Zagadka sędziowska, no i trochę o finale

Miało być pisanie wczoraj, ale ciężko – i w upale – pracowaliśmy. Warunki na pewno ciężkie.

Przy okazji kilka słów o słynnej sytuacji sędziowskiej z ostatniego meczu Śląsk – Anwil. Wygląda na to, że komisarz Leszek Rakoczy zupełnie niepotrzebnie posiłkował się wideo, bo tylko przez to zbliżył się do nielegalności. Jak poinformował mnie jeden z sędziów, cała sprawa dotyczyła błędu w protokole i jako taka może być poprawiana aż do momentu podpisania protokołu, czyli nawet po meczu! Otóż sędziowie twierdzą – a potwierdza to też zapis z Polsatu Sport – że była różnica w sygnalizacji między nimi. Jeden z arbitrów pokazał rzut za dwa, jeden – za trzy. W tej sytuacji komisarz i protokolantka powinni przy najbliższej przerwie poruszyć temat. Tymczasem zaspali, ale arbitrzy boiskowi doszli do tego w przerwie (zgodnie z przepisami mieli prawo), że w protokole jest błąd – bo to był rzut za trzy. Sprawdzanie na powtórce z punktu widzenia sędziów nie miało znaczenia.

To oficjalne tłumaczenie. Sędziowie mają do niego prawo, bo rzeczywiście jeden z nich pokazywał rzut za trzy. Gdyby wszyscy pokazali rzut za dwa, byłaby afera. A tak się wybronili. Może komisarze następnym razem będą bardziej czujni.

O finale? Niewiele chyba zostało do powiedzenia. Może tylko tyle, że nie ma już chyba wątpliwości, iż Filip Dylewicz MUSI grać w pierwszej piątce na poziomie euroligowym (najlepiej w Prokomie). Co za mecz! Co ciekawsze, jego najlepszy mecz w karierze także wypadł 🙂 w finale – dwa lata temu rzucił 23 punkty w meczu 1 z Anwilem.

Oczywiście, wszystkie trzy mecze były wyrównane, ale trzy razy wygrywał Prokom i nie chce mi się wierzyć, że sopocianie mogą teraz przegrać cztery kolejne razy, a nawet choćby trzy razy, żeby doprowadzić do siódmego meczu.

Typ na niedzielę? Wygra Prokom. 10 punktami. I będzie mistrzem. Ten sezon kończy się wcześniej niż myśleliśmy, ale mistrz pozostaje mistrzem. Tak mi się wydaje.

A potem będzie całkiem smakowity sezon reprezentacyjny. Ale o tem potem.

PS. Zapraszam wszystkich do TV4 od 15 na mecz czwarty finału, ale także o 11 do hali przy Maratońskiej w Zgorzelcu na tradycyjny finałowy mecz mediów. Będzie się działo! Dzisiaj doszedłem do tego, że gramy podczas finałów już po raz szósty! Dzisiejszy minitrening z udziałem trzech zawodników Reszty Świata i jednego Dolnego Śląska pokazał, że forma rośnie. Na mojej twarzy są tego ślady. 🙂 Kwiatek – nie daruję ci tej głupoty w ostatniej akcji! 🙂

Kadra jest – ciekawie jest

Jutro mecz w Zgorzelcu, ale dzisiaj newsem najciekawszym jest powołanie reprezentacji na przygotowania do mistrzostw Europy. Ja to już skomentowałem. 🙂 Obejrzycie? 🙂

http://wideo.gazeta.pl/w?xx=4173530&v=2

Jutro więcej – o decyzji sędziów (wideo) we Wrocławiu, o samej kadrze, no i o meczu w Zgorzelcu. A teraz dalej w drogę! 🙂

Brąz dla Śląska, niezła historia, a także o Pucharze ULEB ważna sprawa

No proszę – kto się spodziewał tego po pierwszym meczu? Anwil pokonany, Śląsk na podium. Wielki sukces zespołu, a przede wszystkim trenera Andreja Urlepa, który z mało ważnej pozornie rywalizacji potrafił uczynić coś istotnego dla Wrocławia i przede wszystkim wygrać.

Urlep podczas meczu, w pierwszej połowie, był bliski szaleństwa i drugiego faulu technicznego, ale w drugiej połowie był już tym trenerem, który od 10 lat imponuje nam w Polsce. Spokojnym, nie zajmującym się sędziami, tylko zbierającym owoce całorocznej pracy nad grą w obronie swojego zespołu. Śląsk zatrzymał Anwil świetną defensywą i dlatego włocławianie są poza trójką najlepszych zespołów. Na 10-lecie pracy Urlepa w Polsce, bo przyjechał tu przecież w 1997 roku, po nieudanych dla siebie (i prowadzonej przez niego reprezentacji Słowenii) mistrzostwach Europy w Hiszpanii.

Może to dobry omen dla reprezentacji Polski, bo choć nie życzę źle sympatycznemu Alesowi Pipanowi, to chyba mi wybaczy, że od dzisiaj do połowy września raczej kibicować będziemy komuś innemu. Pipan prowadzi ekipę Słowenii, naszego rywala w finałach mistrzostw Europy. Urlep prowadzi Polskę i dzisiaj (czyli we wtorek) znów pokazał, że ze słabszym zespołem potrafi pokonać silniejszy. Niech to będzie dobry znak.

Czy Śląsk jest słabszy od Anwilu? Oczywiście nie, bo wygrał z nim dwa razy. Ale potencjał Anwil ma na pewno większy, więcej gwiazd, większy budżet i tak dalej. Dlatego dla Śląska to naprawdę ważny sukces. Wracają na podium po dwóch latach i to w dobrym stylu.

Kilka obserwacji po wtorkowym spotkaniu, bo działo się wiele:

1. TO NIE MY! 🙂 Trener Urlep w pierwszym odruchu, a później także kibice, mieli do nas (tzn. do Polsatu Sport) pretensje, że to my zmieniliśmy wynik po pierwszej połowie. Oczywiście, sędziowie się pomylili i rzut Pluty był za trzy punkty. Ale to komisarz Leszek Rakoczy podglądał powtórki za naszymi plecami i rozpoczął sprawę. Dla mnie stała się bardzo niedobra rzecz. Sędziowie absolutnie nie powinni się zgodzić na zmienianie protokołu na podstawie obrazu z telewizji, przecież to przeczy wszelkim zasadom i przepisom. Błąd był, ale z niego nie można się wycofać! Nawet w NBA zapis wideo może rozstrzygać tylko o tym, czy rzut był w czasie, czy już po syrenie (i to tylko w ostatnich sekundach czwartych kwart i dogrywek), a w innych rozgrywkach takie historie są w ogóle zabronione. Ciekawe, jakie będą tego konsekwencje, tym bardziej, że jednym z sędziów był szef polskich arbitrów Grzegorz Bachański (sic!).

To ostatnie powoduje, że zaczynam się zastanawiać, czy czegoś nie wiem. Przecież szef sędziów by nie… No cóż, może się dowiem… Jest na przykład koncepcja z tym, że to sędziowie różnie sygnalizowali i trzeba było to poprawić, bo stolik źle zapisał. Ale przecież to się robi tuż po akcji, w pierwszej możliwej przerwie, a tu było to po pół godziny i to na podstawie naszego monitora…

Z drugiej strony – jeśliby teraz wszyscy zaczęli wykorzystywać powtórki do poprawiania sędziów… To byłaby masakra, zwłaszcza za naszym stanowiskiem. Moim zdaniem tej sprawy nie da się obronić. Czekam na reakcję ligi i szefa sędziów. 🙂

2. Pozdrawiam kibiców Śląska, którzy po meczu skandowali za mną 'Co z tym typowaniem?!', czy coś takiego. Ano typowałem wygrane Anwilu i tym bardziej jestem pod wrażeniem tego, co zrobił Śląsk.

3. Ten mecz pokazał, ile wart jest mit o trenerach stawiających na atak. I tych, którzy zabijają koszykówkę. Trener Urlep po prostu wygrał i ciekawe, ilu kibiców Anwilu w tym momencie jest szczęśliwych z tego, że ich zespół gra piękną koszykówkę. Poza tym – Anwil też nieźle broni, a jeśli mając tylu świetnych zawodników ataku nie potrafi zdobyć punktów, to widzę tu jakiś problem tego 'stawiania na atak'.

4. Także tyle samo można powiedzieć o 'przedwczesnym finale'. Boisko pokazuje wiele, a mobilizacja to także część gry w koszykówkę i umiejętności. Polecam porównanie tego, co wobez obrony Śląska potrafił zrobić Turów, a co zrobił Anwil.

5. Jestem ciekaw, co teraz z trenerem Alesem Pipanem. Chyba został sprowadzony po to, żeby wygrać z Prokomem. A przynajmniej zdobyć medal. A skończyło się na czwartym miejscu. Pytanie podstawowe, czy z tym składem można było osiągnąć więcej? Ciekaw jestem odpowiedzi, kibiców – ale także szefów klubu z Włocławka.

6, ostatnie, ale bardzo ważne. Poruszył ten temat w rozmowie podczas meczu prezes PLK Janusz Wierzbowski, ale wypada rozwinąć, bo jest ciekawie. Chodzi o puchary europejskie. Sytuacja ze strony ligi jest jasna. W Pucharze Polski walka szła o Puchar FIBA. Mistrz ma szansę zagrać w Eurolidze (jeśli ULEB uzna, że spełnia wymagania), a wicemistrz otrzymuje rekomendację do Pucharu ULEB. No i tu jest ciekawa historia, bo ULEB ma kłopot z tym pucharem. Zgodnie z umową z FIBA Unia Lig Europejskich może organizować rozgrywki klubowe dla 48 zespołów. A tymczasem ULEB ma problem, bo kilka lig w nim zrzeszonych – czeska, holenderska na przykład – nie ma prawa zgłaszania zespołów do rozgrywek ULEB. No i buntują się, że chcą grać w 'ulebie'.

Więc ULEB Cup miał być rozszerzony, ale FIBA się nie zgadza. Więc są trzy opcje. Albo status quo (czyli poważny konflikt wewnątrz ULEB), albo wojna z FIBA – na co chyba ULEB już nie może sobie pozwolić, albo… eliminacje do Pucharu ULEB.

I ta ostatnia opcja jak wynika z moich informacji jest bardzo prawdopodobna. I uwaga – w takich eliminacjach na pewno musiałaby grać drużyna z Polski, a to głównie dlatego, że fatalnie w ostatnich dwóch sezonach wypadł Anwil Włocławek. Więc może się okazać, że gra w ULEB Cupie to będzie jeden mecz u siebie i rewanż i do widzenia! A potem niestety nie da się już zgłosić do Pucharu FIBA, bo te rozgrywki będą dawno rozlosowane.

No i co teraz robić? Ciekawe jak postąpią kluby, które są tym zainteresowane. Dodam, że granie w Pucharze FIBA to naprawdę kiepska zabawa. A ULEB Cup – z transmisjami w Eurosporcie 2 na całą Europę – to jednak coś. Zobaczymy.

Zobaczymy też niedługo, co stanie się w finale. To już w piątek, przypominam, że od 16.40 w Polsacie Sport i od 16.55 w TV4. Typ? Już dzisiaj +5. A więc Turów. Może zdążę coś jeszcze napisać przed meczem, ale zobaczymy.

Zapraszam do obejrzenia radości Śląska. Dzięki, Piotr!

Multimedialnie

Dzisiaj wyłącznie linkowo.

Zapraszam do rozmowy wideo na Sport.pl.

http://wideo.gazeta.pl/w?xx=4150293&v=2

Do podcastu plk.pl, w którym wystąpiłem razem z Mirosławem Alojzym. Jak zwykle było wesoło. Tutaj informacje, jak tego słuchać.

No i wszystkim przypominam, że już we wtorek o godz. 17 w Polsacie Sport transmisja absolutnie bezpośrednia z ostatniego meczu w tym sezonie Asco Śląska Wrocław i Anwilu Włocławek. Chyba warto… 🙂

Finał, po drugim

Tydzień w lidze koszykarzy

Adam Romański

Finałowe tak lub nie

Mistrzowie prowadzą 2:0 po raz pierwszy w historii. Turów miał swoją szansę w pierwszym meczu. Czy to oznacza, ze już blisko jest kolejnego mistrzostwa dla Prokomu?

Odpowiedzi mogą być różne. TAK, gdyż:

– sopocianie naprawdę są mocni. Tak mocni, że prawdę mówiąc w ogóle nie zauważyłem podczas meczu nieobecności w grze Tomasa Masiulisa, w końcu MVP poprzedniego finału. Dopiero kiedy wspomniał o tym na konferencji trener Eugeniusz Kijewski, zdałem sobie sprawę, ze kluczowy gracz dla obrony mistrzów w ogóle nie zagrał. Inni po prostu zrobili swoje.

– można być pełnym podziwu dla defensywy Prokomu. Wyeliminowani z gry zostali rywale naprawdę groźni (Kelati, Rodriguez), a porzucać mogli sobie ci, którzy nawet z czystych pozycji mają niską skuteczność. To nie przypadek.

– sopocianie mają za sobą lekcję z Włocławka i wiedzą, ile kosztuje ich brak koncentracji na wyjeździe. W półfinale zagrali w meczu trzecim bez pasji i zostali za to ukarani srogo. Można mieć pewność, że drugi raz się to nie powtórzy. Choćby dlatego, że już tuż po meczu drugim wszyscy gracze Prokomu mówili głównie o tym.

– w niedzielę było widać wyraźnie, że to Prokom od wielu miesięcy gra dwa razy w tygodniu, a Turów nie. Choćby trener Saso Filipovski zarzekał się sto razy, że błędy taktyczne jego zawodników nie wynikały ze zmęczenia, to nie zmieni to faktu, że gwiazdy Turowa sił nie miały.

Jednakże odpowiedź na wyżej postawione pytanie może też brzmieć NIE, gdyż:

– Turów w tym finale już dwa razy udowodnił, że nie znalazł się tu przypadkiem i wcześniej nie było żadnego przedwczesnego finału. To jest sportowo bardzo mocny zespół.

– Mam wiarę w to, że znakomity strateg Saso Filipovski wymyśli jakiś sposób, żeby zatrzymać środkowych Prokomu. Bo to tak naprawdę oni dali na razie prowadzenie 2:0 mistrzom. Trudno mi sobie wyobrazić, jak Huseyina Besoka i Michaela Andersena można by wypchnąć spod tablicy, bo Turów już wielu metod próbował i nic nie skutkowało (Prokom mądrze wykorzystuje swoich centrów). Ale to nie ja jestem trenerem z Euroligi, a Filipovski na wykoncypowanie czegoś odkrywczego ma pieć dni.

– w Zgorzelcu będzie zupełnie inna atmosfera i zupełnie inna sytuacja niż w Sopocie. To w końcu pierwsze takie mecze Turowa, kibice to na pewno świetnie podkreślą, a doping poniesie Turów.

– bo 74:54. Taki był wynik jedynego meczu między tymi zespołami w Zgorzelcu w tym sezonie. Tamtego spotkania nie widziałem, ale taki rezultat nie może być przypadkowy.

Ten play-off jest wyjątkowo trudny dla Prokomu i tak chyba zostanie do końca. Mistrz jest ciągle wielki, ale pretendenci coraz lepsi. Dlatego tez w Zgorzelcu bedzie ciekawie.

Zapraszam na mój blog adrom.blox.pl.

Dziennikarze pograli

No i przegraliśmy… 🙂

Kluczowe dla losów meczu okazało się przejście do zespołu Trójmiasta Daniela Blumczyńskiego, który w poprzednim takim meczu grał w barwach Reszty Świata. Tym razem jego gra w obronie i ataku, m.in. cztery trójki w pierwszej kwarcie, przesądziły o losach spotkania.

Za zorganizowanie meczu mediów bardzo dziękujemy klubowi z Sopotu, a szczególnie Jackowi Jakubowskiemu i Tomaszowi Kwiatkowskiemu.

Trójmiasto – Reszta Świata 49:26

Kwarty: 21:7, 12:4, 8:7, 16:8.

Trójmiasto: Kubicki 4 (1), Domański 0, Polny 10 (2), Machnikowski 0, Blumczyński 16 (4) oraz Józefczyk 3 (1), Wasilewski 6, Ostalski 4, Zaworski 6.

Reszta Świata: Romański 3, Noculak 0, Tymiński 0, Muras 7, Jędrzejkowski 12 (1) oraz Szatkowski 0, Szeleszczuk 4.

Kolejny finałowy mecz mediów odbędzie się w Zgorzelcu w niedzielę o godz. 11. Chętnych prosze o zgłaszanie się do mnie.

Problem GangstaSzczypiorka, czyli 1:0 w finale

Ależ się zaczęło! Pierwszy finał rozpędzał się powoli, ale pokazał, że BOT Turów Zgorzelec, jak zresztą przewidziałem wczoraj, nie da się tu zjeść łatwo. To inny zespół niż Anwil Włocławek, ale wcale nie gorszy, a może i lepszy.

Mecz pierwszy finału był niesłychany. Dogrywka – kilka trudnych decyzji sędziów (moim zdaniem kilka błędnych, bardzo dziwna była obsada sędziowska tego meczu…) – a w końcu niebywała ostatnia minuta dodatkowego czasu gry. Odrobić w minutę osiem z dziewięciu punktów – niesamowite. A dostać prezent od Huseyina Besoka dwie sekundy przed końcem – nieprawdopodobne.

Zmarnował go jednak niesamowity GangstaSzczypiorek, jak nazwaliśmy Dragisę Drobnjaka z uwagi na jego dziwaczną fryzurę i tłumaczenie nazwiska z języka słoweńskiego. Tak spudłować dwa wolne – niesamowite. Podobnie jak w przypadku faulu Hilla w meczu siódmym półfinału nie mówię tu o winie zawodnika. Mówię o tym, że można było coś zrobić, żeby być może odmienić ten finał. Taka wygrana byłaby niesamowita. Ale jej nie ma, bo Drobnjak nie trafił. Także dlatego, że chłop przez cały mecz musiał walczyć niesamowicie z dużo wyższymi rywalami.

Bohaterów ten mecz miał wielu – obudzony Andersen, waleczny we właściwą stronę Pacesas, niezły Dalmau, energiczny Dylewicz i sprytny Wójcik. To z jednej strony, a z drugiej – nie-do-zmęczenia Rodriguez, niesamowicie skuteczny Kelati, zaskakujący Ljubotina. Ciekawe, że wielu graczy Turowa dzisiaj nie zagrało wcale dobrze (Witka, Koszarek, Roszyk, Petrović), a jednak sensacja była blisko. Oj, będzie się tutaj jeszcze działo.

Co dalej? Naprawdę może zdarzyć się wszystko. Późnym wieczorem spotkałem – jak to się mówi – 'na mieście' ekipę ze Zgorzelca i z rozmów z nimi wynika, że wcale nie był to jedyny możliwy zryw zgorzelczan. Oni wręcz wierzą w to, że w niedzielę będzie lepiej. Rozmawiałem z Adresem Rodriguezem i on naprawdę wierzy w to, że może grać po 40 minut w każdym meczu. On wie, czego się spodziewać i wie, co ma na boisku robić.

Pytanie jednak brzmi, czy Prokom znów – jak w piątek – da się zagonić w kozi róg? Czy znajdzie odpowiedzi na to, co proponuje Turów? Jednak już teraz wiadomo na pewno, że jego słabsza gra w piątek nie była spowodowana jakimś rozluźnieniem. Po prostu Turów nie pozwolił na wiele.

Stawiam więc na równie zaciętą walkę w niedzielę. I może zwycięstwo Turowa? Typ bezpieczny to +15, ale jak zawsze typuje efektownie, więc zgłaszam się do zabawy z -4.

Dla kibiców telewizyjnych dobre wiadomości – w sobotę o 15 w TV4 można zobaczyć powtórkę finału nr 1. Finał numer 2 w niedzielę o 15 w TV4. Kibiców prześmiewców zapraszam na tradycyjny mecz mediów Trójmiasto – Reszta Świata, który zostanie rozegrany w niedzielę o godz. 11.30. W Hali Stulecia w Sopocie oczywiście. Będzie można się pośmiać z wysiłków między innymi moich. 🙂

Do zobaczenia, ten sezon ciągle trwa!

PS. Zapraszam oczywiście także na stronę Sport.pl (do czytania) i już w sobotę koło południa na stronę http://www.plk.pl do słuchania podcastu, gdzie sobie z Mirosławem Alojzym podyskutowaliśmy.

PS2. Typ na mecz o trzecie miejsce: Anwil – Śląsk +25.

Grande Finale – jutro

Wielki finał już w piątek. Pięknie się o tym myśli. Więcej tych myśli jutro podczas jazdy do Sopotu, ale na razie – tradycyjnie – wklejki z Sport.pl. Tym razem w wersji wideo wystąpiliśmy wspólnie z autorem konkurencyjnego bloga.

http://wideo.gazeta.pl/w?xx=4140163&v=2

A w wersji pisanej już samodzielnie.

To nie będzie łatwy finał

Adam Romański

Siedem meczów półfinałów Prokomu-Trefl Sopot z Anwilem Włocławek rozpieściło kibiców koszykówki. Można było zobaczyć naprawdę piękną i emocjonującą koszykówkę. I choć wielu fachowców twierdzi, że to był przedwczesny finał rywalizacji o mistrzostwo Polski, to ja uważam, że w finale Prokomu z BOT-Turowem Zgorzelec walka będzie tak samo zacięta, a widowiska nie mniej fascynujące.

Kluczem do tego jest oczywiście Turów, bo wielkim faworytem jest superbogaty i obfitujacy w wielkich koszykarzy Prokom. Zespół ze Zgorzelca nie jest jednak jakimś przypadkowym gościem przy finałowym stole. To ekipa, która w półfinale znokautowała silny Śląsk Wrocław, prowadzony przecież przez najlepszego trenera naszej ligi ostatnich lat Andreja Urlepa. (No, powiedzmy, że obecnie jednego z dwóch najlepszych, obok Eugeniusza Kijewskiego). Właśnie tak – nie pokonała, ale znokautowała.

Turów ma znakomitych zawodników prezentujących poziom Euroligi (Dragisa Drobnjak, Andres Rodriguez, Thomas Kelati), ale także świetnego trenera, który wie, jak z nich korzystać. Turów ma świetnie zorganizowaną obronę i kilka sposobów gry. Turów wreszcie – co trzeba zauważyć – w tygodnia na tydzień coraz lepiej w ataku i kulminacja tego procesu będzie miała miejsce w finale.

Zgorzelczanie są także wypoczęci, bo półfinał skończyli dwa tygodnie temu, i głodni sukcesu. Dlatego przewiduję ich jedną wygraną w jednym z dwóch pierwszych meczów w Sopocie. Co będzie dalej? Trudno powiedzieć. Może zdarzyć się wszystko.

Tak jak wtedy, kiedy zupełnie niespodziewanie Śląsk wygrał siódmy mecz finału w Pruszkowie (1998). Tak jak wtedy, kiedy Anwil wyrwał mistrzostwo wielkiemu Prokomowi (2003). Tak jak wtedy, kiedy wydawało się, że Śląsk z Greerem i Wójcikiem jest nie do pokonania, a jednak łatwo przegrał z Prokomem (2004). W finałach często wszystkie przewidywania biorą w łeb. I dlatego jestem gotowy na wszystko.

A typuję 4:3 dla sopocian. Niech ten świetny sezon trwa jak najdłużej.

Lejzi dej

Dzień oddechu dzisiaj. Myślę, że dla wszystkich. Rywalizacja półfinałowa zakończona w wielkim stylu, przy wielkim zmęczeniu wszystkich aktorów widowiska, pora na finał.

Jest już oficjalny terminarz finału i meczów o trzecie miejsce. Niestety, siatkarze zrobili nam numer i grają mecz piąty w piątek, więc nie uda się przedrzeć na antenę TV4 z pierwszym spotkaniem. Ale kolejne już w TV4. Mam nadzieję, że będą to udane spotkania i coś czuję, że może ich też być bardzo wiele.

Dla ciekawych, uprzedzając pytania: 'Magazyn 4×10' na antenie Polsatu Sport nie będzie się już ukazywał w tym sezonie. Przyczyny oczywiste. Te same, dla których na 90 procent nie będzie transmisji z meczu numer 2 rywalizacji o trzecie miejsce, o której marzyli kibice we Włocławku i nie tylko oni.

Wracając do półfinałów Prokom – Anwil, ponieważ można je moim zdaniem traktować niemal jak oddzielnysmikrosezon w sezonie, proponuję małą zabawę we wręczenie mikronagród.

MVP mikrosezonu – Huseyin Besok

Człowiek który wygrywał dla Prokomu w roli głównej co najmniej kilka tych meczów. Tak w ataku jak i w obronie. No i ta trójka na koniec meczu 7…

Największy postęp – Zbigniew Białek

Nigdy na takim poziomie nie grał, ale dawał radę i to w wielkim stylu.

Najlepszy obrońca – Donatas Slanina

Paradoksalnie, bo to chyba także najlepszy strzelec Prokomu. Ale Andrzej Pluta zapamięta jego defensywę.

Najlepszy rezerwowy – Tomas Masiulis

Gdyby nie przepis o Polaku, byłby pewnie jeszcze ważniejszym zawodnikiem. Oczywiście, Białek, Otasević, Nordgaard też mieli swoje wielkie momenty, ale Masiulis grał przez całą serię świetnie w obronie. No i ten atak w I połowie meczu 7. A Białek już swoją nagrodę ma. 🙂

Nagroda specjalna 'Stalowe nogi' – Christian Dalmau

Były wątpliwości, czy wytrzyma, ale wytrzymał. Świetny mecz 6 i dobry mecz 7, choć gdyby nie trafił tej trójki tuż przed Besokiem…

Pierwsza piątka mikrosezonu

Dalmau, Slanina, Białek, Hill, Besok

Pierwsza piątka obrońców

Otasević, Slanina, Hukić, Masiulis, Besok