Ostrów, część 1

Już skończyły swoją grę w Ostrowie zespoły Energi Czarnych Słupsk i AZS Koszalin, więc krótko można podsumować, co widziałem przez dwa dni w wykonaniu tych zespołów.

Najpierw może AZS Koszalin. O składzie było już wcześniej, więc tylko kilka zdań dodatkowych uwag. Nadal ten zespół nie wygląda. Polscy zawodnicy są wyraźnie niezadowoleni (nawet nie trzeba ich o to pytać) z tego, jak gra AZS. Towarzystwo pięciu młodych Amerykanów grających bałaganiarską koszykówkę nie jest wymarzonym dla Mariusza Bacika czy Grzegorza Arabasa. Akcje bez sensu grane przez kompletnie dzikiego Chrisa Burnsa, oddawane bez zastanowienia rzuty Taia Crutchfielda, chaotyczne rozgrywanie D.J. Thompsona to na pewno nie jest to, co chciałby widzieć trener Dariusz Szczubiał. Nie widziałem w tym turnieju Tayrona Thomasa (kontuzja na początku drugiego meczu), a Dan Oppland potwierdził, że może być zmiennikiem i tyle. Ciekawe, czy Szczubiał wykona jeszcze jakieś zmiany przed sezonem. Moim zdaniem są konieczne, bo inaczej sezon może być frustrujący.

Z pozostałych graczy nieźle grał Kamil Michalski, który zasługuje na minuty. Natomiast Rafał Stolarek chyba na nic nie zasługuje, bo nie wyszedł na parkiet w sparingu nawet przy 40 punktach straty, Nie wiem, po co więc jest w tym klubie, ale może on wie…

Czarni trochę oszczędzali siły, bo ponoć są mocno zmęczeni po ostrym trenowaniu. Nie było w Ostrowie kontuzjowanego Tarmo Kikerpilla, ale ma być gotowy na ligę. Nadal świetnie – zwłaszcza w obronie – wygląda James Hughes, który powinien wygrać klasyfikację bloków. Jedną z ciekawszych akcji turnieju była jego potężna czapa, po której piłka poszła w górę, Hughes wyskoczył do niej naciskany i podbił tak, że wpadła do jego kosza. 🙂 Ciekawe, czy zgodzi się zostać z góry na dwa lata w Czarnych, Igor Griszczuk jest za tym.

W Słupsku pojawił się Łukasz Wiśniewski, którego czeka sezon siedzenia na ławce i ostrego trenowania. Podobno znaczenie lepiej walczy na treningach niż Mateusz Bierwagen, którego już w Słupsku nie ma. Rozumiem racje Griszczuka, który po prostu nie widział go w zespole i uwolnił. Słusznie, lepiej tak niż kisić na ławce. Dla tego 19-latka mam (nie wiem czy realne) dwie propozycje – obie nazywają się 'Polonia'. Głównie dlatego, że mógłby w nich nie tylko grać, ale i dobrze trenować i wiele się nauczyć. W tej ekstraligowej brakuje rzucającego, może Bierwagen by zapełnił tę lukę? W tej pierwszoligowej – Polonii 2011 – także jest miejsce na boisku, a kryteria wieku i talentu Bierwagen spełnia. Szkoda, żeby teraz znalazł się gdzieś w II lidze.

Griszczuk twierdzi, że ma najlepszy zespół odkąd jest w Słupsku – i tak może być. Pytanie, czy siedmiu solidnych (lub bardziej niż solidnych) zawodników – Scott, Cesnauskis, Kudriawcew, Frasunkiewicz, Barlett, Kikerpill, Hughes – wystarczy na długi sezon i na kluczowe mecze w play-off… W każdym razie gra Czarnych wygląda naprawdę fajnie, widać zgranie i porozumienie, a także sens w tej grze. W mocnej formie jest zwłaszcza Kudriawcew, a Scott to naprawdę wielka klasa.

Za chwilę mecz 'finałowy' Atlas – Turów. Po nim więcej.

Górnik i Śląsk – czyli 2,5 kwarty

Z moich objazdów po Polsce rozpocznijmy od przeglądu sytuacji w Górniku Wałbrzych i Asco Śląsku Wrocław. Byłem na ich sparingu w czwartek i dopiero teraz znalazła się chwila, żeby o tym napisać. W piątek byłem już w Ostrowie na turnieju z udziałem Turowa, Atlasa, AZS i Czarnych, ale o tym dopiero po sobotnich meczach. Dzisiaj tylko dwa słowa: Mateusz Jarmakowicz!!!

Wróćmy do Świebodzic, bo tam grali wałbrzyszanie. Hala ładna, pięknie położona, duża, nieco tylko ciemna. Ale nie ma się do czego przyczepić, fajne miejsce na wielką koszykówkę. Mam nadzieję, że w Wałbrzychu zrozumieją, że muszą wybudować podobny obiekt i nikt nie wpadnie na myśl, żeby grać ekstraklasę w starej hali przy Wysockiego.

To był dziwny mecz. W połowie trzeciej kwarty zgasła część świateł i tablica wyników i zegary nad koszami. Światła było na tyle sporo, że ze stoperami w rękach sędziów stolikowych można było dokończyć mecz. Ale nie dokończono, bo trener Andrej Urlep odmówił gry w takich warunkach. Śląsk wygrał więc dwoma punktami, bodaj 63:61.

No cóż, Śląska po prostu nie da się nie lubić.

O wrocławianach krótko w takim razie, skoro są w trakcie wojny z mediami, to nie ma sensu poświęcać im czasu.

Rotacja:

PG – Ubaka, Fountain

SG – Sullinger, Jancikin, Chanas (tak właśnie wychodzili)

SF – Diduszko, Kiausas

PF – Tomczyk, Hyży (nie grał z powodu kontuzji)

C – Rizvić, Stević, Gai

poza rotacją – Prostak, Avdić

Z ciekawostek – podobno Radosław Hyży zrezygnował z roli kapitana i został nim Dominik Tomczyk.

Z innych ciekawostek – asystentem w miejsce Pawła Turkiewicza (dziś Turów) został David Dedek.

Z jeszcze innych ciekawostek – ponoć zanosi się na poważne uzupełnienia składu jeszcze w najbliższych dniach. Numer jeden – za Gaia ktoś lepszy, choć w Wałbrzychu w ataku przynajmniej Gai wyglądał świetnie.

Może zresztą to właśnie w sprawie transferów zadzwonił podczas sparingu Bardzo Ważny Telefon? W pierwszej połowie, kiedy jeden z trenerów wziął czas, nagle Urlep wstał i wybiegł z hali z telefonem przy uchu. Czas poprowadzili Dedek z Adamkiem. Pierwszy raz coś takiego widzę, ale w poprzednim sezonie też po raz pierwszy widziałem, jak trener (też Urlep, w Kołobrzegu) spóźnił się na drugą połowę ligowego meczu (o jakieś dwie minuty). Hmmmmmmmmmmmm… Jak to wpływa na spojrzenie (z boiska) na wymagania trenera wobec graczy?

Wracając do Śląska w Świebodzicach, widziałem mało, ale nic wielkiego nie zobaczyłem. Śląsk będzie mocny, ale chyba maksimum pozostaje powtórka poprzedniego sezonu. Rok temu był w tym zespole przynajmniej Dean Oliver, a teraz… Ani Sullinger, ani Ubaka chyba nie są tego rozmiaru liderami. Za to mimo wszystko podoba mi się Rizvić, porządny center. Choć na razie gra poniżej możliwości.

Podsumowując – poziom zachowany, ale czy przy poprawie poziomu u innych (Turów, Anwil, Czarni, może Atlas) to wystarczy do medalu?

Krótko też o Górniku

Bo 2,5 kwarty to mało. Wielki pech spotkał Logana Kosmalskiego, który miał być liderem zespołu. A tymczasem zerwał więzadła w kolanie i sezon ma z głowy. Wielka szkoda.

Bez niego rotacja wygląda tak:

PG – Tezale Archie, Rafał Glapiński

SG – B.J. Spencer, Adrian Czerwonka

SF – Łukasz Wichniarz, Michał Saran

PF – Tomasz Zabłocki, Kris Clarkson

C – Kristijan Ercegović

poza rotacją: Marcin Kowalski, Bartłomiej Józefowicz, Jacek Dymarski

trenerzy: Radosław Czerniak i Mieczysław Młynarski (legenda!!!)

No cóż, ciekawie, choć nieciekawie. Na pewno kluczowym zawodnikiem będzie Ercegović, który w Polpharmie nie był gwiazdą, ale był ważny. Amerykanie? Archie solidny (grał ostatnio na Węgrzech, czyli dostał awans), Spencer obiecujący (ostatnio jeden ze słabszych zespołów w Serbii), najciekawiej wyglądał Clarkson. Bez koszykarskiego IQ (grał w III dywizji NCAA i w Austrii), ale bardzo skoczny i sprawny. Ciekawy zawodnik, wzrost – jak mi powiedział trener Czerniak – trójki (na oko gdzieś 198 cm), ale będzie i grywał na centrze.

Wielkie kłopoty mają zeszłoroczni bohaterowie awansu. Trzech w ogóle nie gra, Saran gra w kratkę, Czerwonka ciągle nie poprawił gry na obwodzie na tyle, żeby mu zaufać, a Glapiński boi się własnego cienia (niepotrzebnie) i zdecydowanie musi podejmować lepsze decyzje. Trener Czerniak z wielkim wahaniem będzie ich wysyłał na boisko. Za to swoje grają Łukasz Wichniarz i zwłaszcza Tomasz Zabłocki. Ten ostatni będzie grał sporo, zapewne aż złapie pięć fauli w każdym meczu, i będzie rzucał sporo i bez zahamowań. Obstawiam cztery trójki średnio na mecz (celne) i siedem-osiem niecelnych.

Ogółem – w obecnym składzie widzę straszliwą walkę o utrzymanie z Vikingiem Gdynia, Basketem Kwidzyn, AZS Koszalin i może jeszcze SPEC Polonią Warszawa. Będzie bardzo ciężko, bo pieniędzy nie ma za dużo, a oczekiwania ogromne…

Akredytuj się za 300 zł – albo nas zareklamuj

Już nie tylko AZS Koszalin chce pieniędzy za akredytowanie dziennikarzy na mecze. W Koszalinie chcieli 400 zł, jak się okazało później – ponoć tylko od dziennikarzy, którzy nie chcą dać zdjęcia, a więc jest podejrzenie, że mogą akredytacje przekazywać komuś innemu. W sumie niby koncepcja słuszna. Moim zdaniem akredytacje zawsze powinny być ze zdjęciem. Ale (wykrzyknik!) – powinny być do zrobienia nawet dzień przed meczem, jeśli ktoś – np. z Warszawy – chciałby na mecz AZS wejść. Czy wtedy przysłane zdjęcie ktoś z klubu z Koszalina umieści w jednorazowej akredytacji?

Ciekawiej (w cudzysłowie) jest we Wrocławiu. Tam dziennikarze mają trzy wyjścia, żeby wejść na mecz. Numer jeden – zostać patronem prasowym klubu Śląsk Wrocław, w zamian zobowiązując się na piśmie do pisania wyłącznie przychylnego i pozbawionego ironii (ponoć takie sformułowania znalazły się w piśmie oficjalnym, potwierdzili mi dwaj dziennikarze). Drugie wyjście – zapłacić za akredytację 300 zł. Trzecie – za podobną sumę zaoferować Śląskowi powierzchnię reklamową.

Mam nadzieję, że powyższe informacje – przekazane mi niezależnie od siebie przez trzech dziennikarzy – są niedokładne, nieprawdziwe lub zgoła ironiczne. Nie dość, że łamią prawo prasowe i dobry obyczaj, to jeszcze stanowią niemal szantaż. Jako reprezentant mediów nie widzę innego wyjścia, jak totalny bojkot pisania i mówienia o koszykarzach Śląska we wszystkich mediach. Będzie on o tyle łatwiejszy, że koszykarze i trenerzy Śląska od tego sezonu mają (wpisany w kontrakty!) oficjalny zakaz wypowiadania się dla mediów! Oczywiście tych, które nie są patronem prasowym.

Koledzy z wrocławskich gazet, stacji radiowych i telewizyjnych sami rozstrzygną, co robić. Ode mnie mają pełne poparcie. Przy najbliższej okazji zapytam także moich szefów w Warszawie, co o tym myślą. Mam nadzieję, że nikt tych 300 zł nie zapłaci. To byłby dramat, że ktoś się ugina pod takim szantażem. Myślę, że koledzy dziennikarze potrafią żyć bez meczów Śląska, za to ciekawe, czy Śląsk potrafi żyć bez dziennikarzy.

Przy okazji – dla osób spoza branży – małe wytłumaczenie. Nie walczymy w ten sposób o darmowe włażenie na mecze i prawo do poklepania się po plecach z Radkiem Hyżym. Wzajemny szacunek między mediami a klubami sportowymi jest elementem porządku w świecie sportu. Jestem całkowicie za weryfikacją akredytacji, za umożliwieniem pracy dla dwóch dziennikarzy i fotoreportera z jednej redakcji (to całkiem wystarczy), za imiennymi wejściówkami, za wykluczaniem 'czarnych owiec' (w sytuacjach, które wymieniałem poniżej). Ale jestem też za niezakazywaniem wypowiedzi nikomu, cywilizowanymi warunkami do pracy dziennikarzy (we Wrocławiu akurat miejsc jest za mało i są w fatalnym miejscu) i współpracą, a także za cywilizowanym (nawet w sądzie) rozstrzyganiem sporów. Płacenie za możliwość pracy podczas meczu nie istnieje nigdzie i nie ma żadnego sensu. Zwalczanie mediów to nie tylko strzelanie sobie w stopę, ale także łamanie prawa.

I raz jeszcze powtórzę, że akredytacja to PRZYWILEJ dla dziennikarza, pozwolenie na wejście tu i tam, odróżnienie od innych uczestników meczu, A NIE ŁASKA OD KLUBU!

Czy nie jest tak, że zamykając dla mediów mecz (lub utrudniając dostęp) klub łamie postanowienia ustawy o imprezach masowych? Może wtedy trzeba odebrać prawo do organizacji? Jest tu jakiś prawnik? 🙂

Na pewno za to powinien wkroczyć w te wrocławskie harce organizator rozgrywek, czyli PLK. Jeszcze niedawno postulowałem, żeby w całej lidze wprowadzić jednolite akredytacje dla całej ligi, które wydawałaby centrala. Może to za daleko idący pomysł, ale na pewno na walkę z mediami walcząca desperacko o popularność liga nie może sobie pozwolić.

Ponadto, jak donoszą koledzy z 'Gazety Wyborczej' Wrocław, klub z Wrocławia w ogóle odmawia im akredytowania dziennikarzy na mecze w tym sezonie, gdyż jest sprawa Śląsk – GW w sądzie. Tu już nie ma żartów. Odmowa akredytacji moim zdaniem powinna być stosowana w wypadku bardzo drastycznego przekroczenia granic dziennikarskiej rzetelności i reguł zawodu. Wyobrażam sobie, że chodzi o sytuację, w której dziennikarz oddaje akredytację osobie niepowołanej, wdziera się do szatni zespołu, szarpie trenera na konferencji prasowej, przychodzi na mecz w stanie nietrzeźwym, czy coś takiego, albo ma wyrok sądowy za coś, co napisał, do którego się nie stosuje (np. odmawia przeprosin lub sprostowania). Zawsze – dotyczące konkretnej osoby. Ale żeby odmawiać całej gazecie? Czy ja – jako od niedawna tylko współpracownik 'GW' – będę mógł komentować mecz z Wrocławia? Przecież – co chyba kluczowe – między Śląskiem a 'GW' toczy się SPÓR na temat czegoś, co zostało napisane i nie było to nic obraźliwego. To chyba zasadnicza różnica. Gdzie dobry obyczaj szanowania się nawzajem?

Naprawdę zaczynają się szerzyć bardzo złe obyczaje. Czekam na reakcję ligi. Osobiście zapytam o nią prezesa Wierzbowskiego najpóźniej na poniedziałkowej konferencji prasowej.

Koszykówka bałkańska, czyli pół Polpaku w Pruszkowie

Warszawskie korki – słynne już na całą Polskę – sprawiły, że po 1,5 godziny jazdy na sparing Polonii (przepraszam, SPEC-Polonii) Warszawa z Polpakiem Świecie dotarłem do Pruszkowa w połowie meczu. Nie wypowiem się więc zbyt szczegółowo o grze poszczególnych zawodników, bo – słusznie – obrywałem już za wyciąganie wniosków z gry Czarnych i Vikinga na podstawie połowy meczu. Ale jakieś tam zdanie mam – trochę obok Polpaku – i je tutaj zamieszczę.

Najpierw jednak w skrócie wrażenia o zawodnikach: na plus – Paul Miller, Carlos Rivera z Polonii (naprawdę świetni) i Krzysztof Szubarga, w dobrej formie, ale kilka razy podejmujący złe decyzje (‚Muuuusiiiiiiiisz rzucać’ – krzyczał trener Kamiński, gdy Szubarga próbował śrubować rekordy asyst); w Polpaku na bardzo plus – Seid Hajrić, Bobby Dixon i Dion Harris. Obiecująco Paweł Kikowski, wreszcie gra – pięknie! Reszta bez komentarza, nie grał Wojciech Barycz (szkoda), który dostał wolne, zadebiutował (ciekawie) Łukasz Seweryn. Trener Mihajlo Uvalin jest człowiekiem mojej postury, co mnie mocno cieszy, że są i tacy wśród sportowców. 🙂

Ale nie jest dla mnie problemem, jak Uvalin wygląda, ani jak się nawet zachowuje podczas meczu (sędziowie!). Problemem jest, że w takim klubie jak Polpak pozwala się na zbudowanie skansenu dla bylejakich koszykarzy z Bałkanów. Ja rozumiem, że to trener buduje drużynę. Ja rozumiem, że Serbowie (i okoliczne narody) wiedzą więcej o koszykówce niż Polacy. Ja rozumiem, że po sezonie z ośmioma Amerykanami potrzebna była odmiana. Ale doprawdy.

Na niedawnych mistrzostwach Europy zobaczyłem, że poza błotną, krzykliwą, skacząco-protestującą, waląco-męczącą w obronie koszykówką z Bałkanów są też inne. Pozytywne, nastawione na niezłą obronę, ale także imponujące pomysłami na atak i rozwijające skrzydłami. Raz jeszcze przypomne miejsca trenerów z byłej Jugosławii w tym turnieju – szóste, siódme, jedenaste i dwa razy trzynaste.

Jeden przykład z ME właśnie… Okazuje się, że wcale nie zatrzymuje się na świecie wszystkich kontr ostrym i szybkim, bezmyślnym faulem. Broni się inaczej, opóźnia bieg, szybko wraca, nie marnuje fauli, bo to potem kosztuje. A u nas wszyscy od razu łupie się kontratakujących, psując zabawę.

A u nas w lidze: Anwil, Śląsk, Turów – Słoweńcy, Polpak – Serb.

I w każdym z tych zespołów są też asystenci stamtąd (gdzie nauka dla polskich trenerów!!!). W Polpaku dwóch, ale jeden ma wyjechać. Po co??? Czemu nie można poszukać kolejnych Kikowskich czy Baryczów, których mnóstwo w niższych ligach (pojeździjcie, są, zapewniam!)? Paweł Kikowski dwa lata temu mając 19 lat nie grał nawet w I-ligowej Kotwicy, bo trenerzy zamiast go uczyć koszykówki, uznali, że się nie nadaje. Teraz zanosi się na to, że będzie jednym z ważniejszych polskich graczy w lidze. Oby!

Tymczasem w Polpaku są Srdjan Jovanović, Mujo Tuljković, Marko Brkić (25 lat!), Nenad Sulović (center 202 cm, 22 lata!!!) i Seid Hajrić. Ten ostatni zadomowiony, może być gwiazdą ligi. Pozostali moim zdaniem nikogo nie porwą. A za rok sobie pojadą dalej, lepsi o doświadczenia zebrane kosztem polskich graczy. Czy nie lepiej byłoby mieć dwóch jeszcze gwiazdorów z USA, skaczących, dunkujących, blokujących, efektownych, a poza tym czterech młodych Polaków, których z dnia na dzień uczyłby koszykówki Uvalin?

Naprawdę nie rozumiem, czemu prezesi na to pozwalają. Moim zdaniem w Świeciu bałkaniada miałaby sens, gdyby Polpak dzięki temu miał szanse na finał, medal. Moim zdaniem w tym składzie nie ma. Będzie na miejscach 5-8. Czy w takim razie nie lepiej było dać ludziom show? A nie faule taktyczne i ostre pokrzykiwania oraz anonimowych Suloviciów czy Brkiciów. To się nie sprzeda, ani w telewizji, ani dla kibiców.

Bardzo cenię prezesa Stefana Medeńskiego i niech mi wybaczy, że akurat jego zespół wziąłem jako przykład. Równie dobrze ten tekst mógłby powstać na przykładzie Anwilu czy Śląska, w których lansuje się Otasevicia, Soskicia i innych zamiast Polaków, albo Jancikina i Fona zamiast Diduszki czy Hałasa. Panowie prezesi, menedżerowie i trenerzy, bez waszego wsparcia dla polskich graczy (kosztem wsparcia dla młodych Serbów), nic z tego nie będzie.

Ciąg dalszy nastąpi. Jutro mam zamiar przejechać pół Polski, żeby zobaczyć Górnik Wałbrzych i Śląsk Wrocław. Może uda się zdążyć na cały mecz. 🙂

Tradycyjne ‚uwagi na boku’:

1. Małgosia Dydek zostanie matką! Dla mnie rewelacja, nie mogę powiedzieć, że znam Małgosię dobrze, ale kilka razy spędziliśmy wspólnie kilka chwil na rozmowach o koszykówce i nie tylko. Lubię ją więc nie tylko za koszykówkę, jest po prostu fajną dziewczyną. Cieszę się więc, że będzie szczęśliwą mamą. Rodzina zawsze była dla niej ważna, więc będzie super. Powodzenia!

2. Poszła wieść, że Mateusz Jarmakowicz może zostać zawodnikiem Turowa. Oby! To dla niego miejsce idealne. Tacy zawodnicy, jak 19-letni środkowy z wielkim talentem, muszą zostawać w Polsce. Zmarnował już dwa lata w rezerwach Benettonu i Realu, czas na granie. Szkoda, że polskie bogate kluby, które tak bardzo potrzebują środkowych, znów przespały możliwość pozyskania Kamila Pietrasa. Ma go Varese, a czemu nie ma go ani Anwil, ani Turów, ani Prokom? Ci ostatni dali ciała na maksa już w przypadku Macieja Lampego, ale nic się nie nauczyli. A teraz zapewne będą szukali na siłę uzupełnienia pod koszem podczas sezonu.

3. Czy Prokom to nadal będzie Prokom, a nie Asseco, albo cokolwiek innego? Trochę byłoby kiepsko. 🙂

Kluby protestują

Nic mnie tak bardzo nie cieszy, jak tego typu sprostowania. Klub ze Zgorzelca ustami prezesa stwierdził, że nie zamyka i nie zamknie żadnego sparingu swojego zespołu. Co prawda na PLK.pl znalazłem ślad meczu, w którym nie było statystyk i drzwi zamknięto (dlatego pisałem o Turowie!), ale prezes Krygier twierdzi, że to wina BC Kijów. Okej, PGE Turów zatem rozgrzeszam.

Podobnie jak SPEC Polonię, która też twierdzi, że zamykała na prośbę Anwilu.

Podobnie jak Górnik, który zaprasza do Świebodzic jutro i pojutrze, a na decyzje Śląska nie ma wpływu.

Na czarnej liście tajniaków zostaje więc tylko Anwil i Śląsk. 🙂 Oby jak najkrócej.

A jednak będą ‚pe-esy’ do tego tekściku. PS1: Górnik jednak pozostaje na liście, bo z jakichś powodów (imprezy masowe?) nie wpuszcza kibiców, a tylko media. Ło matko.

PS2. Na listę wkracza za to Basket Kwidzyn, który dzisiaj rozegrał tajny przez poufny sparing ze Sportino Inowrocław i… przegrał. Oj, Panowie…

Sparingi zamknięte czyli jak zniechęcać kibiców (i media)

To będzie tekst z cyklu ‚Z życia dziennikarza’. W tym tygodniu chciałem zobaczyć jak najwięcej meczów z udziałem zespołów Dominet Bank Ekstraligi, żeby jak najlepiej przygotować się do transmisji meczów ligowych w Polsacie Sport. Pojadę do Pruszkowa na sparing Polonii z Polpakiem, przejadę pół Polski, żeby obejrzeć turnieje we Włocławku i Ostrowie… A skoro już będę w pobliżu, to postanowiłem też wpaść na mecz Śląska z Górnikiem Wałbrzych, bo obu zespołów w tym sezonie jeszcze nie widziałem.

Jednak okazuje się, że jest to ‚sparing zamknięty’. Dzwoniłem do kierownika zespołu w Śląsku Łukasza Orła, żeby dowiedzieć się, czy mimo braku kibiców mógłbym zapoznać się z grą zespołów, ale odpowiedź brzmi ‚nie i nie’. No cóż, pojadę więc na zieloną trawkę…

Przy okazji jednak napiszę, co myślę. Aspekty są dwa. Pierwszy: medialny. Koszykówka jest w kompletnej defensywie, moi szefowie w ‚Gazecie Wyborczej’ i Polsacie Sport spychają ją na marginesy, wiedząc jakie jest zainteresowanie kibiców, wyniki oglądalności. Tymczasem coraz więcej klubów zniechęca dziennikarzy do zajmowania się koszykówką, wyganiając ich choćby z meczów sparingowych, odmawiając publikacji relacji z takich spotkań, twierdząc, że podczas sparingów nie liczono punktów itp. Zaczął w Polsce Anwil Włocławek, teraz i Turów i Polonia, a teraz Śląsk i Górnik, a także inne zespoły mają gdzieś to, żeby ich zespół zaistniał w mediach.

Rozumiem, że także trener Andrej Urlep, który niedawno w rozmowie ze mną podkreślał, jak bardzo budżety zespołów koszykarskich idą w dół, nie jest już zainteresowany nowymi sponsorami. Bo dla każdego fachowca (i nawet niefachowca) obecność w mediach jest warunkiem podstawowym pozyskania sponsora. Tymczasem Śląsk niedawno ogłosił publicznie krucjatę przeciw ‚Gazecie Wyborczej’, bo napisała po wycofaniu się klubu z Pucharu ULEB, że rozczarowani są kibice którzy kupili karnety. Tymczasem karnetów jeszcze nie sprzedawano, ale lokalna ‚GW’ odmówiła publikacji sprostowania. Zaiste, powód wielki, żeby iść na wojnę.

Nie jestem stroną w tym konflikcie (pracuję już tylko w Sport.pl, w ‚GW’ jestem gościem), ale beztroska klubów mnie przeraża. Bo płacimy za nią wszyscy, także ja – bo nie da się już wyżyć z pracy jako dziennikarz koszykarski. Stąd moja obecność choćby w świecie piłki nożnej.

Oczywiście, niektórym polskim klubom wydaje się, że rozwiązują sprawę tak zwanymi patronatami prasowymi, dzięki którym ‚zaprzyjaźnione’ redakcje piszą laurki prezesom i trenerom. Odpowiem tylko jedno – kibice uodpornili się szybko na takie newsy i szukają prawdziwych informacji i rzetelnych ocen. Wielość mediów i ich krytycyzm (kulturalny) tylko podkręca atmosferę, a jej bardzo brakuje takim klubom jak Śląsk. Ale cóż – nie zobaczymy Śląska przed sezonem, więc spokojnie mogę dalej krytykować ten klub za kiepskie transfery. Nie przekonam się, że nie mam racji. 🙂

Drugi aspekt – ważniejszy – to aspekt kibicowski. Tak skandaliczne lekceważenie kibiców nie ma precedensu na świecie. Kluby sportowe w normalnym świecie zabijają się o każde zapełnione krzesełko na najmniej ważnym sparingu, jeżdżą po okolicy, grają za często, żeby tylko jak najwięcej ludzi wciągnąć do kibicowania, bo a nuż raz dotkną koszykówki i zostaną. Bo to się po prostu opłaca! W każdym sensie – zapełnienia hali, sponsorów na to patrzących, sprzedaży gadżetów, i tak dalej. Tymczasem polskie kluby coraz częściej pokazują kibicowi zamknięte drzwi. To jest po prostu strzelanie sobie w stopę i dziwie się, że władze ligi w to nie wkraczają.

I nie widzę żadnego argumentu za zamykaniem. Żenujące tłumaczenia, że ćwiczymy tajną taktykę wrzucam między bajki. Wystarczy pierwsza kolejka i wszyscy wszystko będą wiedzieli. A szkody są ogromne.

W każdym razie jeśli jeszcze raz usłyszę od prezesów/trenerów Anwilu, Polonii, Górnika, Śląska i Turowa narzekania, że nie mają sponsorów i jak strasznie źle, że koszykówka traci popularność, roześmieje im się w twarz. To wy się do tego przyczyniacie!

PS. Mam nadzieję, że po tym tekście nadal mogę wejść na mecz Polonia – Polpak… 🙂

PS2. Łukasz Obrzut w NBA? Powwwwwwoooooooliiiiii. Więcej już niedługo w dziale wideo Sport.pl.

PS3. Sparingi w Wabrzychu ponoć jednak otwarte, ale w czwartek i piątek, szkoda… 🙂

PS4. Rzecznik SPEC Polonii donosi, że Polonia grała tylko dwa sparingi zamknięte, na życzenie Anwilu… OK, więc dostają połowę rozgrzeszenia. Tak czy owak nie powinni się na to zgadzać…

PS5. I jeszcze jedno. Powaliło mnie to. Z Vulcana ciągnięte – słuszne pytanie – o co tu do jasnej ciasnej chodzi??? Ma ktoś koncepcję? 🙂

Polonie dwie – a także ich goście

Sobota, dzień meczowy. Więc wybrałem się na przeszpiegi na dwa mecze warszawskie. Najpierw o spotkaniu w ramach upadłego turnieju Mazovia Cup, w którym AZS Koszalin wygrał 97:83 z Polonią Warszawa, która teraz nazywa się SPEC-Polonia. W sumie zabawnie.

Najpierw o Polonii. Wyglądało to fatalnie. Dziury w składzie są ogromne i kilka pytań trzeba zadać. Przede wszystkim wydaje mi się, że trener Wojciech Kamiński uwierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę. I zamiast rozwijać 'znajomość' z tymi, którzy się sprawdzili, postanowił sprowadzić ich kopie. Owszem, Grady Reynolds i Kenny Walker zapewne chcieli teraz zarabiać więcej, ale w końcu budżet ponoć jest większy, a ich pozostanie w klubie (lub choćby jednego) rozwiązałoby kilka kłopotów.

Do tego wrócę za chwilę, najpierw rotacja SPEC-Polonii.

PG – Krzysztof Szubarga (zmienia go Carlos Rivera z SG)

SG – Carlos Rivera, Bartosz Sarzało

SF – Norman Richardson, Michał Przybylski

PF – Tyrone Riley, Tomasz Pisarczyk

C – Paul Miller, Piotr Szybilski

poza rotacją – Karol Gruszecki (SG), Wojciech Pisarczyk (F), Bartłomiej Chomka (SF), kontuzjowany do stycznia Kamil Łączyński

trenerzy – Wojciech Kamiński, Andrzej Kierlewicz

Więc po kolei. Szubargę zawsze bardzo lubiłem i nadal to podtrzymuję. Nie wiem, jak to się stało, że w kadrze się nie przebił. Świetnie podaje, potrafi bronić, gra trochę oczywiście 'na świeżości', ale już jest zawodnikiem w miarę dojrzałym i z minuty na minutę po powrocie do ekstraklasy powinien być coraz lepszy.

Niczym za to nie olśnił Carlos Rivera, choć i tak w sobotę napukał sporo punktów. Do uniwersytetu Hofstra poszedł śladami Ricka Apodaki – wiadomo: niedawno Polpak, a ostatnio król strzelców ligi włoskiej. Rivera to jednak zupełnie inna półka. Mały jak na rzucającego, nieskuteczny (jeden rzut w koszu, następne dwa ledwie zahaczają o obręcz), jako rozgrywający nie porywa. Nieźle się rusza, dobrze biega, wysoko skacze, ale gwiazdą chyba nie będzie.

Zadziwiający za to jest Norman Richardson. Spodziewałem się młodszej i lepszej wersji Ryana Lorthridge'a, który zagrał kilka niezłych meczów ze słabymi rywalami na końcu sezonu, a tu grał jakiś pasywny chudzielec, który dopiero w końcówce zabrał się za zdobywanie punktów. Głównie stał w rogu boiska i czekał, albo oddawał piłki. Dziwne, jak na zawodnika z meczami w NBA i średnią 16,6 ppg w lidze francuskiej dwa lata temu. Poza tym wyraźnie unikał walki, co jak na pozycję SF trochę nie pasuje.

Walki nie unikał Tyrone Riley, ale przy wzroście 198 cm niewiele zdziałał nawet przy graczach AZS. A co będzie przy lepszych? Nieźle się ustawia, ale nie skacze specjalnie. Ponoć dobrze rzuca (w sobotę nie trafiał) i jest pogodnym człowiekiem, co ma mu dawać przewagę nad Reynoldsem. No i tamten gorzej się prowadził.

No i co z tego?! Ale jak grał! Choć robił błędy, to jednak był efektowny, ściągał ludzi na trybuny i sprawiał, że o Polonii się mówiło. Nic z tego nie rozumiem, bo nawet jeśli Reynolds nie był okej, to na pewno nadawał się tutaj na pozycję silnego skrzydłowego Kenny Walker. Obaj coś blokują, obaj podrywają zespół, obaj biegali – o co chyba Polonii chodzi…

Pod koszem za to świetny jest Paul Miller. Walczy, zbiera, rzuca, wsadza. Będzie z niego pożytek i prognozuję po dobrym sezonie transfer do klubu czołówki. Może Anwil Włocławek? 🙂 On i Szubarga będą podstawami tegorocznej Polonii.

Reszta to uzupełnienia. Ważne i solidne, jak Bartosz Sarzało i Piotr Szybilski, albo 'dla koneserów' jak Michał Przybylski. Ciągle dziwi mnie, że Tomasz Pisarczyk jest zmuszany do zagrań, jakich nie lubi i nie umie. Czy nie można go inaczej ustawić na boisku? Teraz ma do pomocy trzy lata młodszego brata (1988), który – tyle wiem – wygląda podobnie.

Ciekawe, czy trenerowi Wojciechowi Kamińskiemu, który znów zdecydowanie za dużo zajmował się sędziami, uda się coś wyjąć dla zespołu w tym sezonie także z Gruszeckiego i Chomki. Obu uważam za zawodników, którzy nie są bez szans, ale czy tak uważa Kamiński? Czasami lubił się uprzedzać…

Podsumowując, widzę przyszłość taką: Rivera na ławkę, Richardson na 'dwójkę', Riley na 'trójkę' lub do domu i ktoś musi dojść pod kosz. Bo inaczej to będzie powtórka z poprzedniego sezonu. A na dodatek tym razem nie da się tego tak fajnie oglądać…

Goście, czyli Koszalin

Zasłynęli ostatnio próbą wprowadzenia akredytacji za pieniądze (nawet jeśli chodzi tylko o te nieimienne, to skandal). Ale w Warszawie nie o tym była mowa, tylko o graniu. GangstaAZS, wersja 3.0 (po tej z Grayem, a także tej Konieckiego z poprzedniego sezonu) wygląda tak:

PG – D.J. Thompson, Kamil Michalski

SG – Tayron Thomas, Grzegorz Arabas

SF – Tai Crutchfield, Rafał Stolarek

PF – Chris Burns, Denis Korszuk, Paweł Bogdan

C – Mariusz Bacik, Dan Oppland

trenerzy – Dariusz Szczubiał, Leszek Doliński

AZS przeszedł rewolucję w składzie, co nie dziwi patrząc na zmianę trenera, ale co dziwi patrząc na to, co można było zrobić. Po co było lansować rok temu Chrisa Huntera i Josha Gomesa, zwłaszcza w końcówce sezonu, skoro teraz się wokół nich nie buduje zespołu? Gomes nadal nie ma klubu, a Hunter ma grać w Belgii w Leuven. Pewnie większe pieniądze, ale warto było je mu dać, skoro i tak się szuka centra.

Bo AZS szuka centra, jak mówił mi trener Dariusz Szczubiał. Z reszty składu też był zadowolony umiarkowianie, co by mnie nie dziwiło patrząc na nazwiska. Pięciu Amerykanów z college'ów marnych lub bardzo marnych (Thomas, Crutchfield i Burns grali po dywizjach II i III, a Thompson w słabej dywizji I), tylko Oppland coś liznął ciekawszego (Valparaiso, zresztą co ciekawe, wygląda na to, że ma brata bliźniaka Michaela, który szaleje w Danii).

I tak rozwalili Polonię pokazowo 97:83, grając szybko, efektownie i skutecznie. I to podobno z kontuzjowanym rozgrywającym. Może od niego zaczniemy. Długowłosy brunet 🙂 D.J. Thompson ma 173 cm wzrostu i gra tak jak można się po tego typu parametrach spodziewać. Moim zdaniem drugim Johnem Thomasem jednak nie jest, bo na pewno nie strzela aż tak odważnie. Ale może nie tego potrzeba. Mi się ogólnie podobał na 3+. Zmienia go Kamil Michalski, który miał w tym meczu całkiem niezły występ (ponoć najlepszy od tygodni), okraszony dwiema zjawiskowymi asystami. Warto, żeby pograł więcej, ale momentami na rozegraniu pojawiał się także Tayron (nie mylić z Tyrone'em) Thomas.

Ten grajek ma dziwną jakąś taką wykrzywioną posturę, ale gra fajnie, jak typowy strzelec na pozycji rzucającego. Braki w doświadczeniu (ostatnio druga liga portugalska, hmmm) jakoś są niewidoczne. Podobnie jednak jak Thompson moim zdaniem w prawdziwej lidze zawiedzie. Coś mi to przepowiada.

Zmienia go Grzegorz Arabas, który gra swoje, ale moim zdaniem pożałuje tego kontraktu. Grać będą głównie inni…

Na 'trójce' fajny, widać, że doświadczony, Tai Crutchfield. Nieźle rzuca, wysoki jak na tę pozycję (200 cm), może być godnym następcą Michaela Haynesa. Nie musi mieć aż tak bardzo piłki w rękach jak tamten, żeby zdobywać punkty. Kandydat na strzelca numer 1.

Zmienia go – na razie tylko w sytuacjach pomeczowych, 24-letni wychowanek Pogoni Ruda Śląska, po czterech latach w żadnych college'ach w USA, Rafał Stolarek. 199 cm wzrostu, trochę możliwości, moim zdaniem dałby radę, gdyby dostał szansę. Czy dostanie? Wątpię.

Na czwórce kolejny młody Jankes – Chris Burns. Szalony, silny, skoczny, wariat, 201 cm wzrostu. Nic wielkiego, ale się przyda. Albo i nie – typowy zawodnik wymienny – znaleźć takich można setki.

Na zmianę – Denis Korszuk, który jak wiadomo prochu nie wymyśli. Ale w Koszalinie już się zasiedział.

Na centrze – król Mariusz Bacik. Aż przyjemnie popatrzeć na faceta, który tyle umie i jeszcze daje radę i to całkiem nieźle. Mało punktów, ale sporo zbiórek, bloków i efektownych asyst. Będzie z neigo pożytek, ale potrzebny wielki zmiennik. Na razie jest nim wspomniany Dan Oppland, który szalał w sobotę na boisku (24 punkty, rzuty z każdej pozycji), ale ponoć to wyjątkowy mecz. To taki zawodnik, który ciągle jest w ruchu, ale bez zdefiniowanej pozycji (ponoć grywał nawet na 'trójce').

Ogólnie – zgraniem i szybkością AZS pobił Polonię, co tylko o niej źle świadczy. Ale bez dobrania gwiazdy (a na to się nie zanosi) to ja tego AZS w ósemce nie widzę. Widzę ciężką walkę o utrzymanie. Na długą metę tak się chyba grać nie da.

Polonia druga

Wcześniej byłem na meczu I ligi, w którym Polonia 2011 Warszawa pokonała zasłużenie BT Wózki (czyli Znicz) z Pruszkowa 82:77. W zasadzie fajny mecz, wszystko ciekawe, tylko zdecydowanie drażni mnie podłączanie się pod polonijne tradycje. Doprawdy, nie wiem, po co to szefom tego nowego przecież klubu jest potrzebne. Podczas meczów oficjalnie jest nagłaśniane, że gra 'Polonia', nawet bez dodawania tego 2011… Przecież gdyby ten fajny klub nazywał się – bo ja wiem – Syrenka Warszawa, to nikomu by to nie przeszkadzało. Bez sensu.

Wracając do sportu: Mateusz Bartosz nadal robi postępy, zbiera jak dotąd, ale wciąż jak składa się do rzutu to martwieję. W sobotę trafił nawet trójkę, niech mu będzie, tym bardziej, że to był przełomowy moment meczu. Ale nad rzucaniem na pewno musi popracować. Nad wieloma rzeczami muszą popracować Tomasz Śnieg i Piotr Pamuła, których także przyjechałem oglądać. Na razie przestraszeni i niepewni swego, ale jakże mogłoby być inaczej. W końcu to roczniki 1989-1990. Ciekawe, na ile trwały jest eksperyment z Adamem Betem na pozycji rozgrywającego. Nie grał kontuzjowany Jarosław Mokros. Ogólnie cała Polonia 2011, z dobrze wpasowanymi weteranami Leszkiem Karwowskim i Przemysławem Lewandowskim, dobrze broniła (świetnie jak na młody zespół!) i wiedziała, co chce grać. To ważne.

W odróżnieniu od Wózków, które leciały siłą rozpędu. Świetnie grał Tomasz Świętoński, znakomity jako rozgrywający, dużo widzi, doskonale dogrywa do centra, ma technikę i zmysł, a czasami dobre dopalenie fantazją. Rzucił 20 punktów, miał 8 asyst, 4 przechwyty i 1 stratę. Ale w końcówce grał głupio, pod siebie, pewnie głównie ze zmęczenia – nie usiadł ani na chwilę w pierwszej połowie. W końcówce, kiedy trzeba było powalczyć o wygraną, został więc posadzony i zbesztany przez trenera Jacka Gembala. O matko! Chciałoby się raz jeszcze napisać rozprawkę filozoficzną 'Pomaganie zespołowi i poszczególnym zawodnikom w grze jako główne zadanie trenera', ale chyba nie będę się powtarzał. Z takim 'wsparciem' to ja bym sobie poszedł porzucać na podwórku.

No ale pewnie i tak Pruszków przegrał przez sędziów, prawda? Jak zwykle… 

PS. W następny weekend z tego co słyszałem gra się we Włocławku (od czwartku do soboty?? z naszych Anwil tylko?), w Ostrowie (Atlas, Turów, Czarni i Polpharma? czy to możliwe? też od czwartku do soboty?) oraz w Świeciu, gdzie na inaugurację hali przyjedzie w sobotę Polonia. Nie wiem, co robi AZS, Viking, Kotwica, Basket, Górnik, a Prokom i Śląsk pewnie gdzieś za granicą. Jakieś info? Jeśli to prawda, co powyżej, to pewnie wybiorę się do Ostrowa, Świecia i Włocławka, ale czemu nikt nie gra w niedzielę??

Ryszard Krauze, dziennikarskie śledztwo

Dobroczyńca polskiej koszykówki (i wielu innych dyscyplin) jest dzisiaj bohaterem numer jeden mediów . I ja się zainteresowałem Ryszardem Krauze, ale w kontekście koszykarskim. Wiele razy słyszałem bowiem, że był w reprezentacji Polski juniorów i ogólnie był wybitnym koszykarzem, ale postawił na naukę. Dokładnie powtarza to w najnowszym ?Przekroju" prezes Prokomu Trefla Kazimierz Wierzbicki: – Razem graliśmy w Starcie Gdynia. Grał w koszykarskiej reprezentacji Polski juniorów i miał szansę jechać na olimpiadę w Moskwie. (…) To był świetny zawodnik i tyle na ten temat.

Koniec cytatu. Zawsze mnie intrygowała ta olimpiada w Moskwie.

W Moskwie w 1980 roku grali: Jerzy Binkowski, Krzysztof Fikiel, Dariusz Zelig, Eugeniusz Kijewski, Mieczysław Młynarski, Zdzisław Myrda, Leszek Doliński, Ireneusz Mulak, Justyn Węglorz, Ryszard Prostak, Wojciech Rosiński i Marcin Michalski. Sami wybitni koszykarze! Czy rzeczywiście Krauze mógł się znaleźć w tym gronie?

Szczerze wątpię. Przeszukałem oficjalne dane PZKosz od 1976 roku (Krauze urodził się w 1956), bo od tego roku zaczęły pojawiać się komunikaty centrali koszykarskiej ze składami zespołów. Nazwisko dzisiejszego biznesmena nie pojawia się ani razu, czyli nie grał ani w ekstraklasie, ani w II lidze. W Starcie Gdynia w sezonie 1976/77 grali: Adam Prabucki, Janusz Połubiński, Grzegorz Smakowski, Andrzej Sikorski, Andrzej Dombrowski, Bogdan Bańka, Roman Lamczyk, Krzysztof Bielak, Jan Samotyja, Mirosław Szalczyński, Zbigniew Okupniak i Mirosław Skowroński. Krauzego ani śladu. Nie ma o nim wzmianki także w pracy Krzysztofa Łaszkiewicza 'Polska Koszykówka Męska 1928-2004', w której Pan Krzysztof często wspomina także o rozgrywkach juniorów i reprezentacji młodzieżowych.

Być może Krauze grał w II lidze wcześniej (Start Gdynia występował w II lidze także w sezonach 74/75 i 75/76). Być może był sporym talentem, ale na pewno nie był świetnym zawodnikiem. Inaczej na pewno w wieku 20 lat i nieco później grałby co najmniej w drugiej lidze. I w tej sytuacji mówienie o szansie na Moskwę jest jak stwierdzenie dzisiaj, że Jakub Wojciechowski ma spore szanse zagrać na igrzyskach w Londynie w 2012 roku. 🙂

Za to na pewno jakieś osiągnięcia ma na koncie Aleksander Krauze, koszykarz młodzieżowych zespołów Prokomu Trefl Sopot i OSSM PZKosz Sopot, rocznik 1989, 188 cm wzrostu, rzucający. (fot. http://www.prokom.trefl.com.pl – czy na blogach trzeba dawać źródło foty z netu? wszyscy dają? pabellko?).

Krauze junior jest wicemistrzem Polski kadetów 2005, mistrzem Polski juniorów 2007, był kilka razy w szerokich kadrach kadetów i juniorów, zdobył też 28 punktów w sześciu meczach w II lidze w sezonie 2006/07 (w OSSM). Takie są dane z oficjalnych dokumentów PZKosz. W tym sezonie rzucił pięć punktów w meczu z OSSM Warszawa.

Może o karierze sportowej Ryszarda ktoś coś dorzuci w komentarzach?

Prezes Ludwiczuk mówi

Przeczytałem sobie właśnie w internetowym wydaniu 'Życia Warszawy' wywiad z prezesem PZKosz Romanem Ludwiczukiem. Trochę jestem przestraszony niektórymi sformułowaniami. Dlatego grzecznie pozwalam sobie się nie zgodzić z prezesem, który zaczyna trochę dziwnie dryfować ze swoim związkiem.

1. Jeśli metodą na pozyskanie do kadry Macieja Lampego ma być rozmowa z prezesem rosyjskiej federacji koszykówki (bo on skontaktuje się z szefami Chimki), to po prostu ręce opadają. Tym bardziej, jeśli prezes przymyka oko na udawanie kontuzji przez tego zawodnika.

2. Jeśli prezes po hiszpańskich ME jest zadowolony z tego, że 'ustaliśmy' i że była dobra kwarta ze Słowenią, to nic nie rozumie z tego, dlaczego niektórzy – w tym ja – są zadowoleni z tego, co grała Polska. Za co zresztą obrywamy tu i ówdzie. Ja się upieram, że to był krok do przodu bo kilku zawodników zagrało 'powyżej własnych głów'. Hasło 'nawiązanie walki w jednej kwarcie' ośmiesza to, co zostało osiągnięte.

3. Albo dziennikarz, albo prezes – ktoś coś pomieszał z latami w rozmowie o dalszych losach trenera Urlepa. To chyba miało być od sezonu 2008/09 i Urlep ma kontrakt ze Śląskiem właśnie do tego roku. Pomijając już fakt, że ten postulat w ogóle jest bez sensu. Nijak praca w klubie nie przeszkadza w prowadzeniu reprezentacji, jeśli jest kontrola nad trenerem ze związku, w sprawach takich jak wyjazd na fatalnie przygotowany turniej do USA, z którego więcej korzyści miał chyba Śląsk niż Polska.

4. Jeśli promocja Eurobasketu 2009 (a nie Euro 2009) nie leży w strategii FIBA, to ja jestem świętym tureckim. Nikt nie wie, gdzie będą mistrzostwa za dwa lata, a pakiet promocyjny teraz to musztarda po obiedzie. Prezes chyba nie rozumie, jak się zarabia na takich zawodach. A turniej za rok? Oby, choć średnio w to wierzę. Przy okazji – dwa lata temu ME nie były w Zagrzebiu, tylko w Belgradzie.

5. Przeraziła mnie wypowiedź o telewizji. Pół biedy już z radością z umowy z TVP, jestem w tej sprawie stroną (jako komentator Polsatu Sport), ale naprawdę i szczerze wierzę, że ta stacja szeroko i świetnie pokaże mistrzostwa za dwa lata. Ale czemu prezes związku mówi, że 'rozpiszemy otwarty przetarg' na prawa do ligi za rok? Może liga by się jednak tym zajęła, w końcu po co istnieje PLK S.A.? Zdanie 'myślę, że wszystkie telewizje będą zainteresowane' potwierdza, że szefowie polskiej koszykówki żyją na księżycu.

W Polsacie Sport zrobiliśmy wszystko co się dało, żeby przez ostatni rok promować koszykówkę jako fajny sport. Pokazaliśmy mnóstwo meczów nie tylko w tej stacji, ale i w TV4. Polsat Sport obejmuje zasięgiem prawie 1/3 Polaków (3,5 mln gospodarstw domowych), TV4 jeszcze więcej (73 procent gospodarstw domowych w Polsce). Kto chce, może mieć te stacje, są w większości kablówek. I wyniki oglądalności są bardzo słabe. Momentami wygląda na to, że kto widzi w okienku koszykówkę, to przełącza. Nie będę nawet tu wymieniał, co lepiej jest oglądane od naszego ulubionego sportu.

W tym czasie stacje Polsatu nie otrzymały prawie żadnego wsparcia promocyjnego od sponsorów ligi, samej ligi, nie mówiąc o związku koszykarskim. Nie było ani jednego ogłoszenia w prasie, gdziekolwiek, z godzinami transmisji, żadnej promocji tego, gdzie można mecze obejrzeć, żadnego patronatu prasowego, żeby pokazać kibicom, gdzie jest koszykówka. Nikt nie zainteresował się promocją w magazynie koszykarskim, jego utrzymaniem przy życiu, poprawieniem jego pozycji w ramówce. Prawa do turnieju ME w 2009 roku zostały sprzedane bez negocjowania z innymi stacjami niż TVP. Nie było żadnej współpracy z Polsatem Sport przy transmisjach z ME 2007. I tak dalej, i tak dalej. A teraz okazuje się niemal, że trzeba przeczekać ten rok (w domyśle, z 'fatalnym' Polsatem Sport), żeby później zebrać frukty z wielkiego przetargu, w którym inne stacje rzucą się na koszykówkę, proponując wielogodzinne transmisje w tak zwanych stacjach otwartych. (Ciekawe, czemu Polsat Sport jest stacją zamkniętą, skoro większość kibiców odbiera ją bez dekoderów i dodatkowych opłat).

Naprawdę, gratuluję świetnego samopoczucia. Koszykówki nie ma po prostu w tym kraju i związek koszykarski – do tego celu powołany – nic nie robi, żeby to zmienić. Przypominam, że liga siatkarzy, mało ciekawa i nudna moim zdaniem, która nie istniała w TV jeszcze pięć lat temu, w tym tygodniu pokazywać będzie w stacjach Polsatu 4 mecze z jednej kolejki (!!!), w tym dwa w TV4. Ktoś wykonał nad tym wielką pracę. I ten ktoś nie może teraz narzekać na oglądalność, bo mecze w tej 'fatalnej' telewizji ogląda nawet po 400 tysięcy widzów.

Ufff, zagrzałem się. Za co przepraszam. I dobrej nocy życzę. I do zobaczenia od 10 października w Polsacie Sport na meczach Dominet Bank Ekstraligi.

 

Starogardzkie wrażenia (cz. 2)

Energa Czarni Słupsk

Przede wszystkim mają nowe ładne koszulki i odkryli możliwości, jakie niosą ze sobą numery powyżej 15. 🙂 To zawsze coś. Poza tym wyglądają nieźle, ale z małym zastrzeżeniem.

Kluczowe są oczywiście trzy nowe postacie. James Hughes (24 lata, 209 cm bez butów) jest chudzielcem z poważnym wyskokiem i niewielkimi umiejętnościami ofensywnymi. Ale powinien być niesamowitym skarbem w obronie i jedną z ważniejszych postaci w Czarnych. Wygląda naprawdę nieźle i nie dziwię się, że prezes Andrzej Twardowski chce z nim już teraz podpisywać kontrakt na dwa lata.

Ed Scott, znany doskonale z Anwilu, powinien wreszcie przyspieszyć grę Czarnych. Ten zespół musi biegać i to biegać bardzo szybko, wszyscy zawodnicy mają takie predyspozycje. Ciekawe, czy będzie się umiał z tym pogodzić Igor Griszczuk, który lubił wszystko w poprzednich latach kontrolować. A tu brak kontroli nad większością akcji powinien być atutem. Scott będzie robił więcej szumu w obronie rywali i może bić jakieś rekordy asyst. Dobry zakup, od Miaha Davisa lepszy.

Tarmo Kikerpill to także świetny ruch, ale z drugiej strony pułapka. Oczywiście, w ataku ukarze każdego rywala na pozycji silnego skrzydłowego, trafiając seryjnie za trzy punkty. Ale czy zawodnik mierzący 197 cm wzrostu może być na cały sezon kluczowym graczem na pozycji 4? Gdybym był trenerem rywali, każdą akcję w ataku grałbym na Kikerpilla, kiedy byłby on na boisku. Brak centymetrów może być kluczowy, bo Omar Barlett ma 203, a kiedy młody i niedoświadczony Hughes złapie faule czy kontuzję, to niestety na ławce nie ma nawet Huberta Radkego czy Darrella Tuckera z ich 204-206 cm. Zmienił ich Dariusz Cywiński (200 w kapeluszu), fajny zawodnik, ale na piątego w rotacji pod koszem. Podobnie zresztą jak Piotr Szczotka.

Nie życzę Czarnym kłopotów, ale o ile mają świetny skład TERAZ, to jeden kłopot pod koszem wyrośnie na megakłopot. Szkoda, że nie inwestują w młodych polskich zawodników, mimo że mają ich w klubie. Już teraz słyszałem, że być może Mateusz Bierwagen (19 lat) jednak nie zostanie w zespole, bo ma złe nawyki. O matko! A jakie ma mieć w tym wieku, ma być gotowy do gry w ekstraklasie po sezonie w III lidze?? Czy to nie trenerzy są od tego, żeby NAUCZAĆ? Może jednak po tym, co stało się z Fliegerem w Słupsku lepiej byłoby gdyby uciekał? W Vikingu a zwłaszcza w Polonii Warszawa na pewno chętnie się zajmą tego typu zawodnikiem, a na przykład u trenera Wojciecha Kamińskiego można nieźle się poprawić.

Poza tym w składzie Czarnych sami świetni znajomi: Cesnauskis, Kudriawcew, Frasunkiewicz, Barlett. To może być naprawdę mocny zespół, nawet na finał, ale po jednym wzmocnieniu. No i jeśli pozwoli im się latać, to będzie najbardziej efektowna ekipa. A Przemek Frasunkiewicz jest tak naładowany po kadrze, że powinien mieć monster sezon. 🙂

Basket Kwidzyn

Duże „hmmmmm” przy tym zespole. Trener Mariusz Karol, który wprowadził Basket na salony (co nie udało się kilku tęgim fachowcom przed nim), ma jak zawsze swoje oryginalne koncepcje, co szanować trzeba. Oby udało mu się w Kwidzynie, gdzie pieniądze na sport można znaleźć, osiągnąć choćby tyle, co z Unią-Wisłą Kraków. Sam mówi, że nnie widziałby sensu pracy, gdyby miał z Basketem nie wejść do play-off. No i dobrze, za to kochamy Mariusza Karola, że nie jest minimalistą. 🙂

Kłopot w tym, że to co widziałem na boisku w meczu z Polpharmą wyglądało słabo. Może zacznę od koncepcji. Skoro pozostawia się w składzie zadomowionych w Baskecie od lat (lub przynajmniej od roku) zawodników, w tym wielu całkiem jeszcze młodych i uzdolnionych, to chyba lepiej byłoby ich otoczyć prawdziwymi, wielkimi gwiazdami. Może nawet dwiema-trzema, ze względów budżetowych, skoro tych ‚własnych’ jest aż dziewięciu.

Tymczasem w Baskecie żadnych gwiazd nie ma. Przynajmniej tak to wyglądało.

Nie jest nią już na pewno Michael Ansley, który nadal coś tam wniesie, ale za chwilę będzie miał 41 lat i po pięciu minutach na boisku już ledwie żyje. Na pewno nie jest nią Ricky Johns, niby-rozgrywający z uniwersytetu Utah, z którego Karol słusznie jest niezadowolony, bo gość nie tylko nie wygląda na rozgrywającego, ale także nie gra jak rozgrywający. Zresztą średnie z uczelni (1,4 asysty na mecz) powinny o czymś świadczyć.

Nie jest też wielką gwiazdą Jason Keep, który jest wielkim klockiem podkoszowym, którego łatwiej przeskoczyć niż obejść (nie więcej niż 205 cm), a dokładniej takim Bradem Millerem dla ubogich. Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy Wojtek Żurawski (też przyszedł teraz do Basketu) wspólnie z Dariuszem Lewandowskim (on właśnie odszedł z Basketu) nie daliby tyle samo, albo i więcej. Ale może kosztują więcej.

Nie jest też gwiazdą na pewno (razy 10) Jamal Gibbons, znany jako zawodnik ‚którego nie ma nawet w eurobasket.com’. Podobno to kolega Ansleya, który trenuje z Basketem grzecznościowo. Rzeczywiście, wygląda na grzecznego. I tyle.

Jest jeszcze Mike King, który grał w Grecji i na Cyprze. Niezła dwójko-trójka, ale mnie nie olśnił. Nie trafiał po prostu, ale ten akurat może być mocny. Jeszcze mocna jedynka i piątka zamiast tych wszystkich wymienionych wyżej i Basket byłby dla mnie niezły. A tak, potrzeba tu porządków.

Przy okazji trener Karol zapewnił mnie, że Brandun Hughes nie zagra w Baskecie. Zobaczymy. 🙂

Z pozostałych zawodników niestety nie zobaczyłem Marcina Kowalewskiego, Tomasza Wilczewskiego, Bartosza Potulskiego i Dariusza Puncewicza (dwaj ostatni kontuzje). Niczym mnie nie zaskoczył Tomasz Andrzejewski, ale dobrze, że wraca do ekstraklasy. Podobnie jak Grzegorz Mordzak, ale im obu będzie ciężko. Hubert Mazur i Piotr Dąbrowski powinni dostać swoją szansę, to właśnie tacy zawodnicy, którzy teraz w polskiej lidze muszą iść do góry i trenerzy powinni to sobie postawić jako ambicję. Na pewno kosztem Lewisa Loftona, który moim zdaniem ledwie powłócyz nogami. 75-letnia (w sumie) kontra dwóch na jednego w wykonaniu Loftona i Ansleya w meczu z Polpharmą była widokiem zatrważającym… 🙂

Na razie Basket wyglądał mi na miejsca 10-13. Ale jak znam życie, to wszystko się jeszcze zmieni…

Czy ktoś wie, jakie turnieje są w tym tygodniu?