W niedzielę, trochę służbowo, trochę prywatnie, udałem się do pobliskiego Piaseczna, bo była szansa obejrzeć sporo ciekawej koszykówki. Tylko turniej towarzyski, tylko zespoły z niższych lig, tylko… Ale za to nowy, ciekawy zespół Znicza Pruszków i rezerwy Prokomu Trefl Sopot.
Tak, jestem fanem niższych lig i mało znanych, nieoszlifowanych polskich koszykarzy. Uparcie twierdzę, że większości z nich nie dano szansy i tylko dlatego nie oglądamy ich w ekstralidze. Jednym z tych co czasami szansę lubią dać (choć nie zawsze) jest obecny trener Znicza (czy BT Wózki, obecnie, jak zwał tak zwał) Jacek Gembal. Trener Gembal to na ogół prawdziwy szkoleniowiec (a nie tylko selekcjoner), choć pewne rzeczy się przez lata nie zmieniają. Nadal w czasie meczu częściej rozmawia z sędziami niż z zawodnikami (co udziela się całej ławce), a gdy usłyszałem sakramentalne – zwłaszcza w Pruszkowie – „oni cały czas biją, a my mamy pięć fauli" – to już wiedziałem, że jestem na właściwym meczu. 🙂
Ale Gembal znów sprowadził do swojego zespołu kilku zawodników, których warto obejrzeć. Rozgrywający Tomasz Świętoński (23 lata) i Adam Kilian (22) sporo mają do nauczenia, ale coś w nich drzemie. Pora będzie to obudzić. Rozwija się stale skrzydłowy Grzegorz Malewski (23), a naprawdę super dzisiaj zagrał na skrzydle (obwodzie) Jakub Dłoniak (24). Pierwszy raz faceta widzę, ale łatwość zdobywania punktów na tym poziomie ma sporą. Lewa ręka, rzut z wyskoku, odejścia, nie do zablokowania, świetny materiał. Oby się rozwijał, to może znajdzie się w ekstralidze, tak jak i wszyscy powyżsi. Zresztą jego droga do Znicza (Gorzów, Szczecin, Tarnowo Podgórne), podobnie jak Kiliana (Jaworzno, Chorzów, Sosnowiec, Białystok) świadczy o tym, że dobrych koszykarzy trzeba szukać wszędzie.
Po to, żeby tacy właśnie zawodnicy się rozwijali, są takie kluby jak Znicz (Wózki), oby wszyscy o tym pamiętali. A w Pruszkowie są jeszcze Marcin Matuszewski, Dominik Czubek, Łukasz Kwiatkowski, kontuzjowany obecnie Jarosław Rusin i grupa młodych – to się będzie oglądać, no i może walka jakaś z tego o awans wyjdzie. W każdym razie w Zniczu przez dwa lata zrobili niezłą rewolucję – skończyły się czasy wielkich nazwisk, a jest grupa typowo „pruszkowska", walczaków, jak za dawnych czasów.
Do Piaseczna pojechałem jednak głównie dla młodzieży sopockiej. To był zespół, który ma grać w I lidze. Nie było w tej grupie co prawda zawodników z rocznika 1989, którzy mają swój zespół w II lidze (mam nadzieję, że jednak kilku z nich dołączy), ale zobaczyłem co chciałem wśród starszych. Właściwie wszyscy coś grają, jest jakaś myśl i atmosfera w tym zespole, prowadzonym przez Janusza Kociołka i Jarosława Zawadkę.
Więc proszę mi wybaczyć, że nie napiszę wiele o trzech rozgrywających, kadrowiczu Danielu Wilkuszu, szczupłych skrzydłowych czy kolejnym Puncewiczu (trzeci brat?). Fajnie grają, ale nie o wszystkich da się pisać.
Interesowali mnie zwłaszcza czterej ludzie. Janusz Mysłowiecki ma 23 lata i 220 cm, ale – cholera – jest kontuzjowany. Ma jednak grać i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jak wieść niesie, ciągle boi się walki pod koszem. Na to jest lekarstwo – ale o tym później.
Adam Łapeta ma 20 lat i 217 cm. Ostatnie dwa sezony kontuzjowany lub chory cały czas, ale – proszę państwa – ten człowiek musi grać! Już teraz zachowuje się na boisku jak koszykarz, wspomagany fajnie przez zespół potrafi powalczyć, zablokować, spiąć się pod koszem, potrafi też pójść agresywnie na wsad w ataku. Mnóstwo pracy przed nim, ale musi grać! Pierwsza liga może być niezła, ale naprawdę czas na więcej. Na pewno na treningi z Tomasem van den Spiegelem i Rubenem Wolkowyskim.
Albo… Tu właśnie pomysł, który luźno rzucam. Ciekawostką jest, że w sopockich grupach młodzieżowych pracuje wielu trenerów ciekawych, ale są to wyłącznie dawni rozgrywający (Kociołek, Zawadka, Jacek Łączyński, Jan Jargiełło). Wiele wiedzą o koszykówce, ale czy naprawdę nie przydałby się ktoś, przy takiej grupie wysokich młodych (także w roczniku 1989), który na treningu po prostu pokazałby własnym przykładem, jak się gra pod koszem? Ktoś, kto latami się przepychał pod koszami, zna triki i powalczy z Łapetą, Mysłowieckim i Piotrem Stelmachem? W samym Trójmieście by się tacy znaleźli, choćby Tomasz Jankowski, który zakończył pracę w Kagerze i ma teraz komentować ze mną mecze. W tygodniu na pewno miałby czas, żeby poszkolić sopockich wieżowców, a jemu twardości nigdy nie brakowało. Czemu się tego nie robi??? Czemu bez pracy w ekstralidze – choćby na pół etatu, choćby na 2-3 treningach w tygodniu, są takie tuzy naszej walki pod koszami z poprzednich lat, jak Binkowski, Jechorek czy nawet Wardach???
Stelmach to trzeci ciekawy gracz. 23 lata, 206 cm, ostatnie cztery lata na ławie w zespole Mississippi State (tam gdzie kiedyś Michał Ignerski). Wraca do Polski i jak rozumiem grając w I lidze powalczy o miejsce w Prokomie (tym dla dorosłych). Fajnie. Kiedyś był kandydatem na gwiazdę, teraz musi wracać do poważnej koszykówki i ma wiele, żeby być dobrym skrzydłowym. Też z obijania na treningach z Łapetą, Mysłowieckim i wysokim kołczem sporo skorzysta. No i z grania.
Czwarty gracz to Przemysław Zamojski. Nie wiem, czy miał akurat wyjątkowy dzień, ale to, w jaki sposób sprzedawał trójki sprzed nosa pruszkowskim obrońcom było imponujące. 21 lat, 198 cm, pozycja rzucający, świetne warunki, znakomity rzut i koszykarska pozytywna bezczelność. Musi grać i to chyba też nie tylko w pierwszej lidze.
Moja konkluzja z obserwacji sopockich wilczków (w jednym meczu tylko) – jeśli ten sezon w I lidze nie zostanie wykorzystany, żeby Mysłowiecki, Łapeta, Zamojski i Stelmach (a może jeszcze ktoś) zrobili ogromny krok do przodu i za rok grali w ekstralidze (w Prokomie lub w jakimkolwiek innym klubie), to będzie po prostu skandal. Tylko taki powinien być cel prezesa Kazimierza Wierzbickiego i trenerów z Sopotu.
Wynik? Pruszków wygrał 92:87. Zasłużenie, a załatwił to właściwie niesamowitą trójką w końcówce Tomek Świętoński. Fajny mecz i kolejny przykład, że bez sensu jest sprowadzanie setek Amerykanów. Grajmy naszymi i wybierzmy się w drogę, żeby tych młodych 'do obróbki' znaleźć. Warto.