No to pora wrócić do naszej własnej koszykówki ligowej. Za chwilę startuje sezon Dominet Bank Ekstraligi, więc przystąpiłem do mojej ulubionej części sezonu, czyli turniejów przedligowych.
Co prawda ziąb straszny – co odczułem podczas piłkarskiego meczu Korona – Legia (ależ oni tam mają obiekt sportowy!), ale wypad udany. Widziałem mecze sobotnie. Niestety, tłok na drodze uniemożliwił mi obejrzenie pierwszej połowy spotkania Czarni – Viking, ale coś tam widziałem.
Przy okazji wiadomości z frontu telewizyjnego – na razie nieoficjalne, ale pewne. Polsat Sport będzie – jak już informowałem – pokazywał w tym sezonie dwa mecze Dominet Bank Ekstraligi – w sobotę i niedzielę, zawsze o godz. 18. Wyjątkiem – pierwsza kolejka. Znam już terminarz pierwszych meczów: 10 października (godz. 18) Superpuchar z Włocławka; 12 października (godz. 18) Polonia – Prokom; 13 października (godz. 18) Górnik – Turów; 17 października (godz. 18) Prokom – Czarni; 20 października (godz. 18) Polonia – Anwil. Oj będzie się działo!
A od poniedziałku (dzisiaj!) zapraszam na mecze ME kobiet w Polsacie Sport. To, że nie ma tam Polek, to jest skandal. Mam nadzieję, że ktoś nad tym pomyśli wreszcie.
Ale wróćmy do Starogardu. Oto moje, nieobiektywne i niepełne, obserwacje z połowy meczu Czarni – Viking oraz całego meczu Polpharma – Basket, poparte oczywiście rozmowami z Ważnymi Ludźmi.
Polpharma Starogard
Rotacja wygląda tak:
PG – Donald Copeland, Rinalds Sirsnins
SG – Dawid Witos, Kamil Zakrzewski
SF – Łukasz Majewski, Anthony Walton
PF – Paweł Leończyk, Zbigniew Marculewicz
C – Mike Benton, Hernol Hall
poza rotacją – Dawid Neumann, Jarosław Drewa
trenerzy – Jerzy Chudeusz, Roman Olszewski
Teoretycznie zespół jest mocny. Mówię „teoretycznie” z dwóch powodów. 1 – rywalizacja o miejsce w ósemce może być o wiele cięższa niż rok czy dwa lata temu. 2 – wielu w tym składzie jest fajnych zawodników, ale lidera i gwiazdy, co to zespół pociągnie, nie ma. Nie ma tu dokładnie żadnego Harringtona, Okafora, ani nawet Logana czy Kitzingera, a nawet-nawet Ercegovicia. Tego ostatniego zwłaszcza, bo jego centymentry chyba były w Starogardzie niedoceniane.
Na testach ciągle są Benton i Walton. Ten pierwszy to duży chłop (z 206-207 na oko) pod kosz, walczący, spokojny, zbierający, podający, ale artystą ataku to on nie jest. Na pewno nie jest Okaforem i takiej łatwości zdobywania punktów w ogóle wszystkim w Polpharmie brakuje.
No – prawie wszystkim, bo miałem wrażenie, że Donald Copeland – chudziutki mikrorozgrywający (z 176 cm najwyżej) – z chęcia zostanie najlepszym strzelcem zespołu i jednocześnie pobije jakiś rekord najmniejszej liczby asyst w sezonie dla zawodnika grającego 38 minut na mecz na pozycji rozgrywającego. Trener Chudeusz twierdzi, że Donald świetnie i chętnie podaje, ale tego widać nie było. Może nie ma zaufania do partnerów? Tak to wyglądało.
Walton jest jakimś przypadkowo znalezionym kolegą Okafora, który jednak na uzupełnienie na obwodzie nadaje się świetnie. Głównie dlatego, że wielkie wrażenie robi Majewski. Jeśli dalej się będzie tak rozwijał, to mimo oczywistych braków może zapukać do reprezentacji. Miał na moich oczach niewiarygodną czapę w kontrze na Ansleyu, którą jakiś amator gwizdania i przeciwnik koszykówki zaliczył jako faul. Skandal. Majewski walczy i broni, ale także ma coś do zaoferowania w ataku i jeśli będzie dostawał minuty, a na to się zanosi, może być ważnym zawodnikiem.
To samo dotyczy Pawła Leończyka, którego jestem fanem, a także Dawida Witosa, który na razie grał średnio. Fajne są uzupełnienia z ławki (weterani Zakrzewski i Marculewicz), szkoda, że zamiast Sirsninsa szansy nie dostaje jakiś polski młodzian, na przykład wypożyczony z Prokomu (co w tym Łotyszu wszyscy widzą??), a genialnym zmiennikiem jest Hernol Hall. Nigdy nie będzie gwiazdą, ale jak się ogląda jego czapy i wsady!
Ogólnie dużo pracy przed trenerem Chudeuszem, jeśli ma być ósemka. Ten szkoleniowiec ma świetną okazję wykazać, że znów jest w czołówce trenerów, bo pracy w Starogardzie ma mnóstwo. A szansę na wypromowanie trzech co najmniej zawodników do kadry Polski – znakomite.
Viking Gdynia
Dawny Kager został bez pieniędzy tej bogatej firmy, ale ma czas do końca grudnia, żeby kasę klubową wypełnić. Na tyle starczy, ale na dalszy ciąg potrzeba nowych sponsorów. Kibicuję prezesotrenerowi Adamowi Prabuckiemu, żeby się udało. Bo ekipę ma fajną.
Rotacja:
PG – poszukiwany z USA, Marcin Flieger, Jakub Kietliński
SG – Janavor Weatherspoon, Chet Stachitas
SF – poszukiwany z USA, Michał Wołoszyn
PF – Tomasz Cielebąk, Łukasz Ratajczak
C – poszukiwany z USA, Gabriel Szalay
trenerzy – Adam Prabucki, Włodzimierz Augustynowicz, Bartłomiej Perzanowski
Najmniej ciekawi są w tym gronie Amerykanie. Weatherspoon – ten sam co w Turowie i jeden mecz w Polonii dwa lata temu – niczym się nie wyróżnia. Słaby jest po prostu. Stachitas trochę rzuca, ale też niewiele wnosi. Ma być jeszcze trzech zawodników (pozycje jak wyżej) i oni mają ciągnąć zespół. Fajnie.
Bo reszta to jest dopiero ekipa. Tomasza Cielebąka cenię od dawna i w parze z niedocenianym Łukaszem Ratajczakiem (jeszcze rok dobrej pracy i czymże będzie się różnił od Wojtka Żurawskiego?) daje bezpieczeństwo pod koszem.
Tym bardziej, że bardzo ciekawym graczem jest Gabriel Szalay (21 lat, 215 cm). Słowak jest surowy dość, ale sporo potrafi pod koszem, no i ma te centymetry. Widać, że nie bez powodu całkiem niedawno miał kontrakt w Benettonie Treviso (i nawet coś tam pograł, na przykład jeden mecz w Eurolidze). Ostatnio grał w Norrkoping w Szwecji razem z Pawłem Mrozem i tylko jednego w tym transferze nie rozumiem – czemu to nie Mróz wraca do Polski, tylko pracujemy nad graczem reprezentacji Słowacji. Ale to już agenci może odpowiedzą, nawet na tym blogu. 🙂
Poza tym też ciekawie. Na jedynce świetne wrażenie robił dla mnie Marcin Flieger, grający podobno z kontuzją. Najwyższy czas, z pozdrowieniami dla umiejętności wychowania zawodnika dla Igora Griszczuka, który ponoć znalazł już sobie w Czarnych następną ofiarę do ukiszenia (o tym niżej). Flieger w połówce z Czarnymi którą widziałem, dobrze widział boisko, niesamowicie bronił i nieźle rzucał. I niech gra jak najwięcej.
Zmieniał do zawodnik przedziwny. Daję słowo, że ma najwyżej 170 cm wzrostu (w necie wyszperałem, że niby 175), z czego 99 procent ciała zajmuje najwyraźniej serce do gry. Jest malutkim chudziutkim blondynem z dłuższymi włosami, ale stylizacja to chyba jego jedyny problem. Świetnie myśli, nieźle broni i tylko niepotrzebnie za dużo rzuca. Nazywa się Jakub Kietliński i trwa załatwianie, żeby nie musiał kisić się dalej w rezerwach Prokomu, tylko żeby mógł pograć w Vikingu. Oby, bo będzie to ciekawy zawodnik, jeśli trener Prabucki się odważy. A powinien, bo nie podałem najważniejszego parametru – rocznik 1989. Do pracy, Jakubie – do gry także, a będzie fajnie.
No i na koniec Michał Wołoszyn. Starszy brat swojego brata po dwóch latach w Pruszkowie zmienia klimat i słusznie. Obrona to nie jego hobby, ale daj boże każdemu taką chęć na trafianie do kosza. Przy mnie trafiał, a jeśli przy wzroście 204 cm będzie trafiać tak w lidze grając na pozycji niskiego skrzydłowego, to niedługo może być dwóch Wołoszynów w reprezentacji. Pora jednak, żeby zgłębić trochę tajników defensywy, bo nie jest za późno na walkę z bratem o pozycję w kadrze.
Ogólnie – jak bym mieszkał w Gdyni, to bym się cieszył. Będzie fajny zespół i na pewno nie Unia Tarnów czy Noteć Inowrocław. Byle znaleźć jeszcze jakieś 500 tysięcy.
Za moment – albo trochę później – więcej także o Czarnych i Baskecie. Cdn.