Tym razem nie będzie 'ufff', bo w miarę wypoczęty jestem. 🙂 Nawet nie dlatego, że drogi krótsze, a pracy mniej, ale dlatego, że wiosna nadeszła, a w koszykówce oznacza to play-off.
Uwielbiam play-off i kto twierdzi (patrz: Wydział Gier PZKosz, II liga plus cały świat piłkarski), że lepiej kończyć rywalizację po iluś tam kolejkach i liczyć tabelkę, niech jak najdalej trzyma się od sportów, które lubię.
We wtorek wybrałem się do Włocławka i dalibóg nie żałuję. Mecz sezonu! Cała hala na nogach, niesamowite akcje, wielkie emocje, niesamowite akcje (wsady, bloki!) – to jest koszykówka! No i sensacja – a jak się zwierzałem już nie raz – właśnie sensacje lubię najbardziej.
Oczywiście – zaraz odezwą się głosy, że typowałem 3:0 dla Anwilu. Tak było i nawet jest, bo ciągle nie chce mi się wierzyć, że ekipa Igora Griszczuka wygra tę rywalizację. Ale nie zmienia to faktu, że mam ogromny szacunek dla tego, co zrobili. To oni wygrali ten mecz, a kto będzie twierdził inaczej, myli się po prostu. Trzeba było zresztą zobaczyć, w jakim stanie fizycznym byli po meczu słupszczanie i zobaczyć z bliska gest Przemysława Frasunkiewicza tuż po końcowej syrenie. Tego samego Frasunkiewicza, którego dwa lata temu klub z Włocławka bezceremonialnie wyrzucił z pracy pod koniec stycznia, żeby wprowadzić do zespołu Dragana Vukcevicia. Było warto?
Dlaczego Czarni wygrali? Bo zagrali znakomicie w drugiej połowie – z determinacją i charakterem (co podkreślał Griszczuk po meczu, krzycząc niemal, że powtarza zawodnikom, że muszą mieć 'JAJCA'), ale przede wszystkim świetnie taktycznie i mądrze. To nie był przypadek, że żywiołowo grający zawodnicy Czarnych mieli sporo pozycji do rzutu lub zdobywali punkty spod kosza. Wiedzieli jak grać, wiedzieli, że trzeba mijać, a gdyby jeszcze trafiali wolne…
Obrona Czarnych też była na wysokim poziomie. Aleksander Kudriawcew (król kontry!) był cały czas naprawdę blisko Andrzeja Pluty i mówienie o jakimkolwiek 'słabym dniu' Pluty to nieporozumienie. To był świetny dzień Kudriawcewa, który to właśnie sprawił. To samo dotyczy Gorana '5-20 z gry' Jagodnika. Znakomicie męczonego przez Frasunkiewicza, który nawet w końcówce założył Słoweńcowi w sytuacji 1×1 piękną czapę pod koszem. Otis Hill też był dobrze pilnowany, ale grał niesamowicie. Jednak w dogrywkach nie tylko Evaldas Jocys świetnie go odcinał od piłek, ale na dodatek niscy gracze genialnie pomagali w obronie, przechwytując piłki. Naprawdę świetnie grał Miah Davis, którego statystyki (17 punktów, 6 zbiórek, 8 asyst, 4 przechwyty, 0 strat) są genialne, ale jeszcze genialniejsza była jego gra.
Klucz moim zdaniem – Czarni dostali pozwolenie na bieganie. Wynikało to ze świetnej obrony, ale także z tego, że nie było w końcu zatrzymywania kontr semaforem z ławki trenerskiej. A Davis, Kudriawcew, Frasunkiewicz, Barlett – uwielbiają biegać.
I na koniec jeszcze jedno hasło o grze Czarnych – 1/22 za trzy Anwilu to nie przypadek. Nie widziałem całego meczu (spóźnienie), ale w tych fragmentach, które widziałem, nie było żadnego rzutu Anwilu za trzy z wolnej pozycji.
Z drugiej strony parkietu zadziwiająca była bierność trenera Anwilu. Hill moim zdaniem powinien dostawać piłki tak długo, aż do pilnowania go Griszczuk musiałby wysłać jako najwyższego dostępnego gracza Jakuba Chmielewskiego. Nic z tego nie miało miejsca, a co więcej, Pipan zdjął Hilla na kilka minut w końcówce czwartej kwarty i w połowie drugiej dogrywki. Nie mam pojęcia czemu, może karząc go za to, że jego rozgrywający nie potrafili mu podać piłki. Dla Nikoli Otasevicia, który – o zgrozo – tego dnia był lepszy niż Chris Thomas (open your eyes, Chris!), mam tylko te kilka słów – patrz na Otisa!
Włocławski Pan Pi nie reagował także, gdy Frasunkiewicz w pełni w kluczowych momentach korzystał z tego, że krył do ciężki Seid Hajrić, albo gdy niscy gracze Czarnych mijali Gorana Jagodnika. Uczyli mnie, że trener ma kombinować, co z tym zrobić, a tymczasem meczu uciekał Anwilowi przez palce… a trener czekał. Osobiście średnio wygląda moim zdaniem komunikacja (i nie chodzi tylko o język) trenera z zawodnikami Anwilu, co właśnie w takich momentach jest kluczowe.
Z drugiej strony obserwacja Griszczuka, który głosem duszonego wilka unosząc się nad ziemią, obsobacza swoich zawodników do godnych pochwał nie należy, ale – ten człowiek ma pomysły. Jedną z kwart zakończył pięknie rozrysowaną akcją, po której z anwilowców zostały tyczki slalomowe, a Omar Barlett zawisł na koszu po pięknym wsadzie. I tak dalej, i tak dalej. Czarni wiedzieli, co chcą tego dnia zrobić, a gdyby jeszcze więcej trafiali za trzy (albo choć mniej bez sens rzucali z dystansu), to byłoby jeszcze lepiej dla nich.
Tak czy owak, mecz trzeci w Słupsku wiele powie o tej rywalizacji, choć ja twierdzę, że jest dokładnie tak samo ważny jak czwarty. Na ten trzeci zapraszam głównie dlatego, że mamy być w Słupsku z kamerami TV4 w niedzielę. Na pewno będzie warto.
I jeszcze jedno – do wszystkich obserwatorów play-off koszykarzy apeluję, z wielu powodów: DOŚĆ ROZMÓW O SĘDZIACH! To jest play-off, wielka koszykówka, wielkie emocje i z tego co na razie widzę – i wiem z doświadczenia – na ogół sędziowie nie mają żadnego wpływu na to, kto awansuje dalej i kto zostanie mistrzem. Tymczasem 3/4 dyskusji w necie o ćwierćfinałach jest o tym, kto ile miał fauli i z czego to wynika. Bzdury! Zajmijmy się sportem. Jeśli ktoś z was na podstawie wideo (bo przecież nie w hali) pokaże, że sędziowie tendencyjnie mylili się w jedną stronę – pierwszy rzucę kamieniem. Ale krew mi się burzy, jak po świetnym wtorku czytam dyskusje tylko o sędziowaniu. Zwłaszcza we Włocławku, gdzie było bardzo dobre, a tylko raz brwi mi się niosły, gdy po rzucie wolnym w końcówce (chyba I dogrywki) Seid Hajrić odepchnął rywala (chyba Jocysa) i wyprowadził Anwil na prowadzenie. Chciałbym to zobaczyć na wideo, ale na szczęście (dla sztuki!) nie miało to żadnego znaczenia dla wyniku – czy była to decyzja dobra czy nie.
Dodatkowy aspekt tej sprawy – promocja koszykówki bardzo nam jest dzisiaj potrzebna, a jeśli osobom mniej zorientowanym (np. sponsorom i telewizjom) wmówimy, że i tak o wszystkim decydują sędziowie, to za rok-dwa będziemy mieli ligę na poziomie tej piłkarzy ręcznych. Bo na zawodników lepszych niż przysłowiowy Dejan Becin i Jason McLeish nie będzie nikogo stać.
Typowalniczo
No to jeszcze w takim razie typki skrócone na dzisiaj. (Panie i Panowie typerzy dziennikarscy – uzupełnię klasyfikację może jeszcze dzisiaj!)
Prokom – Polpharma. Mówią, że Atkins nie wraca – przynajmniej na razie. Ja tam średnio w to wierzę, a poza tym w pierwszym meczu to będzie bez znaczenia. Ale mecz może i powinien być ciekawy. Jednak – teraz – bez sensacji. Typ: +13.
Turów – Gipsar. Mecz pierwszy zaskoczył. A z tego co wiem o życiu, zaskoczenie może być tylko raz. Gipsar jest mocny, ale tego dnia według mnie nie powinien tego udowodnić. Typ: +17.
Śląsk – Polpak. Transmisja w Polsacie Sport o 18.30. W pierwszym meczu, z tego co widziałem i słyszałem, była niezła walka. W końcu play-off. Rzut Friera na koniec z połowy trafił w obręcz, uau. Wczoraj słabo zagrali Nana i Frier, w tego drugiego nie wierzę, ale w tego pierwszego – tak. Więc spodziewam się kolejnego odcinka filmu '300' – czyli rzeźni. I wygranej Polpaku. Typ: -5.
Anwil – Czarni. O tej parze więcej wyżej. Jeśli Czarni są w stanie wygrać dzień po 50-minutowym maratonie, to chyba widzę ich od razu w finale. A ponieważ ich tam nie widzę (jeszcze! w niedzielę mogą mnie przekonać…) to stawiam na Anwil. Typ: +13.
Mecze o utrzymanie: Kager – Unia (+34), AZS – Polonia (-8), Znicz – Kotwica (+11).
Ach – i jeszcze jedna sprawa, związana z telewizją. Transmisje z ćwierćfinałów. Oczywiście, nie byłoby problemu, żeby pokazać coś nie tylko ze środy i niedzieli, ale także z wtorku i poniedziałku, ale: 1. i tak jest więcej niż bywało, 2. siatkówkę ogląda ponad 400 tysięcy widzów, koszykówkę… mniej. 🙂 Niestety. Oglądajcie, a będzie Wam dane, to pewne. Szefowie Polsatu Sport czym jak czym, ale oglądalnością kierują się zawsze.
Do zobaczenia na boiskach!