I znów jest znakomicie! Czwarty już mecz Anwil – Prokom był naprawdę znakomity i warto było znów zrobić 360 km, żeby to zobaczyć. Jest w tej rywalizacji 2:2 i wszystko jest możliwe.
Niesamowite akcje, zwłaszcza blok Jahovicsa na Hukiciu, to tylko część wiedzy. Ważne było także to, w jaki sposób oba zespoły rozgrywały to spotkanie.
Trener Prokomu Eugeniusz Kijewski miał kilka pomysłów po przegranym chyba głównie w głowach zawodników meczu numer trzy. Pomysłem chyba miała być strefa, ale wprowadzenie jej przy stanie 10:2 dla Prokomu to chyba nie był dobry pomysł. Gra sopocian od razu się załamała. Masiulis nieźle krył Jagodnika (Litwin zagrał w pierwszej piątce), ale w drugiej połowie tego wariantu już nie było. Uwolniony ze schematów Christian Dalmau zagrał świetnie w ataku, ale tylko do 23. minuty. Wtedy miał już na koncie 21 punktów, a później nie istniał. Co ciekawe, w 34. minucie przy stanie 73:59 Anwil już myślał, że wygrał, i niemal to się skończyło katastrofą. Chris Thomas za plecami podał w kontrze do Otisa Hilla, zamiast pewnych punktów była strata i później przez niemal pięć minut Anwil nie mógł zdobyć punktów. Prokom był blisko dogonienia rywali, było już tylko minus pięć, a Slanina wchodził pod kosz. Blok Hilla (piękny!) i jego punkty z wolnych pod drugim koszem załatwiły sprawę, ale cała sekwencja potwierdza, że Prokom nigdy się nie poddaje.
Ciekawą metodę miał też trener Kijewski w drugiej połowie, kiedy w ogóle nie wystawił do gry swoich centrów Huseyina Besoka i Michaela Andersena. Obaj moim zdaniem grają dobrze w tej serii i są źródłem wielu kłopotów rywali. Kijewski tłumaczył po meczu, że potrzebował szybszych graczy pod koszem i jest zadowolony ze skutków swojej decyzji. Hmmm… Ma prawo, choć wydaje się, że wprowadzenie środkowych choć na kilka minut chyba by nie zaszkodziło zespołowi z Sopotu. Besok naprawdę jest przez większość akcji nie do zatrzymania dla włocławian. Ale skoro mistrz chce dostosowywać się do słabszego potencjalnie zespołu w tej rywalizacji, to niech i tak będzie.
W każdym razie hasło jest chwytliwe: 'Kupić zawodnika za pół miliona euro za sezon po to, żeby nie grać nim w kluczowej drugiej połowie kluczowego meczu półfinału'. Ciekawe, co na to biznesmen rządzący klubem z Sopotu. 🙂
Ale podobnie jak w rywalizacji Śląska z Turowem nie można tylko mówić o niespodziewanie (mniej lub bardziej) przegrywających faworytach, ale trzeba piać zachwyty (bez ironii) nad grą Turowa i Anwilu. Włocławianie zaimponowali, także tym, że świetnie na wyżyny w najważniejszym momencie sezonu wznoszą się gracze drugiego i trzeciego planu. Nikola Otasević – tak! ten sam Nikola! – moim zdaniem był nawet najważniejszym zawodnikiem meczu czwartego. Gatis Jahovics i Dusan Bocevski wrócili w wielkim stylu, ten drugi bardzo pomaga w obronie przeciw Besokowi na przykład. Zbigniew Białek rzucił 26 punktów i zagrał mecz życia (miał kiedyś 24 punkty, zdobył je dla Czarnych, ale to nie to samo – tam rywalem był Start Lublin). O Chrisie Thomasie, prawdziwej gwieździe, nie ma nawet co dodawać. Ales Pipan mógł sobie nawet pozwolić na granie długimi fragmentami bez całej swojej trójki gwiazd – Pluty, Hilla i Jagodnika. To – przyznaję – dla mnie zaskoczenie i jeśli Prokom sobie z tym nie poradzi i nie włączy do gry także ósmych, dziewiątych czy dziesiątych w zespole (gdzie jest Nordgaard?!), to może zostać pokonany.
Ale ogólnie zgadzam się z Andrzejem Plutą, który powiedział po tym meczu, że Anwil może wygrywać tylko spotkania wyraźnie, a Prokom będzie zwyciężał wyrównane końcówki. Tak to wygląda w tej rywalizacji – i nie jest tak bez powodu. Prokom ma po prostu gwiazdy na końcówkę. Czy więc włocławianie są w stanie wygrać WYRAŹNIE w Sopocie?
Przy okazji pozdrawiam Mamę dwóch koszykarskich córek z Sopotu (co za kibice! brawo!), która w przerwie meczu miała jasną receptę, skąd problemy Prokomu. Sędziowie. Rzeczywiście, dwie sytuacje w tym meczu były bardzo dziwne – faul w ataku Dalmau przy kontrze był niewidzialny dla nikogo poza sędziami (nie widziałem wideo), no i piąty faul Bocevskiego też dziwny (chyba czysto wybił piłkę Wójcikowi). Ale to tylko dwie sytuacje w trudnym meczu i ja sędziom biję za to spotkanie brawo.
I w ten sposób zgrabnie przechodzimy do ulubionego tematu wszystkich, czyli do sędziowania. Znów, niestety, ale obiecałem.
———————————–
Obiecałem wnikliwe obejrzenie płyty z sytuacjami z meczu w Sopocie, meczu numer 2. Montaż ciekawy, na nim 31 sytuacji z meczu, jak rozumiem autor sugerował, że są tu błędy sędziów. W około 10 w ogóle nie rozumiem, o co mogłoby chodzić, normalne sytuacje, normalnie odgwizdane. Pozostałe, często trudne, często niejednoznaczne (taki był ten mecz). Można się o nie spierać, ale ja uważam – jak ktoś chce może się nie zgadzać – że w czterech były popełnione błędy przez sędziów. Dwie oceny dotyczyły faulu niesportowego – zagwizdano zwykły, a biegło trzech graczy Anwilu do kontry oraz Wójcik zatrzymał Plutę, kiedy ten już miał drogę do kosza – moim zdaniem też niesportowy. Trzecia sytuacja to zasłona Andersena, dzięki której trafia trójkę Slanina (Pluta przewraca się na niej, Andersen mu pomaga w tym ruchem biodra). Inny błąd – w końcówce Otasević broni dobrze i twardo, jest odgwizdany jego faul.
Bardzo trudna do oceny jest sytuacja z kwarty trzeciej, kiedy dochodzi do zderzenia Jagodnika (z piłką) ze Slaniną na siódmym metrze od kosza (po zasłonie). Trudno ocenić, czy Slanina zdążył. Sędziowie dają faul ofensywny. Mieli prawo moim zdaniem. Ale nie jestem pewien.
Dwie sytuacje z czwartej kwarty są bardzo podobne. Spinają się w walce o wyjście do piłki zawodnicy obrony i ataku (raz Pluta kontra Slanina, drugi raz Dalmau kontra Jagodnik). Atakujący odpycha wyraźnie, broniący trzyma za ręce, sędziowie gwiżdżą za każdym razem faul obrońcy. Trudna sprawa, ale przynajmniej w obie strony taki sam gwizdek.
Cztery naprawdę źle odgwizdane sytuacje to chyba niewiele. Tym bardziej, że – jak raz jeszcze mówię – ocena niesportowy/zwykły należy do sędziów i zależy od ich interpretacji. Moim zdaniem złej, ale czy to świadczy o spisku? Albo nawet o słabości sędziów?
Inne sytuacje ciekawsze:
– niezaliczone punkty Pluty w I kwarcie, moim zdaniem Pluta po faulu (miał piłkę w rękach do rzutu) zrobił kroki. Dlatego punkty zostały nieuznane.
– faul Besoka na Hillu w I kwarcie – wygląda jakby był (jest odgwizdany), a Besok się stresuje, podchodzi do sędziego, coś krzyczy, zostaje zabrany przez drugiego sędziego i uspokaja się i podaje rękę. Techniczny? Po co? (To samo dotyczyło Pacesasa w tym meczu, moim zdaniem zawodnicy mają prawo do reakcji po gwizdku, inaczej byłoby to zaprzeczenie emocjom sportu). Co innego jednak rzucanie piłką w sędziego… O tym niżej. 🙂
– Dalmau wchodzący pod kosz przeciwko Otaseviciowi w II kwarcie – ma piłkę w rękach w dwutakcie, wybija ją z faulem Otasević, piłka wypada na bok. Z tego co wiem, ponieważ nie wiadomo, czy by rzucał czy podawał (wygląda na to, że decyzję by podjął będąc wyżej w powietrzu), zaleca się sędziom dawanie dwóch rzutów. I oni to po dyskusji robią.
– przewinienie techniczne dla Alesa Pipana w 100 procentach słuszne. Rzucił piłką w sędziego z metra bardzo mocno. Nie da się tego nazwać podaniem. 🙂 O tym już było w poprzednich postach.
– faul niesportowy Hilla na Dylewiczu wygląda jak niesportowy, złapanie za rękę mocne człowieka wchodzącego pod kosz w wyskoku, bez możliwości wybicia piłki.
– ostatnia akcja meczu, Białek nie trafia za trzy, zbiera Andersen, dwóch graczy Anwilu dobiega do niego i lekko okłada rękami, Duńczyk ani drgnął i spokojnie oddaje piłkę Dalmau, ten oddaje do Slaniny, Jagodnik podbiega do Dalmau i go odpycha. Mógł być to faul niesportowy, ale został gwizdnięty normalny. To po tej sytuacji była dyskusja sędziów, kto ma rzucać wolne (nic dziwnego, skoro kto inny miał piłkę, a kto inny był faulowany), a rzucał dobry zawodnik. Moim zdaniem sytuacja oceniona prawidłowo. Wcześniej odgwizdany faul na Andersenie dałby nieuzasadnioną korzyść faulującemu. Więcej o tym niżej.
Oczywiście, to tylko moja zabawa z materiałem wideo. Oczywiście, ludzie Włocławka mają prawo uznać, że w meczu przegranym jednym punktem trzy czy cztery decyzje sędziów na ich niekorzyść to 'przewalony mecz'. Ja bym się nie zgodził, więcej kosztował techniczny trenera (Anwil miał piłkę, a ją stracił w ten sposób).
Był też zarzut, że gwizdanie było nierówne, takie same faule typu wypychanie zawodnika z piłką biodrami i rękami nie były odgwizdywane po obu stronach. Ja tego nie pamiętam z meczu i tego też nie widzę w materiale.
Trenerzy często protestują, ale zapominają chyba o tym, że w ocenie faulu ważne znaczenie ma to, czy zawodnik faulujący odniósł korzyść z faulu. Jeśli nie, na przykład odpychany biodrem zawodnik z piłką nie próbuje mijać, tylko cofa się, albo jego pozycja w żaden sposób się nie zmienia (nie traci równowagi, nadal panuje nad piłką) – sędziom zaleca się czekanie z gwizdkiem. Jeśli coś się dzieje złego dla ataku, czyli zawodnik traci piłkę albo równowagę, wtedy należy gwizdnąć, nawet z opóźnieniem. Czy wszyscy o tym wiedzą? 🙂
Oczywiście, nie jestem jedynym sprawiedliwym. Mogę tylko powiedzieć, że w życiu spędziłem sporo czasu na rozmowach o przepisach i badanie boiskowych sytuacji. Więc mogę chyba wyrazić opinię. A brzmi ona – sędziowanie w tych półfinałach mi się podoba. Widziałem siedem z ośmiu meczów i wyglądało to dobrze, momentami bardzo dobrze. Cztery średnio znaczące błędy w pełnym zderzeń i zdarzeń meczu to naprawdę niewiele. A już na pewno nie można mówić o żadnych spiskach. Warto pamiętać, że skoro zawodnicy i trenerzy mogą popełniać błędy, to sędziowie – wrogowie wszystkich w hali – też powinni mieć do tego ograniczone prawo.
Niestety, nie jestem w stanie tego materiału DVD umieścić tu w formie wideo. Dyskusja byłaby ciekawsza.
I po tej całej dysertacji mam jeszcze jedną uwagę – JESTEM PEWIEN, a nawet więcej niż pewien, że po meczu piątym Prokom – Anwil, jakikolwiek nie będzie jego wynik, wszystko zostanie zrzucone na sędziów. Będą na sto procent winni porażki lub zwycięstwa Prokomu lub Anwilu, zostaną wielokrotnie wygwizdani i obrażeni na forach. A pod szatnią komisarz będzie się tłumaczył jednemu lub drugiemu prezesowi. Przy tym zupełnie będzie wszystko jedno, jak ten mecz będzie sędziowany. Taki urok tej ligi. Oczywiście, wolałbym, żeby było inaczej. Ale to już robota dla prezesa ligi i szefa sędziów. Powinni naprawdę coś zrobić, żeby to zmienić.
PS. Dla kibiców z Wrocławia – obejrzałem dokładnie kluczową (podobno) akcję w meczu czwartym Śląsk – Turów, kiedy przy stanie 46:52 Turów długo wyprowadzał piłkę z własnej połowy i potem, po kilku sekundach Koszarek trafił trójkę. Czy powinien być błąd ośmiu sekund? Fakty są takie – Turów przekracza linię środkową, gdy na zegarze jest 15 sekund, a 24 sekndy były prawidłowo włączone przy zbiórce. – Jednak po dwóch sekundach gracz Turowa traci panowanie nad piłką, jest zamieszanie, przechwytuje piłkę Dean Oliver i TRZYMAJĄC OBIEMA RĘKAMI próbuje ją podać jakoś do swoich. Nie udaje mu się to i Turów znów ma piłkę. To co napisałem wielkimi literami jest kluczowe, według przepisów w ten sposób Śląsk wszedł w posiadanie piłki i zegar powinien być znów zresetowany do 24 sekund. Sędzia przy stoliku tego nie zrobił, więc według mnie to jego błąd.
———————————
Dzisiaj zapraszam na kolejny odcinek magazynu 4×10 w Polsacie Sport, wyjątkowo o 21.10. Oglądajcie – gościem będzie Iwo Kitzinger, a można będzie między innymi zobaczyć raz jeszcze wywiad Bartka Masłowskiego z Radosławem Hyżym, po meczu 4 z Wrocławia.
Kilka osób mnie pytało, czemu tego nijak nie komentujemy, przecież Radek się zachował wobec naszego kolegi itp… Ja odpowiem tylko tyle, wolę milczeć z kilku powodów, bo sam kilka razy lansowałem Hyżego na gwiazdę mediów, więc teraz mam. Ale głównie dlatego, że brak mi kwalifikacji, żeby się mądrze wypowiedzieć.
Pozdrawiam i czekam na opinie. Następne ważne mecze – w sobotę i niedzielę.
(typy na środę: Znicz – Polonia -11, Kotwica – Unia +44, AZS – Kager -7)