Dwa lata

Ten komunikat mówi wszystko. (W odróżnieniu od niektórych tekstów, które promowały wersję, że Polsat nie chce już koszykówki – to nieprawda). A więc po wszystkim.

Abstrahując już od tego, co czeka mnie w najbliższej przyszłości zawodowej (w sierpniu rozpoczynam nowe prace), to jest to okazja do podziękowań.

Dziękuję więc za te fantastyczne dwa lata wszystkim, dzięki którym mogłem je przeżywać.

Marianowi Kmicie za profesjonalizm, szansę i wsparcie.

Współkomentatorom – Mirosławowi Alojzemu, Tomkowi Jankowskiemu i Darkowi Parzeńskiemu – za walkę na desce (tzn. pulpicie komentatorskim) i we wszystkich innych miejscach.

Wywiadowcom – Marcinowi Murasowi i Bartkowi Masłowskiemu – za celność.

Wydawcy – Adamowi Wasiewiczowi (a także kilku innym, w zastępstwie) – za profesjonalizm i wieczny humor.

Wozowi i OPERATOROM (nie mylić z kamerzystą!) – anonimowym i bardziej znanym – za zawsze pozytywne wibracje (w słuchawkach).

Realizatorom – za to, że na ogół nie było nas widać.

Kierownikom – za cierpliwość do mnie. 🙂 

Wszystkim innym znajomym po linii polsatowskiej za owocną współpracę.

Wszystkim spotykanym na miejscach transmisji (ludziom z klubów i hoteli) – za pomoc i życzliwość. 

No i Wam – widzom. Jeśli się dobrze wspólnie bawiliśmy, to za to właśnie. A jeśli nie – to za to, że rzuciliście okiem.

Aha – specjalne podziękowania dla panów policjantów za około 70 punktów. Wynik prawie jak Turów na wyjeździe! 

Do zobaczenia – bo to na pewno nie koniec. 🙂 

(PS. Więcej podziękowań już wkrótce). 

Wojciech Zieliński…

Zmarł w sobotę. To wielka strata dla polskiego dziennikarstwa, choć Wojtek od kilku lat był na marginesie wielkiego komentowania. A szkoda, bo to wspaniały człowiek, z wielką pasją do sportu i talentem.

Dla Niego zapewne byłem tylko jednym z wielu, ale On dla mnie na zawsze pozostanie tym, który pierwszy nałożył mi słuchawki na głowę i powiedział: ‚Mów’. Dzięki niemu gdzieś koło 1996 roku miałem możliwość kilka razy odezwać się na antenie TVP przy relacjach z meczów pruszkowskich koszykarzy. To dzięki niemu w wielkim stopniu jestem tu, gdzie jestem. Zawsze będę mu za to niesłychanie wdzięczny, choć nigdy mu tego nie powiedziałem, licząc na to, że przecież za chwilę spotkamy się na kolejnym meczu. Albo – z niezrównanym kompanem – gdzieś na jakimś wyjeździe.

Kochał koszykówkę. Nie tak jak siatkówkę, ale potrafił pokazać pasję do tego sportu. Teraz, kiedy koszykówka wraca do TVP, mógł znów zasiąść za mikrofonem i szaleć – jak zwykle.

Wojtku, dziękuję. Na zawsze zostaniesz w mojej pamięci.

W kilkunastu zdaniach na koniec o każdym (cz. 2)

To jest ciąg dalszy wpisu z wczoraj (jest poniżej). Podsumowanie ostatniego sezonu ostateczne i jedyne oraz kilka myśli w przód. 🙂

AZS Koszalin

Zaskakujący, ekscytujący i ogólnie świetny sezon dla AZS. Trener Dariusz Szczubiał pokazał, że w pewnych zadaniach jest mistrzem. Ma swoją koncepcję, wie, kogo potrzebuje, i steruje dobrze zespołem walczącym z dołu o miejsce w górnej połówce. No – tym razem wyszedł dokładnie środek, ale licząc, że w zasadzie zespołów było 14, to połówka górna. Zresztą – co tam gadać – liczył się play-off i wygrany mecz z Prokomem. Ciekawe, co będzie dalej. Zespół zapewne podobny, ale czy uda się pójść w górę? Czy choćby obronić pozycję? Czy zostaną weterani? Czy to dalej będzie ciekawe?

Plan ligowy wykonany na:

100 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

D.J. Thompsonem – nie podobał mi się na początku, ale później grał super, gdzie jest ciąg dalszy?

Jeffem Nordgaardem – superzawodnik, superfacet, ile jeszcze jest w stanie dać zespołowi?

George'em Reesem – zawsze solidny, ale czy zostanie w Polsce?

Christianem Burnsem – świetne warunki, ale mimo braku głowy mógłby być gwiazdą AZS w najbliższym sezonie

Kotwica Kołobrzeg

Była chyba szansa w tym sezonie zrobić nieco więcej. Ale play-off dla Kotwicy to naprawdę wiele. Tym bardziej, że trzon zespołu wygląda na stabilny, jeśli – JEŚLI! – uda się przełamać kłopoty z finansami, o których słychać tu i ówdzie (prawda to, ili plotka jeno?). Wielu zawodników bardzo ciekawych znalazło się w Kołobrzegu dzięki Arkadiuszowi Konieckiemu. Czy wybitnie inteligentny koszykarz, jakim był Sebastian Machowski, jako trener pokaże w Kotwicy jeszcze więcej? Dużo zagadek…

Plan ligowy wykonany na:

80 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Chrisem Danielsem – bardzo bym go chciał zobaczyć w zespole polskiej czołówki

Brandonem Armstrongiem – wrócił do sportu nieźle, ale może chyba jeszcze iść znów w górę

Seftonem Barrettem – zawsze przyjemnie popatrzeć

Tomaszem Mrożkiem – król trójek da jeszcze radę?

Gabrielem Szalayem – intrygujący wzrost, czy dołoży umiejętności?

Bank BPS Basket Kwidzyn

Smutna historia. Oczywiście mówię o rozstaniu z trenerem Mariuszem Karolem, który ze składem na 12. miejsce najwyżej zrobił w Kwidzynie zespół na ósemkę. Skończyło się zatrudnieniem Jarosława Zyskowskiego i porażką 0:2 w eliminacjach do play-off. Mogło być inaczej… Ale cóż. Prezesa Mirosława Potulskiego już w klubie nie ma, więc wszystko zaczyna się od nowa. Zespołu też w zasadzie nie ma. Kto to poprowadzi? Może dojdzie do zamiany trenerów z Polpharmą? Kto tam zagra? Same zagadki. Fajne miejsce na fajny zespół, ale trochę szkoda zmarnowanej szansy.

Plan ligowy wykonany na:

50 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Piotrem Dąbrowskim – czy inny trener też w niego uwierzy?

Bartoszem Potulskim – zawsze lubiłem podających rozgrywających, ale w Potulskim trochę za mało było ostatnio koszykówki

Hubertem Mazurem – trochę wszystko stanęło w miejscu, dlaczego?

SPEC Polonia Warszawa

Ciągle to wszystko w Warszawie mocno chybotliwe. Polonia była o jeden mecz od spadku, a później o jeden mecz od play-off. Było sporo kłopotów i nerwów, a przecież miał być play-off, a w składzie pojawiło się wielu naprawdę fajnych i mocnych zawodników. Norman Richardson, Krzysztof Szubarga, David Lucas, Paul Miller – to spore atuty. Jest także zdolna młodzież, oby zdrowa nam była. No i ciągle poszukiwani kibice w liczbie większej niż 1000. No tak, ale w Warszawie przyciągają tylko wyniki i to bardzo dobre. Taki los.

Plan ligowy wykonany na:

20 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Normanem Richardsonem – czy jest dla niego miejsce na wyższym poziomie?

Krzysztofem Szubargą – cenię tego zawodnika, za nim świetny sezon, szkoda byłoby, gdyby znów poszedł w dół, czas na skok!

Paulem Millerem – świetne mecze przeplatane tragicznymi, ale to ciągle solidny środkowy

Kamilem Łączyńskim – spokoju potrzeba, zdrowie za nim przyjdzie

Energa Czarni Słupsk

Miał być najlepszy zespół w historii Słupska, a było o kroczek od spadku. Gdyby nie wygrana Śląska w ostatniej kolejce doszłoby do niemożliwego i trzeba byłoby Czarnych ratować dziką kartą (czy zaproszeniem, jak zwał, tak zwał). Przykład to poważny, że bez atmosfery i współpracy w większej grupie ludzi (trenerzy, zawodnicy, klub) nic się nie osiągnie. Ze składu Czarnych 2007/08 w Słupsku zapewne nie zostanie nikt. Po trzech latach stabilnego trzonu zespołu to ruch sensowny, ale ryzykowny. Nowy trener Andriej Podkowyrow to także zagadka. Ale w tym klubie potrzebny jest nowy start. Będzie ciekawie.

Plan ligowy wykonany na:

0 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Przemysławem Frasunkiewiczem – ciekawe, jaki jest dla niego następny klub…

Cedrikiem Bozemanem, Lee Humphreyem – słabość w Słupsku to ich wina? czy też to dobrzy gracze, na jakich się zapowiadali?

Mantasem Cesnauskisem – chyba kilka klubów w Polsce będzie go chciało…

Omarem Barlettem – ma swoje limity, ale na pozycji cztery w ścisłej czołówce w Polsce

Górnik Wałbrzych

W tym mieście i z tym budżetem osiągnąć to, co zrobił zespół Radosława Czerniaka, to naprawdę mistrzostwo świata. Pieniędzy w tym zespole i klubie nie było prawie wcale, a wyniki i ciekawa gra wystąpiły. Oczywiście, w ogólnym bilansie wyszło na to, że jedna porażka więcej spowodowałaby spadek, ale z drugiej strony Górnik był o krok od wejścia do play-off, a trzeba było widzieć miny ostrowian w czwartej kwarcie decydującego meczu eliminacji do ćwierćfinału, żeby to zrozumieć. W nowym sezonie będzie tu trener Jerzy Chudeusz, który na pewno jest właściwym człowiekiem na tym miejscu. I on i klub z Wałbrzycha mają sporo do pokazania w nowych rozgrywkach. Radosław Czerniak? Kompletnie, ale to kompletnie, mu się nie dziwię, że wybrał ofertę z ŁKS, w którym naprawdę dzieje się teraz sporo ciekawego.

Plan ligowy wykonany na:

100 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

J.J. Montgomerym – po wypowiedziach czuć, że facet zna swoją wartość… hmmm, naprawdę bym go chciał zobaczyć w lepszym zespole, żeby to zweryfikować.

Łukaszem Wichniarzem – ile razy jeszcze będzie musiał udowadniać, że jest zawodnikiem na ekstraligę? chyba już wiadomo

Krisem Clarksonem – przez trenera Czerniaka skazany na infamię. ciekawe, który z nich zrobi od dzisiaj większą karierę…

Ime Oduokiem – zbliża się chyba do pięćdziesiątki, ale idę o zakład, że nie widzieliśmy go po raz ostatni

Polpharma Starogard

Sezon katastrofalny, ale wygląda na to, że w Starogardzie dokładnie wyciągnęli wnioski z tego, co się stało. Świadczy o tym zatrudnienie trenera Mariusza Karola, idealnego w tym miejscu i czasie. Mam tylko prośbę, żeby mu pozwolić dokończyć sezon, bo inaczej nawet nie można człowieka nijak zweryfikować. I chyba warto dać mu zbudować drużynę po swojemu (znaczy karolowemu), bo pomysły z odgrzewaniem Dusana Bocevskiego czy odstawianiem Pawła Leończyka raczej by mu chyba do głowy nie przyszły. Co innego odgrzać Michaela Ansleya – jego gra od występów Macedończyka jednak w ostatnim sezonie znacząco się różniły. I dla kibiców w Starogardzie mam jeszcze dwa słowa: Jacek Jarecki. Najgorętszy moim zdaniem (i nie tylko moim) człowiek w tej lidze w tym okresie transferowym. Wygrała go Polpharma i to jest nie tylko zadziwiające, ale i krzepiące dla Was. Mam nadzieję, że ten chłopak pokaże to, co może pokazać.

Plan ligowy wykonany na:

0 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Pawłem Leończykiem – nadchodzi sezon prawdy: w 2009 roku to musi być murowany kandydat do reprezentacji

Łukaszem Majewskim – serce lwa, ale wygląda na to, że nie diabła kociewskiego

Kamilem Zakrzewskim – naprawdę nie ma miejsca w ekstralidze dla doświadczonego superszutera?

Donaldem Copelandem – niektórzy mówią: Euroliga! dla mnie zdecydowanie nie. kto ma rację?

Hernolem Hallem – zawsze przyjemnie się go ogląda. oby został w Polsce

Jarosławem Drewą – 24 lata, dwa sezony, cztery mecze, w sumie siedem i pół minuty, zero punktów -> nowy kontrakt w zawodowej lidze. o co chodzi?

I to by było na tyle. Trzy nowe zespoły w lidze – z Jarosławia, Inowrocławia i Poznania – wniosą wiele ożywienia, zwłaszcza Poznań. Eugeniusz Kijewski i Tomasz Jankowski (większy) – to będzie duet trenerski. A jak jeszcze pozostanie Józef McNaull na boisku, to już zupełnie będzie fascynująco.

Ale to dopiero za czas jakiś. Do zobaczenia.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

W kilkunastu zdaniach na koniec o każdym (cz. 1)

Pogodnie się zrobiło, więc i ja również – pogodny. I w tym tonie podsumuję po raz ostatni zakończony przed 18 dniami sezon. Jakże fajny i jakże obfity w ciekawe rzeczy. A więc w rozbiciu na kluby:

Prokom Trefl Sopot

Trudny sezon, ale sopocianie wyszli z niego obronną ręką. Potencjał na mistrzostwo był i został wykorzystany. Ciekawe, jak skończy się walka o władzę w klubie. Czy wygra stronnictwo prezesa Kaziemierza Wierzbickiego (w ostatnim sezonie będącego w cieniu), który ma teraz nowe wyzwanie: świetnie zorganizowany i bogaty klub siatkarski Trefl Gdańsk. Czy też decydujący głos należeć będzie do ludzi Tomasa Pacesasa i on sam zostanie trenerem? Z tego co słyszę, w klubie nie będzie już Prokomu, za to głośno będzie o Asseco. Wszystko to bardzo ciekawe, ale czy może być jeszcze ciekawiej niż było w poprzednim roku?

Plan ligowy wykonany na:

100 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Pape Sowem – gdzie jest przyszłość dla najlepszego obrońcy [SORY ZA 🙂 POMYŁKĘ] ligi?

Igorem Miliciciem – fajny zawodnik, ale chyba na trochę niższy poziom

Jovo Stanojeviciem – znajdzie dla siebie jeszcze klub na poziomie Euroligi?

Tomasem Masiulisem – koniec legendy w Sopocie? nie wierzę…

Milanem Guroviciem – nigdzie chyba nie dostanie takiej kasy, a więc zostaje?

Mustafą Shakurem – coś czuje, że ma przed sobą wielki sezon w dobrej europejskiej lidze

Przemysławem Zamojskim, Adamem Łapetą i Adamem Waczyńskim – jeśli mają być poza dziesiątką, to powinni dla dobra wszystkich zostać wypożyczeni

PGE Turów Zgorzelec

Zabrakło jednego meczu. A może błysku geniuszu, taki jaki pokazał w ostatnim spotkaniu sezonu Milan Gurović? Wielki sezon Turowa – pokazali się w pucharach, wylansowali (miałem w tym niewielki udział) słowo 'system' i Davida Logana na supergwiazdę. Okazało się, że Iwo Kitzinger może, Robert Skibniewski nie za bardzo, a Mateusz Jarmakowicz w ogóle. Ważne, że Saso Filipovski zostaje – bo będzie miał okazję pokazać nielicznym niedowiarkom, że naprawdę jest człowiekiem kluczowym w tym klubie. No i trenerem, który potrafi powalczyć o mistrzostwo. Czy je zdobyć? Zobaczymy. Chętnych będzie wyjątkowo wielu…

Plan ligowy wykonany na:

75 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Davidem Loganem i Thomasem Kelatim – wiadomo, 26 lat i przyszłość przed nimi

Iwo Kitzingerem – zostać i walczyć dalej, czy pograć sobie gdzie indziej?

Dragisą Drobnjakiem – prawdziwy kapitan zostaje na statku?

Asco Śląsk Wrocław

Powtórzenie sukcesu sprzed roku, jakim na pewno jest brązowy medal, nie do końca chyba wszystkich zadowoliło. Ale wejść do finału w tym sezonie chyba nie było dla Śląska możliwe. Gwiazdy zawiodły – przynajmniej w opinii działaczy. Homan i Atkins zostali wysłani do domu, a Martin po kontuzji nie był tym samym Torrellem. Tego zabrakło, bo z pogodą ducha trenera Kurtinaitisa można było chociaż powalczyć w półfinale o dłuższą serię. Śląsk ma przed sobą sporo pytań, które czekają na odpowiedź i wielu zawodników, którzy są znakiem zapytania. Choćby nowy nabytek – Tony Weeden. Lepszy od Dawana Robinsona?

Plan ligowy wykonany na:

70 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Bartoszem Diduszką – pora na jakiś skok, dzieciństwo oficjalnie można uznać za zakończone

Radosławem Hyżym i Dominikiem Tomczykiem – stać ich jeszcze na walkę o finał?

Torrellem Martinem – to dobry kandydat na długoletnią gwiazdę Wrocławia, ale czy jest na to w ogóle szansa?

Rashidem Atkinsem – czy to już koniec?

Polpak Świecie

To był sezon, który w Świeciu zapamiętają – pełen emocji i wiary. Z walki o pozostanie w czołówce zrobił się niespodziewanie OMC finał (O Mało Co), a brak gwizdka sędziego Kowalskiego będzie na pewno latami wspominany. Świetna seria z Anwilem, niesamowita rywalizacja z Prokomem… Ale w rywalizacji o brąz ze Śląskiem już nic nie było jak wcześniej i trener Uvalin z uwagi na tę porażkę nie mógł być w tym sezonie trenerem roku. No i zawodnicy, którzy przynieśli sporo emocji, fajni po prostu – Dixon, Garner, Lepojević, Hicks, Kikowski. Dobry początek, żeby coś zdziałać.

Plan ligowy wykonany na:

85 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Bobbym Dixonem – czy ukraińskie Małpy z Czerkas poza górą pieniędzy przyniosą sławę?

Chrisem Garnerem – jaki to zawodnik? będzie gdzieś pierwszą jedynką?

Eric Hicks – gdzie wypłynie świecki monster?

Anwil Włocławek

Pełna katastrofa po odejściu Gerroda Hendersona. Nie powstrzymali jej prezesi i dyrektorzy, a zupełnie nic nie zdziałał Ales Pipan. Sezon do zapomnienia, piąte miejsce, słabizna. Wychodzi na to, że nawet nie ma chęci we Włocławku, żeby w pucharach grać – to dopiero rzadkość, ale dobrze może – skorzystają na tym inni. Anwil ma najlepszą kolonię polską w lidze, ale pora, żeby poza Koszarkiem i Plutą bardzo poważne role w ekstralidze ogrywali także Wołoszyn i Piechowicz, a mniej ważne Gabiński i Michalski. Na co tu czekać? Świetnie, że będzie tym nadzorował trener-twardziel Zmago Sagadin. Wiele się dowiemy o polskich talentach po jego pracy we Włocławku.

Plan ligowy wykonany na:

0 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Piechowiczem, Wołoszynem, Gabińskim i Michalskim – jak wyżej

Alanem Danielsem – ja go lubię, chyba nie został w Anwilu do końca wykorzystany

Alexem Dunnem – jaki kierunek teraz?

Atlas Stal Ostrów

Miał być postęp – to i był. Ale tylko o jedno miejsce. Przyjście Eda Coty dało wiele – świetną akcję z Johnem Odenem (a właściwie niejedną taką), szum w lidze, wygraną z Prokomem. Ale w decydujących meczach sezonu Stal była dużo słabsza od Śląska. Co dalej? Wszystko zależy od tego, co zrobi firma Atlas. Zanosi się na to, że niewiele się zmieni. Andrzej Kowalczyk i Wojciech Szawarski zostają na miejscu. Ale czy to źle? Wcale nie.

Plan ligowy wykonany na:

50 procent

Jestem ciekaw co dalej z:

Dawidem Przybyszewskim – kto się zdecyduje na zatrudnienie tego gracza, który może być świetny, ale bywa średni

Edem Cotą – czy to już koniec?

Johnem Odenem – ktoś da się skusić na SAMĄ skoczność?

Tommym Adamsem – ten z końca sezonu jest wart wiele, ale co było wcześniej?

Rubenem Boykinem – pod koniec sezonu zniknął, ale to fajny zawodnik

ciąg dalszy nastąpi

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

Sagadin najlepszy w historii?

Nowym trenerem Anwilu Włocławek został Zmago Sagadin. Świetny trener, z wieloma sukcesami, wychowawca niesamowitej liczby świetnych zawodników, a także większości trenerów słoweńskich, którzy pracowali w Polsce. Pod koniec lat 80., przez całe lata 90. i na początku XXI wieku to był symbol Olimpii Lublana, która przebijała się na szczyty europejskiej koszykówki. Dobry ruch, niezłe ryzyko, duża szansa na sukces i wypromowanie nowych zawodników w Anwilu.

Sagadin od kilku lat ma jednak słabszą passę i w ostatnich miejscach pracy zastępowali go dość szybko asystenci (a dokładnie Aleksandar Trifunović). Czy to znaczy, że jego czas minął i nadeszła era młodszych? Nie sądzę, ale zapewne dowiemy się już niedługo. Mam tylko nadzieję, że wielu młodych polskich trenerów będzie mogło podpatrywać i uczyć się od tego szkoleniowca.

Jak zawsze przy takich okazjach padły wielkie słowa. Prezes Zbigniew Polatowski mówił, że 'szkoleniowca takiej klasy w Polsce jeszcze nie było'. Mnie – jak zawsze – takie słowa prowokują do sprawdzenia faktów. 🙂 Tym bardziej, że w oficjalnych materiałach włocławian są takie kwiatki, jak 'zdobycie Pucharu Koracza w 2004 roku', choć ta impreza (w sensie trzeciego co do ważności europejskiego pucharu) już wtedy nie była rozgrywana. Wiadomo jednak, że 'Puchar Koracza' to po prostu Puchar Serbii w ostatnich latach. 🙂

Sagadin to jednak sukcesy niewątpliwe, choć czasami odległe.

– Puchar Europy 1994 z Olimpiją – w finale zespół ze Słowenii pokonał ekipę z Vitorii – to był wtedy drugi co do ważności puchar europejski, później zwany Pucharem Saporty

– trzecie miejsce w Eurolidze w 1997 roku – wielkie nazwiska zawodników i spory sukces, nikt tego nie powtórzył w słoweńskim klubie

– mistrz ligi adriatyckiej 2002, czyli jakby mistrz dawnej Jugosławii, a konkurencja spora – też nikt w Olimpii tego nie powtórzył

– reprezentacja Słowenii 1995 – 12. miejsce w mistrzostwach Europy, epizod reprezentacyjny jest niezbyt udany dla Sagadina, później Słoweńcy grali nieco lepiej

W Crvenej Zveździe w latach 2003-2004 (w kolejnym sezonie nie popracował) sukcesów nie było. W lidze było trzecie i drugie miejsce oraz wygrana w Pucharze Serbii.

W Lietuvos Rytas Sagadin wytrwał ledwie kilka miesięcy.

I teraz porównanie z innymi, co to w Polsce pracowali (dla ułatwienia – zagranicznymi). Z reprezentacjami narodowymi wielu więcej osiągnęło, nie ma nawet o czym mówić. W Eurolidze zespoły prowadzili Muli Katzurin (także Maccabi przecież), Jasmin Repesa (grał w finale 2004 ze Skipperem Bolonia), Aleksandar Petrović (a z kadrą Chorwacji miał nawet medal – brąz ME 1995), Michalis Kiritsis i Tomo Mahorić – zwycięzca Pucharu ULEB z Lietuvos Rytas. Ale przede wszystkim Zvi Sherf – trzykrotny wicemistrz Euroligi z Maccabi i zwycięzca Pucharu Saporty z Arisem. I to chyba jest najbardziej utytułowany trener, który pracował w Polsce (jeśli klasę mierzyć tytułami. Tyle tylko, że Sherf wytrwał w Polsce dwa miesiące (sześć meczów ligowych), a Repesa jeszcze krócej.

Oby z Sagadinem było inaczej. Trenerze – powodzenia w Anwilu – przez lata!

PS. Niestety – na temat finału NBA nic nie wiem. Nie dane mi było nawet oglądać w tym roku, zmiany, zmiany, zmiany. 🙂 Radosne… Ale może ktoś opowie? (Coś tam się nagrało, więc później rzucę okiem).

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

Nagrody za sezon 2007/2008

Euro 2008 wszystkich już zajmuję, ale ja uparcie dalej o koszykówce. Czas podsumowań, więc wypada swoje zapodać. Tym bardziej, że to już po raz dziesiąty – od 1999 roku 'daję' swoje nagrody w kilku kategoriach. Ależ człowiek jest stary…

Przy okazji podsumowałem, ilu zawodników najczęściej było w moich posezonowych trzech najlepszych piątkach. Sześciokrotnie znalazł się w nich Adam Wójcik (trzy razy w pierwszej), a nie było go tylko w poprzednim sezonie. Cztery razy wyróżniałem Gorana Jagodnika (zawsze w pierwszej, nie było go tylko przed rokiem), Wojciecha Szawarskiego (raz tylko w drugiej, trzy razy w trzeciej), Joe McNaulla (trzy razy w pierwszej) i Andrzeja Plutę (raz w pierwszej, gdy był mistrzem z Anwilem). To byłaby piątka ostatniej dekady. 🙂

A jeszcze zanim przejdę do nagród chciałem odpowiedzieć komuś z komentarzy do ostatnich wideo – jeśli w świetnym meczu finału przy najlepszych superakcjach udało mi się kilka razy (trzy? cztery?) powiedzieć 'Ależ cośtam' to chyba nie świadczy o ubóstwie mojego języka. 🙂 Ale może raczej o jakości tego meczu… Dodam, że pewnie z 1000 razy powiedziałem Prokom, a z 20000 razy punkty. I zaręczam, że nie użyłem ani razu zamiennika 'oczko'. Ciekawe, prawda? 😛

Aha – i za dni parę postaram się zamieścić jeszcze podsumowanie sezonu zespół po zespole. Coś ciekawego – mam nadzieję – o każdym. A co potem? 🙂 Zobaczymy…

A czy to Dogrywka ostatnia była? Ostatnia! Jeśli magazyn wideo w Sport.pl powróci w przyszłym sezonie to na 99 procent nie ze mną w roli prowadzącego. Może w roli gościa? Któż to wie…

Nagrody 2008

Już po raz dziesiąty w imieniu najpierw „Gazety Wyborczej", a później Sport.pl (a także niniejszego bloga) przyznaję na koniec sezonu nagrody dla wyróżniających się koszykarzy i trenerów. Najbardziej wartościowym zawodnikiem sezonu Dominet Bank Ekstraligi był moim zdaniem Milan Gurović z mistrzowskiego zespołu z Sopotu. Dlaczego? Proszę czytać. 🙂

Najbardziej wartościowy gracz: Milan Gurović, Sopot

Decydował jeden, ostatni mecz. To prawda, ale to wcale nie argument przeciwko Guroviciowi. Był najbardziej wartościowy, bo ta wartość wyszła właśnie w najważniejszym meczu sezonu. Oczywiście, David Logan był graczem w tym sezonie lepszym niż Serb, ale to nie klasyfikacja na najlepszego zawodnika sezonu.

Przy rozważaniu w tej kategorii odrzucam w ogóle zawodników, którzy mieli świetny sezon, ale swojego zespołu nie byli w stanie do niczego doprowadzić. Mowa oczywiście o J.J. Montgomerym i Donaldzie Copelandzie. Poczekam, aż sprawdzą się w lepszych zespołach.

Tuż za zwycięzcą: David Logan, Zgorzelec; Filip Dylewicz, Sopot; Dragisa Drobnjak, Zgorzelec; Bobby Dixon, Świecie; Chris Daniels, Kołobrzeg; D.J. Thompson, Koszalin.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Christian Dalmau, Sopot; 2006 Goran Jagodnik, Sopot; 2005 Adam Wójcik, Sopot; 2004 Tomas Pacesas, Sopot; 2003 Damir Krupalija, Włocławek; 2002 Michael Wright, Wrocław; 2001 Adam Wójcik, Wrocław; 2000 Joe McNaull, Wrocław; 1999 Raimonds Miglinieks, Wrocław.

Najlepszy w obronie: Pape Sow, Sopot

Defensywa w wykonaniu tego zawodnika często nie była widzialna w statystykach, ale jego wpływ na wyniki mistrzów Polski był spory. W półfinale z Polpakiem jego powrót odmienił sytuację w meczach 5 i 6. W finale Sow sprawił, że podwojenia wobec Kelatiego i Logana były bardzo skuteczne. Świetny obrońca, który odcisnął piętno na wynikach tego sezonu.

Tuż za zwycięzcą: Krzysztof Roszyk, Sopot; Dragisa Drobnjak, Zgorzelec; Oliver Stević, Wrocław; Chris Garner, Świecie; Eric Hicks, Świecie; Rashid Atkins, Wrocław; Chris Daniels, Kołobrzeg.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Andres Rodriguez, Zgorzelec; 2006 Rashid Atkins, Sopot; 2005 Gatis Jahovics, Włocławek; 2004 Tomas Masiulis, Sopot; 2003 Tomas Pacesas, Włocławek; 2002 Jerry Hester, Ostrów; 2001 Dainius Adomaitis, Wrocław; 2000 Jeff Stern, Pruszków; 1999 Paweł Szcześniak, Bytom.

Najlepszy rezerwowy: Dawan Robinson, Wrocław

Wrocławianie zajęli trzecie miejsce, ale indywidualnie trudno ich wyróżniać, skoro najbardziej "widzialni" zawodnicy (Atkins i Homan) zostali wyrzuceni z zespołu przed końcem rozgrywek. Tym bardziej warto wyróżnić Robinsona, który był typowym zmiennikiem idealnym: może grać na różnych pozycjach, a także daje zespołowi energię i szybkie punkty z ławki. Sukces Śląska w meczach o brąz sprawił, że jego wyższość nad Garnerem jest oczywista.

Tuż za zwycięzcą: Krzysztof Roszyk, Sopot; Marko Scekić, Zgorzelec; Chris Garner, Świecie; Marcin Sroka, Ostrów; Christian Burns, Koszalin.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Zbigniew Białek, Włocławek; 2006 Tarmo Kikerpill, Słupsk; 2005 Joe Crispin, Włocławek; 2004 Mark Miller, Sopot; 2003 Dragan Marković, Sopot; 2002 Dominik Tomczyk, Wrocław; 2001 Joe McNaull, Wrocław; 2000 Charles O'Bannon, Wrocław; 1999 Bartłomiej Tomaszewski, Włocławek.

Najlepszy debiutant: Piotr Dąbrowski, Kwidzyn

Mieliśmy w tym sezonie dwa nowe zespoły w ekstralidze, ale tylko dwóch zawodników z Górnika i Basketu było debiutantami, którzy stale uczestniczyli w istotnych rolach w grze drużyny. Lepszym był bez wątpienia Dąbrowski, który w Kwidzynie często grał w pierwszej piątce i to w roli głównego obrońcy na obwodzie. Jego kariera to przykład dla całej masy zawodników z niższych lig. Jeszcze dwa lata temu praktycznie nie grał, a teraz, jako 23-latek, powinien iść tylko w górę.

Debiutowało w tym sezonie w ekstralidze 23 zawodników, najstarsi to 28-letni gracze Górnika Michał Saran i Bartłomiej Józefowicz, najmłodszy zaś – 18-letni Patryk Przyborowski ze Słupska. Poza wymienionymi powyżej i wyróżnionymi poniżej debiutowali także: Bochno i Jarmakowicz (Zgorzelec), Prostak (Wrocław), Kostrzewski (Sopot), Mielnik i Barycz (Świecie), Płóciennik (Ostrów), Bręk, Fabiańczyk, Sz. Rduch (Kołobrzeg), Stolarek (Koszalin), W. Pisarczyk i Gruszecki (Warszawa), Kowalewski (Kwidzyn), Kowalski, Dymarski, Pieloch (Wałbrzych). Żaden z nich nie był poważnie brany pod uwagę w rotacji swojego zespołu.

EDIT: Przeoczyłem wcześniej jednego debiutanta – Bartosza Bochno. Dodaję.

Tuż za zwycięzcą: Marek Piechowicz, Włocławek; Rafał Glapiński, Wałbrzych.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Marcin Stefański, Wrocław; 2006 Dawid Witos, Koszalin; 2005 Grzegorz Kukiełka, Starogard; 2004 Michał Ignerski, Wrocław; 2003 Michał Marciniak, Lublin; 2002 Grzegorz Arabas, Ruda Śl.; 2001 Łukasz Żytko, Toruń; 2000 Rafał Bigus, Stargard; 1999 Wojciech Szawarski, Lublin.

Najlepszy młody gracz (20 lat i młodsi): Marek Piechowicz, Włocławek

Kandydatków praktycznie nie było. Znów zresztą. Kamil Łączyński zagrał tylko w czterech meczach i znów odniósł kontuzję, ale to jedyny obok Piechowicza młody zawodnik, który tak naprawdę uczestniczył w grze swojego zespołu. O Waczyńskim czy Mielniku tego się nie da powiedzieć. Urodzony w 1988 roku Marek Piechowicz miał kilka momentów chwały w tym sezonie, swoim debiutanckim w ekstralidze. Zdobył 11 punktów w meczu z Turowem i 9 w spotkaniu z Kotwicą, a także zagrał w pierwszej piątce Anwilu w meczu w Sopocie, wystawiony do gry przeciwko Milanowi Guroviciowi.

Tuż za zwycięzcą: Adam Waczyński, Sopot; Krzysztof Mielnik, Świecie;

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Kamil Łączyński, Warszawa; 2006 Michał Chyliński, Bydgoszcz; 2005 Rinalds Sirsnins, Włocławek; 2004 Gatis Jahovics, Włocławek; 2003 Armands Skele, Włocławek; 2002 Łukasz Seweryn, Tarnów; 2001 Łukasz Żytko, Toruń; 2000 Szymon Szewczyk, Szczecin; 1999 Łukasz Kwiatkowski, Tarnów.

Najlepszy trener: Saso Filipovski, Zgorzelec

Długie wahanie przy tej kategorii. Tomas Pacesas pokonał Filipovskiego w finale, ale jednak wyróżniam Słoweńca, choć Pacesas też zasłużył na uznanie. Za to, że potrafił zadziwić w tym sezonie wypromowaniem Davida Logana; za to, że bogatszy o ponad dwa razy zespół z Sopotu nagiął aż do ostatniej kwarty siódmego meczu; za to, że potrafił stworzyć prawdziwy system i oddzielić zawodników przydatnych od tych, którzy mogą nie grać – czasami wbrew "głosowi ludu". Przegrał mistrzostwo nie potrafiąc przełamać świetnej obrony Prokomu w kilku momentach finału, ale wydaje się, że to akurat zależało w wielkiej mierze od klasy graczy, a nie trenera.

Tuż za zwycięzcą: Dariusz Szczubiał, Koszalin; Mihailo Uvalin, Świecie; Tomas Pacesas, Sopot.

Poprzedni zwycięzcy: 2007 Saso Filipovski, Zgorzelec; 2006 Eugeniusz Kijewski, Sopot; 2005 Kijewski; 2004 Kijewski; 2003 Andrej Urlep, Włocławek; 2002 Urlep, Wrocław; 2001 Michalis Kiritsis, Pruszków; 2000 Muli Katzurin, Wrocław; 1999 Urlep, Wrocław.

Najlepsze piątki sezonu

Co do pierwszej piątki, chyba nie ma wątpliwości. W kolejnych na pewno brakuje zawodników brązowego Śląska – ale doprawdy trudno wyróżnić kogoś indywidualnie, a raczej Robinson czy Martin nie byli lepsi niż gracze wyróżnieni poniżej na swoich pozycjach. Kogo brakuje? Eric Hicks jest spektakularny, ale raczej nie lepszy od Drobnjaka, Stevicia czy Dunna? Normana Richardsona wyklucza fatalny wynik zespołu, podobnie jak kilku innych zawodników (choćby ze Słupska)? Andres Rodriguez zawiódł w sześciu na siedem meczach finału, a Pape Sow jednak był zbyt jednostronny.

Pierwsza: Dixon (Świecie), Logan (Zgorzelec), Gurović (Sopot), Dylewicz (Sopot), Drobnjak (Zgorzelec)

Druga: Thompson (Koszalin), Slanina (Sopot), Kelati (Zgorzelec), Daniels (Kołobrzeg), Dunn (Włocławek)

Trzecia: Copeland (Starogard), Montgomery (Wałbrzych), Szawarski (Ostrów), Reese (Koszalin), Stević (Wrocław)

Pierwsze piątki z poprzednich lat:

2007 Dalmau, Slanina, Kelati, Okafor, Hill;

2006 Johnson, Dalmau, Jagodnik, Ignerski, Thomas;

2005 Pacesas, Crispin, Jagodnik, Ansley, Wójcik;

2004 Pacesas, Greer, Jagodnik, Masiulis, Wójcik;

2003 Elliott, Pluta, Jagodnik, Krupalija, McNaull;

2002 Hawkins, Austin, Vranković, E. O'Bannon, Wright;

2001 Miglinieks, Krstić, Vranković, Zieliński, Wójcik;

2000 Miglinieks, Hester, Adomaitis, Ch. O'Bannon, McNaull;

1999 Miglinieks, Bagatskis, Zieliński, Nicholas, McNaull.

Najlepsi w statystyce

Punkty: 19,5 – Copeland (Starogard), 19,3 – Montgomery (Wałbrzych), 18,8 – Logan (Zgorzelec), 16,6 – Dixon (Świecie), 16,0 – Gurović (Sopot).

Punkty (Polacy): 13,3 – Szawarski (Ostrów), 12,6 – Pluta (Włocławek), 11,0 – Bigus (Kołobrzeg), 10,4 – Dylewicz (Sopot), 10,2 – Wichniarz (Wałbrzych).

Zbiórki: 9,4 – Daniels (Kołobrzeg), 9,0 – Hall (Starogard), 8,9 – Bigus (Kołobrzeg), 7,5 – Hicks (Świecie), 7,3 – Barlett (Słupsk).

Asysty: 5,1 – Dixon (Świecie), 4,6 – Copeland (Starogard), 4,5 – Rodriguez (Zgorzelec), 4,5 – Eldridge (Kwidzyn), 4,4 – Carr (Wałbrzych).

Straty: 3,29 – Robinson (Wrocław), 3,10 – Dixon (Świecie), 3,00 – Copeland (Starogard).

Przechwyty: 2,56 – Atkins (Wrocław), 2,50 – Daniels (Kołobrzeg), 2,23 – Eldridge (Kwidzyn).

Bloki: 1,98 – Hicks (Świecie), 1,11 – Miller (Warszawa), 1,11 – Homan (Wrocław).

Rzuty z gry: 68,3 proc. – Oden (Ostrów), 63,2 – Bigus (Kołobrzeg), 62,8 – Leończyk (Starogard).

Rzuty za trzy: 50,0 proc. – Dylewicz (Sopot), 48,3 – Serapinas (Sopot), 47,0 – Kelati (Zgorzelec).

Rzuty wolne: 90,1 proc. – Slanina (Sopot), 89,1 – Giedraitis (Wrocław), 87,5 – Pluta (Włocławek).

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

Wideo po finale finałów

W biegu jestem – pisać nie ma czasu. Ale nadrobię przed meczem z Niemcami, obiecuję. 🙂

Dzisiaj jednak szybkie i gładkie wideo, całkiem świeże. Pożegnalne… 😦

 

 

Wideo już gotowe, a Wy – jak typujecie?

Dzisiaj przyspieszyliśmy – wideo jest już gotowe. Do Magazynu Dogrywka udało się zaprosić Wojciecha Kamińskiego, trenera Polonii Warszawa, który ciekawie zanalizował, to co się działo. Jak typował on, jak typowaliśmy my, z Łukaszem Ceglińskim? Zapraszam do obejrzenia. Także do zobaczenia skrótów meczów 5 i 6 – warto sobie to przypomnieć.

Jak Wasze typy na mecz 7? Ja swój utajniam i wysyłam do Wojczyna. Ujawnimy go po meczu. 🙂

Transmisja? W środę od godz. 18.00 do 20.30 mamy miejsce na antenie Polsatu Sport i miejmy nadzieję, że to miejsce dobrze wykorzystamy.

No to zapraszam do wideo.

Magazyn Dogrywka: Jak typować mecz 7?

Jak PGE Turów pokonał Prokom Trefl w szóstym meczu?

Prokom ogrywa Turów w Zgorzelcu w piątym spotkaniu

Ależ finał – gramy dalej!

Niedziela – czas lekkiego odpoczynku. Dlatego na razie tylko kilka słów z tekstu, który 'idzie' do GW na poniedziałek. Może więcej dzisiaj, a może jutro. Ależ finał!!!

Tydzień w lidze koszykarzy

Opowieść o prawdziwych liderach

Słuchanie po szokującym meczu szóstym finału DBE na konferencji prasowej środkowego Turowa Dragisy Drobnjaka to była prawdziwa przyjemność. Nie, żeby to było jakieś zaskoczenie, bo Drobnjaka słuchać możemy od dwóch sezonów, ale zawsze jest to przeżycie. Dawno nie było w polskiej koszykówce gracza tak celnie odpowiadającego na pytania, a także czującego problemy swojego zespołu. Na przykład kiedy wobec sztampowego pytania o presję potrafi mówić frapująco przez kilka minut ("Uwielbiam presję! Bez walki z presją nie można niczego osiągnąć, ani w sporcie, ani w życiu). Albo, kiedy mówił szczerze o swoich uczuciach po meczu 5 ("Nigdy wcześniej nie byłem tak rozczarowany swoim zespołem"). A także, kiedy opowiadał, jak pracował nad swoimi kolegami przez kilka poprzednich dni.

31-letni Drobnjak, były zawodnik Euroligi, czterokrotny mistrz Słowenii, w przegranym przez Turów meczu piątym nie grał w końcówce. W tle był wtedy także Andres Rodriguez. W sobotę dwaj liderzy zespołu ze Zgorzelca dostali zielone światło od trenera Saso Filipovskiego i zrobili swoje. Zagrali znakomicie i nie tylko słowem poza boiskiem, ale także przykładem na parkiecie pokazali swoim kolegom, jak się zdobywa tytuł.

I tu właśnie widzę sporą różnicę między zespołami, która wypłynęła akurat w tym momencie – podczas niebywale emocjonalnego meczu numer 6. Ciekawa zresztą jest sama konstrukcja zespołu ze Zgorzelca. Liderami są zawodnicy, którzy wykonują zadania specjalne – czyli właśnie Rodriguez i Drobnjak. Punkty zaś zdobywają młodsi i korzystający ze wsparcia (boiskowego i pozaboiskowego) Logan i Kelati.

W Prokomie – mam wrażenie – zbyt często na pozycji lidera jest wakat, albo próbuje ją wypełniać boiskowy lider sprzed lat, czyli trener Tomas Pacesas. Jednak krzyki na wszystkich (poza Milanem Guroviciem) chyba coraz rzadziej działają. A jak na boisku wypadli liderzy Prokomu? Blado. Donatas Slanina w całym finale nie jest sobą, a Gurović (po bójce nadal kapitan sopocian) – no cóż, poza jednym meczem po prostu nie istnieje, nie pomaga, a wręcz szkodzi. Co ciekawe, trener Pacesas przyznał, że w szóstym meczu celowo postawił na Serba, uznając, że jest (po dyskwalifikacji) "wypoczęty fizycznie i psychicznie". Ten pomysł się okazał samobójczy, tym bardziej, że w szóstym meczu samoistnie nie wykreowali się żadni inni punktujący.

Stawianie prognoz na środowy, siódmy, ostatecznie decydujący mecz jest wróżeniem z kształtu chmur. Gdyby starać się myśleć racjonalnie, to Turów ma w swoich atutach własną halę, przejście przez największe z możliwych kłopoty, wykreowanie nowych pomysłów i ciągła aktualność starych oraz trenera, który – być może – mając spore doświadczenie w tego typu sytuacjach wie, na co teraz może sobie pozwolić. Prokom? Ma zawodników, którzy ciągle mogą w pojedynczym meczu zagrać coś poza zasięgiem rywali – Gurovicia, Slaninę czy Dylewicza. Mają też – moim zdaniem – najlepszą zespołową obronę w Polsce, do której jednak na boisku muszą być odpowiedni zawodnicy. A także którą można rozmontować, sprowadzając grę do akcji "jeden na jednego" czy "dwóch na dwóch".

Szkoda, że ten finał w środę się skończy, bo z meczu na mecz jest ciekawszy. Gdyby – tak jak napisał jeden z portali – grało się do siedmiu wygranych – mielibyśmy przed sobą jeszcze wiele dni fascynującej koszykówki. Ale i tak – obok finału 1998 (Pekaes – Śląsk 3:4), finału 1999 (Śląsk – Nobiles 4:3) i finału 2003 (Prokom – Anwil 2:4) przechodzi do klasyki.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Jak gra Mama Filipovskiego czyli Prokom V Wielki?

Wielki – bo styl, w jakim wygrał piekielnie trudne i ważne spotkanie numer 5, był naprawdę wielki. Piąty – bo to może być piąty tytuł Prokomu, a nawet powinien być.

Wygrana 66:59 w Zgorzelcu jest nie do przecenienia. Oczywiście, nie wierzę w żadną decydującą moc historycznych statystyk (a te mówią, że kto wygrał w Polsce spotkanie 5, ten wygrywał serię do czterech wygranych), bo zawsze musi być ten pierwszy raz. Ale emocjonalny i taktyczny 'switch' w tej rywalizacji jest oczywisty.

Prokom mocno nadwerężył (ciągle nie mogę uwierzyć, że tak się poprawnie pisze to słowo) wszystko, co ważne w Turowie już w drugiej połowie meczu 4. Mówię o pewności siebie, wierze w system i trenera, a także we własną skuteczność, zwłaszcza liderów Logana i Kelatiego. Obrona sopocian to wszystko przełamała, a w środę dzieło zostało dokończone. Panowie L&K nie pograli sobie (ten pierwszy jeszcze momentami coś wykreował, ale też z ogromnym wysiłkiem; drugi nic), a trener Saso Filipovski w obliczu kryzysu przestał być sobą (o tym za chwilę). I nie było w tym żadnych cudów z pogranicza parapsychologii. Sprawiły to pomysł, taktyka, wykonanie i (gdzieś w dalszej kolejności) koncentracja oraz determinacja Prokomu.

Wykonawcy? Niesamowici. Nie-do-przecenienia świetni w obronie w pomocy (help-defenders) Pape Sow i Tomas Masiulis. Nadążający za swoimi graczami przy zasłonach Simonas Serapinas, Donatas Slanina i Krzysztof Roszyk. Ten ostatni – pewny i odważny jak nigdy w ataku. Rozgrywający nie robiący zbyt wielu błędów i powstrzymujący się od niepotrzebnych rzutów w czwartej kwarcie. No i król polowania Filip Dylewicz, który po meczu powinien od obecnego w hali Adama Wójcika dostać jakąś palmę pierwszeństwa, berło z plecaka wyjęte albo choć wyświechtaną koronę zapomnianą na półce gdyńskiej rezydencji. Gość, który przeszedł daleką drogę, żeby w takim meczu, w takiej sytuacji, zagrać jak prawdziwy lider.

Rok temu w meczu numer 3 ten sam Dylewicz w tej samej hali rozstrzygnął losy finału. Teraz mogło się stać to samo, ale styl był mocniejszy. Bo tamto to był jednak wyskok. A ten sezon od pewnego momentu to pasmo solidnej lub świetnej gry Dylewicza. Jak sprawdziłem w notatkach – ostatni tak dobry punktowo występ Polaka w finale to 29 punktów Adama Wójcika w 3 meczu finału 2001 Śląsk – Anwil. Dawno. I dlatego tak bardzo cieszy.

Po meczu pytałem Filipa, czy był dzisiaj zastępczym kapitanem Prokomu w miejsce niesławnego Milana G. Mówił, że się do takiej funkcji nie nadaje (kapitanem był Slanina). Ale być może niedługo na tę opaskę zasłuży. W środę bardzo chciał, to było widać, i co ciekawsze umiał. Jego akcje w ataku były nie do zatrzymania. I przy okazji – sprawdził się pomysł, żeby Dylewicza wstawiać do gry po kilku minutach każdej połowy. To też nie było bez znaczenia.

A Turów? O Kelatim i Loganie już było. Iwo Kitzinger w tym meczu, podobnie jak kilku zagranicznych kolegów (SL, MS, VP), po prostu nie dał rady przełamać obrony mistrzów. Jeszcze nie teraz. Pracy ma przed sobą sporo, tym bardziej, że wygląda na to, iż na poważnie i stale zmienił pozycję na boisku na PG. Słusznie, niech pracuje nad tym dalej w ten sposób, nic na tym nie straci, a w razie czego – jak Andrzej Pluta – może później kiedyś wrócić na SG.

Andres Rodriguez był bardzo mądrze pilnowany i choć zagrał swoje, to brak jego dwóch trójek celnych (były w meczu 1 i 2) bardzo zabolał Turów (0/6 z gry). To taki zawodnik, wyżej nie podskoczy. Dragisa Drobnjak bronił co mógł, rzucił co mógł, ale – dla mnie to ciekawe – w końcówce czwartej kwarty nie grał. Czy naprawdę więcej wniósł Scekić? No i Robert Witka – który gra naprawdę bardzo dobrze – ale porównania z Filipem Dylewiczem jednak nie wytrzymuje. W czwartej części jego akcje były złe, ale tak samo źle grał cały Turów. Pod presją zgorzelczanie padli jak mucha, rzucali przez ręce, grali niecierpliwie, potem przestali ze zniecierpliwienia bronić, nie kontrowali, denerwowali się. Nie ma co na Witkę narzekać, bo znikąd pomocy nie dostał. Tak czy owak w meczach w Zgorzelcu spisał się po prostu dobrze, a może więcej.

Miałem takie wrażenie, że Turów jest po prostu zmęczony? (Czy to w ogóle możliwe?) Na ogół to właśnie zmęczeni gracze podejmują złe decyzje, a niektóre rzuty z czwartej kwarty były oddane po prostu w sposób bezsensowny. Czy to kilometry zrobione w poszukiwaniu wolnych pozycji przez Logana i Kelatiego oraz ciężkie minuty dla graczy pierwszej piątki miały znaczenie? W końcu był to trzeci mecz przy naprawdę wielkim poziomie intensywności w pięć dni. (Dla Prokomu też, ale oni szersi).

Ciekawa była wypowiedź na konferencji Thomasa Kelatiego. Ten człowiek był po prostu przybity. Wyglądał na takiego, który nie dał rady po prostu. Mówił o wielkim rozczarowaniu swoją grą (nie zespołu!), mówił o tym, że każdy musi spojrzeć w głąb siebie i sięgnąć po najgłębsze pokłady charakteru. Prawda. Choć dla mnie te poszukiwania wewnątrz siebie muszą być poparte pomocą taktyczną, jakimiś nowymi pomysłami na Sopot. (Choć może powrót Gurovicia i jego słabsza obrona przeciwko komuś z dwójki Kelati/Logan będzie jakimś impulsem dla zgorzelczan).

I tu przechodzimy do najciekawszej dla mnie obserwacji dnia. Trener Saso Filipovski. Po pierwsze w czasie meczu – trzy czasy w drugiej połowie nie przyniosły mu żadnej widocznej zmiany taktycznej i żadnego skutku w postaci wyczekiwanych długo punktów. Wyglądało mi na to, że Filipovski proponował kolejne zagrywki swoim zawodnikom, ale to nie dawało skutku. Wyglądało, jakby się coraz bardziej irytował, że Prokom jednak broni za dobrze na jego pomysły.

Po drugie, ta właśnie irytacja, choć pokazana w sposób kulturalny, widoczna była po meczu na konferencji. Może za rzadko byłem w Zgorzelcu, ale nie spodziewałem się po tym trenerze wypowiedzi typu: 'Moja mama by rzuciła więcej punktów' (o 9 minutach z 2 punktami w czwartej kwarcie) lub 'Jeśli Drobnjak daje więcej trójek niż Logan i Kelati, to nie jest dobrze'. Nie były to miłe słowa dla ludzi, którzy dali Filipovskiemu wiele w tym sezonie. Nie były to wypowiedzi z cyklu 'wygrywamy i przegrywamy razem, jako zespół'. Wyglądało to trochę jak wskazanie winnych porażki. Może tak Filipovski właśnie reaguje na wymknięcie się z rąk naprawdę wielkiej szansy.

W kontrze do tego – podczas tej samej konferencji Pacesas po raz pierwszy od wieeeeelu tygodni (bo znak zapytania nad jego głową wisiał od serii porażek w marcu, jeśli nie wcześniej) był wyluzowanym i żartującym gościem. Po wyjątkowo długim spiczu Filipa Dylewicza poklepał go po plecach i mówił, że ma dla niego pracę w Pi-aRze (co na to Mirosław Alojzy???). Śmiał się i dowcipkował. Ulga była widoczna wyraźnie. Zasłużona. Ciekawy i dobry moment w karierze Pacesasa, trenera-debiutanta.

Kiedy Tomas Pacesas wychodził z konferencji, pozwoliłem sobie na oddzielne gratulacje dla trenera Prokomu. Choć jestem tylko jedną z wielu twarzy w tłumie, to jednak w tym momencie uznałem, że gratulacje mu się szczególnie należały. Po pierwsze dlatego, że wielokrotnie stawiałem tezy przeciwne do stawianych przez trenera Pacesasa. Na przykład, że samą obroną nie da się wygrać tego finału, co bez przerwy podkreśla (mecz 5 pokazał, że da się, a nawet więcej – że nie dałoby się inaczej). Że Jovo Stanojević jest konieczny do wygrywania (grał 5 minut w meczu 5). Że bez Milana Gurovicia zabraknie punktów w ataku (jakoś nie zabrakło). Część tych tez stawiali też kibice Prokomu. Ale to Pacesas, jak dotąd, miał racje w swoich decyzjach, bo wygrywa w tym finale. I to mu powiedziałem – wygląda na to, że to on miał rację, a nie krytycy, tacy jak ja.

Ale nie mogę sobie w tym momencie odmówić, żeby przypomnieć, jakie były powszechne – także internetowe, także sopockich kibiców – oceny pracy Pacesasa po meczach 1 i 2. Wtedy dawałem znaki zapytania po większości tez, krytycznie oceniałem wypowiedzi Litwina w prasie, ale przypominałem, że najwięcej zależeć będzie od tego, jak ten finał się skończy, a nie jak się zaczął. Pacesas ma prawo do błędów (był nim choćby system obrony w meczach 1 i 2), ale jeśli nadal w dobrym stylu będzie je naprawiał, tak jak w tym finale, ocena będzie bardzo wysoka. Nawet jeśli ktoś (ja na przykład) nadal będzie uważał, że krzyku w tym wszystkim jest za dużo. Cóż, po 8 latach z trenerem Eugeniuszem Kijewskim (jakże fajnie, że poprowadzi zespół z Poznania w ekstralidze!) przy ławce Prokomu leżało sporo niewykorzystanych krzyków do zagospodarowania. Jakoś to znieść trzeba.

Ale – jak zawsze podkreślam – ocena Pacesasa pozostaje jeszcze w zawieszeniu. Jakaż by była, gdyby teraz, w tych okolicznościach, Prokom przegrał finał? Wiadomo… Ale jaka będzie, jeśli Prokom wygra mistrzostwo, nie mając w finale przewagi własnego boiska i przegrywając po dwóch meczach 0:2? Też wiadomo…

Co dalej? Prokom ma już autostradę do mistrzostwa otwartą, choć każdy, kto pamięta mecze 3 i 4 nie może być pewnym niczego. Jak podziała na wszystkich (głównie na obronę Prokomu na pozycjach 2 i 3) powrót Milana Gurovicia? Czy Saso Filipovski rzeczywiście przestał wierzyć w swoich i spróbuje sięgnąć po Mamę Filipovski? Czy Kelati lub Logan rzuci ponad 30 punktów? To mogłoby zmienić tę serię, po raz któryś tam. Ale obronna forma najlepiej – dla mnie bez wątpienia – broniącego zespołu w Polsce – Prokomu, żeby nie było wątpliwości – nie zwiastuje meczu 7.

Typ na sobotę – przypominam, że to o godz. 15 w TV4: Prokom – Turów +5.

A propos typów – mój typ na finał się już nie sprawdzi… (Było, że będzie 4:2 dla Turowa). Zobaczymy, co będzie dalej, ale w każdym razie dokładnie już nie będzie. Wydawało mi się po meczu w Zgorzelcu, że gdzieś w tle szumu fal, jaki miałem w uszach po zwielokrotnionym przez nasze mikrofony huku trąb, słyszałem skandowanie mojego nazwiska. Rozumiem, że to był bezpośredni przeskok z 'Milan Gurović!' z meczu 4. Czyli wypunktowanie żałosnego luzera, którego należy głośno pożegnać, bez żalu? 🙂

Jeśli się nie przesłyszałem, skandujących pozdrawiam. To już bodaj czwarty przypadek w DBE w tym sezonie, jak na skromnego gryzipiórka sporo… I gratuluję przy okazji udanych typów (bo przecież na pewno wszyscy z Was typowali na Prokom), niesamowitych pozytywnych emocji, jakie musieli przeżywać, a także świetnego zespołu, jaki się urodził. Na pewno świetnie jest być teraz kibicem PTS.

Czasami w takich momentach żałuję, że gdzieś od 1991 roku nie jestem już kibicem niczyim. Że takie emocje są dla mnie niedostępne. Ale tylko czasami. 🙂 Wybaczcie osobisty wtręt.

Do zobaczenia w Sopocie. Jutro – jeśli nic tfutfu nie stanie na przeszkodzie – pojadę zobaczyć, co słychać u najlepszych polskich juniorów rocznika 1990 i młodszych. Warto?

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus