częściowo – i znów – jak rok temu pogratuluję prezesowi Krygierowi i trenerowi Filipovskiemu. Na razie jednak będę się trzymał wersji, że nawet jeśli odwołam, niewiele to daje polskiej koszykówce, zwłaszcza, że już naprawdę spora część sezonu za nami. Oby trener Saso Filipovski zdobył Puchar ULEB, wtedy gra będzie warta świeczki. Chciałbym jednak, żeby po sobie zostawił kilku polskich wychowanków. Jedno z drugim da się pogodzić.

A największy dramat tego meczu to bałkanizowanie polskiej ligi poprzez sugerowanie, że wszystkiemu winni są sędziowie (nawet choćby poprzez gesty podczas meczu!), którzy popełnili może trzy czy cztery błędy w meczu, na dodatek wcale nie przeciwko Turowowi. To się odbije czkawką wszystkim, a może już się odbija, bo tego się normalnemu kibicowi w telewizji odechciewa oglądać!!! Niech o tym pamiętają prezesi obu klubów, wiodących w końcu w aszej lidze. W tym meczu nie sędziowali żadni moi ulubieńcy, ale sędziowali nieźle.

I tyle na ten temat, subiektywnie, może i odważnie, ale szczerze.

Anwil teraz gra (z nowym dobrym skrzydłowym Vladimirem Petroviciem) w Starogardzie (debiut trenera Adama Prabuckiego – i czyżby także Kordiana Korytka?), a Turów w Ostrowie (z Edem Cotą, czy zdąży?). To będą ciekawe mecze.

Ale kolejką numer 12. zajmę się dopiero w piątek. Warto dać typki? 🙂

Ed Cota w Ostrowie, czyli wielka gwiazda łamana przez wielką niewiadomą

No proszę, zespół z Ostrowa jednak kontratakuje. Ed Cota zagra w Atlasie Stali, i to już w sobotę podobno w meczu z Turowem (choć ma przyjechać zaledwie kilka godzin wcześniej).

Cota jest graczem wybitnym, to pewne. W North Carolina odnosił ogromne sukcesy, podając piłki genialnie do Vince'a Cartera, Antawna Jamisona i Shammonda Williamsa. Gracz zdecydowanie stritbolowy, średni obrońca (z tendencjami do przechwytów), ale niebywale zaskakujący i kreatywny podający. Słabo u niego zawsze było ze zdobywaniem punktów, ale to 'słabo' to było na poziomie NBA czy szczytów Euroligi.

W NBA nigdy nie zagrał, ale za to w Eurolidze był na szczytach. W Żalgirisie Kowno zwłaszcza. Grał także w Telindusie Ostenda (zastąpił tam zresztą Erica Elliotta, legendę Stali Ostrów) i Barcelonie, a poza Euroligą w świetnych Dynamie Sankt Petersburg i Hapoelu Jerozolima. Nigdy w zasadzie nie zagrał na niższym poziomie, więc angaż do Atlasa to sensacja także pod tym względem. Na pewno strasznie drogi zawodnik, ciekawe, czy nie jeden z najdroższych poza Prokomem w DBE.

Ciekawie będzie zobaczyć, jak ten gracz wylansuje i co wyciśnie teraz z Kadziulisa, Szawarskiego, Boykina i Odena. Bo trochę chyba brakuje mu jednak tutaj strzelca choćby jednego, żeby było do kogo grać (może jakaś dobra dwójka zamiast Branduna Hughesa, chyba zbędnego w tym składzie). Może jakiegoś mocnego centra? Ponoć poszukiwanie zamiennika dla Charlesa Bennetta trwa, a skoro Grega Harringtona (ponoć już w Polonii lub w Polpharmie) może zmienić taki tuz, to czemu pod koszem Atlas ma nie dosypać jeszcze trochę sałaty do tej smakowitej już teraz sałatki? Cota lubi grać szybko, co na pewno odpowiadać będzie Adamsowi, Szawarskiemu i Boykinowi, zapowiada się to ciekawie…

Są i jednak wątpliwości. Wiadomo, że Cota musiał trochę się nie sprawdzać ostatnio, żeby znaleźć się w Ostrowie. Oto jego ostatnie dwa sezony w Eurobaskecie:

2005-2006: B.C. Zalgiris Kaunas (LTU-LKL,1T): Euroleague: 10 games: 4.6ppg, 4.5rpg, 3.6apg, 2FGP: 42.8%, 3PT: 26.6%, FT: 44.4%; Baltic League: 15 games: 4.3ppg, 2.1rpg, 3.3apg, 1.2spg; Lithuanian League: 7 games: 4.7ppg, 2.0rpg, 4.3apg, 0.9spg, released in Jan.'06, next month joined Winterthur F.C. Barcelona (ESP-ACB): Spanish League: 9 games: 1.2ppg; Euroleague: 10 games: 2.0ppg, 1.0rpg, 1.7apg, 2FGP: 41.1%, left in May'06
2006-2007: Hapoel Jerusalem (ISR-Premier League), left in March'07: ULEB Cup: 14 games: 5.3ppg, 2.5rpg, 2.3apg, 2FGP: 57.5%, 3FGP: 42.9%, FT: 76.9%; Israeli League: 12 games: 3.7ppg, 1.8rpg, 2.7apg

Powiedziałbym, że dość kiepsko to wygląda. Zwłaszcza, że człowiek nie grał od marca 2007, czyli 10 miesięcy. Czy coś się z nim stało? Jakieś kontuzje czy inne kłopoty? Wygląda na to, w każdym razie, że od połowy 2005 roku nie za bardzo się sprawdzał w miejscach – bardzo znakomitych to prawda – w których grał.

Słabo także było na mistrzostwach świata 2006 w zespole Panamy, który był takim zestawem all-star z zawodnikami mającymi cokolwiek wspólnego z tym krajem (Ruben Garces i Ruben Douglas się tam jeszcze wyróżniali), a grał fatalnie.

Ale podsumowując – to jest gwiazda i gratuluję trenerowi Andrzejowi Kowalczykowi tego transferu. Dla niego to też wyzwanie! Szkoda, że w najbliższy weekend nie zobaczymy w Polsacie Sport meczu Atlas – Turów, ale liga zdecydowała inaczej.

Adam Prabucki został trenerem Polpharmy Starogard. No cóż, jeszcze przed chwilą był w Toruniu, ale zapewniał (jak piszą tutaj ), że musi być blisko chorej, czyli w Trójmieście. Życzymy więc zdrowia. Pan Prabucki zrobił niezłą pracę w Gdyni, ale czy na pewno jest lepszym fachowcem niż Jerzy Chudeusz? Zobaczymy. W obecnym składzie i z tym trenerem jednak po prostu Polpharma jest dla mnie jednym z trzech głównych kandydatów do spadku (Basket, Górnik, Polpharma).

Przy okazji – do zespołu z Torunia w ten sposób wrócił Piotr Błajet. I to jest dopiero dobra informacja. Inteligentni ludzie koszykówki powinni pracować w koszykówce! 🙂 Powodzenia.

Zmiany trenerów, czyli a jednak!

Andrzej Adamek znów asystentem, a Jerzy Chudeusz bez pracy. No cóż, jednak nie udało się bez zmian trenerskich na nizinach przeciągnąć całego sezonu.

Śląsk nie byłby Śląskiem, gdyby trenerów nie zmieniał, to pewne. Poprzedni sezon był właściwie wyjątkowy, bo po raz drugi od 2001 roku nie było zmiany trenera. (Przypominam ten ciąg: Bucchi/Urlep, Sherf/Winnicki, Katzurin – drugi wyjątek, Mahorić/Jankowski, Jankowski/Zyskowski, Urlep, no i teraz Urlep/Adamek/Kurtinaitis). O Śląsku więcej za chwilę. Za to dziwi mnie Polpharma, bo choć oczywiście powodów w poprzednich latach było mniej, to jednak był to klub cierpliwy. Wydawało się, że już najgorszy kryzys za nimi. Że wymiana prezesów (choć nie wiem, czy merytorycznie wniosła wiele, po prostu niestety nie przyglądam się temu klubowi z bliska w tym sezonie) załatwiła sprawy. Polpharma wygrała w Słupsku, skład nadal nie był wzmacniany (ciekawe, dlaczego do Starogardu przyjeżdżają w tym sezonie właściwie poza Donaldem Copelandem tylko jakieś straszne leszcze z USA). No i padła głowa trenera Chudeusza

Szkoda, bo na pewno – znając możliwości i umiejętności tego trenera – nie był on winny tej sytuacji. Jeszcze bardziej szkoda, dlatego, że wolni trenerzy w Polsce doprawdy nie powalają. Tajne choć sympatyczne źródła donoszą, że brani pod uwagę są Jarosław Zyskowski, Jacek Gembal i – uwaga! – Miodrag Gajić. Dwaj pierwsi zdecydowanie zwolnili ostatnimi laty tempo i doprawdy mieli mniej sukcesów niż Chudeusz. Ten ostatni to już w ogóle miał czarną serię, w której spuszczenie do I ligi Znicza Jarosław nie było wcale największym osiągnięciem. No ale jeśli rzucić okiem na innych – Ryszard Szczechowiak? [tu długo zbierałem myśli…], może jacyś asystenci?, no bo rozumiem, że Tomasza Jankowskiego Mniejszego wykluczamy, bo w końcu to jego w Polpharmie w zeszłym sezonie zniechęcili do pracy. Ciekawe, czy w Starogardzie czymś nie zaskoczą. Ja to bym najchętniej widział na tej posadzie Tadeusza Hucińskiego. Co jak co, ale to prawdziwe wyzwanie dla człowieka, który się wyzwań nigdy nie bał.

Trener Chudeusz – z logiki wydarzeń tak wynika – staje się więc głównym kandydatem do pracy w… Słupsku, gdzie chyba ciągle jest najgorętsze krzesło. Kłopot w tym, że po ewentualnym wyrzuceniu Igora Griszczuka (czego mu kompletnie i absolutnie nie życzę), sięgnięcie po Chudeusza byłoby dość karkołomne. Przecież on już trzy razy był 'rezygnowany' w Słupsku… 🙂

Wracając do Wrocławia. Ciekawe, doprawdy, jest nie tyle zamieszanie trenerskie, ale jakieś kłopoty z powrotem do klubu Jareda Homana i Rashida Atkinsa. Znaczy panowie mogą tak sobie nie wrócić? Znaczy nie jest tak, że gdyby nie wrócili, to do końca sezonu nie mogą zagrać gdzieś indziej? Czy to im nie szkodzi? Co to za nonsensy?

Homan podobno jest, ale trener Rimas Kurtinaitis będzie mu się przyglądał. Ja tam mu się już przyjrzałem i widziałem jednego z najlepszych centrów w lidze. Jeśli trener nie będzie umiał się z nim dogadać – a także zapewnić odpowiednią liczbę minut – to problem trenera. Pierwszy na ciężkiej drodze, bo Rimas Kurtinaitis wielkim zawodnikiem był, ale w takim klubie jak Śląsk chyba nie pracował.

Jego kariera trenerska zresztą nie jest zbyt imponująca. Po pracy w rządzie (1997-2002) zabrał się za szkolenie w Azerbejdżanie. Nie tylko w kadrze, ale również w klubie Gala Baku. Wygrywał nawet z tym klubem jakieś pojedyncze mecze w Pucharze FIBA (tym słabszym), wygrywając z klubami z Ukrainy (Sumy, Chimik Jużny, Nikołajew), a także Łotyszami z Valmiery. Ale bodaj najciekawsze, że miał w zespole megaAzera Aleksandra Rindina (22 lata, 225 cm wzrostu), który obecnie marnuje się w rezerwach Uralu Great Perm. Do Śląska go!

Potem w karierze Kurtinaitisa było kilka bardzo słabych miesięcy w Uralu Great Perm i ostatnie 1,5 sezonu w Sakalai Wilno (siódme miejsce na Litwie w poprzednim sezonie). Była praca z młodzieżówką Litwy i asystowanie w zdobywaniu brązu na ostatnich mistrzostwach Europy.

W sumie – wielki znak zapytania jako trener.

To wszystko powiedziawszy, należy jednak dobitnie stwierdzić, że to ciekawy ruch. Dobrze, że taki człowiek jest w polskiej lidze. Szkoda, że nie otrzymał zespołu od razu po zwolnieniu Urlepa. Andrzej Adamek dostał szansę i ją na pewno wykorzystał. W pięciu meczach miał cztery wygrane (mówię o lidze), a w Pucharze ULEB też wstydu nie przyniósł. Szkoda, że tego się nie docenia.

Ale ciekaw jestem, co z tego materiału zrobi Kurtinaitis. To w końcu wielki zawodnik. Warto przypomnieć – grał w wielkich składach Żalgirisu Kowno, CSKA Moskwa, Realu Madryt, z reprezentacją ZSRR był mistrzem świata (1982), Europy (1985) i mistrzem olimpijskim (1988). Z Litwą zdobywał dwa medale olimpijskie i jeden w ME. Jako pierwszy – i jedyny do dzisiaj – Europejczyk SPOZA NBA uczestniczył w konkursie rzutów za trzy podczas meczu gwiazd NBA. To było w 1989 roku. Rezultaty? 🙂

FIRST ROUND     POINTS  BEST STREAK  3COLOR BALL
Craig Hodges      20                5                    5                                               
Dale Ellis        19        4             3              
Gerald Henderson  17       4                        4
Reggie Miller     15                5                    2
Michael Adams     12                4                    2
Derek Harper      12                2                    2
Jon Sundvold      12                6                    1
Danny Ainge       11                3                    1
Rimas Kurtinaitis  9       3                        2
SEMIFINAL       POINTS  BEST STREAK  3COLOR BALL
Dale Ellis        18                3                    4
Craig Hodges      18                6                    3
Gerald Henderson  13       4                        1
Reggie Miller     11                2                    1
FINAL             POINTS  BEST STREAK  3COLOR BALL
Dale Ellis        19             7               4
Craig Hodges      15                3                    2

No cóż, ostatni był. Ale był. I to w jakim gronie! Wielki zawodnik, świetny strzelec, znakomita postać. Teraz jest u nas…

Teraz jednak, jeśli jako trener Śląska nie osiągnie finału, moim zdaniem będzie to oznaczało, że ryzyko zniechęcenia Andrzeja Adamka się nie opłacało.

—-

Mam już plan na najbliższe tygodnie, oczywiście transmisji w Polsacie Sport.

W najbliższy weekend pokazujemy:

sobota, godz. 17.55: Polpharma Starogard – Anwil Włocławek

niedziela, godz. 20.05: Energa Czarni Słupsk – Polpak Świecie

Tydzień później jest dziwna dość (o czym więcej kiedy indziej) przerwa na imprezę organizowaną przez Polski Związek Koszykówki w Katowicach. Grać ma ponoć Polska ze Słowacją, pokaże to TVP Sport (i mam nadzieję także TVP Info). Więc nic nie pokazujemy w Polsacie Sport.

Kolejne transmisje:

sobota 19 stycznia: PGE Turów Zgorzelec – Górnik Wałbrzych

niedziela 20 stycznia: AZS Koszalin – Energa Czarni Słupsk

sobota 26 stycznia: SPEC Polonia Warszawa – PGE Turów Zgorzelec

niedziela 27 stycznia: Kotwica Kołobrzeg – Atlas Stal Ostrów

Bardzo, ale to bardzo, proszę mnie nie pytać, dlaczego nie pokażemy w tych kolejkach meczów Atlas – Turów, Kotwica – Prokom, Polpak – Śląsk czy Czarni – Prokom. Adresy Polsatu Sport i PLK SA są powszechnie znane.

—-

Na koniec z nasłuchów – ale to mocno odbitych ech od ech – praktycznie jest pewne, że od nowego sezonu DBE przejmuje TVP. Oczywiście w wymiarze TVP Sport, ale także w regionach w paśmie na TVP Info. Czyli wracamy do stanu z poprzednich lat, plus TVP Sport. Oby do października ten ostatni kanał był powszechnie dostępny. Może jest taka szansa dzięki olimpiadzie w Pekinie?

—-

Wszystkim, ale to naprawdę wszystkim, przyjaciołom i wrogom, z całej Polski, z całej Europy i dalej – lepszego roku 2008. To będzie na pewno pamiętne 366 dni dla każdego z nas. Oby nas poniosły daleko!

—-

PS. edit z poniedziałku rano – Adam Prabucki ze względów rodzinnych zwolnił się z pracy w żeńskim zespole Energi Toruń. Ups! Czy ten trener ma rodzinę w Starogardzie? 🙂

PS2. Są już skróty i TOP 10 z ostatniej kolejki. Zapraszam na stronę Sport.pl, a także tutaj.