Ależ się działo! Finał 2008 zrobił się pasjonujący i wielowątkowy, co tylko może cieszyć. Paradoksalnie, w dzisiejszym brutalnym świecie mediów zbrukowcowanych (spójrzcie na tytuły linków w Gazeta.pl, na głównej stronie), taka sytuacja jak w meczu 4 może tylko pomóc w popularności koszykówki. Dody co prawda nie mieliśmy na meczu gwiazd, ale za to od czego mamy Milana G…
Oczywiście, nie cieszę się, ale skoro od miesięcy jestem w depresji, że dobra koszykówka, fajne mecze, ciekawa liga, być może także fajne transmisje – to wszystko nie pomaga w promocji koszykówki, to może pomoże brud i bagno? Niech pomoże cokolwiek, bylebyśmy tego na siłę nie kreowali. Wszyscy wiemy, że koszykówka jest warta największej popularności.
Ale do rzeczy, najpierw link – bo tam już coś o sprawie pisałem.
A teraz o samej bójce. Na podstawie filmu z youtube głównie, ale i własnego doświadczenia i refleksji.
Po pierwsze, oglądając sprawę na zwolnionych powtórkach wydawało mi się, że Thomas Kelati jakiejś prowokacji jednak dokonał. Jednak na normalnych obrotach widać, że on się po prostu odwrócił w stronę Gurovicia, który wykonał bardzo mocny faul. I od razu dostał w czambuł.
To pierwszy atak Gurovicia. Drugi nastąpił po pchnięciu w plecy przez Iwo Kitzingera, ale widać wyraźnie, że Gurović nie był bynajmniej uspokojony. On czekał (!) na odpowiedni moment, żeby zaatakować Kelatiego jeszcze raz. Wykorzystał więc zbliżenie rywala spowodowane przez pchnięcie Iwo Kitzingera w plecy, i walnął po raz drugi. Potem mija kilkanaście sekund i Gurović – moim zdaniem – nadal czeka, aż będzie moment na atak. I kiedy wszyscy są już spokojni, wyrywa się Ljubotinie i atakuje trzeci raz. Chyba Kelatiego, ale co najmniej dwa razy wyprowadza ciosy w kierunku Kelatiego i później innego zawodnika Turowa.
(Publiczność w tym momencie skanduje 'Milan Gurović' – w czasie transmisji komentował to Tomek Jankowski, nie ja – co z moją wrażliwością uważam za spory skandal, ale jak wiadomo z wielu naszych dyskusji na blogu i gdzie indziej, nie mam wrażliwości kibola. Gdybym był kibicem Prokomu w tym momencie Gurović rujnowałby moje szanse na mistrzostwo, a nie walczył o nie, a chyba o to w tej całej zabawie chodzi, a nie o to, żeby przy okazji meczów dowalić z pięści złym przeciwnikom).
Przechodząc do konkretów, moim zdaniem (podkreślam) nie ma porównania tej sytuacji z akcją Daniels – Sulović sprzed pół roku (obaj pauzowali po meczu). Tam MOCNO SPROWOKOWANY Daniels uderzył rywala raz. I sprawa się skończyła. Tu NIESPROWOKOWANY (a nawet prowokujący Kelatiego jakimś dziwnym machaniem rękami przed nosem) Gurović atakuje dwa razy w amoku i trzeci raz z premedytacją.
Zmierzam oczywiście do wymiaru kary. Pieniądze grają drugorzędną rolę, i tak najprawdopodobniej kary indywidualne zapłaci klub. Ważne są mecze dyskwalifikacji. Prezes Janusz Wierzbowski wymierzy swoją karę (może to już się stało, ten wpis powstaje wyjątkowo długo), ale ja za każdy atak dałbym jeden mecz kary. Łącznie trzy. To były oddzielne ataki, oddzielne ciosy. No dobrze, ewentualnie mógłbym się zgodzić z argumentem, że to były dwie sekwencje – dwa mecze dyskwalifikacji. I tak samo – za atak Kitzingera na Gurovicia – także jeden mecz kary – za agresję i atak na rywala w momencie bójki, czyli właśnie wtedy, kiedy od koszykarzy oczekujemy braku agresji.
Dodatkowy argument za mocną karą Gurovicia – pełna premedytacja. On mówi coś o prowokacji ze strony Kelatiego, ale nikt tego nie widział. Jeśli coś takiego zobaczę na filmie, zmienię zdanie. Ale jest jeszcze jeden argument – były ostrzeżenia po meczu 2. Po przepychance przed meczem była mowa o tym, że kary finansowe są wysokie, żeby ostrzec, żeby więcej nie było niesportowych zachowań. I co? To teraz pustosłowie?
I jeszcze o porównaniach kar. Kiedyś Michael Hawkins za sprowokowane uderzenie rywala dostał cztery mecze dyskwalifikacji. W tym kontekście Gurović powinien 'wisieć' z 10 meczów. Ale – od tamtego czasu zmieniono przepisy regulaminu. Wtedy 4 mecze to było minimum przy naruszeniu nietykalności cielesnej. Teraz to minimum to jeden mecz. Dla mnie jednak to nie była akcja na minimum.
Kiedy Brandun Hughes bił po meczu Dawida Witosa, dostał pół roku dyskwalifikacji (dobrze pamiętam?). To była podobna sytuacja, bo z premedytacją, poza grą, po 'ostudzeniu'. Dla mnie kara dla Gurovicia powinna iść w tę stronę.
Co powie prezes? Zobaczymy. W każdym razie dobitnie chciałem podkreślić, że kara o grubej dyskwalifikacji nie będzie wpływaniem na wynik finału przy zielonym stoliku. To Gurović wpłynął na wynik, a nie prezes, który ma tylko wyjąć regulamin, przymierzyć zachowanie zawodnika to paragrafów i porównać z innymi tego typu przypadkami, ocenić stopień premedytacji i liczbę ataków, a potem wydać wyrok.
—
Warto też pochwalić sędziów. Poza dyskusyjną kwestią zastosowania przepisu o wejściu z ławki podczas bójki zachowali się perfekcyjnie. Widać na filmie, jak jeden z nich rozdziela bijących się, drugi obserwuje sytuację, a trzeci dba o to, żeby na boisko nie wchodzili żadni kolejni zawodnicy z ławki. Kary po naradzie też były adekwatne, z wyjątkiem Kitzingera, którego zachowania mogli nie zauważyć, a także z wyjątkiem tych ławek (o czym poniżej). Dyskwalifikacja z meczu dla Gurovicia ewidentna, techniczny dla aktywnego Kelatiego również, techniczne dla ławek także (są przewidziane także w wypadku dyskwalifikacji za wbiegnięcie z ławki zawodników, o czym niżej). Brawo dla panów Marka Ćmikiewicza, Jakuba Zamojskiego i Andrzeja Zalewskiego.
Za cały mecz również, bo choć mnie osobiście akcja 'zero tolerancji dla dotyku' nie odpowiada, wolę trochę gry przy nieistotnych zetknięciach, albo przy czapie Sowa na Witce, ale panowie taką linię obrali i konsekwentnie trzymali się jej przez cały mecz. I mieli do tego prawo.
—
O sprawie wbiegnięcia na boisko z ławki podczas bójki słów kilka. Przepis jest jasny: kto opuszcza strefę ławki w czasie bójki MUSI być zdyskwalifikowany (jest nawet takie podkreślenie w tekście przepisów!). Dodam od razu, bo to może być źle zrozumiane, chodzi o usunięcie zawodnika z tego meczu, a nie z jakichś następnych (tak dzieje się w NBA, w FIBA nie ma takiego przepisu). Nie było więc mowy o zakończeniu finału czy walkowerze w meczu 4, nawet gdyby zdyskwalifikować całe ławki (o tym za chwilę), bo i tak było w grze wystarczająco dużo zawodników (jak wiadomo, do kontynuowania meczu wystarczy dwóch z jednego zespołu).
Przepis jest jasny i ma na celu zminimalizowanie ryzyka bójki totalnej, czyli takiej, w której uczestniczą wszyscy zawodnicy. Jeśli nawet wybuchnie bój na pięści 5×5, to jest to do opanowania dla trzech sędziów i dwóch trenerów (oni mają prawo wejść na parkiet, żeby rozdzielać, tylko oni!). 12×12 już nie za bardzo.
W Sopocie bez wątpienia wszyscy, którzy wbiegli, nie chcieli lać, ale rozdzielać. Widać to wyraźnie po zachowaniu Jovo Stanojevicia i Tomasa Masiulisa oraz Roberta Witki. A jednak to nie ma większego znaczenia, bo to nie oni są od tego (mówią o tym WYRAŹNIE przepisy).
Była taka – bardzo słynna w USA – historia w latach 70., w której brali udział koszykarze Los Angeles Lakers (Kermit Washington) i Houston Rockets (Rudy Tomjanovich). Washington wdał się w bójkę z jakimś innym zawodnikiem Rockets, a Tomjanovich biegł z ławki, żeby ich rozdzielać. Nie dobiegł, bo kątem oka zobaczył go Washington i myśląc, że Tomjanovich atakuje, z półobrotu potężnym ciosem potężną pięścią przywalił mu prosto w twarz. Tomjanovich stracił przytomność, przez wiele tygodni był w śpiączce, z trudem przeżył, do dzisiaj jest pokancerowany na twarzy.
Nie wiem, czy właśnie ta sprawa nie była przypadkiem inspiracją do wprowadzenia tego przepisu o ławce i bójce. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Gurović zobaczył dobiegających z ławki siedmiu turowiaków z podniesionymi pięściami. Oni (oraz prokomiacy) MUSIELI zostać na ławce.
I teraz – biorąc pod uwagę literę i DUCHA przepisów – fakty. Obejrzałem dokładnie film na youtube.com z naszej transmisji (jutro postaram się, żeby pojawił się film lepszej jakości na Sport.pl) i zobaczyłem co następuje. W momencie pierwszych ciosów Gurovicia i pchnięcia Kitzingera ze strony Turowa na boisko wchodzi bez wątpienia Robert Witka, który pojawia się z ławki w samym centrum zamieszania i choć jest bierny, to bez wątpienia jest. Krok na boisko robi też Dragisa Drobnjak, ale – I TO WAŻNE – tylko po to, żeby szeroko rozłożyć ręce i pokazać kolegom z ławki, żeby nie wchodzili na boisko. Widać to wyraźnie w pierwszej części filmu, bez powtórek. Jest wyraźna intencja Drobnjaka i wyraźna przerwa między nim a ogniskiem bójki. To samo dotyczy Rodrigueza, który idzie szeroko, więc nie trafia w ręce Drobnjaka, ale po chwili przypomina sobie o sprawie i cofa się. Drobnjak – prawdziwy kapitan, zaprawiony w bałkańskich bojach, wie, co grozi zespołowi, gdy ławka rusza na boisko.
Poza Witką na boisko wchodzi także rezerwowy (spoza składu) Maciej Strzelecki, który łapie w pół Kelatiego. Reszta zawodników Turowa pojawia się na boisku dużo później, kiedy już jest spokojnie, a który to spokój przerywa jeszcze raz Gurović ponownym atakiem. Wtedy widać na parkiecie kilku kolejnych zawodników Turowa, ale moim zdaniem w tym przepisie chodzi o ten pierwszy moment bójki, o to, żeby nie wchodzili oni (jak Witka) w ogień walki. Dlatego ich zachowanie – bo pozostali na ławce w pierwszym momencie – można potraktować inaczej.
Teraz Prokom. Od razu (!) w momencie bójki biegiem ruszają z ławki w stronę zamieszania Pape Sow, Donatas Slanina i Jovo Stanojević, którzy docierają do bijących się. Ewidentna sprawa. Kilka kroków na boisko robią też Simonas Serapinas i Przemysław Zamojski, ale oni zawracają – sprawa podobna jak z Rodriguezem, nie ma tu łączności z bójką, choć obaj poszli trochę za daleko – ale bądźmy ludźmi. Tymczasem jedynym, który zachował się jak koszykarz, był w Prokomie Tim Kisner. Zapewne ogląda non stop NBA i wiedział, o co chodzi. Został na miejscu. Kiedy spojrzałem na ławkę Prokomu tuż po awanturze nie było tam nikogo poza Kisnerem i jego nieodłącznym ręcznikiem. Też ciekawe, różnica znacząca – NIKT w sztabie mistrzów Polski nie zainteresował się tym, żeby zadbać (jak Drobnjak), żeby ławka została na ławce. Spóźniona nieco była tylko reakcja Romana Tymańskiego, który próbował ściągać z parkietu zawodników po ich wejściu. Nie mógł zatrzymywać kolegów na pewno kapitan, bo właśnie młócił kogo popadło, ale na pewno takie osoby powinny się w sztabie Prokomu znaleźć. To samo pisałem o zachowaniu asystenta trenera Turowa podczas awantury przed meczem 2 – on powinien gasić, a nie wodą atakować.
Dlatego według mnie zgodnie z przepisem do dyskwalifikacji nadawali się: Witka oraz Sow, Slanina i Stanojević. Także Strzelecki, ale on nie był w protokole, więc to sprawa porządkowa, a nie sportowa. Ewidentnie pogwałcili przepis. Pozostali nie wkroczyli w ogień bójki. Jeden czy dwa kroki w stronę boiska to naturalna reakcja, gdy biją kolegę, a nie dramat. Moim zdaniem to byłoby sprawiedliwe i zgodne z przepisem oraz rzeczywistością, choć oczywiście jest jasne, że sędziom było bardzo trudno wyłowić nazwiska w całym zamieszaniu (Witkę i Stanojevicia najłatwiej, bo pierwszy stał w samym środku, a drugi popchnął sędziego). Wideo by pomogło – o tak! – i dlatego absolutnie do listy momentów w meczu, kiedy wideo można używać dopisuję – obok ostatniej sekundy meczu – także bójkę. Ona by wyłowiła Kitzingera i wbiegających, co wiele by dało.
Rozmawiałem z sędziami o tym i mówią o tym, że ten przepis jest kontrowersyjny. Że jest zalecenie, żeby tych, którzy odciągają bijących się, a nie biją, oszczędzić. Ale ten przepis jest i w kontekście sprawy Washington-Tomjanovich ma wielki sens! Argument, że nie byłoby kim grać meczu, jest dla mnie równie bzdurny, jak argument, że lejącego na odlew Gurovicia nie można na długo zdyskwalifikować, bo to by rozstrzygało o wyniku przy zielonym stoliku. To nie jest zielony stolik i decyzja prezesa, to Gurović i wbiegający na boisko zdecydowali o swoim losie i losie zespołów! A ich trzeba (było) tylko ukarać zgodnie z zasadami gry i regulaminem PLK. (Per analogiam, to klub Prokom zdecydował o swoim losie, zatrudniając Gurovicia, a nie prezes ligi, go dyskwalifikując zgodnie z zasadami i rachunkiem krzywd).
Jeszcze raz podkreślam – tym czterem graczom należało się usunięcie z meczu 4, ale na pewno nie żadna dyskwalifikacja na kolejne mecze. Ot, to taka sama sytuacja, jak z pięcioma faulami. Po prostu, przepis mówi, że nie mogą dalej grać i koniec.
—
A o sporcie? Też warto, mimo że bójka zdominowała (słusznie) dyskusje. Bo mimo wszystko (czyli mimo wyników) Turów w tej parze meczów stracił dwie wielkie szanse na wygranie na wyjeździe i właściwie zakończenie rywalizacji. Przy 3:1 (nie mówiąc o 4:0) nie byłoby o czym mówić już chyba. I teraz kwestia – czy Turów te sytuacje na wygranie meczu sam sobie stwarza w każdym spotkaniu i czasami je wykorzystuje, bo po prostu jest dobrym zespołem, na mistrzowskim poziomie? Czy też moc Prokomu jest jednak wielka, że nawet przy kłopotach, dają sobie radę, wygrywając mecze dzięki takim zawodnikom jak dziesiąty w rotacji Simonas Serapinas, który też jest gwiazdą?
To pytanie ciekawe, na które nie znam odpowiedzi. Ale sądzę również, że udzielenie tej odpowiedzi niewiele da nam w próbie oceny szans zespołów w kolejnych meczach. Każde spotkanie to inna historia, inni bohaterowie (w Prokomie), lub – jak w przypadku Logana i Kelatiego – bohaterowie, którzy dostosowują się do systemu obrony rywala, wznoszą na wysoki poziom niedostępny dla niemal żadnego zawodnika w tej lidze.
Dlatego w żadnym z nadchodzących trzech meczów nie można moim zdaniem przewidzieć, co się zdarzy. Wszystko zależy od spokoju zespołów, ustawienia piątek na boisku, proporcji minut, skuteczności trafiania z czystych lub półczystych pozycji, trafień spod kosza Drobnjaka czy Stanojevicia oraz czy Andres Rodriguez trafi swoje dwie trójki czy żadnej. Żadne szczęście czy psychika czy presja (zwłaszcza nie wierzę w nią w Turowie) nie będą miały znaczenia decydującego, ewentualnie pomocnicze.
Przy tym jestem zdania, że bez Milana Gurovicia Prokomowi będzie bardzo, bardzo trudno wygrywać. Pokazały to po części mecze 1 i 2, a to co stało się w drugiej połowie meczu 4 zostanie dogłębnie zanalizowane w sztabie Turowa i na pewno się nie powtórzy. Bez Gurovicia mecz(e) Turów – Prokom – zwłaszcza w Zgorzelcu – będą w mojej opinii wyglądały tak, jak ostatni mecz Turów – Śląsk bez Atkinsa i Homana. Piękna walka, równe spotkanie, a na koniec 10-15 punktów wygranej zgorzelczan. Dlaczego? Bo Gurović to jedyny zawodnik Prokomu, na którego nie było dla Turowa odpowiedzi ani indywidualnej, ani ze strony 'systemu'. Pozostali w mniejszym lub większym stopniu są do zatrzymania.
Ale z Milanem czy bez niego, to będzie dalej fascynujący finał, w którym na pewno Prokom nie powiedział ostatniego słowa. A Turów nie przestanie zadziwiać, robiąc akcje niezwykłe i całkiem zwykłe. Warto oglądać!
Dlatego zakładając, że Gurović w meczu 5 nie zagra, typuję już dzisiaj: Turów – Prokom +13.
PS. Z ostatniej chwili. Mecz 5 pokazujemy w Polsacie Sport w środę od godz. 17.50, a może nawet od 17.30, jeśli uda się zrobić przedmeczowe studio specjalne. Mecz 6 w TV4 w sobotę o godz. 15. 🙂
REKLAMA