No to po grupie E

Czy to możliwe, że zostało nam tylko pięć dni meczowych Eurobasketu 2007? A taki fajny turniej…

Zakończyły się mecze grupy E i pora na podsumowanko.

Hiszpania – pierwsze miejsce, bilans 4-1 – oj ciężko będzie zrzucić gospodarzy z tronu. Co prawda Chorwaci z nimi wygrali, co prawda inni walczą (nawet Izrael przez 28 minut), ale w końcu i tak zespół Pepu Hernandeza gromi. Paua Gasola chyba mogą zatrzymać tylko litewskie wieże, bo jest ich aż tylu. Ale hmmm, zobaczymy. W sumie Włosi (bo w Dirka nie wierzę, niestety) też mają czym postraszyć, a w półfinale obstawiam bój z Grekami. Ale to jeszcze daleko. Na razie wielki postęp u Jose Calderona, który wyrasta na gwiazdę numer dwa. W Hiszpanii wszystko działa, choć są małe zastoiki. Przewiduję jednak złoto.

Rosja – drugie miejsce, bilans 4-1 – David Blatt zrobił tu świetną robotę, choć ciągle przecież w skali europejskiej wielkiej koszykówki jest to trener bez osiągnięć. Najważniejszy mecz jednak przed nimi – ćwierćfinał z Francją, która gra całkiem nieźle ostatnio. To będzie prawdziwy test, bo choć Andriej Kirylenko robi swoje, a inni nie zawodzą, to dla mnie jest to perfekcyjny zespół na siódme miejsce, niestety.

Grecja – trzecie miejsce, bilans 3-2 – dobre miejsce do ataku na Słowenię w ćwierćfinale, ale Grecy mają spory problem pod koszem w tym turnieju. Lazaros Papadopoulos się rozegrał dopiero w ostatnich meczach, Kostas Tsartsaris jakiś słaby i tylko Demos Dikoudis ciągnie wózek. A gdy pod koszem słabiej, to i na obwodzie gwiazdy się męczą. Tym bardziej, że trener Panagiotis Giannakis komplikuje sobie rotację tak samo, jak Grecy komplikują angielską (i polską) transkrypcję swoich nazwisk (Ntikoudis zamiast Dikudis?? Giannakis zamias Janakis?? ugh). Fajnie, że Theo Papaloukas nie musi być w pierwszej piątce, podobnie jak Vasilis Spanoulis, ale chyba czas na normalność. Za dużo Grecy tracą na tych zabawach z pierwszą piątką. Ale najbardziej brakuje im na pewno Antoniosa Fotsisa i Sofoklisa Schortsanitisa, którzy do Hiszpanii nie przyjechali. Dziura w składzie bardzo widoczna.

Chorwacja – czwarte miejsce, bilans 2-3 – dziwaki… Wygrywają z Hiszpanią, a potem przegrywają z Izraelem. Szkoda, że ten ostatni zespół ich nie wyeliminował. Jakoś dziwnie rotuje składem Jasmin Repesa, w drugiej rundzie straszliwie lansowany był niejaki Stanko Barac, ogromne liczby rzutów (bez reakcji) wykonuje Roko Ukić, który po prostu rzucać nie powinien. Słabizna, przewiduję masakrę w ćwierćfinale.

Portugalia – piąte miejsce, bilans 1-4 – w sumie sympatyczny zespół, była tam pozytywna atmosfera, widoczna na meczach i w kontaktach z kibicami. Ale cóż to za zespół. Kilku strzelców, żadnego właściwie zawodnika bym nie polecał. Po prostu umieją grać najważniejsze mecze i dlatego biję brawo sympatycznemu trenerowi z Ukrainy (67 lat!) Walentynowi Mielniczukowi. Ale przyznaję – Portugalię najczęściej bojkotowałem, bo to taka Polska – można było być na jej miejscu (ach to losowanie!). No ale cóż, prawdę mówiąc wystarczyło wygrać z Włochami – w grupie F Turcja i Niemcy były do wyjęcia – ale o tym potem.

Izrael – szóste miejsce, bilans 1-4 – niesamowici goście. Widziałem dwa mecze, ale rozgrywającego takiego jak Meir Tapiro nie widziałem już dawno. Czemu polscy gracze nie uczą się tak podawać? Taki Robert Skibniewski przecież mógłby się na ten poziom podciągnąć skoro nie potrafi być już szybszy. No i Yaniv Green, szkoda, że zakleszczony na ławce w Maccabi w poprzednim sezonie. Fajna koszykówka, ale sił już nie starczyło. No i pytanie, od dawna mnie nurtujące, czy Zvika Sherf jest frajerem czy megatrenerem? A może wielkim szczęściarzem? W każdym razie Izrael się oglądało.

W środę zapraszam do Polsatu Sport na mecz Niemcy – Włochy (godz. 16.30, stawiam zdecydowanie na Włochów) oraz do Polsatu Sport Extra około 21.50 na mecz Litwa – Słowenia zapewne od drugiej kwarty, po zakończeniu transmisji z rugby. (gulp)…

Madrycki stritbol po serbsku

Niestety, nie udało się wygrać. Lubimy ciągle tu i tam popykać w basket, więc kiedy okazało się, że jest w Madrycie turniej dla mediów skompletowaliśmy trójkę (Jankowski, Tymiński, Romański) i wybraliśmy się na Plaza Colon, żeby zagrać. Turnieju mediów nie było (stawiły się jeszcze dwie trójki), więc zagraliśmy w turnieju organizowanym ad hoc przez turecką federację z okazji MŚ 2010 w Turcji (!!!). Pierwsze dwie rundy to był spacerek, zwłaszcza dla zespołu z 207-centymetrowym centrem, ale w finale dziennikarze serbscy nas rozrzucali. Co prawda Tomek Jankowski trafił w ostatniej minucie dwie trójki i prowadziliśmy, ale nie wiadomo dlaczego chcieliśmy rzucać dalej, zamiast trzymać piłkę. Skończyło się moim airballem i dobitką rywali na wagę remisu. W 'karnych' wolnego trafił tylko Tomek, było 1:1 po trzech kolejkach, a później i nasza gwiazda się pomyliła, a Serb trafił. Drugie miejsce. Wstyd dla mnie – grałem fatalnie i kiedy Tomek się zmęczył spudłowałem z siedem rzutów z czystych pozycji – oni kryli we trzech naszego centra.

Fajny mecz, fajna zabawa, spełniliśmy swój plan, żeby w Hiszpanii też zagrać. Więcej przemyśleń o tym graniu i nie tylko TUTAJ .

A dzień wcześniej pisałem o Turkach TUTAJ .

O samych meczach może więcej wieczorkiem, będzie trochę czasu. Właśnie zaczyna się przed moimi oczami mecz Grecja – Portugalia, może jakaś sensacyjka? Zobaczymy…

Madryt to nie Alicante a Ławrynowicz nie Polak…

No cóż, Madryt to nie Alicante, a gra bez Polaków to nie gra z Polakami. Turniej mistrzostw Europy trochę stracił na rumieńcach, a podróże metrem i zwiedzanie uroków stolicy Hiszpanii zajmuje trochę więcej czasu – stąd też mniej go pozostaje na blogowanie.

Po dwóch pierwszych dniach II rundy co nieco mogę jednak powiedzieć o niektórych zespołach. Niestety, nie widziałem meczów Francja – Niemcy i Rosja – Portugalia.

Izrael – niesamowity jest ten Meir Tapiro. Niby nic nie robi szybko, ale w tym meczu był nie do zatrzymania. Rozgrywający, jednocześnie rzucający, wszystkie akcje szły przez niego. A jakie podania z kozła – niesamowite. Łukasz Koszarek i Robert Skibniewski powinni sobie załatwić płytę DVD z meczem Izrael – Chorwacja. No i niesamowity Yaniv Green pod koszem, rozwinął się chłopak. Aż dziw, że chorwaccy drwale pod koszem sobie z nim nie radzili. No cóż, cud się stał, ale nie spodziewam się już niczego wielkiego po Izraelu. Z Hiszpanią nie wygrają.

Chorwacja – wielkie nazwiska, ale kołczing Jasmina Repesy nie wyglądał najlepiej, bo kompletnie przespali mecz z Izraelem i w ogóle nie widzieli, jak sobie poradzić z prostą grą proponowaną przez Tapiro. Kasun przesiedział pół meczu na ławce i choć miło było rzucić okiem na Stanko Baraca, to chyba lepiej, gdyby siedział na ławce. Wygrali z Hiszpanami, a przegrali z Łotwą i Izraelem. Niesamowite. Teraz jeszcze Rosja i Grecja – mogą pokusić się o wygrane, ale nie w tej formie.

Hiszpania – szok! Niesamowita obrona zupełnie rozbiła Greków. Strefa zmieniana nieustannie z 'każdy swego' – znaki firmowe Pepu Hernandeza. Niesamowite, jaki ma autorytet u zawodników. A ci – jakimi są tu gwiazdami. Rzeczywiście, jak zapowiadano Rudy Fernandez nauczył się rzucać za trzy. Reszta – bez zmian. Dla mnie mistrz.

Grecja – bez Fotsisa i Schortsianitisa – duża bryndza. Theo Papaloukas jakiś taki bez życia, a zabawa w pozostawianie jego i Spanoulisa na ławce przez osiem pierwszych minut każdej połowy chyba zaczyna szkodzić Grekom. Może w końcu w pierwszej piątce zaczną grać najlepsi? Bez formy też Lazaros Papadopoulos. Na moje wyglądało to jak piąte miejsce w grupie…

Słowenia – nadal szokuje. Turcy ze skwaszonymi minami (gwiazdy… ech…) zostali łatwo ograni, a tym razem katem był Uros Slokar (trójeczki z rękawa). Kiedy w końcu przegrają? Z Niemcami chyba nie, ale na pewno z Litwą. To będzie ostatni mecz przed ćwierćfinałami.

Turcja – biedny Bogdan Tanjević skacze przy linii, ale niewiele mu się uda wyskakać, skoro w zespole ma Hedo Turkoglu. Biedny Marcin Gortat, że będzie musiał znosić takiego gwiazdora. Możliwości ma nieziemskie, rusza się niesamowicie, ale głupie akcje gonią się same w piętkę. Podobnie Memo Okur. Turcy mogą meczu nie wygrać w tej rundzie.

Włochy – Basile i Marconato wznieśli się na wyżyny, ale to było zdecydowanie za mało na Litwę. Włosi też chyba szybko odpadną. Brakuje armat, a najlepsze mecze Bargnani i Belinelli rozegrali z Polską.

Litwa – co za zespół. Jeden większy od drugiego, masa, siła, rzut, mądrość i hipernagrzany do walki Sarunas Jasikevicius. Były momenty z nim na PG, dalej potężny Maciulis (201), silny Kleiza (203), jeden z Ławrynowiczów i Songaila pod koszem. Miazga! 16 zbiórek w ataku nieprzypadkowe. Nie ma Macijauskasa, ale to nic nie szkodzi. Jestem ciekaw ich meczów z Hiszpanią, a także wcześniej z Francją.

To tyle na razie, a polecam jeszcze ten i ten tekst 'z byka' w Sport.pl. Do zobaczenia w Polsacie Sport, w niedzielę o 21.30 robimy z Madrytu mecz Hiszpania – Rosja – oj będzie się działo. A chyba coś leci także o 16.30… 🙂

Dzień przerwy, niemal nic się nie dzieje…

Co byśmy zrobili bez polskich koszykarzy… Miał być taki spokojny dzień, przerwa w mistrzostwach, bezstresowy i sterylny pociąg z Alicante do Madrytu, ale nie udało się.

Afera Iwo Kitzingera…

Trochę się śmieję, bo myślę, że to jednak tylko ciekawa historia.

Najpierw uwaga pierwsza: trener Legii piłkarskiej Jan Urban powiedział niedawno w wywiadzie, że on rozumie potrzeby piłkarzy do wyszalenia się po meczach, wypicia czegoś, zabawy. Podkreśla jednak, żeby to było tylko i wyłącznie PO MECZACH. I dlatego wcale mnie nie wzrusza, że nasz koszykarz reprezentacyjny o piątej nad ranem przytaszczył do komisariatu policji niewiastę, którą oskarżył o kradzież. (Tak przynajmniej wynika z tego, co przeczytałem na stronie Marca.com). Nawet jeśli był w kiepskim stanie, to nic zdrożnego.

Uwaga druga: dla młodego gościa, jakim jest Iwo, może nie być nawet świadomości, że pewnych rzeczy wobec policjantów robić nie wolno. Na pewno ich dotykać czy popychać czy na nich krzyczeć. Ja się całkiem niedawno dowiedziałem, że na przykład nie wolno nie posłuchać ich rozkazu. Niewiele brakowało, a też zakuty wylądowałbym w areszcie, kiedy nie chciałem uparcie przestawić samochodu, bo uważałem, że stoi dobrze, a policjant uważał, że źle. Więc też nie robiłbym z tego problemu.

Iwo trochę nabroił i poniesie być może za to odpowiedzialność. Marca pisze, że może wrócić do Polski, ale będzie musiał przyjechać do Hiszpanii na ewentualne żądanie sądu. I to będzie dobra nauczka.

Trochę wstyd, że hiszpańskie gazety zrobiły z tego wczoraj czołówkę informacji z Eurobasketu 2007. W końcu reprezentant Polski. Ale moim zdaniem problem zacząłby się w momencie, gdyby taka historia zdarzyła się Iwo drugi raz. Niech więc ten drugi raz się nie zdarzy.

PS. Zapraszam na stronę Sport.pl, gdzie trochę tekstów i ruchomych obrazków, między innymi o koszykarskim układzie i Adamie, z którego jesteśmy dumni.

 

PS2. I jeszcze oceny łączne koszykarzy za Alicante, które jak widać – wbrew zamierzeniom – nie zmieściły się jakoś na Sport.pl:

Oceny koszykarzy za turniej w Alicante (skala szkolna 1-6)
nr 4 Bartłomiej Wołoszyn (Anwil Włocławek, 21 lat, 197 cm)
Im dłużej trwał turniej, tym mniej grał. W pierwszym spotkaniu w pierwszej piątce i nawet trafił trójkę. Przyszłość przed nim, to może on zastąpi Andrzeja Plutę.
W statystyce: 26 minut, 3 punkty, 1 zbiórka.
Ocena: 3.

nr 5 Andrzej Pluta (Anwil Włocławek, 33 lata, 181 cm)
Ten turniej, podobnie jak ME w 1997 roku, pokazał, że zawodnikowi z wzrostem Andrzeja Pluty trudno się gra na najwyższym poziomie europejskim. Pluta jednak jest już doświadczony i umiał wykorzystać wszystkie dane mu przez obrońców szanse. W meczu z Włochami był najlepszym strzelcem z 15 punktami. Szkoda byłoby, gdyby odszedł z kadry.
W statystyce: 72 minuty, 33 punkty, 8 strat.
Ocena: 4+.

nr 6 Robert Skibniewski (Turów Zgorzelec, 24 lata, 183 cm)
Z rozgrywaniem w polskim zespole było średnio, a zwłaszcza Skibniewski miał wielkie kłopoty z wyższymi i sprawniejszymi rywalami. Przyjdzie mu chyba walczyć o pozostanie w kadrze w najbliższych latach.
W statystyce: 29 minut, 3 punkty, 4 asysty, 4 straty.
Ocena: 3.

nr 7 Robert Witka (Turów Zgorzelec, 26 lat, 205 cm)
Zagrał najsłabiej z Francją, a później był bardzo przydatny z Włochami. Na jego pozycji jest spora konkurencja, ale powrót Witki do kadry można uznać za udany. Będzie jeszcze lepiej, gdy przestanie grać bojaźliwie, ale może przyjdzie to z doświadczeniami w Pucharze ULEB.
W statystyce: 34 minuty, 17 punktów, 4 zbiórki, 7/11 z gry, 1/6 wolne.
Ocena: 3+.

nr 8 Filip Dylewicz (Prokom Trefl Sopot, 27 lat, 202 cm)
Najlepszy zbierający Polaków, grał już jak rutyniarz i można było na niego liczyć w walkach pod koszami. Jeśli – jak się zanosi – zacznie wreszcie grać w pierwszej piątce mistrzów Polski, będzie tylko lepiej.
W statystyce: 66 minut, 23 punkty, 24 zbiórki, 4 asysty, 4 straty.
Ocena: 4+.

nr 9 Radosław Hyży (Śląsk Wrocław, 30 lat, 203 cm)
Zadziwiające, jak jego tanie na ogół sztuczki ciągle jeszcze są skuteczne, nawet na poziomie mistrzostw Europy. Hyży walczył jak trzeba i nawet trafił 4 z 5 wolnych, co zdarza mu się rzadko.
W statystyce: 27 minut (w dwóch meczach), 12 punktów, 5 zbiórek.
Ocena: 4.

nr 10 Adam Wójcik (Capo d'Orlando, 37 lat, 209 cm)
Ostoja i prawdziwa gwiazda Polaków. Wzbudzał wciąż zachwyt efektownymi i skutecznymi akcjami. Najlepszy z Polaków, mimo że w meczu ze Słowenią nie zdobył punktu.
W statystyce: 75 minut, 31 punktów, 12 zbiórek.
Ocena: 5-.

nr 11 Kamil Pietras (bez klubu, 19 lat, 209 cm)
Zagrał tylko w końcówce meczu ze Słowenią i nawet rzucił kosza. Przyszłość przed nim, ale musi szybko znaleźć klub i dobrego trenera.
W statystyce: 5 minuty (w jednym meczu), 2 punkty.
Ocena: brak.

nr 12 Szymon Szewczyk (Lokomotiw Rostow, 25 lat, 208 cm)
Rewelacja pierwszego meczu, w drugim zablokował pięknie rywala, a później gdzieś zniknął. Czyżby wracała dawna dynamika i entuzjazm do gry?
W statystyce: 29 minut, 13 punktów, 7 zbiórek.
Ocena: 4-.

nr 13 Iwo Kitzinger (Turów Zgorzelec, 22 lata, 188 cm)
Husarz naszej reprezentacji koszykarzy, szarżuje często, także bez głowy. Kreatywność Kitzingera jest czasami szybsza od jego myśli, ale kiedy nauczy się, jak grać z mocniejszymi, będzie już kompletnie nie do zatrzymania.
W statystyce: 56 minut, 16 punktów, 6/20 z gry, 4 straty.
Ocena: 3+.

nr 14 Przemysław Frasunkiewicz (Czarni Słupsk, 28 lat, 202 cm)
Powołany na swoisty koszykarski „Last minute", ale jego występy w Alicante pokazały, że powinien być z kadrą od poczatku. Dobry obrońca, potrafił też efektownie zdobyć punkty. Oby Urlep z niego nie rezygnował.
W statystyce: 85 minut, 16 punktów, 10 zbiórek.
Ocena: 4-.

nr 15 Łukasz Koszarek (Anwil Włocławek, 23 lata, 187 cm)
Wciąż niesamowite skoki formy. Jakby zagubiony i powolny w dwóch pierwszych meczach, tymczasem w trzecim miał aż 11 asyst (najlepszy jak dotąd wynik na tych ME). Za mecz z Włochami należy mu się piątka z plusem, ale w pozostałych meczach grał zbyt pasywnie.
W statystyce: 96 minut, 19 punktów, 13 asyst, 2 straty.
Ocena: 4+.
 

Włoska walka – czyli odjazd do domu

Ależ to był kolejny świetny mecz! W środę, komentując dla Polsatu Sport mecz Polska – Włochy (70:79), miałem wrażenie, że w ostatnich latach zostałem (ja, ale także wszyscy kibice) z czegoś po prostu okradziony.

Zabrano nam wszystkim możliwość oglądania i cieszenia się grą Polaków na mistrzostwach Europy w 1999 roku we Francji, w 2001 roku w Turcji, w 2003 roku w Szwecji i w 2005 roku w Serbii. Kilku trenerów nieudaczników, kilka błędów personalnych, kilka lat zaniedbań w lidze, ale przede wszystkim żenujący poziom szkolenia i pracy trenerskiej w Polsce – to główne przyczyny. W Alicante zobaczyłem to na własne oczy, zobaczyłem jak wcale nie bardziej sprawni koszykarze są wyszkoleni i jak rozumieją koszykówkę. To nauka na wiele lat. Oby z niej skorzystali choćby obecni na miejscu prezesi Anwilu Włocławek czy Polonii 2011 Warszawa. Brawa dla nich, że przyjechali dopingować Polaków i dowiadywać się coraz więcej o koszykówce. Panowie Polatowski i Popiołek wiedzą, że muszą być w takich miejscach i ich widać. Gdzie są pozostali prezesi? Czemu nie chcą zobaczyć z bliska, jak wygląda prawdziwa koszykówka? Gdzie są szefowie Prokomu, Turowa czy Śląska, które mają ambicje europejskie? Ups, przepraszam, Śląsk już takich ambicji nie ma. Tu, w Alicante, nadeszła wieść, że wrocławianie wycofali się z już rozlosowanego Pucharu ULEB. Skandal, wstyd i żenada. Chwalenie się przy tym 6 mln zł budżetu to już niemal hucpa. Przecież około 0,5 mln potrzeba na grę w pucharach, a korzyści dla klubu, miasta i polskiej koszykówki są ogromne. To właśnie gry w międzynarodowym towarzystwie najbardziej brakuje Polakom, co było widać także w Alicante. Za takie zachowanie Śląskowi należy się kara wykluczenia z pucharów na trzy czy pięć lat i chyba tylko nowa faza wojny na linii FIBA-ULEB może ich od tego uratować.

Ale to dygresja, choć ważna, bo niewiele rzeczy tak mnie ostatnio zdenerwowało, jak oświadczenie Śląska. Żeby nie było wątpliwości – uważam, że w Słupsku, Świeciu, Ostrowie i Starogardzie też robią wielki błąd, że nie grają w pucharach. Te kluby na to stać.

Wróćmy jednak do mistrzostw Europy. Jestem naprawdę zbudowany grą Polaków, niewiele można mieć do niej uwag. Szkoda mi trochę Szymona Szewczyka, który w środę nie dostał szansy, a może powinien. Szkoda mi też Przemka Frasunkiewicza, który rozegrał świetny turniej wbrew wszystkim okolicznościom i chyba zbyt rzadko miał piłkę w rękach. Szkoda mi Andrzeja Pluty i Adama Wójcika, ale tylko dlatego, że mogli w ten sposób zakończyć swoje kariery w kadrze. Przynajmniej tak przebąkują, choć jak oficjalnie i skutecznie (oby) mówię: NIE! Czasu się nie cofnie, ale obaj są dla mnie przykładami, jaki powinien być sportowiec. Żonie Adama Krystynie obiecałem, że będę z przekonaniem zaprzeczał tezie, jaka pojawiła się w prasie, że Wójcik był w ostatnim sezonie „czarną dziurą" pod koszem Prokomu. Oj nie był. Był raczej jasną gwiazdą, tak w klubie, jak i w kadrze. Co udowodnił także w meczu z Włochami, zwłaszcza potworną i piękną akcją z minięciem rywala i megawsadem z obrotem w powietrzu. To było coś!

Zanim przejdę do zwyczajowych ocen, przypominam, że znacznie więcej o Eurobaskecie 2007 można poczytać na stronie Sport.pl, a z godziny na godzinę będzie tego coraz więcej. 🙂 Około południa w czwartek będzie można na niej także obejrzeć moje i Tomka Jankowskiego podsumowanie wideo oraz ekskluzywny wywiad wideo Sport.pl z Adamem Wójcikiem.

A teraz ocenki (skala 1-6, jak w szkole, ale pisane bez mundurka) za mecz z Włochami:

Bartłomiej Wołoszyn – tym razem trener Urlep w niego nie uwierzył. Dwie minuty i jeden niecelny rzut. Praktycznie bez oceny, ale… Ocena: 2.

Andrzej Pluta – szarpał, szarpał i wyszarpał, aż 15 punktów, choć nie trafił aż dwóch wolnych. Wiadomo, że ciężko mu grać na pozycji rzucającego, kiedy rywale wyżsi o głowę. Wiadomo też, że mimo wszystko Pluta daje sobie radę. Nieźle też bronił. Ocena: 4.

Robert Skibniewski – zdobył wreszcie swoje pierwsze punkty w turnieju, ale to właściwie wszystko. Grał dużo krócej, bo Łukasz Koszarek miał mecz życia. Ocena: 2+.

Robert Witka – tylko 15 minut, Urlep gdzieś go zgubił, bo miał na boisku w dobrej formie aż trzech innych wysokich. Tymczasem Witka grał po prostu dobrze w ataku, czego przecież Polakom w tym turnieju najbardziej brakowało. Ocena: 4-.

Filip Dylewicz – przyznaje, że ma kłopoty z migreną, a to bardzo groźne. Jak na chorego zagrał rewelacyjnie – w niespełna 17 minut zebrał siedem piłek. To po prostu już klasowy zawodnik. Ocena: 4.

Radosław Hyży – sztuczki z polskiej ekstraligi wciąż zdobywają świat! Dzisiaj dziwili się Włosi, wczoraj Słoweńcy. Hyży wreszcie był także skuteczny w ataku. Ocena: 4.

Adam Wójcik – za samą akcję z obiegnięciem kosza i atomowym wsadem dostaje o punkt więcej. Niesamowity zawodnik, wielka klasa. Ocena: 5-.

Szymon Szewczyk – praktycznie nie grał, wyszedł na trzy minuty i piłki go omijały. Ocena: 2.

Iwo Kitzinger – grał po swojemu, szaleńczo, z werwą, ale Włosi na to się nie dawali nabierać. Niech ogląda jak najwięcej, jak gra Tony Parker. On też jest szybki, ale jest szybki mądrze, a może odwrotnie – mądry szybko. A tak w ogóle to Kitzingerowi zabrano dwa punkty, które zdobył, a zapisane są Koszarkowi. Ocena: 3-.

Przemysław Frasunkiewicz – czapa na Belinellim to tylko jedna efektowna akcja, ale 'Franc' był częściej tam gdzie trzeba i pokazał, że tylko ogrania w europejskich pucharach mu brakuje, żeby być graczem na poziomie prawdziwie europejskim. Może jeszcze nie jest za późno? Ocena: 3+.

Łukasz Koszarek – niesamowity mecz. Nadal nie był zbyt szybki, ale mądrze korzystał z luk w obronie Włochów, no i podawał świetnie komu trzeba i kiedy trzeba. 11 asyst to jak na razie rekord tych mistrzostw! A miał tylko jedną stratę. Gdyby trafił choć jedną trójkę (próbował cztery razy) mógłby dostać nawet pełną piątkę. A tak… Ocena: 5-.

Ufff…

No to teraz jeszcze jedna kąpiółka w Morzu Śródziemnym (choć w Alicante w środę… padało), wspinaczka na wzgórze w celu obejrzenia zamku, a potem pociąg do Madrytu. A tam już od piątku komentujemy dla Was w Polsacie Sport kolejne mecze mistrzostw. Poza Portugalią wszyscy marzą chyba nadal o wyjeździe do Pekinu. Grupy niesamowite: Rosja, Grecja, Izrael, Chorwacja, Hiszpania, Portugalia oraz Litwa, Niemcy, Turcja, Słowenia, Francja i Włochy. Ależ to będą mecze! Zapraszam do oglądania, szczegółowy program może uda mi się zamieścić jutro.

PS. Koledze, który uparcie wpisuje w komentarzach prośbę o pokazanie drogi do dziennikarstwa koszykarskiego, chciałem zaproponować jedną podstawową zasadę dobrego dziennikarza: 'Kieruj się pokorą'. A którędy iść? Studia? Moim zdaniem obojętne. Ważna jest praktyka, umiejętność słuchania i pisania (mówienia), pracowitość i dużo szczęścia. Powodzenia.

Alicante, dzień 2: Słabiej przed lepiej?

No i dzisiaj nic nie wyszło. 52:70 ze Słowenią to słaby wynik, a mogło być choć trochę lepiej, gdybyśmy się nie dali zagonić przyzwoitej, ale bez szaleństw, obronie rywali. No cóż, dobre w tym wszystkim jest to, że rozmiary porażki nie mają żadnego znaczenia. Wystarczy wygrać jednym punktem z Włochami i wszystko będzie genialne.

Dzisiaj już bardzo późno, euforii mniej, więc tylko szybko oceny Polaków i spać. Zapraszam także na Sport.pl, gdzie relacje, felietony 'Z byka' i wideo, choć tym razem tylko rozmówka AdRom-Jankes. (Powinna być około godziny 12 w środę).

Oceny prywatne i subiektywne za mecz ze Słowenią:

Bartłomiej Wołoszyn – stracił miejsce w piątce, co było do przewidzenia. Tym razem nic nie wniósł do gry. Ocena 2.

Andrzej Pluta – świetny początek, zupełnie inny, agresywny Andrzej. Później jednak niestety szarpał się jak wszyscy, bez skutku. Musiał nawet wrócić na boisko w końcówce, bo Iwo Kitzingerowi nie szło. Ocena 4-.

Robert Skibniewski – razem z Łukaszem Koszarkiem pilnowali Jakę Lakovicia (całkiem nieźle) i odpowiadali za rozgrywanie akcji. To ostatnie niestety szło słabo. Rozgrywający nikogo nie mijający na poziomie europejskim nie istnieją. Chwała obu playmakerom, że próbowali. Ale nie wychodzi, ciągle, cholera, nie wychodzi. Ocena: 3.

Robert Witka – stracił miejsce w rotacji na rzecz Radosława Hyżego, zagrał w końcówce i kiedy było po meczu trafił dwa razy. Dlatego… Ocena: 3-.

Filip Dylewicz – świetny w walce o zbiórki, bił się pod koszami, nieco punktował, ale grał trochę nie tak, jak powinien. Zgadzam się z Tomkiem Jankowskim, że częściej powinien wyciągać na obwód wyższych rywali, a on ciągle chciał grać pod koszem. Ocena: 4-.

Radosław Hyży – zrobił wszystko, co do niego należało. Nabierał sędziów i rywali, czapował i trafił wszystkie wolne. Brawo. Ocena: 4.

Adam Wójcik – tym razem piłka wypadała z kosza. Grał mniej, oby zakonserwował coś na Włochy. Bez jego punktów będzie bryndza. Ocena: brak. Bo nie wypada Wójcikowi dawać mniej niż… 🙂 Mniej niż więcej…

Kamil Pietras – sędziowie byli mili i zaliczyli punkty, których nie powinno być. Nie stanowi – zadebiutował na ME w wieku 19 lat i wszystko przed nim. Ocena: 3 na zachętę.

Szymon Szewczyk – jedna potworna czapa na Dragiciu, poza tym niestety nie było punktów. Z Włochami będzie bardzo potrzebny, więc nad tym meczem się nie będziemy rozwodzić. Ocena: 3.

Iwo Kitzinger – błędy młodości: po świetnej akcji zawsze dwie złe decyzje. Ale nic to, tak samo gra jego rówieśnik z Włoch Andrea Bargnani. Więc nie ma się czego czepiać. Ocena: 3.

Przemysław Frasunkiewicz – chciałoby się, żeby był bardziej aktywny w ataku. Ważne, że robi swoje i wygrał pojedynek z Goranem Jagodnikiem. Ocena: 3+.

Łukasz Koszarek – za mądrą obronę ocena wyniosłaby 4+, a za atak najwyżej 2+. Więcej na ten temat przy Robercie Skibniewskim. Powinien kupić płytę DVD i oglądać, jak gra Goran Dragić. Żaden superman, a jak fajnie kreuje. Ocena: 3+.

Do zobaczenia w środę o 21.23 na transmisji w Polsacie Sport z meczu o wszystko. A od 19 na tej samej antenie spotkanie Francja – Słowenia.

Aż się spać nie chce, czyli Francuzi postraszeni (i niesamowity Laković)

Ulalalalala!!! To był mecz. Pierwszy raz jestem na mistrzostwach Europy (jeśli nie liczyć uczestnictwa w turnieju dodatkowym o awans tuż przed ME w 2005 roku) i naprawdę jestem zaszokowany. Można wiele mówić o poziomie i o koszykówce w telewizji, ale zobaczyć to z bliska to dopiero jest coś.

Dlatego mam na początek kilka słów do Macieja Lampe i Marcina Gortata, jeśli tam gdzieś są i może przypadkiem to przeczytają: PANOWIE, WARTO POJECHAĆ NA TAKI TURNIEJ, NAPRAWDĘ. JA OD SAMEGO OGLĄDANIA DWÓCH MECZÓW MAM TYLE WRAŻEŃ, CO Z POŁOWY MOJEGO KOSZYKARSKIEGO ŻYCIA, A WIDZIAŁEM WIELE. NBA TO COŚ, ALE EUROBASKET TO NAPRAWDĘ COŚ. MOGLIŚCIE TU ZAGRAĆ, NABRAĆ WIELKIEGO DOŚWIADCZENIA, POWALCZYĆ Z BARGNANIM, NESTEROVICIEM, DIAWEM… NAPRAWDĘ, ŻAŁUJCIE, MECZ Z FRANCJĄ WIĘCEJ BY WAM DAŁ NIŻ JAKIKOLWIEK TRENING W USA. A granie w ME może wam się już nigdy nie zdarzyć, a to naprawdę coś.

Tomek Jankowski, który ze mną komentował w Polsacie Sport fantastyczny, przegrany 8 punktami mecz z Francją, grał w niejednym meczu kadry. Ale przyznał, że gdy zagrano hymn, poczuł. Ja też poczułem, choć raczej patriotyczne uniesienia nie podnoszą mnie ponad chmury, kiedy Polska wyszła na prowadzenie w trzeciej kwarcie. To było naprawdę coś i za to wszystkim dziękuję. Mam nadzieję, że w tej trudnej drodze, jaką idziemy wszyscy – koszykarze, trenerzy, prezesi, ich rodziny, dziennikarze, kibice – takie wydarzenia będą nas jednoczyć i skończy się głupie obrażanie się jednych na drugich i kopanie dołków.

No dobra, dość bajania. Pora na konkrety. Więcej słów na temat meczu z Francją w moim wykonaniu z Alicante TUTAJ i TUTAJ. Na stronie Sport.pl już we wtorek w południe (technika!) powinny być także filmowe wywiadziki z Szymonem Szewczykiem i Łukaszem Koszarkiem oraz małe podsumowanie dnia Tomka Jankowskiego i moje.

Tutaj proponuję oceny Polaków, moje subiektywne. Nikt nie dostaje mniej niż 3+, bo za taki mecz tak musi być. Statystyki z meczu są TUTAJ.

nr 4 Bartłomiej Wołoszyn – fajna trójka na początku meczu, ale później tylko faule. To statystyka, a w ocenie liczy się także, że nie odstawał. A w końcu to chłopak z rezerw Anwilu. Jest kadrowiczem i basta! Ocena: 3+.

nr 5 Andrzej Pluta – dwa celne rzuty z gry i sześć punktów, zagrał nieoczekiwanie (ale słusznie) mniej od Iwo Kitzingera, bo przy niesamowitym Gomisie nie pograł sobie. Jestem pewien, że pomoże ze Słowenią i z Włochami, tamci grają niskimi składami i Pluta sobie lepiej poradzi. Ocena: 3+.

nr 6 Robert Skibniewski – piękna asysta do Szymona Szewczyka (tuż przed naszym stanowiskiem) i tylko dwie straty. TO plusy gry Roberta, który potwierdził co umie. Kłopot – podobnie jak w przypadku Łukasza Koszarka – to uderzający brak szybkości. Dobrze chowany, ale jednak widoczny na tle koszykarzy europejskiego formatu. No cóż, taka cecha zawodnika, można tylko lekko ją zmieniać, ale rewolucji nie będzie. Ciekawe, jak 'Skiba' poradzi sobie z superszybkimi Lakoviciem, Dragiciem, Bullerim… Ocena: 3+.

nr 7 Robert Witka – ach, jakże zabrakło w kluczowym momencie tych dwóch wolnych… Robert nie przełamał bojaźni tak jak niektórzy jego koledzy, ale ma czas do 21.30 we wtorek. Ocena: 3+.

nr 8 Filip Dylewicz – jakże ważne jest, że w takim meczu, w takim momencie, potrafił pokazać niemal wszystko co umie. A umie na przykład świetnie podawać, umie zbierać, umie walczyć. To wszystko było, zabrakło tylko jednej-dwóch trójek z czystych pozycji. Ale i tak znakomity mecz. Ocena: 5-.

nr 9 Radosław Hyży – nie zagrał. Kropka.

nr 10 Adam Wójcik – ciekawa historia: po meczu trener Francuzów Claude Bergeaud powiedział, że wiedzieli doskonale, co potrafi Wójcik i zdawali sobie sprawę, jak groźny jest w akcjach 'jeden na jeden' pod koszem. Jednak podjęli decyzję, że żadnego podwajania i pomagania po koszem nie będzie, bo najważniejsze dla nich było zatrzymanie polskich rzutów za trzy punkty. Taka decyzja spowodowała, że Wójcik miał więcej miejsca. Tyle Francuz. Z mojej strony – BRAWO! Najstarszy koszykarz mistrzostw (chyba się w tym nie mylę) zagrał fantastycznie, trafił 8 z 10 rzutów z gry i można tylko się zastanowić, czy nie powinien zagrać nieco dłużej (kosztem Witki?). Ocena: 5+.

nr 11 Kamil Pietras – nie zagrał. Ale ile zobaczył! 🙂

nr 12 Szymon Szewczyk – kolega SzSz zagrał naprawdę powyżej oczekiwań. Wiele razy pisałem, że w tajemniczy sposób stracił swoją dynamikę i eksplozywność, ale mimo tego w poniedziałek zagrał jak prawdziwy supercenter. Trzy bloki – jeden piękniejszy od drugiego – w tym czapusia-marzenie na Tonym Parkerze, trzy zbiórki w ataku i 12 punktów w 15 minut. Po prostu super. Ocena: 5.

nr 13 Iwo Kitzinger – kilka razy poniosła go fantazja, ale za to kilka razy poniosła go fantazja! To zdanie tylko pozornie jest bez sensu, bo grając z fantazją Iwo jest tu, gdzie jest, a za chwilę będzie wyżej. Jedyny szybki nasz koszykarz, z czego świetnie korzysta. Niech nabiera doświadczeń, będzie jeszcze lepiej. Ocena: 4+.

nr 14 Przemysław Frasunkiewicz – ciągle czasami zbyt bojaźliwie, a nie warto. 🙂 6 zbiórek, 6 punktów – całkiem nieźle jak na niedawnego wczasowicza. Jak mawiają Amerykanie – he belongs. Należy do kadry i niech go już nikt stąd nie wyrzuca. Ocena: 4.

nr 15 Łukasz Koszarek – gdyby Łukasz był szybszy to chyba grałby w NBA. Niestety, jest wolny. (Choć żonaty). Poza tym jednak zrobił wszystko jak trzeba. Nie tracił piłek, nie robił głupot, nie dawał się ogrywać Parkerowi. To już sporo, ale idźmy dalej… Ocena: 4.

trenerzy z Andrejem Urlepem na czele – świetna robota. Doskonałe rozpracowanie rywali i pomysły, co z tym zrobić. Dobre zmiany i decyzje w czasie meczu (choć zobaczyłbym chwilę Wójcika z Szewczykiem razem…). No i – spokój Urlepa podczas meczu. Żadnych popisów i szaleństw, merytoryka. Jestem pod wrażeniem, a mogę się pod nim ugiąć, jeśli Polacy zagrają podobny mecz ze Słowenią.

Gdyż…

Przechodząc do drugiego punktu programu tegodniowego bloga…

Słowenia wyglądała w meczu z Włochami jakby była trochę z innej bajki.

Włosi zresztą też.

Gra była potwornie szybka, na niesamowitym poziomie, akcje nie do zatrzymania w wielu wypadkach.

No i końcówka nie z tej ziemi.

Włosi dogonili z -13 (bodaj) w ostatniej kwarcie, głównie dzięki Massimo Bulleriemu. Ten szybkonogi rozgrywający (auć…) bodaj pięć kolejnych akcji zagrał pod kosz i nikt go nie był w stanie zatrzymać. Także trener Anwilu i Słowenii Ales Pipan, który w swoim stylu się temu przyglądał. W szóstej akcji 'Bullo' zagrał to samo, ale w ostatniej chwili podał do wolnego na skrzydle za trzy Matteo Soragni. Paf! Pięć sekund do końca i punkt dla Włochów. Pipan nie ma czasu, Laković dostaje podanie, przekozłowuje boisko, robi swój słynny zwód z odejściem i trafia za trzy, a syrena rozlega się gdy piłka jest w powietrzu. Poezja! Tylko Laković umie to zrobić z taką gracją.

Świetny mecz, dużo szczęścia miał Pipan. Jak to wpłynie na Słoweńców we wtorek w meczu z Polską? Zobaczymy. Gdyby przegrali… Ciekawe, czy zagra świetny rozgrywający Capin, który pod koniec II kwarty zszedł z kontuzją i nie wrócił, a nawet podczas time-outów nie wstawał do kolegów. Goran Jagodnik miał kilka świetnych akcji, ale też sporo błędów, zwłaszcza głupich fauli w obronie. Gra w pierwszej piątce i chyba wypuszczenie na niego Przemka Frasunkiewicza miałoby sens. Mają stare porachunki i 'Franc' wcale często nie bywał gorszy.

Słoweńcy mało w drugiej połowie grali z Nesteroviciem, za to gwiazdą tego zespołu jest na pewno Matjaz Smodis. Co za zwierzak! I to mimo wyraźnego otłuszczenia – odwłok zdecydowanie za duży, a pod koszulką cycuchy. Nic to nie przeszkadza w walce pod koszem, jak widać.

Wyróżniał się jeszcze leworęczny szczupły rozgrywający Goran Dragić, który długo był królem polowania, ale w końcówce podpalił się i popełniał straszn błędy. Na szczęście dla Słowenii wtedy włączył się doświadczony Laković.

Pipan grał dziewiątką, a od momentu kontuzji Capina tylko ósemką graczy. To może mieć znaczenie. Choć siła pod koszem Słowenii jest ogromna. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę to, że na dwójce i trójce grają tylko Domen Lorbek, Jagodnik i któryś z rozgrywających (Dragić/Laković), a wypadł ze składu Capin, to na papierze wyglądałoby to nieźle. Trzeba tylko zagrać pod koszem, tak jak z Francją.

Włosi momentami grali fatalnie. Gwiazdy z NBA z minami pokerzystów z Wólki Dolnej wykonywały bezsensowne akcje, stąd też długo siedziały na ławce, z korzyścią dla zespołu. Bargnani miał 2 na 10 z gry i 1 zbiórkę, a Belinelli 2 na 7 z gry. Sprawę ratowali wspomniani Bulleri (8/10 z gry, 5 asyst, 1 strata) i Soragna, a także momentami bardzo skuteczny Gigli. Dobrze pilnowani Włosi nie trafiali już jednak za trzy tak jak w niedawnym sparingu z Polską (teraz 4/22). Jeśli Polakom uda się spowolnić grę to mają szansę. Obecność w kadrze takiej jak włoska takich zawodników jak klockowaty Andrea Crosariol (na trybunach trasparent 'Crosariol to nasz Gasol' – niezła szydera) czy zagubiony rozgrywający Fabio di Bella to obraza dla włoskiego basketu, Atmosfera w zespole ponoć też nie najlepsza, a schodzący z boiska Massimo Bulleri bodaj trzy razy pokopał krzesło, a potem niemal rzucił się do gardła jakimś dwóm oficjelom z koszulkach 'Basketball Italia'. Oby tak się wściekał w środę.

Kolejne mecze warto więc na pewno obejrzeć w Polsacie Sport. We wtorek o godz. 19 Włochy – Francja, a o 21.30 Polska – Słowenia. Dzień później godziny te same, najpierw Francja – Słowenia, a później Polska – Włochy. Obym zdarł gardło, jak dzisiaj! 🙂 Warto.

Alikante, bejbi!

No to zaczynamy!

Już w poniedziałek, już o godzinie 19, pierwszy mecz mistrzostw Europy i pierwsza nasza transmisja w Polscie Sport. Nasza – czyli Tomka Jankowskiego i moja – bo w takim duecie udaliśmy się do Hiszpanii. Mamy komentować jeden mecz dziennie do końca mistrzostw, wielkiego finału w Madrycie 16 września, i mam nadziekję, że będzie to przygoda mojego życia.

Tomek już na ME był – 1 lat temu. Dzisiaj robiliśmy mały remanent, kto był na mistrzostwach – też w Hiszpanii – 10 lat temu, kiedy graliśmy po raz ostatni. Na pewno byli Adam Wójcik i Andrzej Pluta, wtedy i teraz zawodnicy kadry. Na pewno był 'Jankes' – wtedy zawodnik, teraz komentator. Był chyba tylko jeden ten sam dziennikarz – Marek Cegliński z 'Rzepy'. Był trener Urlep – wtedy w Słowenii. Jego asystentem był wówczas David Dedek, teraz odpowiedzialny w kadrze za skauting. Kto jeszcze? Może jacyś kibice, ale to tyle. Świat się zmienił…

Ja wtedy oglądałem ME przed telewizorem, pełen emocji zwłaszcza podczas ćwierćfinału z Grecją, przegranego 10 punktami, a niemalże wygranego (w 30. minucie bodaj prowadziliśmy 10 punktami). Tyle pamiętam, chciałbym więcej, ale… nawet Jankes niewiele więcej pamięta… 🙂 Takie życie, obrazy się zlewają.

Oby najnowsze były fajniejsze. W Hiszpanii jest z nami kamerka, więc częściowo nasze efekty pracy będą też widoczne wizualnie na stronie Sport.pl. Tam też codzienne moje felietoniki no i relacje. Tu także może coś wpiszę. W Alicante jest potwornie gorąco, ale może jakoś zniosę ten ciężar, odczyniając złe duchy na pięknej plaży i w słonym morzu. Dzisiaj widziałem, jak wychodził z niego prezes PLK Janusz Wierzbowski, i był w świetnej formie, więc chyba warto.

Rozmawialiśmy też krótko z Goranem Jagodnikiem, który będzie grał w pierwszej piątce Słowenii. Zadowolony jest z tego bardzo, sam jest ciekaw jak wypadnie jego zespół bez całego tłumu graczy podstawowych (brakuje czterech z NBA, a dwóch czołowych zawodników z Europy – Becirović i Milić – jest kontuzjowanych). Zadowolony jest także z kontraktu w Hemofarmie Vrsac, gdzie zarobi więcej niż mógł w Anwilu. Takie czasy…

Trener Ales Pipan, podobnie jak Goran, zapowiada walkę, ale sam nie wie, na co stać Słowenię. Obaj mówią, że najlepszym zespołem w grupie są Francuzi. Pipan twierdzi, że są nieobliczalni, i w tym wietrzy szansę. Zobaczymy. Jego zdaniem Słowenia ma szanse na miejsce w siódemce, które da awans do turnieju przedolimpijskiego. To go zadowoli.

A więc do dzieła. Poniedziałek, od godz. 18.50 w Polsacie Sport, Polska – Francja. Niech się dzieje! 🙂

Już w Hiszpanii

Ufff. To dopiero była podróż. Po niemal 23 godzinach od wyjazdu z Lubina (jego ślady oczywiście na wideo.gazeta.pl) udało się dotrzeć do Madrytu. To już prawie meta – ostatni etap czeka mnie – i Tomka Jankowskiego, z którym podczas ME będę tworzył wspólną ekipę Polsatu Sport, Sport.pl i Gazety Wyborczej – jutro rano, kiedy pociągiem dotrzemy do Alicante. Nasza kadra tam już jest i wczesnym popołudniem jutro ma być ostatnie spotkanie z prasą przed meczem z Francją. Będzie o czym rozmawiać!

Na razie tyle pierwszego meldunku z Hiszpanii, postaram się pisać stąd w miarę często i może krótko nawet. Zwłaszcza jeśli znajdzie się jeden 'piece' zagubionego bagażu. 🙂

Posłaniec złej nowiny

Poniżej tekst z ‚Gazety Sport’ i Sport.pl. Nie może go tu zabraknąć. 🙂

Posłaniec złej nowiny

Ponoć w starożytności posłańcowi przynoszącemu złe nowiny ucinano głowę.

Czuję się zagrożony.

Za tydzień będę bowiem w Hiszpanii, gdzie rozpoczną się mistrzostwa Europy koszykarzy, pierwsze od dziesięciu lat z udziałem reprezentacji Polski.

A nasza kadra na tle zespołów z europejskiej – szerokiej, bo taka jest obecnie – czołówki prezentuje się fatalnie. 25-punktowa porażka z Czechami, 32-punktowa z Włochami, o 32 punkty gorsi od Serbii, o 46 punktów słabsi od Chorwacji. I na zakończenie przygotowań znów gorsi od Serbii. Tym razem tylko o pięć punktów, bo rywal był osłabiony (choć także u nas odpoczywał Adam Wójcik). Takie są wyniki sparingów Polaków przed hiszpańskim turniejem, w którym zagramy z Francją, Słowenią i Włochami. Ach, wygraliśmy jeszcze z bardzo słabymi ostatnio Chińczykami i przegraliśmy po walce z Łotwą, która akurat w meczu z nami oszczędzała najlepszego zawodnika.

Sytuacja jest właściwie jasna i także atmosfera w reprezentacji nie może być specjalnie bojowa. Naszym kadrowiczom marzą się pojedyncze udane akcje, z wielu ust można usłyszeć o tym, że może rywale będą mieli słaby dzień, a my dobry. Panowie, zaręczam – rywale nie będą mieli słabych dni, to są mistrzostwa Europy i walka o igrzyska w Pekinie. Chciałbym, żebyście pamiętali, że to kibice i dziennikarze jadą na mistrzostwa, a wy nie tylko jedziecie, tylko jedziecie wygrywać.

Dlaczego nasi koszykarze grają tak słabo? Jedni mówią, że to wina wielu lat zaniedbań w szkoleniu, ale na ogół to ci, którzy w tym czasie mogli szkolić. Tak jak nawet trener reprezentacji, który mając w swoim klubie rozgrywającego reprezentacji młodzieżowej sprowadził właśnie na tę pozycję trzech Amerykanów. A teraz – słusznie! – narzeka, że nie ma z kogo ulepić tej kadry.

Oczywiście, kilku koszykarzy w tej kadrze nie ma. Maciej Lampe pograł z reprezentacją podczas turnieju w USA i stwierdził, że wystarczy. Ponoć nawet nie porozmawiał w tej sprawie z trenerem kadry Andrejem Urlepem, tylko w swoim stylu zniknął. Porażkę poniósł też trener Urlep w dziele przekonywania do gry w kadrze Marcina Gortata, obecnie naszego najlepszego koszykarza.

Czy ci dwaj coś by zmienili? Na pewno, choć też nie gwarantowaliby sukcesu. Dobrych koszykarzy mamy bardzo mało, a z tych czy innych powodów nie potrafimy – także w reprezentacji – dbać o tych, których mamy. To jest jednak mimo wszystko reprezentacja Polski i od trenera Urlepa oczekuję, że ma jakiś plan, jak wygrać choćby jeden mecz w Alicante. W końcu to on ze Śląskiem wygrał dziewięć lat temu siódmy mecz finału w Pruszkowie, to on w 2003 roku zdobył mistrzostwo z Anwilem, kiedy Prokom miał Dream Team, a w ostatnim sezonie wyrwał znów ze Śląskiem brązowe medale. Panie trenerze, chętnie po raz kolejny się przekonamy, że w beznadziejnej sytuacji umie pan zrobić coś wielkiego.

Inaczej przyjdzie nam – kibicom i dziennikarzom w Alicante – wracać do Polski po trzech meczach z dużą niepewnością. Utną czy nie utną?