Z Milanem lub bez niego

Ależ się działo! Finał 2008 zrobił się pasjonujący i wielowątkowy, co tylko może cieszyć. Paradoksalnie, w dzisiejszym brutalnym świecie mediów zbrukowcowanych (spójrzcie na tytuły linków w Gazeta.pl, na głównej stronie), taka sytuacja jak w meczu 4 może tylko pomóc w popularności koszykówki. Dody co prawda nie mieliśmy na meczu gwiazd, ale za to od czego mamy Milana G…

Oczywiście, nie cieszę się, ale skoro od miesięcy jestem w depresji, że dobra koszykówka, fajne mecze, ciekawa liga, być może także fajne transmisje – to wszystko nie pomaga w promocji koszykówki, to może pomoże brud i bagno? Niech pomoże cokolwiek, bylebyśmy tego na siłę nie kreowali. Wszyscy wiemy, że koszykówka jest warta największej popularności.

Ale do rzeczy, najpierw link – bo tam już coś o sprawie pisałem.

A teraz o samej bójce. Na podstawie filmu z youtube głównie, ale i własnego doświadczenia i refleksji.

Po pierwsze, oglądając sprawę na zwolnionych powtórkach wydawało mi się, że Thomas Kelati jakiejś prowokacji jednak dokonał. Jednak na normalnych obrotach widać, że on się po prostu odwrócił w stronę Gurovicia, który wykonał bardzo mocny faul. I od razu dostał w czambuł.

To pierwszy atak Gurovicia. Drugi nastąpił po pchnięciu w plecy przez Iwo Kitzingera, ale widać wyraźnie, że Gurović nie był bynajmniej uspokojony. On czekał (!) na odpowiedni moment, żeby zaatakować Kelatiego jeszcze raz. Wykorzystał więc zbliżenie rywala spowodowane przez pchnięcie Iwo Kitzingera w plecy, i walnął po raz drugi. Potem mija kilkanaście sekund i Gurović – moim zdaniem – nadal czeka, aż będzie moment na atak. I kiedy wszyscy są już spokojni, wyrywa się Ljubotinie i atakuje trzeci raz. Chyba Kelatiego, ale co najmniej dwa razy wyprowadza ciosy w kierunku Kelatiego i później innego zawodnika Turowa.

(Publiczność w tym momencie skanduje 'Milan Gurović' – w czasie transmisji komentował to Tomek Jankowski, nie ja – co z moją wrażliwością uważam za spory skandal, ale jak wiadomo z wielu naszych dyskusji na blogu i gdzie indziej, nie mam wrażliwości kibola. Gdybym był kibicem Prokomu w tym momencie Gurović rujnowałby moje szanse na mistrzostwo, a nie walczył o nie, a chyba o to w tej całej zabawie chodzi, a nie o to, żeby przy okazji meczów dowalić z pięści złym przeciwnikom).

Przechodząc do konkretów, moim zdaniem (podkreślam) nie ma porównania tej sytuacji z akcją Daniels – Sulović sprzed pół roku (obaj pauzowali po meczu). Tam MOCNO SPROWOKOWANY Daniels uderzył rywala raz. I sprawa się skończyła. Tu NIESPROWOKOWANY (a nawet prowokujący Kelatiego jakimś dziwnym machaniem rękami przed nosem) Gurović atakuje dwa razy w amoku i trzeci raz z premedytacją.

Zmierzam oczywiście do wymiaru kary. Pieniądze grają drugorzędną rolę, i tak najprawdopodobniej kary indywidualne zapłaci klub. Ważne są mecze dyskwalifikacji. Prezes Janusz Wierzbowski wymierzy swoją karę (może to już się stało, ten wpis powstaje wyjątkowo długo), ale ja za każdy atak dałbym jeden mecz kary. Łącznie trzy. To były oddzielne ataki, oddzielne ciosy. No dobrze, ewentualnie mógłbym się zgodzić z argumentem, że to były dwie sekwencje – dwa mecze dyskwalifikacji. I tak samo – za atak Kitzingera na Gurovicia – także jeden mecz kary – za agresję i atak na rywala w momencie bójki, czyli właśnie wtedy, kiedy od koszykarzy oczekujemy braku agresji.

Dodatkowy argument za mocną karą Gurovicia – pełna premedytacja. On mówi coś o prowokacji ze strony Kelatiego, ale nikt tego nie widział. Jeśli coś takiego zobaczę na filmie, zmienię zdanie. Ale jest jeszcze jeden argument – były ostrzeżenia po meczu 2. Po przepychance przed meczem była mowa o tym, że kary finansowe są wysokie, żeby ostrzec, żeby więcej nie było niesportowych zachowań. I co? To teraz pustosłowie?

I jeszcze o porównaniach kar. Kiedyś Michael Hawkins za sprowokowane uderzenie rywala dostał cztery mecze dyskwalifikacji. W tym kontekście Gurović powinien 'wisieć' z 10 meczów. Ale – od tamtego czasu zmieniono przepisy regulaminu. Wtedy 4 mecze to było minimum przy naruszeniu nietykalności cielesnej. Teraz to minimum to jeden mecz. Dla mnie jednak to nie była akcja na minimum.

Kiedy Brandun Hughes bił po meczu Dawida Witosa, dostał pół roku dyskwalifikacji (dobrze pamiętam?). To była podobna sytuacja, bo z premedytacją, poza grą, po 'ostudzeniu'. Dla mnie kara dla Gurovicia powinna iść w tę stronę.

Co powie prezes? Zobaczymy. W każdym razie dobitnie chciałem podkreślić, że kara o grubej dyskwalifikacji nie będzie wpływaniem na wynik finału przy zielonym stoliku. To Gurović wpłynął na wynik, a nie prezes, który ma tylko wyjąć regulamin, przymierzyć zachowanie zawodnika to paragrafów i porównać z innymi tego typu przypadkami, ocenić stopień premedytacji i liczbę ataków, a potem wydać wyrok.

Warto też pochwalić sędziów. Poza dyskusyjną kwestią zastosowania przepisu o wejściu z ławki podczas bójki zachowali się perfekcyjnie. Widać na filmie, jak jeden z nich rozdziela bijących się, drugi obserwuje sytuację, a trzeci dba o to, żeby na boisko nie wchodzili żadni kolejni zawodnicy z ławki. Kary po naradzie też były adekwatne, z wyjątkiem Kitzingera, którego zachowania mogli nie zauważyć, a także z wyjątkiem tych ławek (o czym poniżej). Dyskwalifikacja z meczu dla Gurovicia ewidentna, techniczny dla aktywnego Kelatiego również, techniczne dla ławek także (są przewidziane także w wypadku dyskwalifikacji za wbiegnięcie z ławki zawodników, o czym niżej). Brawo dla panów Marka Ćmikiewicza, Jakuba Zamojskiego i Andrzeja Zalewskiego.

Za cały mecz również, bo choć mnie osobiście akcja 'zero tolerancji dla dotyku' nie odpowiada, wolę trochę gry przy nieistotnych zetknięciach, albo przy czapie Sowa na Witce, ale panowie taką linię obrali i konsekwentnie trzymali się jej przez cały mecz. I mieli do tego prawo.

O sprawie wbiegnięcia na boisko z ławki podczas bójki słów kilka. Przepis jest jasny: kto opuszcza strefę ławki w czasie bójki MUSI być zdyskwalifikowany (jest nawet takie podkreślenie w tekście przepisów!). Dodam od razu, bo to może być źle zrozumiane, chodzi o usunięcie zawodnika z tego meczu, a nie z jakichś następnych (tak dzieje się w NBA, w FIBA nie ma takiego przepisu). Nie było więc mowy o zakończeniu finału czy walkowerze w meczu 4, nawet gdyby zdyskwalifikować całe ławki (o tym za chwilę), bo i tak było w grze wystarczająco dużo zawodników (jak wiadomo, do kontynuowania meczu wystarczy dwóch z jednego zespołu).

Przepis jest jasny i ma na celu zminimalizowanie ryzyka bójki totalnej, czyli takiej, w której uczestniczą wszyscy zawodnicy. Jeśli nawet wybuchnie bój na pięści 5×5, to jest to do opanowania dla trzech sędziów i dwóch trenerów (oni mają prawo wejść na parkiet, żeby rozdzielać, tylko oni!). 12×12 już nie za bardzo.

W Sopocie bez wątpienia wszyscy, którzy wbiegli, nie chcieli lać, ale rozdzielać. Widać to wyraźnie po zachowaniu Jovo Stanojevicia i Tomasa Masiulisa oraz Roberta Witki. A jednak to nie ma większego znaczenia, bo to nie oni są od tego (mówią o tym WYRAŹNIE przepisy).

Była taka – bardzo słynna w USA – historia w latach 70., w której brali udział koszykarze Los Angeles Lakers (Kermit Washington) i Houston Rockets (Rudy Tomjanovich). Washington wdał się w bójkę z jakimś innym zawodnikiem Rockets, a Tomjanovich biegł z ławki, żeby ich rozdzielać. Nie dobiegł, bo kątem oka zobaczył go Washington i myśląc, że Tomjanovich atakuje, z półobrotu potężnym ciosem potężną pięścią przywalił mu prosto w twarz. Tomjanovich stracił przytomność, przez wiele tygodni był w śpiączce, z trudem przeżył, do dzisiaj jest pokancerowany na twarzy.

Nie wiem, czy właśnie ta sprawa nie była przypadkiem inspiracją do wprowadzenia tego przepisu o ławce i bójce. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby Gurović zobaczył dobiegających z ławki siedmiu turowiaków z podniesionymi pięściami. Oni (oraz prokomiacy) MUSIELI zostać na ławce.

I teraz – biorąc pod uwagę literę i DUCHA przepisów – fakty. Obejrzałem dokładnie film na youtube.com z naszej transmisji (jutro postaram się, żeby pojawił się film lepszej jakości na Sport.pl) i zobaczyłem co następuje. W momencie pierwszych ciosów Gurovicia i pchnięcia Kitzingera ze strony Turowa na boisko wchodzi bez wątpienia Robert Witka, który pojawia się z ławki w samym centrum zamieszania i choć jest bierny, to bez wątpienia jest. Krok na boisko robi też Dragisa Drobnjak, ale – I TO WAŻNE – tylko po to, żeby szeroko rozłożyć ręce i pokazać kolegom z ławki, żeby nie wchodzili na boisko. Widać to wyraźnie w pierwszej części filmu, bez powtórek. Jest wyraźna intencja Drobnjaka i wyraźna przerwa między nim a ogniskiem bójki. To samo dotyczy Rodrigueza, który idzie szeroko, więc nie trafia w ręce Drobnjaka, ale po chwili przypomina sobie o sprawie i cofa się. Drobnjak – prawdziwy kapitan, zaprawiony w bałkańskich bojach, wie, co grozi zespołowi, gdy ławka rusza na boisko.

Poza Witką na boisko wchodzi także rezerwowy (spoza składu) Maciej Strzelecki, który łapie w pół Kelatiego. Reszta zawodników Turowa pojawia się na boisku dużo później, kiedy już jest spokojnie, a który to spokój przerywa jeszcze raz Gurović ponownym atakiem. Wtedy widać na parkiecie kilku kolejnych zawodników Turowa, ale moim zdaniem w tym przepisie chodzi o ten pierwszy moment bójki, o to, żeby nie wchodzili oni (jak Witka) w ogień walki. Dlatego ich zachowanie – bo pozostali na ławce w pierwszym momencie – można potraktować inaczej.

Teraz Prokom. Od razu (!) w momencie bójki biegiem ruszają z ławki w stronę zamieszania Pape Sow, Donatas Slanina i Jovo Stanojević, którzy docierają do bijących się. Ewidentna sprawa. Kilka kroków na boisko robią też Simonas Serapinas i Przemysław Zamojski, ale oni zawracają – sprawa podobna jak z Rodriguezem, nie ma tu łączności z bójką, choć obaj poszli trochę za daleko – ale bądźmy ludźmi. Tymczasem jedynym, który zachował się jak koszykarz, był w Prokomie Tim Kisner. Zapewne ogląda non stop NBA i wiedział, o co chodzi. Został na miejscu. Kiedy spojrzałem na ławkę Prokomu tuż po awanturze nie było tam nikogo poza Kisnerem i jego nieodłącznym ręcznikiem. Też ciekawe, różnica znacząca – NIKT w sztabie mistrzów Polski nie zainteresował się tym, żeby zadbać (jak Drobnjak), żeby ławka została na ławce. Spóźniona nieco była tylko reakcja Romana Tymańskiego, który próbował ściągać z parkietu zawodników po ich wejściu. Nie mógł zatrzymywać kolegów na pewno kapitan, bo właśnie młócił kogo popadło, ale na pewno takie osoby powinny się w sztabie Prokomu znaleźć. To samo pisałem o zachowaniu asystenta trenera Turowa podczas awantury przed meczem 2 – on powinien gasić, a nie wodą atakować.

Dlatego według mnie zgodnie z przepisem do dyskwalifikacji nadawali się: Witka oraz Sow, Slanina i Stanojević. Także Strzelecki, ale on nie był w protokole, więc to sprawa porządkowa, a nie sportowa. Ewidentnie pogwałcili przepis. Pozostali nie wkroczyli w ogień bójki. Jeden czy dwa kroki w stronę boiska to naturalna reakcja, gdy biją kolegę, a nie dramat. Moim zdaniem to byłoby sprawiedliwe i zgodne z przepisem oraz rzeczywistością, choć oczywiście jest jasne, że sędziom było bardzo trudno wyłowić nazwiska w całym zamieszaniu (Witkę i Stanojevicia najłatwiej, bo pierwszy stał w samym środku, a drugi popchnął sędziego). Wideo by pomogło – o tak! – i dlatego absolutnie do listy momentów w meczu, kiedy wideo można używać dopisuję – obok ostatniej sekundy meczu – także bójkę. Ona by wyłowiła Kitzingera i wbiegających, co wiele by dało.

Rozmawiałem z sędziami o tym i mówią o tym, że ten przepis jest kontrowersyjny. Że jest zalecenie, żeby tych, którzy odciągają bijących się, a nie biją, oszczędzić. Ale ten przepis jest i w kontekście sprawy Washington-Tomjanovich ma wielki sens! Argument, że nie byłoby kim grać meczu, jest dla mnie równie bzdurny, jak argument, że lejącego na odlew Gurovicia nie można na długo zdyskwalifikować, bo to by rozstrzygało o wyniku przy zielonym stoliku. To nie jest zielony stolik i decyzja prezesa, to Gurović i wbiegający na boisko zdecydowali o swoim losie i losie zespołów! A ich trzeba (było) tylko ukarać zgodnie z zasadami gry i regulaminem PLK. (Per analogiam, to klub Prokom zdecydował o swoim losie, zatrudniając Gurovicia, a nie prezes ligi, go dyskwalifikując zgodnie z zasadami i rachunkiem krzywd).

Jeszcze raz podkreślam – tym czterem graczom należało się usunięcie z meczu 4, ale na pewno nie żadna dyskwalifikacja na kolejne mecze. Ot, to taka sama sytuacja, jak z pięcioma faulami. Po prostu, przepis mówi, że nie mogą dalej grać i koniec.

A o sporcie? Też warto, mimo że bójka zdominowała (słusznie) dyskusje. Bo mimo wszystko (czyli mimo wyników) Turów w tej parze meczów stracił dwie wielkie szanse na wygranie na wyjeździe i właściwie zakończenie rywalizacji. Przy 3:1 (nie mówiąc o 4:0) nie byłoby o czym mówić już chyba. I teraz kwestia – czy Turów te sytuacje na wygranie meczu sam sobie stwarza w każdym spotkaniu i czasami je wykorzystuje, bo po prostu jest dobrym zespołem, na mistrzowskim poziomie? Czy też moc Prokomu jest jednak wielka, że nawet przy kłopotach, dają sobie radę, wygrywając mecze dzięki takim zawodnikom jak dziesiąty w rotacji Simonas Serapinas, który też jest gwiazdą?

To pytanie ciekawe, na które nie znam odpowiedzi. Ale sądzę również, że udzielenie tej odpowiedzi niewiele da nam w próbie oceny szans zespołów w kolejnych meczach. Każde spotkanie to inna historia, inni bohaterowie (w Prokomie), lub – jak w przypadku Logana i Kelatiego – bohaterowie, którzy dostosowują się do systemu obrony rywala, wznoszą na wysoki poziom niedostępny dla niemal żadnego zawodnika w tej lidze.

Dlatego w żadnym z nadchodzących trzech meczów nie można moim zdaniem przewidzieć, co się zdarzy. Wszystko zależy od spokoju zespołów, ustawienia piątek na boisku, proporcji minut, skuteczności trafiania z czystych lub półczystych pozycji, trafień spod kosza Drobnjaka czy Stanojevicia oraz czy Andres Rodriguez trafi swoje dwie trójki czy żadnej. Żadne szczęście czy psychika czy presja (zwłaszcza nie wierzę w nią w Turowie) nie będą miały znaczenia decydującego, ewentualnie pomocnicze.

Przy tym jestem zdania, że bez Milana Gurovicia Prokomowi będzie bardzo, bardzo trudno wygrywać. Pokazały to po części mecze 1 i 2, a to co stało się w drugiej połowie meczu 4 zostanie dogłębnie zanalizowane w sztabie Turowa i na pewno się nie powtórzy. Bez Gurovicia mecz(e) Turów – Prokom – zwłaszcza w Zgorzelcu – będą w mojej opinii wyglądały tak, jak ostatni mecz Turów – Śląsk bez Atkinsa i Homana. Piękna walka, równe spotkanie, a na koniec 10-15 punktów wygranej zgorzelczan. Dlaczego? Bo Gurović to jedyny zawodnik Prokomu, na którego nie było dla Turowa odpowiedzi ani indywidualnej, ani ze strony 'systemu'. Pozostali w mniejszym lub większym stopniu są do zatrzymania.

Ale z Milanem czy bez niego, to będzie dalej fascynujący finał, w którym na pewno Prokom nie powiedział ostatniego słowa. A Turów nie przestanie zadziwiać, robiąc akcje niezwykłe i całkiem zwykłe. Warto oglądać!

Dlatego zakładając, że Gurović w meczu 5 nie zagra, typuję już dzisiaj: Turów – Prokom +13.

PS. Z ostatniej chwili. Mecz 5 pokazujemy w Polsacie Sport w środę od godz. 17.50, a może nawet od 17.30, jeśli uda się zrobić przedmeczowe studio specjalne. Mecz 6 w TV4 w sobotę o godz. 15. 🙂

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Krótko między finałami

A dokładnie między meczami 3 a 4. Było dzisiaj co oglądać, jak zawsze w tym finale. Ale wypada trochę odpocząć, więc tylko w skrócie dzisiaj w reakcji na reakcje.

Dla krytykujących mnie jako krytyka sędziów: tak zostały rozdane role. Sędziowie sędziują, a ja jestem komentatorem (może czasami samozwańczym), który ocenia. Można z tymi moimi ocenami dyskutować i w sumie żałuję, że nikt merytorycznie się ze mną nie kłóci (długi weekend?). 🙂

Ja i sędziowanie na boisku? To już było. Być może byłem słaby (może i więcej niż może), może za gruby, może nie miałem czasu, a może mi się nie udało. Fajnie było, ale poszedłem dalej, zaliczając jeden mecz w II lidze kobiet (kiedy miała jeszcze znaczenie). I nigdy nie twierdziłem, że byłbym lepszy niż sędzia W. czy sędzia K. Ja uważam, że oni dają radę. Ale zdarzają im się słabe mecze, a ja występuje w roli, w której to oceniam. Na dodatek mam oczywistą przewagę nad sędziami, bo mam czas i powtórki, a także brak odpowiedzialności. Wiadomo! To jest oczywiste! Ale ja nie aspiruje do ich roli, nie uważam, że jestem mądrzejszy. Oceniam tak jak umiem. Być może niesłusznie, ale na pewno w zgodzie z własnym sumieniem. Dyskutujcie! Mówcie – tam był faul, a ty piszesz, że nie. To rozumiem. Inwektywy nie.

Z drugiej strony nie może być zgody na to, że sędziów nie można oceniać. Można oceniać koszykarzy, trenerów, dziennikarzy (a proszę bardzo, niech ktoś zrobi taką analizę mojego komentowania, jeśli komuś to potrzebne), więc można i sędziów.

W tekście na polskikosz.pl sędzia Jakub Zamojski słusznie (tak!) wypowiada się w sprawach związanych z powtórkami wideo dla arbitrów. Pełna zgoda! W końcówce tekstu, broniąc pośrednio swoich kolegów (i siebie chyba też) przed dyskwalifikacjami, porównuje błąd sędziego do nietrafionego karnego Johna Terry'ego w ostatnim finale Ligi Mistrzów. O nie! Na taką analogię moim zdaniem pozwolenia być nie może. Sportowiec MOŻE grać bezbłędnie, a sędzia MUSI grać bezbłędnie. Istotą istnienia arbitra sportowego jest bezbłędność. Nie może być pozwolenia na popełnianie błędów, zwłaszcza z założenia! A już zwłaszcza nie błędów w końcówce dyktujących wynik lub błędów w liczbie masowej.

Nie jestem za tym, żeby sędziemu błądzącemu (jak sędzia Kowalski) zabierać prawo do sędziowania. Jestem za tym, żeby akcja wywoływała reakcję. Żeby sędziowali dobrzy, a słabsi odpoczywali. A – jak mówi sportowe powiedzenie – jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz. I dotyczy to tak sędziów, jak i komentatorów.

Bo gdybym ja dał 'wielbłąda' w transmisji, to naprawdę także zasłużyłbym na 'spieszenie' (jak mówią na wyścigach konnych) na jakiś czas. To zdrowe.

I jeszcze jedno – jakąś bzdurą jest, że piąty faul musi być mocny. Piąty faul jest taki sam jak każdy. Tak jak 'sędzia', który wpisał się z tym komentarzem, twierdzą sędziowie, których ja uważam za słabych. Którzy liczą w pamięci kto ile miał fauli, pilnują, żeby nie zrzucić gwiazdy zespołu, czasami coś gwizdną, czego nie widzą 'na czuja'. Sztuka cierpi! Tego właśnie w sędziowaniu nie lubię. To jest rzemiosło i nigdy w nim nie można robić niczego na skróty.

Dlatego przypadek sędziego Włodkowskiego mnie zasmucił. Bo on zagrał w tej 'słynnej' akcji tak, jakby był za tym, żeby Rodriguez pozostał w grze. I na dodatek chciał wpłynąć na decyzję innego sędziego, czego mu robić nie wolno. Wyglądało na to, że jest tu jakaś intryga, przecież kibice to widzieli. I choć jestem niemal pewien, że nie można tu mówić o żadnej nieuczciwości czy o celowym działaniu (moja analiza błędów na to wskazuje wyraźnie), to niesmak pozostaje. I ciekawe dla mnie jest, czy tylko mnie to obchodzi? Czy obchodzi choć trochę szefów klubów, czyli właścicieli PLK S.A.? Czy obchodzi choć trochę szefa sędziów?

I jeszcze: jest mi obojętne kiedy i kto zrobił film z błędami sędziów. Jakie to ma znaczenie? Ważne, co tam widać, przecież nikt tego nie zmanipulował. Każdy film zawsze przyjmę z dobrodziejstwem inwentarza.

W innej odpowiedzi na komentarze: ja w pracy w Turowie… Ciekawa opcja, ale to wybitnie kalumnia, która ma pozbawić mnie bezstronności. Mogę powiedzieć tak – od 4 czerwca będę zapewne bez zajęcia, czyli do wzięcia, czyli na rynku. Myślę, że o tym kilka osób wie, nie jest to żadna tajemnica. Ja mam kilka pomysłów na siebie w nowych sezonach, ale czy ktoś ma pomysł, żeby mnie zatrudnić? Na razie nic o tym nie wiem. Rozmów o zatrudnieniu w Zgorzelcu oczywiście nie prowadziłem. Zamieniłem kilka zdań z prezesem Waśniewskim w hali przed meczem w Zgorzelcu na tematy ogólne i tyle. Z drugiej strony – czy ktokolwiek mógłby przejść obojętnie obok jakiejkolwiek propozycji z takiego klubu, podobnie jak z Prokomu, Anwilu, Śląska, Polpaku, Stali, Czarnych (i tak dalej) oraz Polsatu, TVP, Nsportu, TVN24 (i tak dalej)? 🙂 GDYBY coś takiego padło, pewnie bym chętnie porozmawiał. 🙂 Zobaczymy, co czas przyniesie, sam nie wiem… A może będzie status quo? 🙂

Ale czy jestem obiektywny? Proszę o dowody nieobiektywności. I nie przyjmę, jak co roku, argumentu, że o pół tonu wyżej mówię o Turowie niż o Prokomie. 🙂

Już nie mówiąc o tym, że zabawne jest, jak 'nieobiektywny' jestem wobec Prokomu, gdy właśnie spędziłem całą dobę na pisaniu analizy sędziowania, z której wynika, że sopocianie 'mieli pecha' (delikatnie mówiąc) do gwizdków w meczu 1. Zaiste, moja nienawiść do sopockiego klubu jest wielka.

A finał? Mecz 3 był niesamowity. Czapki z głów przed Prokomem i jego trenerami, którzy dobrze zareagowali po zgorzeleckiej zapaści i grali z pomysłem, mądrze i konsekwentnie. Dali się zaskoczyć w czwartej kwarcie i praktycznie powinni ten mecz przegrać. Jak mówił słusznie po meczu Saso Filipovski, w jego sytuacji po trzech kwartach potrzebny był dżoker (czyli fuks po prostu) i był nim Harding Nana. I gdyby Kameruńczyka wolnego i samotnego wielce pod koszem zobaczył w ostatniej akcji David Logan (a nie podawał do Iwo Kitzingera na trójkę), to zapewne byłby 3:0. Ale jest 2:1 i mecz 4 zapowiada się smacznie.

Milan Gurović był rzeczywiście niesamowity i wreszcie pomagali mu wszyscy dookoła. Jeden z młodych portali nazwał jego 34 punkty rekordem finału. Rekordy to mogą być od 1998 roku w zbiórkach czy asystach, ale punkty są dostępne od początku rozgrywania play-off, czyli od 1985 roku. A więc mała ściągawka ode mnie z pozdrowieniami. Ci faceci rzucaliw finale więcej niż niesamowity Milan w sobotę:

45 – Zelig (Śląsk), 1991, mecz 3
40 – Williams (Śląsk), 1994, mecz 3
39 – Zelig (Śląsk), 1987, mecz 3
36 – Zelig (Śląsk), 1987, mecz 2
36 – Walker (Mazowszanka), 1995, mecz 3
35 – Williams (Mazowszanka), 1995, mecz 4
35 – Kijewski (Lech), 1985, mecz 2
35 – Szczubiał (Zagłębie), 1985, mecz 1
35 – Bargiel (Śląsk), 1989, mecz 3

Zapraszam na transmisję w niedzielę o 15 do TV4. A typ? Prokom – Turów -7.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 1)

Obiecałem, więc zrobiłem. Obejrzałem dokładnie – klatka po klatce, kiedy było trzeba – cały mecz pierwszy finału Turów – Prokom i zabawiłem się przy tej okazji w sędziowskiego kwalifikatora. Oceniłem po prostu akcję po akcji, jak moim zdaniem to wyglądało – czy decyzja dobra, czy zła. Oczywiście, czynni sędziowie, bieglejsi w przepisach czy interpretacjach, być może mnie poprawią w paru kwestiach, a także – rzecz jasna – każdy niebiegły kibic też może mieć swoje zdanie (choć polecałbym słuchanie mądrzejszych, co staram się zawsze czynić). Więc zastrzegam raz jeszcze – to tylko moja ocena, na pewno obiektywna u źródeł, bo żadnego interesu w bronieniu czy atakowaniu sędziów, albo w staniu po stronie Prokomu lub Turowa nie mam.

(A na koniec będzie także parę uwag o sporcie, nie sędziach, które mi się nasunęły przy oglądaniu).

Jeszcze jedno w ramach wstępu – ocena zdarzeń (a właściwiej zderzeń) boiskowych musi się zmieniać w zależności czy zawodnik ataku jest z piłką czy bez, a kiedy jest z piłką – czy jest w ruchu czy nie. Tak mnie uczono jako sędziego. Dlatego też to samo 'bampowanie' i spychanie rywala w wykonaniu Dragisy Drobnjaka w momencie walki o pozycje bez piłki może być zagraniem dozwolonym, a dokładnie ten sam ruch wobec zawodnika z piłką jest już faulem. Kładzenie ręki zgiętej w łokciu na rywalu będącym tyłem do kosza w bezruchu jest zagraniem legalnym, ale ta sama ręka napierająca na przeciwnika w ruchu, to już może być faul. Takie niuanse czasami są mało znane, ale ważne.

No to teraz opis tego, co zobaczyłem. Według klucza: czas boiskowy – sędzia odpowiedzialny (sędziowali Janusz Calik, Tomasz Trawicki, Dariusz Włodkowski) – opis sytuacji – werdykt mój, samozwańczego kwalifikatora.

I kwarta

8.28 do końca – Włodkowski – faul Rodrigueza na Shakurze przy linii bocznej, moim zdaniem Portorykańczyk czysto wybił piłkę – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

5.43 – Włodkowski – wchodzący pod kosz Shakur jest faulowany (?) przez Rodrigueza, trafia, akcja 2+1, moim zdaniem znów Portorykańczyk trafia tylko w piłkę; ja mam szczęście, kamera jest dobrze ustawiona, sędzia Włodkowski nie ma prawa tego widzieć, bo zasłania mu ciało Rodrigueza; jednak i tak gwiżdże, nie dając szansy na ocenę sytuacji koledze, który widzi wszystko jak na dłoni – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

0.46 – Calik – Stanojević wjeżdża pod kosz z narożnika, roluje się na rywalu, ale jest faul Ljubotiny; na wolnych obrotach widać, jak pierwszy kontakt inicjuje Ljubotina, wkładając rękę w tor biegu Stanojevicia – DOBRA DECYZJA

0.22 – Trawicki – podwójny, oczywisty błąd sędziego – Kitzinger tuż przed końcem 24 sekund robi najpierw kroki ruszając w kozioł (szybki jest, ale kroki są), a potem rzuca po syrenie 24 sekund; klatka po klatce wykazuje, że 0 na zegarze 24 s jest w momencie, gdy na zegarze głównym jest 0.22,8, a Kitzinger wypuszcza piłkę gdy jest 0.22,5. Taka różnica (0,3 sek) to sporo – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

II kwarta

9.15 – Włodkowski – Stanojević gra tyłem do kosza, podwajają go Drobnjak i Ljubotina, są blisko rywala, ale moim zdaniem można grę puścić, tak jak to czynią sędziowie.

8.48 – Włodkowski – Stanojević znów gra tyłem do kosza, tym razem 1×1 z Ljubotiną; sporo jest w tej sekwencji zetknięć, ale obaj zachowują się zgodnie z regułami, aż na koniec Stanojević wysuwa łokieć uderza nim w tors Ljubotinę (średnio mocno), a sędzia gwiżdże faul obrońcy… moim zdaniem żadnego faulu obrońcy tu nie ma, ale i ofensa też nie widzę za bardzo – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Prokomu)

8.07 – Calik – wjazd Petrovicia pod kosz, straszliwie pokraczny odwrócony dwutakt – Petrović łapie piłkę nie w tempo, stojąc nogą na parkiecie, ale wbrew opisom w necie nie robi trzech kroków, tylko jakby dwutakt z miejsca (choć jest w ruchu), dwa i pół kroku; moim zdaniem jest to jednak akcja do puszczenia, bo ruch płynny, po prostu zaczął nie tak jak trzeba; można by to gwizdnąć, ale moim zdaniem nie trzeba było; dla zwolenników spisku – dokładnie, ale to dokładnie, taką samą akcję robi w III kwarcie Slanina (4.30 do końca), i też jest to puszczone i też moim zdaniem słusznie.

6.06 – Calik – gwiżdże faul w obronie Stanojevicia przy ślamazarnej próbie minięcia, zakończonej odegraniem na obwód, w wykonaniu Scekicia; obrona wygląda na czystą (Stanojević bierze rywala na tors), sędzia pokazuje, że Serb uderzył Bośniaka w łokieć – jeśli tak, to z przeciwnej strony niż była kamera i na pewno nie miało to żadnego znaczenia dla akcji – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.35 – Włodkowski – przy zbiórce Serapinas zbija piłkę niczyją cztery metry od kosza i trafia w głowę Rodrigueza, sędzia gwiżdże faul Litwina, sprawa ewidentna, po prostu kpina moim zdaniem – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

3.17 – Calik – po faulu Logana na Stanojeviciu pod koszem Kelati blokuje piłkę, Prokom dopomina się uznania punktów; niesłusznie, bo piłka na pewno wznosząca się – DOBRA DECYZJA

1.24 – Włodkowski – Slanina mija pod kosz i trafia na Drobnjaka, Litwin wychodząc w górę nie idzie do przodu i dlatego, mimo że jest kontakt z Drobnjakiem, zgodzę się z sędzią – do puszczenia.

0.36 – Trawicki – Sow gra 1×1 z Drobnjakiem i przy próbie mijania Drobnjak robi ten swój słynny 'bamp'; to jest ewidentny faul, tyle, że Sow nie idzie na rzut, tylko oddaje na obwód do Roszyka, który trafia za trzy; sędzia postępuje więc zgodnie z zasadą 'korzyść-niekorzyść' – odgwizdanie faulu dałoby w tym momencie niekorzyść Prokomowi, bo straciłby punkty – błąd, ale nie-błąd, taka dziwna konstrukcja, ale w kontekście sytuacji DOBRA DECYZJA 🙂

PODSUMOWANIE I POŁOWY

Błędy sędziów takie, jakie się zdarzają w każdym meczu, choć dwa grube: 24 sekundy po krokach i Serapinas. Nic wielkiego się nie dzieje. Łącznie sześć błędów, trzy na korzyść Turowa, trzy na korzyść Prokomu. Sędziowie: Włodkowski 4 błędy (!), Trawicki 1, Calik 1.

[ciąg dalszy poniżej w cz. 2]

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 2)

III kwarta

8.25 – Włodkowski – błąd kroków przy potrójnym naskoku do wsadu po pick-and-rollu Pape Sowa. O ludzie! Tego się po prostu nie gwiżdże, ten dodatkowy kroczek jest wliczony w widowiskowość. Żal, choć teoretycznie zgodnie z przepisami, ale w praktyce nie (zwłaszcza mówię to w kontekście rzekomych 'trójtaktów' Petrovicia i Slaniny) – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

7.38 – Calik – Gurović od tyłu wybija piłkę Witce przy akcji 1×1 tyłem do kosza, ale widać, że uderza też w rękę, na nic protesty – DOBRA DECYZJA

3.49 – Calik/Włodkowski – Sow mija Witkę grając przodem do kosza z szóstego metra, Witka wkłada mu rękę w tor biegu, brak gwizdka – ewidentnie BŁĄD SĘDZIÓW (korzyść Turowa)

3.10 – Calik – Kitzinger wykonuje piwoty pod koszem, rzuca niecelnie, ale na zwolnionych obrotach widać wyraźnie, że o prawie metr przesuwa się bez kozła, szurając po podłodze nogą piwotującą, gwizdka nie ma – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa) – [uwaga na zupełnym marginesie, sędzia Calik w tym ustawieniu raczej ma za zadanie obserwować partie górne zawodników (czy nie ma faulu), a koledzy powinni pomóc w sprawie kroków, ale tu sprawa jest tak ewidentna, że dorzucam ją do oceny Calika, który powinien był to widzieć]

2.34 – Trawicki – pod naciskiem obrońców Kitzinger robi kroki na środku boiska i długo protestuje – niesłusznie, znów przesuwał nogę piwotującą i to grubo – SŁUSZNA DECYZJA

2.27 – Włodkowski – ofensywny faul Shakura, łokieć wbity w Kitzingera przy wyprowadzaniu piłki – DOBRA DECYZJA

2.08 – Włodkowski – Kitzinger mija Milicicia i wchodzi pod kosz dwutaktem w dwie różne strony, przy drugim kroku rękę na szyi lekko kładzie mu Milicić (to jego czwarty faul) – moim zdaniem kontakt kompletnie nieistotny, trzeba było sobie darować ten gwizdek – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

1.32 – Włodkowski – Stanojević zbiera piłkę w ataku, jest naciskany przez Drobnjaka i Ljubotinę, piwotuje w miejscu, gwizdek – nie ma tu ani faulu, nie ma też kroków na pewno, ale są trzy sekundy (co pokazuje zegar boiskowy) i to właśnie odgwizdał sędzia – DOBRA DECYZJA

0.53 – Włodkowski – tak zwany czeski przeskok Kitzingera przy wejściu pod kosz, zakończonym punktami; czyli dwutakt, ale po złapaniu piłki długi sus i zmiana nogi; tu jest zagwozdka, bo taką akcję często gwiżdże się mężczyznom jako kroki, a u kobiet puszcza, moim zdaniem zagranie jest zgodne z przepisami, ale może ktoś fachowo się wypowie – BRAK WERDYKTU

0.40 – Calik – przy zasłonie na środku boiska Drobnjak wychodzi wysoko w obronie, Slanina pod wpływem lekkiego kontaktu z jego nogą się poślizguje i pada na parkiet, gwizdka nie ma – moim zdaniem słusznie, głównie dlatego, że kontakt był nieistotny, przypadkowy i lekki, a Prokom nie stracił piłki.

0.25 – Włodkowski – piąty faul Milicicia przy wejściu Kitzingera pod kosz, faul na pewno był i choć sędzia do stolika pokazuje numer 5 (Roszyka tam na pewno nie było, Milicić ma czwórkę na koszulce), to potem jest to poprawiane. W kontekście tego, co się zdarzy w końcówce powiem, że może sędzia Włodkowski po prostu od razu pokazał, że to piąty faul Milicicia? – w każdym razie DOBRA DECYZJA

0.00,1 – Trawicki – akcja na miarę meczu, w ostatniej sekundzie kwarty, a nawet w ostatniej 0,1 sekundy, w rzucającego z szalonego wyskoku Kelatiego wpada Shakur – jego piąty faul! – ewidentny – DOBRA DECYZJA

IV kwarta

9.34 – Trawicki – na boisku pojawia się Kisner i w swojej pierwszej akcji (po oddaniu piłki do kolegi) wpada w ustawionego dobrze w obronie Kitzingera, wpada przypadkowo, ale zgodnie z literą przepisów jest to faul, tyle że sporo takich kontaktów w meczu poza piłką się nie gwiżdże, ale z trzeciej strony kontakt jest mocny i Kitzinger zamroczony – trudna sprawa, MOŻNA BYŁO GWIZDNĄĆ

7.13 – Trawicki – Rodriguez wchodzi pod kosz, ale zatrzymuje się przed obrońcą, piwotuje kilka razy i odgrywa do ładnie uciekającego za plecy Kelatiego, który trafia spod kosza; tyle tylko, że Rodriguez ewidentnie przestawia obie stopy przed podaniem, a więc robi kroki – BŁĄD SĘDZIEGO (korzyść Turowa)

6.55 – Trawicki – wejście Sowa pod kosz i mocny faul Witki z atakiem na piłkę; czy to był faul niesportowy – moim zdaniem nie, DOBRA DECYZJA

6.23 – Trawicki/Włodkowski – dla mnie, jako pasjonata koszykówki i sędziowania to jest akcja meczu. Dodam wyraźnie – SKANDAL MECZU. Sędzia Trawicki odgwizduje (słusznie!) faul Rodrigueza na Masiulisie podczas walki o piłkę (Portorykańczyk włożył rękę w ramię mającego piłkę Litwina), a ten robi fikołka na parkiecie nie zgadzając się z tym faulem. To na pewno nie jest zachowanie na techniczny, tym bardziej, że nie ma żadnej eskalacji, ale sędzia Trawicki zgodnie z regułami sztuki wkłada sobie gwizdek do ust i robi dwa szybkie kroki w kierunku Rodrigueza, ostrzegając go w ten sposób 'przestań pajacować, albo będzie techniczny'. I teraz: w tym momencie sędzia Włodkowski robi spod kosza pięć szybkich kroków i wykonuje uspokajające gesty – ale nie w stronę Rodrigueza, tylko w stronę sędziego Trawickiego!!! Wyraźnie mu pokazuje, żeby się uspokoił i nie dawał technicznego. Dlaczego? Zapewne wie, że ten faul sprzed chwili był czwarty dla Portorykańczyka, a techniczny wyeliminowałby go z gry… To jest gruby skandal, sędzia nie może być kontrolerem! To była próba wpłynięcia na niezawisłość decyzji kolegi (kluczową w koszykówce, jak i w każdym zawodzie sędziego), a na dodatek dokonana nie przez sędziego głównego (miałoby to sens). Moim skromnym zdaniem, za samą tę akcję, podważającą jego bezstronność, pomijając nawet wszystkie błędy w tym meczu, sędzia Włodkowski powinien zostać ukarany, a na pewno dokładnie przesłuchany przez sędziowskie (niezawisłe) władze… Ufff…

5.44 – Trawicki/Włodkowski – akcja dzieje się dokładnie na granicy ich stref, na dodatek bardzo szybko, ale faul Kelatiego na wychodzącym w górę do rzutu za trzy Guroviciu jest ewidentny, łapał za ręce rywala wyraźnie, a gwizdka nie ma – gruby BŁĄD SĘDZIÓW (korzyść Turowa)

2.31 – Trawicki – druga podobna sytuacja, Sow sam pod koszem i mocny faul Witki, który trafia także Senegalczyka w głowę. Ufff… Sytuacja niejednoznaczna, więc poprzestałbym na stwierdzeniu, że na dwoje babka wróżyła. Można było, ale można było nie.

0.06,6 – Trawicki – znów akcja na miarę meczu, Logan wjeżdża pod kosz i trafia pod presją na 80:79. W powtórce widać coś jakby faul Slaniny, Litwin wpada w tor lotu Logana i jest spóźniony. Sędziowie to puszczają, mogli gwizdać, choć kontakt jest tak naprawdę znikomy. Pozostawiam to bez rozstrzygnięcia.

0.01,7 – Calik – faul niesportowy Slaniny, łapie w pół uciekającego w sytuacji sam na sam z koszem Rodrigueza – moim zdaniem SŁUSZNA DECYZJA (więcej o tym poniżej).

0,00,7 – Calik – kroki Kelatiego przy wyprowadzaniu piłki z boku; sprawa ewidentna, choć mało znana, kiedyś grubą aferę z tego próbował robić we Włocławku trener Aleksandar Petrović (w meczach o brąz z Ostrowem, akcja Matta Santangelo). Kiedy się zaczyna dwutakt, to po nim można tylko podać lub rzucić. Nie można zacząć kozłować. A Kelati w tej sytuacji biegł, zrobił dwutakt i wszedł z kozioł – bardzo SŁUSZNA DECYZJA.

A więc PODSUMOWANIE DRUGIEJ POŁOWY: 6 błędów sędziów – wszystkie na korzyść Turowa (auć!) plus skandal przy prawie-technicznym. Sędziowie: Włodkowski 3 plus skandal, Calik 1,5, Trawicki 1,5.

ŁĄCZNIE CAŁY MECZ:

12 błędów plus skandal, z czego 9 na korzyść Turowa i 3 na korzyść Prokomu.

Sędziowie: Włodkowski 7 plus skandal, Trawicki 2,5, Calik 2,5.

Kilka uwag na koniec i ocena łączna.

Absolutnie nieuprawnione jest moim zdaniem stwierdzenie ludzi z Sopotu typu 'zrzucili nam rozgrywających'. Z 10 fauli Milicicia i Shakura nie powinno być jednego (Milicicia, a i tam kontakt był). A to zdecydowanie nie potwierdza tezy o tym, że sędziowie wiedzieli, co chcieli osiągnąć.

Trudna sprawa z dwoma mocnymi faulami Witki na Sowie. Długo to analizowałem, w mojej opinii w drugim przypadku można było dać faul U (czyli niesportowy). Ale myślę, że każdy ma wątpliwości – można więc było też nie dawać, tak jak to zrobił sędzia.

Z kolei przy faulu Slaniny przy stracie 1,7 sek przed końcem meczu ocena była dobra. Faul U nie musi być umyślny. Slanina nie chciał faulować, potknął się o nogi Gurovicia i przez to wpadł na nogi i 'odwłok' uciekającego w sytuacji 'sam na sam z koszem' Rodrigueza. I właśnie dlatego – a nie dlatego, że to był faul celowy lub brutalny – mógł to być faul U. Przypominam też, że aby sfaulować w koszykówce wcale nie trzeba chcieć.

Co do mierzenia czasu przy krokach Kelatiego na samym końcu, widać wyraźnie, że czas zatrzymuje się bardzo szybko po gwizdku. Gwizdek jest dość późno, ale to kwestia ludzkiej reakcji. Sekunda, która w ten sposób upływa, była całkowicie uprawniona.

Teraz wnioski. Osoba ze sztabu Prokomu, z którą rozmawiałem o tym meczu, mówiła o 20 błędach sędziów na niekorzyść Prokomu. Moim zdaniem – jak widać wyżej – było ich mniej. ALE I TAK O WIELE ZA DUŻO!!! Sopocianie zostali skrzywdzeni, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że trzy błędy sędziów na korzyść Prokomu skutkowały trzema faulami graczy Turowa (których być nie powinno) i niczym więcej. Tymczasem dziewięć błędów na korzyść Turowa skutkowało: brakiem siedmiu rzutów wolnych dla Prokomu, trzema faulami graczy Prokomu, których być nie powinno, a także uznanymi (po akcjach z gry lub wolnych) siedmioma punktami dla Turowa, których być nie powinno. Sporo!

Trudno jednak mówić o drukowaniu, czyli celowym działaniu sędziów i pilnowaniu wyniku, skoro ostatni błąd sędziego miał miejsce 5.44 min do końca meczu, przy stanie 65:67 (Prokom prowadził). Jeśli nawet sędziowanie ocenimy za stronnicze, a przy takiej liczbie błędów możemy się pokusić o takie stwierdzenie, to mimo to Prokom ten mecz przegrał na boisku, a przynajmniej – choć to oczywiście niewiele – sędziowanie nie zabrało sopocianom szans na wygranie tego meczu na boisku (kto czyta ze zrozumieniem, wie, o czym mówię). I choć postawę i formę sędziego Włodkowskiego w tym meczu oceniam jako dramatyczną i niedopuszczalną na tym poziomie, to cała trójka nie wypaczyła wyniku meczu w stopniu większym niż miało to miejsce w spotkaniu numer 6 w półfinale. Tam Polpak nie miał już szans na reakcję. To moje zdanie w kwestii wyważenia, gdzie był większy skandal.

Patrząc na liczbę błędów (i ich wagę!) w wykonaniu poszczególnych sędziów w tym BARDZO TRUDNYM do sędziowania meczu, biorąc pod uwagę także trudne DOBRE decyzje, dałbym im oceny (w skali 1-10) – Calik 8, Trawicki 7, Włodkowski 3. Mniej niż trzy błędy na mecz to wynik niezły, choć mógłby być lepszy, mówię o dwóch pierwszych sędziach. Ten ostatni za to miał co najmniej (!) słaby dzień, a jego zachowanie podczas akcji skandalicznej nadaje się co najmniej do dochodzenia w gronie sędziowskim. A całokształt i liczba błędów na pewno nadaje się do zaordynowania dłuższej przerwy dla tego pana. Panów Calika (zwłaszcza) i Trawickiego za to chętnie obejrzę znów w finale.

I to tyle o sędziowaniu. Dodam, że opierałem się na zapisie całego meczu. Ale czas akcji podawałem także z myślą o krążących w necie filmikach. Tam chyba też go widać, więc można obejrzeć sytuacje, o których piszę. Sam nie byłem w stanie w polowych warunkach ich tu wkleić.

[więcej poniżej w części 3)

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Sędziowanie w meczu 1, czyli samozwańczy kwalifikator w akcji (cz. 3)

I na koniec obiecanych kilka uwag o taktyce po obejrzeniu meczu dokładnie i spokojnie. Oczywiście każdy akapit powinien się zaczynać od słów 'moim zdaniem', więc każdy się może nie zgodzić. 🙂

1. W drugiej kwarcie Jovo Stanojević dostał sześć piłek z rzędu i z tego wynikły dwa faule w obronie i pięć koszy. Stanojević w drugiej połowie zagrał jakieś sześć minut na przełomie kwart i nie dostał ŻADNEJ piłki, a jedyny raz miał ją w ręku, jak zebrał sobie w ataku i wtedy wykonał błąd 3 sekund. Kiedy Stanojević był na boisku Prokom spokojnie prowadził. Serb nie miał żadnego faulu i ani razu nie musiał kryć nie tylko Witki, ale nawet Logana, Kelatiego czy Rodrigueza. Hmmm, wyszło tak, że to nawet nie uwaga, to tylko fakty.

2. Kłopoty z faulami rozgrywających Prokomu zaczęły się przy 2.20 do końca III kwarty, kiedy Prokom prowadził 56:42 (!) i czwarty faul złapał Shakur. Wszedł wtedy Milicić, który złapał kolejne faule, kiedy na zegarze było 2.08, później 1.20 i wreszcie 0.25 do końca III kwarty. Każdy z tych momentów powinien oznaczać moim zdaniem natychmiastowe wejście Kisnera. Tymczasem po piątym faulu Milicicia wszedł znów Shakur, który tuż przed końcem zachował się kompletnie bez sensu, faulując bez powodu i racji bytu Kelatiego. Jak dla mnie, to błąd trenerski, choć każdy ma prawo do swoich koncepcji. Być może to wynika z braku doświadczenia, być może z tego samego powodu trenerowi Pacesasowi zdarzało się zostawać bez czasów do wzięcia na 5 minut przed końcem równego meczu (we Wrocławiu), albo wykorzystywać drugi, ostatni na połowę meczu time-out na rozrysowanie akcji na kilka sekund przed końcem I kwarty (w meczu z Polpakiem w półfinale)…

3. O co chodziło z wejściem, a potem zejściem Kisnera w czwartej kwarcie? Amerykanin uczestniczył w następujących sekwencjach: faul w ataku (wątpliwy) na Kitzingerze; faul w obronie przy próbie dobrej rotacji i pomocy przy Loganie (przynajmniej on próbował…, a nie jak inni w IV kwarcie); asysta do Roszyka na rzut za trzy; stanie z boku, gdy Filip Dylewicz zagrał samodzielnie i oddał nieprzygotowany rzut; krycie Rodrigueza, który w dwóch kolejnych akcjach stał z boku. Ja tu błędów większych nie widzę, a jednak po zaledwie 2.13 min na boisku Kisner powędrował na ławkę, a Prokom grał z rozgrywającym Slaniną, szalejącym po boisku, słaniającym się na nogach i… (patrz punkt 4).

4. W ostatnich trzech swoich akcjach w ataku w meczu Prokom nie wykonał dobrego rzutu! Kolejno było to: dłuuuugie rozegranie, po którym Dylewicz rzucał z jednej nogi z siódmego metra; kompletne szaleństwo, blisko straty, po którym Masiulis rzucał sprzed piersi oburącz z 9 metrów o tablicę (i prawie wpadło!); oraz strata Slaniny, który wkozłował sobie w nogę. Jakże to wygląda w opozycji do przygotowanych, mądrych i ustawionych pod indywidualne popisy gwiazd akcji Turowa, z których ostatnią spokojnie wykończył w swoim stylu Logan, dając Turowowi zwycięstwo.

No to czekam na Wasze opinie!

PS. Tak w ogóle zrobiło się jakieś story wokół tego, skąd w necie pojawiły się filmy z 'błędami sędziów' przed pierwszą retransmisją w Polsacie Sport Extra. Ja mogę tylko powiedzieć, że zespoły często zamawiają sobie w naszym (polsatowskim) wozie transmisyjnym płyty DVD nagrane podczas transmisji i takie płyty odbierają tuż po meczu.

PS2. Są już na pewno – tutaj na przykład – filmy ze skrótami finałów, Dogrywka i szaleństwa Logana. Polecam obejrzeniu i uwagom szanownych państwa. Dla koneserów dźwięków też jest tam kilka niespodzianek. Aczkolwiek wiertarkę udało nam się wyciąć. 🙂

PS3. Nie wiem, czy coś uda mi się napisać jeszcze przed sobotą, więc zapraszam na finałowe mecze 3 i 4 do Sopotu i do TV4 (nie będzie Szarika! nie będzie Gustlika!) na godz. 15 zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Zapraszam na finałowy mecz mediów w mocnej obsadzie w sobotę po godz. 18, także w Hali Stulecia. I typuję: Śląsk – Polpak (mecz 3) -5, Prokom – Turów (mecz 3) +13.

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

 

Dwa wywiady Tomasa Pacesasa

Dyskusja o sędziowaniu trwa – potworna. Ja ciągle w podróżach, więc usiąde do płyty z meczu 1 chyba dopiero jutro, ale temat i tak nie umrze. Dziwne, bo dla mnie w tym finale naprawdę decyduje co innego. Pierwszy mecz – być może wygrany przez Prokom – tu niewiele by zmienił. Dla mnie wyniki w Sopocie będą miały największe znaczenie. No i zobaczymy wtedy, kto zrobi znaczący skok w swojej grze – Turów czy Prokom. Przecież po dwóch meczach półfinału ze Śląskiem w Zgorzelcu było 1:1, a potem nie było czego zbierać.

Miałem nie pisać przez kilka dni, ale nie sposób nie pisać. Dzieje się sporo ciekawego. Po pierwsze, czekam na to, aż ukażą się na stronie wideo.gazeta.pl (zakładka Sport) cztery filmy wczoraj przyprawione – Dogrywka, 20 punktów Logana i skróty dwóch meczów. Jakaś awaria znów utrudnia, ale mam nadzieję, że zaraz znów wszystko zadziała.

Po drugie, przeczytałem dwa wywiady z bohaterem – a może na razie przede wszystkim główną postacią – tego finału, trenerem Prokomu Tomasem Pacesasem.

Pierwszy w Sport.pl (dobra robota Łukasza), w którym rozmówca i rozmawiający szczerze i otwarcie analizują taktycznie grę Prokomu. Dla mnie to mały szok, bo takich rzeczy w połowie finału moim zdaniem się robić nie powinno! Odkrywanie sposobu myślenia jest skarbem dla rywali! Wyjścia są trzy – albo młody trener o tym zapomniał po prostu, albo myli pogoń (mówi nieszczerze), albo zaczyna szukać usprawiedliwień, już teraz przed kibicami i mediami tłumaczy swoje postępowanie, jakby bojąc się brutalnych ocen.

Wywiad ciekawy, Pacesas ma sporo racji i można zrozumieć jego tok myślenia w wielu sprawach. Moim zdaniem (jeśli wolno) marudzenie na sędziowanie powinien sobie darować (już o tym pisałem). Jego diagnoza boiskowych kłopotów Prokomu jest też inna od mojej. Zresztą – w tym jednym punkcie pozwolę sobie na szczegółowość – Tomas Pacesas sam sobie zaprzecza. W odpowiedzi na drugie pytanie (o meczu 2) mówi: 'nie funkcjonował nasz atak'. W odpowiedzi na pytanie przedostatnie (o Stanojevicia, lepszego w ataku niż Sow) mówi: 'My nie mamy problemu ze zdobywaniem punktów, my mamy problem w obronie'. Dla mnie to wypowiedzi sprzeczne.

I jeszcze jedno – pada też stwierdzenie, że Stanojević nie może grać, bo musiałby pilnować Witkę, podobnie jak w półfinale musiał pilnować Brkicia. Ja nie wiem, może chodzi o jakieś tajne koncepcje defensywne, które są powyżej mojej znajomości koszykówki, ale centrami Turowa są Drobnjak i Scekić, a w Polpaku na tej pozycji grają Hicks i Tica… 

Z drugiego wywiadu (dla Przeglądu Sportowego) znam tylko fragmenty stąd, a po całość niedługo udam się do kiosku. Jest jednak krwiście. Znów to wygląda jak zabezpieczanie sobie tyłów. Ale fragmenty o spisku Turowa, który przyszykował prowokację swoich rezerwowych wobec gwiazd Prokomu, to już prawdziwe kuriozum. Ja zgadzam się, że w awanturze przegiął przede wszystkim Marko Scekić (a nie Pape Sow), ale:

1. Czy gwiazdy Prokomu to dzieci specjalnej troski, które po przepychance 22 minuty przed meczem przez dwie godziny nie mogą dojść do siebie?

2. W czasie przepychanki nic się właściwie nie stało, ciosy nie padły, więc moim zdaniem – zakładając, że to Turów prowokował – 'prowokacja' (jeśli była) się po prostu NIE UDAŁA, więc o co chodzi?

3. Jeśli Saso Filipovski tak potrafi pokierować wydarzeniami, że jest w stanie 'rozrysować' awanturkę z udziałem piłki utraconej przez Prokom podczas rozgrzewki, jest dla mnie mistrzem świata. A tak interpretuję słowa o 'przemyślanej akcji'.

Z innych spraw, ciekawe jest przyzwolenie dla Kelatiego i Logana na rzucanie. Jeśli to ma być metoda, to uważam, że prowadzi prostą drogą do srebra (ale pachnie mi to ściemą). Za to skarżenie się, że Turów uprawia wrestling to już rzecz niegodna sportowca, który przez cała karierę był podziwiany za charakter, nieustępliwość i boiskową dumę. Taktyka finałowego podgrzewania atmosfery? Być może, ale może mi się nie podobać.

I jeszcze jedno – zagadka. Ile nieprawd jest w tych zdaniach? 'Logan i Kelati niech strzelają do woli! W ostatnim meczu zdobyli 46 oczek. Ale to nawet nie była połowa punktów Turowa'. 🙂

Nie chcę wchodzić w rolę krytyka Tomasa Pacesasa, którego szanuję za boiskowe osiągnięcia i uważam za dobry materiał na trenera. Ale czy staje się dobry trenerem, pokażą dwa najbliższe mecze. Nie ma bowiem możliwości, żeby uznać go za dobrego trenera, jeśli przegra ten finał. Nie z tym klubem i nie z tym składem, a nawet jeśli pozostałe mecze sędziować będzie trzech niewidomych sędziów. Ale na razie ocena wisi w powietrzu.

Natomiast nigdy nikt mnie nie przekona, że jest zasadne i taktowne wypowiadanie takich słów, jakie padają w tym wywiadzie w kierunku Polpaku. Smutne.

Jakże inaczej w tym kontekście patrzymy wszyscy (także ja) teraz na trenera Kijewskiego. Jego powstrzymywanie się od mówienia było dla dziennikarzy męczące (bo brak było materiału), ale w wielu przypadkach zrozumiałe i uzasadnione. Teraz łatwiej to zrozumieć. I co ciekawe, wielu obserwatorów zwraca uwagę, że ten charakter trenera pomagał też wygrywać Prokomowi, co wówczas wielu z nas odbierało jako 'koszykarze wygrywają sami'.

No ale ale – raz jeszcze powtórzę: cała ocena Prokomu (i Turowa też) nastąpi dopiero po finale. Jest w każdym razie bardzo ciekawie i bardzo gorąco.

 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

 

Finał historyczny? Może… za chwilę…

Uffff. Zmęczenie spore, były i stresy, i przejazdy, i wysiłek fizyczny, a także spore emocje. Fajny weekend, choć sprawa nieudanej 'nieżywej' sobotniej transmisji nieco go popsuła. Ale o tym już było wczoraj.

Główne myśli zebrałem w tekście coniedzielnym dla Sport.pl i 'GW'. Ale warto trochę dodać.

Może zacznę od przepychanki na boisku przed meczem. Opisałem to w linku powyżej, ale mogę tu dodać, że całe zdarzenie od początku widziałem na własne oczy. Marko Scekić MOIM ZDANIEM celowo próbował trafić piłką w Sowa, ale jest faktem, że zwracając ją sopocianom z odległości około 15 metrów miał prawo rzucić mocno. To, że Bośniak trafił z takiej odległości w Senegalczyka (w jego plecy), też było sztuką. Sytuacja absolutnie kuriozalna, takie koszykarskie dwa ognie. Sow aniołkiem nie jest, ale nie do końca się zgodzę z trenerem Saso Filipovskim (który zresztą przyznał, że w czasie awantury był jeszcze poza halą – podobnie jak sędziowie zresztą), że to zawodnik Prokomu sprowokował całą sytuację.

Trener Pacesas mówił, że ta sprawa miała wpływ na koncentrację i emocje jego zespołu i z tego wynikły głupie straty na początku meczu. Ciekawe. Szkoda zatem, że tych emocji kłębiących się w zespole, nikt nie potrafi wykorzystać na korzyść Prokomu. Zresztą awanturka wewnątrz zespołu z Sopotu podczas time-outu w sobotę (Gurović i Milicić w rolach głównych) świadczy o tym, że ten zespół nie jest skoncentrowany i zmobilizowany na celu, jakim jest mistrzostwo. I że role w drużynie nie są opisane, zdefiniowane i zaakceptowane.

Oczywiście, scysji wewnątrz drużyny nie można przeceniać – jak ktoś przegrywa, to się kłóci. Natomiast zawsze groźne jest, kiedy zespół się poddaje. A niedzielne zachowanie Donatasa Slaniny oraz Milana Gurovicia mogło na to wskazywać. Slanina wdał się w jakieś przepychanki z Witką, coś tam mu pokazywał, kłócił się z sędziami po faulu niesportowym, do którego odgwizdania arbitrzy na pewno mieli prawo i zakończył mecz z zerem na koncie. Gurović pokazał tylko nieskuteczność, rozmowy z sędziami oraz prośbę o zmianę, kiedy nic nie szło. O zmianę! A nie o 'dajcie mi piłkę, ja to załatwię!', czego spodziewałbym się po liderze i kapitanie.

Może jeszcze dodam w tematach pozaboiskowych jedną moją opinię, ciekawe, czy ją podzielacie. Moim zdaniem, jeśli dochodzi do przepychanki na boisku przed lub podczas meczu, to od trenerów i ich asystentów (zwłaszcza!) oczekuje się raczej tonowania nastroju niż napastliwości z szaleństwem w oczach i butelką w dłoni… A także z tego co wiem powszechnie przyjęta etykieta trenerska przewiduje, że w czasie meczu szkoleniowcy nie zajmują się zachowaniem rywali czy komentowaniem gry zawodników przeciwnika, ale wyłącznie prowadzeniem swojego zespołu. Np. nie wypada sugerować sędziom, że rywale – albo trener-rywal – powinni dostać faul techniczny. Ale może to jakieś staromodne zasady?

I kończąc już naprawdę temat przepychanek – na stronie Sport.pl (czy w 'GW' też?) czytam tekst, w którym jest mowa o tym, że Sow dostał piłką w głowę (!) i 'koszykarze walczyli na pięści'. Ojojojojojojojjjjj… A na PLK.pl czytam, że awanturę sprowokował Sow. Ojojojoj… Czy leci z nami rzetelność?

Ciekawa była wypowiedź trenera Tomasa Pacesasa po meczu drugim. Zaczął od… gratulacji dla swojego zespołu za walkę. Hmmm… Czekałem na gratulacje dla rywali (od których zaczął Filip Dylewicz) i na szczęście gdzieś tam pod koniec wypowiedzi były. Ale czy naprawdę sopocianom należały się gratulacje? A może Litwinowi chodziło o podziękowania (może kłopot językowy), ale czy naprawdę było za co choćby dziękować?

O taktyce, wspieraniu gwiazd i przygotowaniu do meczu, a także prowadzeniu zespołu w trakcie spotkania było już w tekście zalinkowanym powyżej. Ja tylko – jak swoją mantrę – powtórzę: młody trener Pacesas może zostać oceniony dopiero na koniec tego sezonu. Co z tego, że z mistrzami świata i Europy czy zawodnikami z NBA ma w play-off w tej chwili bilans 7-5? Liczyć się będzie to, co teraz nastąpi. Z czego Pacesas i jego zespół są zrobieni, jakie mają pomysły na grę. Po finale ocenimy.

Uwaga dodatkowa. Słuchać czy mówić o sędziach i ich błędach już chyba nikt w okolicy nie ma ochoty. Po półfinale z Polpakiem Prokom po prostu moim zdaniem powinien zaakceptować to, co przyniesie boisko. Sędziowaniem zajmiemy się my, dziennikarze, prezes ligi, szefowie arbitrów. Jeśli będzie tak słabe, jak w meczu numer 1, litości nie będzie. Mam nadzieję, że płyta z tym meczem jest właśnie dokładnie analizowana przez odpowiedzialnego za obsadę pana Marka Paszuchę. Ciekaw jestem, dlaczego w meczach finałowych do tej pory zabrakło na boisku sędziów euroligowych Bachańskiego i Ćmikiewicza oraz weterana, międzynarodowego arbitra Kudlickiego. Wszyscy trzej w finałach byli od lat i nie zawodzili. W tym tygodniu mieli wolne?? Nie wiem na dodatek, czemu prowadzą mecze arbitrzy, których występy były w czasie sezonu podawane jako przykład kiepskiej pracy nawet przez samych sędziów (mam na myśli choćby mecz Prokom – AZS z rundy zasadniczej). Jednak apeluję raz jeszcze, niech za sprawy sędziowskie w finale nie biorą się ludzie odpowiedzialni za budowanie boiskowej strategii drużyn.

Ciekawa sprawa z tą strategią Prokomu, polegającą na przekazywaniu krycia w obronie bez wahania, po których to przekazaniach Sow musiał kryć np. Logana, Slanina Drobnjaka itp. Można się bowiem zastanowić, co jest dla kontrpropozycją dla tej taktyki. Gonienie swoich graczy po zasłonach będzie oznaczać bowiem więcej pozycji do rzutów za trzy dla Logana i Kelatiego (bo zasłony Turów stawia naprawdę dobre). Trener Pacesas najwyraźniej doszedł do wniosku, że lepiej, aby Logan i Kelati próbowali mijać wysokich (tych stojących przed nimi po wymianach krycia) i aby pod koszem nadziewali się na dobrze pomagających sobie graczy z Sopotu. Nic z tego nie wyszło, bo po pierwsze Kelati i Logan i tak trafiali ponad wysokimi za trzy, a po drugie dość często mądrze odgrywali piłki do wysokich. A po trzecie, jak Logan mijał to i tak nic z pomocy nie wynikało (w decydującej czwartej kwarcie meczu pierwszego).

Co robić? A może coś zmieniać, a nie ciągle trzymać się jednego pomysłu – który jak widać nie działa. A może strefa? Jestem pewien, że pojawi się ona w meczu trzecim. Ale czy nie jest za późno?

Kolejna ciekawa sprawa to wykorzystanie minut dla poszczególnych zawodników i rozstawienie ich po pierwszej i drugiej piątce. Kto wie, czy tu nie są potrzebne przesunięcia, skoro Pacesas i tak gra dziesiątką graczy. Po pierwsze piątka z Miliciciem, Roszykiem, Serapinasem, Masiulisem i Stanojeviciem wygląda dość mizernie, a w niedzielę to ona miała za zadanie zmniejszać straty. Czym? Jak?

Po drugie, Jovo Stanojević. Padło pytanie o Serba na konferencji prasowej i Pacesas mówił o tym, że ma pod koszem trzech innych zawodników w dobrej formie i stara się nimi rotować. Poniekąd słusznie, ale skoro tak źle idzie w ataku (a Stanojević w ataku daje dużo – to nie opinia – to fakt!), to może warto Serba potrzymać na boisku. W obronie nie pomoże za wiele, ale czy nie spróbuje zatrzymać Drobnjaka czy Scekicia? Oczywiście, jeśli będzie taktyka zamieniania krycia, to jest nieprzydatny. Ale może warto taktykę dostosować do zawodników, a nie odwrotnie?

Liczby finałowe są w ocenie Stanojevicia dość wyraziste. W dwóch meczach łącznie 23 punkty przez zaledwie 28:35 min gry (to tak jakby jeden mecz), 8/13 z gry, 7/8 z wolnych, 10 zbiórek, 3 faule (!!!) i 3 straty. Ja bym chciał mieć takiego zawodnika na boisku dłużej.

Trochę wszedłem w rolę trenera Prokomu, ale taka intelektualna zabawa przecież jest solą kibicowania sportowi. Ciekawią mnie wasze opinie na ten temat, mam nadzieję, że MIMO WSZYSTKO obejrzeliście oba mecze w całości… 🙂

Niewiele piszę o Turowie, bo teraz tematem numer jeden musi być niemoc Prokomu. Ale fakt jest faktem – na naszych oczach tworzy się historia. Miałem takie wrażenie w 2003 roku, kiedy w półfinale Anwil wyeliminował Śląsk i wiadomo było, że finał z Prokomem będzie niesamowity. I był! Rok później wydawało się, że euro ligowy Śląsk z Greerem i Wójcikiem jest nie do ruszenia, ale Prokom zrobił rzecz wielką. To były niesłychane finały. Teraz mamy wielki zwrot, bo z 0:2 w walce do czterech wygranych jeszcze nikt w polskim finale nie wyszedł obronną ręką.

Turów gra swoje, ale to swoje jest pisane z meczu na mecz coraz większymi literami. Gwiazdy Kelatiego i Logana świecą jasno, a kto ma wątpliwość, że nie jest to banalnie proste, niech zapyta jutro o świecenie Slaninę i Gurovicia. Druga para błyskotek – Andres Rodriguez i Dragisa Drobnjak – także jest wysoko na firmamencie. Robert Witka gra powyżej swojej normy. Iwo Kitzinger wnosi sporo energii i nie robi błędów. Vjeko Petrović, Marko Scekić i Slobodan Ljubotina są wyrobnikami, ale zwłaszcza w Zgorzelcu to słowo ma dobre znaczenie.

Turów po prostu do tej pory jest perfekcyjny w ten najgorszy, nudny sposób. W pierwszym meczu miał kłopoty, ale czwarta kwarta – ta zgorzelecka czwarta kwarta – pokazała, że jest w budynku przy Maratońskiej co najmniej jeden człowiek, który umie ocenić to co dzieje się na boisku i pokierować swoim zespołem tak jak trzeba. Saso Filipovski to uczynił z ławki, a David Logan na boisku. A w niedzielę było walcowanie. Szacunek.

Jedna uwaga na boku – ktoś mi zwrócił uwagę, że nieładnie jest mówić na Przemka Zamojskiego, iż jest 'ręcznikiem rzuconym na boisko'. Mówiłem o ringu co prawda i nie nazwałem Przemka ręcznikiem, ale wprowadzenie go na boisko rzuceniem tegoż, ale jeśli to przesada, to przepraszam. Żadnej urazy, takie barwne – być może za bardzo niegrzeczne. Sory.

A między jednym a drugim meczem poważnych koszykarzy był inny mecz. Niestety, polegliśmy. Gratulacje dla zwycięzców. W innych składach spotkamy się w sobotę w Sopocie (są chętni do gry w Reszcie Świata? piszcie na adrom72@gazeta.pl, czekam!), a może uda się zagrać jeszcze raz w Zgorzelcu w następną środę? Zabawa jak zawsze świetna, od MPD w Zakopanem nie grałem w kosza, ale to jest jednak sport niesamowity – na boisku, czy tuż obok niego. Rowerowanie czy tenisowanie można uznać tylko za sporty uzupełniające. 🙂

W sobotę udało mi się też rzucić okiem na trzy ostatnie kwarty meczu w Brzegu Dolnym. Nie ma co tu wiele mówić o grze, choć ze spraw czysto sportowych warto podkreślić, że Śląsk całkiem nieźle (lepiej niż sądziłem) radził sobie w osłabieniu. Myślę, że miałby jednak kłopoty z wygraną, gdyby nie 'popis' trenera Mihailo Uvalina. Mam do niego wielki szacunek, ale przegiął. Zresztą nie pierwszy raz, ale w czasie sezonu sędziowie pozwalali mu na te tańce, jak i zresztą pozostałym trenerom w naszej lidze.

Sędzia Tomasz Kudlicki jednak dokonał przełomu, bo po tym, jak jego kolega udzielił Uvalinowi w czwartej kwarcie faulu technicznego (a trener Polpaku nadal skakał, biegał dookoła stolika i krzyczał coś nieprzystojnie), po prostu zgodnie ze sztuką sędziowską dał Uvalinowi drugi faul techniczny i wysłał go do szatni. Wreszcie! Pozwoliłem sobie nawet na mikrooklaski z trybun, bo choć nie mam nic przeciwko presji na sędziów, ale kto przesadza, musi być zauważony.

Przełom, bo z tego co pamiętam ostatnim wyrzuconym z meczu trenerem w naszej lidze był Mariusz Karol z czasów Wisły Kraków, który jednak opuścił halę przez pomyłkę. Sędziowie bowiem doskonale zapamiętują, który trener już dostał 'dacha' i drugiego – wiążącego się z wyrzuceniem z ławki – praktycznie nigdy nie dają. Z Karolem było ponoć tak, że sędzia odgwizdał techniczny, zapominając, że Karol już miał jeden z samego początku meczu. Ponoć było prawie przepraszanie. Na meczu nie byłem, opowieść znam z piątej ręki, ale wygląda wiarygodnie.

Czas z tym skończyć, bo zaczęło być nieprzyzwoicie. Pomijam już nawet fakt, że Uvalin dostał szału po jakiejś zupełnie niegroźnej, zwyczajnej sytuacji, w której – jak mi się zdawało – nie miał racji. Serb jest zbyt inteligentny, żeby po prostu – ot tak sobie – w szały wpadać. Jak słusznie zauważył jeden z obserwatorów, wyglądało tak, jakby tracił szanse na wygraną w meczu, więc postanowił szukać alibi – choćby wskazując przez swoje zachowanie swojemu prezesowi (obecnemu na meczu) 'niech Pan zobaczy, jak nas oszukują'. Dla mnie taniocha, bo prezes Stefan Medeński – choć porywczy i od niedawna w koszykówce – na takie numery jest zbyt mądry. Ale może Uvalinowi się to opłaca? A może chciał po prostu dać zespołowi ostatni, desperacki sygnał do szarży?

W każdym razie szok na ławce Polpaku trwał dobrą chwilę. Dwaj kandydaci na zastępcę Uvalina – asystent z Serbii Milenko Bogicević i Dariusz Litwin – zamarli na dobrą chwilę i wyglądało przez moment, jakby zespołem miał zacząć rządzić kierownik drużyny Arkadiusz Sondej. Bobby Dixon sam się wprowadził po chwili na boisko, ale po kilku minutach psychologiczny pojedynek o władzę wygrał Serb. Zanim jednak się wszyscy zorientowali, było już ponad 20 punktów przewagi Śląska. Polpak zszedł na siedem (bodaj), ale wygrać już nie mógł. A w pierwszej połowie przecież z -20 świecianie potrafili w kilka minut wyjść na prowadzenie.

Pointa do całej tej historii jest jak z filmu Barei (puścić go Uvalinowi!): 'Klient w krawacie jest mniej awanturujący się!'. Albowiem w sobotę w Brzegu Dolnym trener Polpaku wystąpił w t-shircie i spodniach od dresu. Ponoć była jakaś awaria ubioru. Krawata zabrakło, no i nie dotrwał do końca…

No to teraz kilka dni odpoczynku od finału, dowiemy się, kto zdobędzie brąz (we wtorek w Świeciu lub w piątek we Wrocławiu), a pasjonujący finał wróci w sobotę (w TV4 o 15) do Sopotu.

PS. Kibicom Turowa, jak zawsze pasjonatom, dziękuję za koszulkę, której jednak nie mogłem użyć w transmisji, bo kolorystycznie nie pasowała do krawata Jankesa. Zajmie poczesne miejsce w kolekcji obok koszulki mistrzowskiej z pierwszego tytułu dla Prokomu. Wrocławska zielona 'cała Polska w cieniu Śląska' dla mnie nie trafiła. 🙂

PS2. Typek na wtorkowy mecz Polpak – Śląsk +11. Sędziowaniem w sobotę zajmę się rzeczowo (a nie emocjonalnie) jak znajdę czas. 🙂 

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus

Nie było transmisji, jest retransmisja

Najnowsze wieści: właśnie kończy się pierwsza retransmisja z meczu 1 na Polsacie Sport Extra, druga będzie na tym samym kanale o godz. 13.10. Wszystkich chętnych zapraszam.

Wpis z nocy:

Dzień do niczego. Zapowiadało się naprawdę niezwykle – sportowo w obu meczach sobotnich było ciekawie – a tu taki klops. Transmisji w TV4 nie było.

Powód? Awaria takiego małego wozu, który towarzyszy dużemu, a który odpowiada za wysłanie sygnału na satelitę, dzięki czemu potem z Warszawy z siedziby Polsatu można go rozesłać po całym świecie. Nie da się tego małego wozu obejść ani zamienić, wiaderkiem się przekazu nie zaniesie. Natychmiastowa akcja ratunkowa wykazała, że najbliższy taki wóz na zmianę jest w Opolu. Dojechać mógł dopiero jakieś dwie godziny po meczu. Taka historia się zdarza może raz na 100 czy 200 transmisji. Nie powinna nigdy, ale cóż, pozostaje bezsilność i przykrość. Pamiętam, że kiedyś to samo zdarzyło się ekipie TVP w Słupsku i wtedy mecz poszedł z odtworzenia o północy.

My jako komentatorzy z Tomkiem zgodnie z regułami sztuki 'pojechaliśmy' na sucho. Cała transmisja została zrobiona, oprawiona i na wozie nagrana. Tyle, że nie było jej jak w świat wysłać. Od 15.00 normalnie pracowaliśmy (więc pisać na blogu, ani pilnować pasków na ekranie TV4 na pewno nie mogłem). Od 17.00 do 23.00 próbowałem się dowiedzieć, czy i kiedy będzie jakaś retransmisja. Do tej pory nie udało mi się tego dowiedzieć.

Mam nadzieję, że w niedzielę o 15 wszystko pójdzie już bez kłopotów. Bo mecz finałowy numer 1 pokazał, że jest co oglądać. Więcej o finale jutro – jeśli sił starczy.

PS1. Kibiców z Wrocławia obecnych w Brzegu Dolnym pozdrawiam i za okrzyki retoryczne dziękuję i gratuluję.

PS2. Użytkownik wiesiek – przegiąłeś, nie życzę sobie więcej Twoich komentarzy na moim blogu. Ban. Ostatni przekaz: nigdy nie wychwalałem ponad miarę Polsatu, ani nie atakowałem, czy nie poniżałem TVP. Bzdury.

Zapowiedź finału obszerna, nocna

Trochę to trwało – ale jest. Moja analiza tego, co może się zdarzyć. No to do zobaczenia w Zgorzelcu w sobotę! 

PGE Turów Zgorzelec (1) – Prokom Trefl Sopot (2)

W tegorocznym play-off: Turów – w ćwierćfinale wygrał z Kotwicą Kołobrzeg 3:0, w półfinale pokonał Asco Śląsk Wrocław 4:1, średnia ataku – 73,1, średnia obrony – 64,8; Prokom – w ćwierćfinale pokonał AZS Koszalin 3:1, w półfinale wyeliminował Polpak Świecie 4:2, średnia ataku – 82,6, średnia obrony – 75,9. Turów tylko raz rzucił w tym play-off więcej niż 80 punktów (w ostatnim meczu ze Śląskiem), ale też tylko dwa razy stracił więcej niż 70 punktów, a miał aż pięć meczów ze straconymi 62 lub mniej punktami. Liczby Prokomu nie kłamią – broni dużo słabiej, ale zdobywa też dużo więcej punktów. Trzy porażki w play-off sopocian jednak wiele mówią także o grze tego zespołu.

Mecze Turów – Prokom w 2007/08: 60:66 (1 grudnia w Sopocie) i 88:79 (5 marca w Zgorzelcu). W pierwszym meczu w Sopocie mistrzowie Polski prowadzili po pierwszej kwarcie 22:8 i tylko wysiłki Logana (20 punktów) sprawiły, że walka była w miarę (choć głównie pozornie) wyrównana. W rewanżu znów świetnie grał Logan (26 pkt.), ale włączyli się inni i wynik dla odmiany był rozstrzygnięty właściwie po trzech kwartach (17 punktów przewagi Turowa).

Spotkania Turów – Prokom w play-off: dwa razy – 1. w 2005 roku, kiedy w półfinale Prokom pokonał Turów 4:1; 2. rok temu, kiedy Prokom wygrał w finale z Turowem 4:1. Trzy lata temu ligowy nowicjusz ze Zgorzelca niewiele miał do powiedzenia w starciu z broniącymi pierwszy raz tytułu sopocianami. Podobnie było w sumie przed rokiem, choć w pierwszym meczu potrzebna była dogrywka (i decydowały słynne przestrzelone wolne Drobnjaka). Kluczowy był mecz trzeci w Zgorzelcu, który Prokom wygrał 69:66 dzięki fenomenalnemu meczowi Dylewicza (21 punktów, trafione wszystkie rzuty).

W historii finałów play-off o mistrzostwo (rozgrywany od 1985 roku): Turów – 1 występ, 1 przegrana; Prokom – 6 występów, 4 wygrane, 2 porażki. Sopocianie są w finale bez przerwy od 2002 roku, ale dwie pierwsze próby mieli nieudane (ze Śląskiem w 2002 roku i z Anwilem rok później). Historia jest przeciwko Turowowi: od 1990 roku tylko zespół z Pruszkowa wygrywał w swoim pierwszym lub drugim finale.

Pierwsze piątki. Turów: Andres Rodriguez (184 cm wzrostu), David Logan (184), Thomas Kelati (194), Robert Witka (205), Dragisa Drobnjak (200). Prokom: Mustafa Shakur (190), Donatas Slanina (193), Milan Gurović (207), Filip Dylewicz (202), Pape Sow (208). W zespole ze Zgorzelca nawet nie ma mowy o jakichś przetasowaniach. W Prokomie – jeśli wszyscy będą zdrowi – także ta piątka powinna być 'żelazna'. Aczkolwiek, kiedy Turów będzie prowadził 2:0 czy 3:1 jestem pewien, że trener Pacesas coś pomiesza.

Kluczowi rezerwowi. Turów: Slobodan Ljubotina (206), Marko Scekić (204), Vjeko Petrović (194), Iwo Kitzinger (188). Prokom: Jovo Stanojević (208), Tomas Masiulis (205), Krzysztof Roszyk (200), Simonas Serapinas (198), Igor Milicić (195). Czterech tylko w Turowie, bo skoro Robert Skibniewski i Harding Nana nie grali praktycznie w półfinale, to i w finale nie ma się co ich spodziewać. W Prokomie nie ma już ponoć Christosa Harissisa, a wszystkie braki Tima Kisnera obnażył Polpak. Prokom teoretycznie ma silniejszą ławkę, podobnie zresztą jak pierwszą piątkę, ale czy to będzie widać na boisku?

Trenerzy: Saso Filipovski – jeden start w play-off w polskiej ekstralidze, bilans zwycięstw i porażek 8-5; Tomas Pacesas – debiutant w play-off. Być może kluczowy pojedynek tego finału. Pacesas może zamknąć usta wszystkim krytykom grając w taktyczne szachy z Filipovskim jak równy z równym. Powiedzmy, że wystarczy, jak uda mu się wyeksponować indywidualne przewagi swoich zawodników.

Szanse Turowa: Wielki sprawdzian dla zespołu, który przez cały sezon budował sobie reputację zwycięzców. Coraz lepsza gra, postępy wielu zawodników, świetny bilans meczów i sukcesy w Pucharze ULEB – to wszystko nie będzie miało znaczenia, jeśli Turów przegra. Jak wygrać? Grać swoje i sprawić, żeby strzelcy (Logan i Kelati) zdobywali punkty. A to zależy nie tylko od nich. Każda eksplozja strzelecka innego zawodnika na poziomie 16-20 punktów (Drobnjak? Witka? Kitzinger? Scekić?) będzie właściwie oznaczała wygraną, więc taki także może być plan. Ale warunkiem podstawowym jest zatrzymanie gwiazd rywali zmasowaną i zespołową obroną.

Szanse Prokomu: Wręcz przeciwnie – gwiady (Slanina, Gurović, Stanojević, Dylewicz, także Shakur) muszą zdobywać punkty. Prokom rzadko w tym sezonie wygrywał obroną, więc trafianie do kosza może być podstawą. Kto wie, czy nie trzeba będzie poświęcić jednak produkcji ofensywnej Donatasa Slaniny, żeby nie dać poszaleć Loganowi (czy to za pomocą obrony samego Litwina, czy też wprowadzając na boisko Roszyka). Półfinał z Polpakiem pokazał, że eksperyment z grą bez rozgrywających można uznać za udany – i nigdy więcej w tym sezonie do niego nie wracać. Za to granie z dwoma centrami – warto przemyśleć, zwłaszcza przy świetnej obronie Pape Sowa także daleko od kosza.

Kluczowy pojedynek: Thomas Kelati kontra Milan Gurović. Kto rzuci więcej? Może nie do końca o to by miało chodzić, ale Kelati grał przeciętnie w półfinale, a na prawdziwego, równego Gurovicia też ciągle czekamy. Mecze około 25-30 punktów każdego z nich mogą przechylić szalę rywalizacji.

Zawodnik-zagadka (x-factor): David Logan, Turów. Do tej pory ciągle nie wiemy, czy to tylko zawodnik świetny w rundzie zasadniczej, czy też prawdziwy lider-wojownik. W ćwierćfinale nie zagrał, a w półfinale było bardzo źle dopóki Śląsk grał w pełnym składzie. Logan nie może przespać finału, jeśli jego zespół ma wygrać. Brakuje mu też 0,8 punktu do Donalda Copelanda, który nie grając w play-off wyprzedził zawodnika Turowa w klasyfikacji strzelców. Ogólnie – Logan ma wiele do pokazania w tej serii.

Zawodnik nie do zatrzymania (game-winner): Jovo Stanojević, Prokom. Dragisa Drobnjak to niesamowity zawodnik, ale czy ktoś wierzy w to, że będzie w stanie zatrzymać w grze 'jeden na jednego' niesamowitego króla sztuczek Jovo Stanojevicia? Śmiem twierdzić, że będzie to trudne nawet dla takiego cwaniaka jak słoweński góral. A skoro sam Drobnjak (i jego zmiennicy) nie są tak groźni w ataku, czemuż ten sam Stanojević nie miałby zajmować się nim w obronie z sukcesem? Dla 31-letniego Serba to może być znakomita seria, jeśli tylko zagra dłużej niż kilkanaście minut, które dostaje od trenera w play-off.

Komentarz i typ: Powtarzam z wpisu poniższego. W długiej serii finałowej – sześć, siedem meczów – Turów ma większe szanse, bo wtedy naprawdę dojdzie do głosu praca trenerska. Czy jednak zgorzelczanie są w stanie coś ugrać pod koszem? To pytanie kluczowe, bo z obwodu będą trafiali na pewno. Dla mnie jednak najważniejsza pozostaje gra w obronie, a w tym składzie i konfiguracji trenerskiej przewagę ma Turów. Dlatego typuję zmianę mistrza Polski. 4:2 dla Turowa.

(Rywalizacja poszczególnych formacji została przeze mnie opisana poniżej, czyli tutaj).

O trzecie miejsce

Asco Śląsk Wrocław (4) – Polpak Świecie (6)

Co tu dużo mówić – wielka szansa dla Polpaku. Śląsk okazał się zespołem skłóconym i sam sobie wyrwał dwa trzonowe zęby, zwalniając Rashida Atkinsa i Jareda Homana. Owszem, można będzie wiele posłuchać o chęci walki zawodników Śląska, ale czy przy niesamowitych rozgrywających Polpaku i z mądrym trenerem Mihailo Uvalinem wystarczy mieć chęci? Kłopot z rozgrywaniem może być spory (został tylko niezbyt zdrowy Dawan Robinson), więc stawiam na Polpak. I to w dwóch meczach.

Zapraszam więc na nasze weekendowe transmisje – tym razem w TV4 o godz. 15 – zarówno w sobotę, jak i w niedzielę.

No i na koniec typy na pierwsze mecze (sobota):

Turów – Prokom +9

Śląsk – Polpak -11

A Wasze?

REKLAMA

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus!

 

Finałowe porównanie na pozycjach

Pełna zapowiedź finałów pojawi się tutaj dopiero późnym wieczorem, ale już teraz proponuję to, co napisałem dla Sport.pl. Czyli porównanie na pozycjach i typ na finał. Wasze opinie?

Rozgrywający

Andres Rodriguez, Vjeko Petrović (Turów) kontra Mustafa Shakur, Igor Milicić, Tim Kisner (Prokom)

Dla rozgrywających Prokomu finał będzie prawdziwym testem. Shakur w play-off gra nieźle, ale zdarzały mu się też mecze bardzo słabe. Milicić też nie do końca się sprawdza, a Kisner po prostu na tym poziomie nie potrafi grać. Klasa Rodrigueza, którego oprócz Petrovicia sprytnie wspomagają też Kitzinger i Logan, jest już potwierdzona. Jeśli chodzi o dyktowanie tempa gry i kontrolę nad rozdziałem rzutów wśród kolegów Portorykańczyk nie ma sobie równych w Polsce. I to w finale może być decydujące. Werdykt: przewaga Turowa.

Obwodowi

David Logan, Thomas Kelati, Iwo Kitzinger (Turów) kontra Donatas Slanina, Milan Gurović, Krzysztof Roszyk, Simonas Serapinas (Prokom)

Gwiazdy przyszłości, a może gwiazdy wznoszące się, z Turowa (Logan i Kelati po 26 lat, Kitzinger 23) zagrają przeciwko uznanym gwiazdom na skalę światową – mistrzowi świata Guroviciowi (33 lata) i mistrzowi Europy Slaninie (31 lat). Ten pojedynek będzie w finale najsmaczniejszy i choć brzmi to jak herezja wydaje się być wyrównany. System gry Turowa pomaga zabłysnąć Loganowi i Kelatiemu nawet bardziej niż gra Prokomu pomaga Litwinowi i Serbowi. Dlatego ważne mogą też być umiejętności indywidualne gry w obronie, a te wyższe mają chyba zgorzelczanie. Werdykt: remis.

Podkoszowi

Robert Witka, Dragisa Drobnjak, Slobodan Ljubotina, Marko Scekić (Turów) kontra Filip Dylewicz, Pape Sow, Jovo Stanojević, Tomas Masiulis (Prokom)

Świetny półfinał Dragisy Drobnjaka nie może przyćmić faktu, że Sow i Masiulis (w obronie) oraz Stanojević i Dylewicz (w ataku) są zawodnikami lepszymi niż odpowiedni gracze Turowa. Jeśli produkcja punktów z obu stron będzie wyrównana w tej formacji, Turów ma szanse na wygraną. Werdykt: przewaga Prokomu.

Trenerzy

Saso Filipovski, Boban Mitev (Turów) kontra Tomas Pacesas, David Dedek (Prokom)

Wśród czterech wyżej wymienionych trenerów jest dwóch Słoweńców, jeden Macedończyk [poprawka, dzięki] i jeden Litwin, a najstarszy w tym gronie ma 37 lat! Dominet Bank Ekstraliga stała się areną walki młodej zagranicznej myśli szkoleniowej i trudno powiedzieć, czy to na pewno dobrze dla polskiej koszykówki. To jednak mniej ważne w analizie szans obu zespołów w finale, ale trudno nie przyznać pierwszeństwa parze trenerskiej Turowa. Filipovski był trenerem w Eurolidze i w Polsce od dwóch lat potwierdza klasę. Klasa Pacesasa jest w budowie – niewykluczone, że zostanie w pełni ujawniona w tym finale. Na razie jednak… Werdykt: przewaga Turowa.

Typ Adama Romańskiego: W długiej serii finałowej – sześć, siedem meczów – Turów ma większe szanse, bo wtedy naprawdę dojdzie do głosu praca trenerska. Czy jednak zgorzelczanie są w stanie coś ugrać pod koszem? To pytanie kluczowe, bo z obwodu będą trafiali na pewno. Dla mnie jednak najważniejsza pozostaje gra w obronie, a w tym składzie i konfiguracji trenerskiej przewagę ma Turów. Dlatego typuję zmianę mistrza Polski – 4:2 dla Turowa.

reklama

Zakłady koszykarskie w bwin.com – PLK, NBA, ligi europejskie. Zarejestruj się i zgarnij bonus!