Ufff. Ciężkie dni za mną, więc chwilę nie pisałem. Chciałem w związku z tym podziękować wszystkich, którzy tu i tam (to znaczy gdzie indziej) mnie popędzają do pisania. Miło.
Wytłumaczę tylko po części, że od czasu kiedy wydajemy Magazyn Koszykarski 4×10 w Polsacie Sport, tydzień skrócił mi się znacznie i czasu brakuje na to i owo. Dodatkowo w tym tygodniu w ramach wspominanych już wcześniej Nowych Obowiązków w http://www.gazeta.pl (pozdrawiam Strembola i JKŚ) udało mi się zaliczyć dyżur rozpoczynający się o szóstej rano. Dla mnie to jest rozpacz na kółkach. Taka pora, ech… Lekko wybiło mnie to wszystko z rytmu życia, były też inne huczne wydarzenia, o czym na razie Sza i Oversa! 🙂 Więc tak wyszło. Ale dzisiaj odrabiam część zaległości. 🙂 No i co ciekawe, okazało się, że wpis za długi, więc dzielić go trzeba. 🙂 🙂 🙂
Kryzys w Prokomie
Oczywiście tematem tygodnia są porządki, albo jak kto woli – bałagan, w Prokomie Trefl Sopot. Oczywiście, moje ulubione forum szaleje, ale są powody. Fakty są proste – trener Eugeniusz Kijewski wyrzucił z pracy rzucającego Justina Hamiltona i swojego wiernego II trenera Jacka Winnickiego. Na razie nikt ich nie zastąpił (Hamiltona nie można, Winnickiego – jak?!). No i wszyscy się burzą i szemrzą. Kibice szykują jakąś akcję protestacyjną podczas meczu z Unią. Będzie gorąco.
Najpierw cztery uwagi ogólne.
1. Nie znam żadnych tajnych szczegółów tej sprawy, jedynie dokładnie ją prześledziłem w mediach. Moje myśli są tylko myślami.
2. Niedawno sam namawiałem trenera Kijewskiego do pokazania, kto w zespole Prokomu rządzi. Więc w sumie się nie dziwię, że coś takiego miało miejsce. Kłopot w tym, czy trener Kijewski pociągnął za właściwe sznurki.
3. Czy ktoś sobie wyobraża np. Huseyina Besoka i jego pół miliona euro (czy innych talarów) kontraktu na przyszły sezon w Pucharze ULEB lub co gorsza FIBA? Nie ma mowy – Prokom po prostu musi wygrać w Polsce i tyle. Jeśli nie wygra, co robi się możliwe – będzie bardzo źle.
4. Zdecydowanie uważam, że decyzje w sprawie Hamiltona i Winnickiego są szokujące. Zdecydowanie uważam, że wszystkim nam należy się szansa, żeby się przekonać, co by było, gdyby ktoś inny niż Pan Trener Eugeniusz Kijewski poprowadził Prokom Trefl Sopot. Nadszedł na to najwyższy czas i to gdzieś koło roku 2005. Ale… no właśnie, nie byłbym sobą, gdybym nie miał jakiegoś 'ale'. Ale o tym poniżej.
No to po kolei:
Odejście Justina Hamiltona. Najlepszy niski obrońca w zespole wydalony, ponoć z wielką furą pieniędzy na do widzenia, i od razu przytulony przez Pamesę Walencja. Nic dziwnego. Dobry zawodnik i chyba nie jakiś wariat, który robi kłopoty. Koledzy z zespołu mówili mi, że się w ogóle nie odzywa całymi dniami. Czy to źle? Nie wiem, może miał niewerbalny wspólny język z trenerem… 🙂 Ale poważnie – z Pacesasem, Atkinsem, Dalmau i Slaniną na obwodzie Prokom stąpa po kruchym lodzie. Jedna kontuzja w play-off rodzi wielki kłopot. Kibice pytają, kto teraz pokryje Kelatiego, Olivera czy Plutę? Ja odpowiadam, każdy z wyżej wymienionych poza Pacesasem. To są zawodnicy światowego formatu i nawet jeśli na światowym formacie bronią przeciętnie, to jest i tak poziom ponadpolski.
Wracając do Justina. Ja bym go wolał mieć w zespole. Jeśli więc chodziło o pokazanie, że nikt nie jest bezpieczny w tej drużynie (jak mówił w naszym '4×10' Leszek Karwowski), to było paru innych kandydatów do pomachania na do widzenia. Moim zdaniem dużo lepszych.
Choć tak naprawdę to winny jest sam Kijewski. Zmontował taką ekipę, która chcąc nie chcąc musiała się poczuć niezadowolona. 12 graczy chcących grać po 30 minut, to 360 minut, czyli o 160 za dużo. Tu musiały być konflikty i to było jasne już przed sezonem. Tak umierają bajki o konieczności posiadania 12 równych graczy w Eurolidze. Wywalając Hamiltona, trener Kijewski sam zrobił z siebie mniej zdolnego z braci Grimm.
Odejście Jacka Winnickiego. Dla mnie to szok jeszcze większy. Pomijam już nawet głęboką, fatalną nielojalność wobec wiernego – jak się wydaje – współpracownika. (A w sporcie moim zdaniem lojalność to absolutnie priorytet). Wygląda to po prostu na strzał samobójczy. Prokom z Kijewskim to w latach 2000-2003 zero tytułów mistrzowskich. Prokom z Kijewskim i Winnickim to w latach 2003-2006 trzy mistrzostwa. Liczni świadkowie mówią, co nie było nigdy zarzutem wobec Kijewskiego, że Winnicki był bardzo aktywny w czasie treningów i przygotowań do meczów (wideo), a nawet niewidomy w słuchawkach chyba w czasie meczu widział jego rolę przy ławce. W ostatnich kilku sezonach wiele było sytuacji w zespole, w których rola Winnickiego i jego wpływ na taktykę była bardzo pozytywna i oczywista.
Z drugiej strony od kilku lat spotykam Jacka Winnickiego przy różnych okazjach koszykarskich i jest dla mnie oczywiste, że nie jest to człowiek arcysympatyczny, z którym spędziłoby się dwa miesiące wakacji żeglując między koralowymi rafami. Jego charakter i jego prawo. Tak jednak było od zawsze i raczej nie zmieniło się ostatnio. Podnoszenie w czasie sezonu, że odejście Winnickiego oczyści atmosferę to jakaś bzdura. Nie jest to przecież cyborg z wgranym na stałe programem komputerowym, ale żywy człowiek, którego zachowanie jego szef może kontrolować. Ludzie potrafią się zmieniać, pod odpowiednim kierownictwem.
A poza tym, nikt nie powiedział, że trener musi być sympatyczny. Ważne, żeby był fachowcem. I chyba tylko w zespole o tak rozluźnionych zasadach pracy w zespole, jakim jest teraz Prokom, jest możliwe, żeby trudny charakter drugiego trenera mógł stanowić temat numer jeden.
Kto będzie nowym asystentem? Pacesas zaprzecza, żeby była taka możliwość, że on. Może więc któryś z legendarnych (dla mnie przynajmniej) trenerów z Litwy, którzy pracują w Prokomie z młodzieżą? A może Jacek Łączyński? Albo Jan Jargiełło, ceniony przez prezesa Wierzbickiego, kiedyś trener mistrza Polski Wybrzeża Gdańsk (lata 70.). Też pracuje w klubie. Opcji jest wiele i wcale nie uważam, żeby te wymienione powyżej były bez sensu. Ale czy wniosą oni tyle do gry Prokomu co Winnicki?
Ja jeszcze namawiam raz jeszcze trenera Kijewskiego do zrobienia przy tej okazji porządków na ławce. Obok głównego trenera powinni siedzieć asystenci. Nie bez powodu ci z innych zespołów coś notują w czasie meczu i ciągle są ze sobą w kontakcie. Nie bez powodu w Turowie, Śląsku, Anwilu, Kagerze i Polpaku jest ich więcej niż jeden i są to na ogół młodzi ludzie pełni pokory i chęci do pracy jednocześnie. Nie bez powodu lekarze, kierownicy, dyrektorzy, prezesi, kierowcy i inni mistrzowie garniturów siedzą w innych zespołach W NAJLEPSZYM WYPADKU na końcu ławki, a najlepiej na trybunach. I nie bez powodu faceci w krótkich spodenkach (lub dresie) są nazywani zawodnikami i raczej do prowadzenia zespołu podczas meczu wtrącać się nie powinni.
W całej tej historii Winnickiego i Hamiltona pozostaje jedna jeszcze możliwość. Że stało się coś, o czym kompletnie nic nie wiemy. Coś poważnego, po czym trener Kijewski musiał wywalić na bruk obu panów. To możliwe, ale… zaprzecza temu reakcja szefów klubu. Którzy na pewno o czymś takim by wiedzieli i nie mówiliby wtedy, że odejście panów H i W to dla nich tragedia. (Choć chyba o panu W tego nie mówili, nieważne…) 🙂
Co dalej? W sumie moim zdaniem najwięcej zależy od tego, czy trenerowi Kijewskiemu, pod coraz większą presją – na własne życzenie! – pracującemu, uda się zapanować nad wzburzonym wokół niego morzem. Kamienne twarze na konferencjach prasowych nikogo nie mylą, ani on tam być nie chce, ani dziennikarze (w większości!) jego tam nie chcą. Zawodnicy – to samo. Działacze – co zadziwiające – coraz głośniej przyznają temu rację w mniej lub bardziej nieoficjalnych rozmowach. Kibice szaleją. Jeśli to się nie uspokoi, każda sytuacja meczowa, zła zmiana, kilka niecelnych rzutów, od razu będzie powodowało reakcje łańcuchowe. Kijewski na to nie może pozwolić.
Więc ma dwa wyjścia:
1. albo teraz pokaże klasę (i nie nabijam się wcale), taką zwyczajną, ludzką, a także trenerską – czyli wykona kilka spektakularnych ruchów trenerskich (zmieni akcenty w zespole, zapędzi zespół do pracy, postawi odpowiednie założenia przed zespołem i będzie je egzekwował), porozmawia z zawodnikami (wreszcie!), znajdzie role odpowiednie dla najważniejszych (czyli sprawi, że przynajmniej połowa zawodników nie będzie nieszczęśliwa – teraz nieszczęśliwi są wszyscy), a także wreszcie (na boga!) doceni rolę Pi-Aru, udzieli jakiegoś mocnego wywiadu, w którym NA POWAŻNIE wytłumaczy się z zarzutów i nie będzie się schylał i uśmiechał, tylko mocno powie, co chce zrobić;
2. albo schowa się znów do mysiej dziury i będzie liczył na to, że skłócona ekipa samą siłą umiejętności koszykarskich to wszystko wygra.
Ja polecam jednak wyjście 1 i nikt mnie nie przekona, że Kijewski teraz może zrobić nic.
Oczywiście, prezes Krauze, który sam o tym przecież decyduje, może zmienić teraz trenera i mam wrażenie, że nie tylko całe Trójmiasto, ale i Rumia, Reda i Krokowa na to czekają. Tylko co to da? Na pewno to niepopularny teraz pogląd, ale wbrew wszystkiemu odradzałbym taki ruch. Po pierwsze, kto za niego? Niektórzy odpowiedzą, ktokolwiek! Ale to nieprawda. To jest naprawdę trudny zespół, to są czołowi europejscy zawodnicy, zmian w składzie robić nie można, więc trzeba tęgiego fachowca, a skąd go wziąć? Daję słowo, że Mariusz Karol, Jarosław Zyskowski, Jacek Gembal, ani nawet Mirosław Alojzy 🙂 sobie z nim nie daliby rady, choćby razem zjedli tysiąc kotletów.
Po drugie, jest dość późno jeśli chodzi o sezon, najbliższy miesiąc Prokom spędzi w rozjazdach (mecze gra co trzy dni!) i nie ma kiedy trenować, a potem jest już play-off, w którym już w ćwierćfinale można trafić na morderczy Anwil. Zmiana dla zmiany? Dla uspokojenia kibiców? Chyba nie warto i uważam, że Kijewski – ale zreformowany Kijewski – powinien skończyć ten sezon.
Dla kibiców Prokomu, którzy już od miesięcy nie zajmują się koszykówką tylko – za przeproszeniem – gderaniem, istnieje tylko jedno wyjście – dymisja 'Kijka'. Ja nie bajdurzę o wynikach, które go bronią (choć nie da się zaprzeczyć 1. miejscu w lidze i awansowi w Eurolidze), ale mówię raz jeszcze – nie teraz. Jeśli macie dość gadania Waszego trenera o tym, co mu przeszkodziło w wygranej, dobrej grze itp., to nie wpędzajcie jego następcy w sytuację, w której będzie musiał mówić to samo. Bo nie da rady przygotować tego zespołu na nowo. Można było zmieniać miesiąc temu, nawet dwa, ale nie teraz.
Za to dziwię się, że tak potężny specjalista od Pi-Aru – jakim na pewno jest Ryszard Krauze – nie umie sobie poradzić z taką zawieruchą jaka jest wokół jego trenera. I jak w ogóle może do tego dopuścić, żeby nazwa jego firmy padała w tak złych kontekstach. (Choć może w sąsiedniej Arce Gdynia mają większe kłopoty, czy Prokom nie był tam wtedy przypadkiem sponsorem, kiedy Wojciech W. z Jackiem M. kręcili lody?). Aż mi się nie chce wierzyć, że Pana BigRysia aż tak bardzo jego mistrzowski klub nie interesuje…